1,5 roku temu Nauris Petkevičius po fantastycznym, debiutanckim sezonie w A Lydze przykuł uwagę wielu silniejszych klubów. Finalnie Hegelmann FC zamienił na belgisjki RSC Charleroi. Na początku lipca 23-latek znów znalazł się w Hegelmannie, zaliczając po drodze jeszcze 2 wypożyczenia.

Można to uznać za złośliwość lub nie, ale Petkevičius prawie idealnie wpisuje się w powyższą grafikę (nie był to jednak jego pierwszy wyjazd, wcześniej grał w rezerwach Lille). Można zrozumieć, że Litwin nie przebił się w Charleroi, w końcu to zupełnie inna półka niż A Lyga, aczkolwiek przecież miał też doświadczenia z Francji. Bardziej niepokoić powinien fakt, że piłkarzowi nie pomogły ani wypożyczenia do drugiej ligi belgijskiej (Beerschot), ani nawet do ojczyzny (Żalgiris Wilno). W obydwu tych klubach napastnik miał problemy z grą. Pobyt w Beerschot upłynął pod znakiem zaledwie 5 spotkań ligowych, a rok 2022 Litwin dogrywał… w czwartoligowych rezerwach klubu.
Zmiana otoczenia na rodzinną Litwę także niewiele dała. Petkevičius nie zdołał zaistnieć nawet w Żalgirisie Wilno. W 9 ligowych spotkaniach nie strzelił ani jednej bramki, nie zdobył ani jednej asysty. Nic zatem dziwnego, że w stolicy nie będą za nim tęsknić. 23-latek wrócił więc tam, skąd wypłynął na szerokie wody.
Sam Hegelmann nie rozgrywa obecnie najlepszego sezonu, a za pasem historyczny debiut w europejskich pucharach. I jak bardzo rozczarowująco nie brzmiałby dotychczasowy przebieg kariery Petkevičiusa, to taki ruch jest obecnie najlepszym rozwiązaniem zarówno dla Hegelmannu, jak i samego zawodnika. Być może zdoła jeszcze raz powalczyć o wyjazd zagranicę, być może odnajdzie siebie na nowo, albo też pozostanie już do końca kariery zawodnikiem z poziomu ligi litewskiej. Póki co snajper zaliczył wczoraj 45 minut w meczu z Dżiugasem Telsze, który zakończył się skromną wygraną 2-1 piłkarzy Hegelmannu.
fot. Hegelmann







