Himalaje absurdu z nizinnego kraju: Północni Koreańczycy w Dyneburgu

Przez łotewską Virslīgę na przestrzeni lat przewijali się przedstawiciele wielu egzotycznych państw, takich jak na przykład Haiti, Mauretania, Turkmenistan czy Salwador. Najwięszą uwagę przykuwa jednak zawsze każdy piłkarz z Korei Północnej, któremu w ogóle udaje się wyjechać za granicę.

W przypadku Łotwy było ich nawet dwóch, choć czytając tę historię przekonacie się, że praktycznie cały czas mowa jest o trio. W latach 2009-2010 przez półtora roku zlokalizowany w południowo-wschodniej części kraju Dyneburg był domem dla młodziutkich, wówczas 18-letnich północnokoreańskich piłkarzy: Kum-song Honga i Myong-Jun Ri. Tylko na „Bałtyckim futbolu” przeczytacie kulisy tej pełnej barwnych akcentów historii!

Nie do dogadania

Przybycie dość nietypowych przybyszów do klubu FC Dinaburg pamięta Andris, kibic z Dyneburga, który rozpoczyna opowieść: „Nie wiem jak dokładnie trafili na Łotwę. Ktoś zaoeforwał ich Oļegsowi Gavrilovsowi [właściciel klubu – aut.], a on z tego skorzystał”. Na co dzień obydwu zawodnikom towarzyszył rządowy agent, który pilnował ich aby nigdzie nie uciekli. Obecność wysłanego z Korei Północnej agenta doprowadziła do wielu absurdów, ale o tym za chwilę.

Głównym problemem pozostawała komunikacja, a raczej jej brak. „Jeden z nich był naprawdę dobry, ale wiodło im się bardzo ciężko. Ani oni, ani ten agent w ogóle nie mówili po angielsku. Trener Tamaz Pertia rozmawiał z nimi, jak i ze wszystkimi, po rosyjsku. No a przynajmniej próbował” – tłumaczy Andris.

Kum-song Hong w barwach Dinaburga FC.

Jak cień

Mimo bariery językowej, Koreańczykom najwidoczniej spodobało się na Łotwie. Ciężko inaczej wytłumaczyć fakt, że po wybuchu skandalu korupcyjnego, którego efektem były zatrzymania wśród kierownictwa FC Dinaburga i rozwiązanie klubu, obydwaj, a raczej we trójkę, pozostali w Dyneburgu i wstąpili w szeregi Daugavy powstałej w miejsce zlikwidowanej drużyny.

Ironizowanie obecności agenta rządowego nie jest przypadkowe. Towarzyszył Kum-song Hongowi i Myong-Junowi Ri dosłownie wszędzie, tak aby mieć pełną kontrolę nad zachowaniem zawodników, którzy pierwszy raz wylecieli grać w piłkę poza granice KRLD. Nie odpuszczał nawet podczas spotkań wyjazdowych. Co więcej, doszło do komicznych sytuacji, że wspomniany agent został zarejestrowany w federacji przez klub (Andris nie pamięta czy ten zabieg miał na celu umożliwienie przebywania mu na ławce rezerwowych), a także towarzyszył całej drużynie na sesji zdjęciowej!

fot. Daugava Daugavpils

Fotografia jest bardzo złej jakości, ale nie udało się znaleźć innej, a i to nie było łatwym wyczynem. Strona internetowa Daugavy przestała być dostępna w sieci od końca 2015, czyli rok po zlikwidowaniu Daugavy, także w atmosferze korupcyjnego skandalu. Z pomocą przyszła jednak strona WayBack Machine za pomocą której udało się podejrzeć zarchiwizowaną w 2011 roku stronę Daugavy i z niej właśnie pozyskać fotografię.

Dzięki temu udało się z Andrisem ustalić, że mężczyzna zaznaczony czerwonym kółkiem to najprawdopodobniej agent północnokoreańskiego rządu. Dostał nawet klubowy dres. Tuż obok niego siedzi jeden z piłkarzy, drugi znajduje się po przeciwnej stronie rządu siedzącego (drugi z lewej).

Myong-Jun Ri w barwach Dinaburga FC.

Kieszonkowe

Wspomniany agent to nie jedyna specyficzna sprawa, w którą zamieszany był koreański rząd. Daugava nie wypłacała bowiem pensji bezpośrednio zawodnikom, lecz kierowała pieniądze do federacji piłkarskiej Korei Północnej. Zawodnicy dostawali na swoje wydatki przydział od agenta, a pełną kontrolę nad ich faktycznym wynagrodzeniem przejmował związek.

Północnokoreańscy przybysze być może zawrotnej kariery na łotewskich boiskach nie zrobili, ale zostawili po sobie pewien ślad. Zarówno Kum-song Hong jak i Myong-Jun Ri w barwach Dinaburga i Daugavy rozegrali w Virslīdze łącznie po 21 spotkań. Pierwszy z nich zdołał strzelić 3 gole, drugi 0, obydwaj występują na pozycji napastnika. Posmakowali także gry w europejskich pucharach występując z Dinaburgiem w eliminacjach do Ligi Europy.

***

Ostatni ślad tej historii urywa się w czerwcu 2010. Jak wspomina Andris, obydwaj zawodnicy otrzymali powołanie do reprezentacji młodzieżowej, i nigdy z niego nie wrócili mimo obowiązującej wciąż umowy z Daugavą. Jak więc widać całość ma dość barwny koniec. Kum-song Hong został w kraju, a w 2019 roku podjął się jeszcze gry w Kambodży. Od tamtej pory jego klub pozostaje nieznany. Myong-Jun Ri rok po opuszczeniu Łotwy zameldował się w drugiej lidze Danii, a potem przez Tajlandię wrócił do kraju i tam występuje do dziś. Obydwaj 32-latkowie mają także na koncie występy w dorosłej reprezentacji Korei Północnej. Byli jednymi z pierwszych północnokoreańskich piłkarzy w Unii Europejskiej.

fot. FC Dinaburg

5 1 głos
Article Rating
Share on facebook
Share on twitter
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Logowanie