Mimo młodego wieku, Rokas Garastas poprowadził Żalgiris Kowno do największych osiągnięć w jego historii. Teraz od kilku miesięcy pozostaje bez klubu, ale jak sam mówi, ma co robić. W ostatnim czasie był również zaangażowany w proces rekrutacyjny do Wisły Kraków, o którym opowiedział więcej szczegółów. Choć angaż dostał Albert Rude, Rokas Garastas wywarł pozytywne wrażenie na Jarosławie Królewskim, który nazwał Litwina „super człowiekiem”.
Rafał Kobza (Bałtycki futbol): Porozmawiajmy najpierw o Wiśle Kraków. Jakie są Twoje wrażenia z rekrutacji?
Rokas Garastas: Przede wszystkim jest to bardzo duży klub i kiedy zwrócono na mnie uwagę, poczułem się bardzo zmotywowany, aby tam pracować. Właścicielem i prezesem klubu jest Jarosław Królewski, bardzo inteligentna i mądra osoba z jasną, silną wizją tego, jak chce prowadzić klub, jakie są cele i jak je osiągnąć. Znając jego zasady pracy z technologiami AI, nie dziwi fakt, że chce iść w tym kierunku również w piłce nożnej, co zresztą robi już od dłuższego czasu, stosując to w klubach i projektach na najwyższym poziomie i odnosząc w tym sukcesy. Sam model rekrutacji stał więc na najwyższym poziomie i nieco różnił się od innych klubów pod względem selekcji trenerów jako potencjalnych kandydatów. Pomimo nietypowych zasad wstępnej selekcji, później standardowo dowiadywano się o moją reputację i etykę pracy od wielu różnych osób, które mogłyby mnie polecić. W ten sposób znalazłem się w gronie 3 kandydatów na głównego trenera Wisły Kraków. Odbyłem interesującą rozmowę z Jarosławem Królewskim, a następnie długą rozmowę w języku hiszpańskim z dyrektorem sportowym klubu Kiko Ramírezem. Wiedząc ilu hiszpańskich zawodników ma obecnie Wisła Kraków, moja znajomość hiszpańskiego była dla nich bardzo ważna. Nieco później otrzymałem odpowiednie zadania do przygotowania. Jak już wspomniałem, był to bardzo ustrukturyzowany proces selekcji na wysokim poziomie, co zrobiło na mnie duże wrażenie.
Jaki miałeś pomysł na Wisłę? To klub z długą historią, walczący o powrót na szczyt. Bardzo duże wyzwanie.
Tak, dokładnie tego chciałem, dużego klubu z dużym wyzwaniem, czuję się na to gotowy i chciałem temu podołać. Jak powiedziałem, klub przygotował dla mnie zadanie kiedy akurat z rodziną pojechaliśmy na narty na Słowację, więc wszystkie plany bardzo się zmieniły, ale moja rodzina mnie wspierała, rozumieli, jak wielka i ważna była dla mnie ta szansa. Wstałem wcześnie i zagłębiłem się w analizę klubu, pojeździłem trochę z rodziną na nartach i ponownie przygotowywałem zadanie przez cały dzień i wieczór aż do nocy, spędziłem 6 intensywnych dni podczas Świąt Bożego Narodzenia, ale w rodzinie trenera to normalne. Tak więc po pełnym przeglądzie klubu sytuacja stała się jeszcze bardziej klarowna, jest to zespół z bardzo dobrymi, wysokiej klasy zawodnikami i z potencjałem na osiągnięcie głównego celu jakim jest powrót do Ekstraklasy. Tak więc, rozumiejąc całą historię klubu, znając atmosferę tworzoną przez spektakularnych kibiców krakowskiej Wisły na meczach u siebie, znając szczegóły dotyczące zawodników i celów klubu, mój pomysł był bardzo jasny: grać na wysokim tempie, ze zorganizowanym wysokim pressingiem w odpowiednich obszarach, Szybki, dominujący, nowoczesny futbol z piłką, szukanie graczy między liniami i odpowiednich momentów do ataku, wykorzystywanie rotacji w niektórych obszarach boiska aby stworzyć przewagę i możliwość stworzenia wielu szans. Jestem więc trenerem, który chce atakować, a z takimi graczami można to zrobić bardzo skutecznie. Wiedząc, że po pierwszej części sezonu klub zanotował najlepsze wyniki w ataku w całej lidze, ale pozostał daleko w tyle pod względem parametrów defensywnych, było oczywiste, jakie korekty są potrzebne w obronie, czego brakowało między zawodnikami, aby zmniejszyć liczbę straconych goli, i jakie korekty pozycji były potrzebne w ataku, aby przygotować się do lepszego przejścia do fazy obrony. Określiłem również jasno i szeroko, jak widzę i jak wykorzystam każdego gracza w zespole. Moje wartości to szacunek, zaufanie i ciężka praca, mam wysokie standardy dla siebie i wszystkich wokół mnie, zwracam dużą uwagę na szatnię i relacje z zawodnikami. Wierzę w sam proces trenerski, tworzone środowisko i kulturę oraz pewne zasady adaptacyjne na treningu, które tworzą dobre relacje i nawyki między zawodnikami. Jjestem przekonany, że każdy zawodnik, bez względu na wiek zawsze może się jeszcze poprawić, chciałbym pomóc każdemu piłkarzowi osiągnąć swój potencjał na boisku oraz najlepszą możliwą formę, ponieważ tylko wtedy gdy możesz podnieść poziom każdego indywidualnego gracza, podniesiesz poziom całej drużyny. Chcę być także wsparciem poza boiskiem. To były moje główne idee pracy w Wiśle Kraków.
Na Litwie nie ma obecnie wielu trenerów pracujących za granicą. Jak myślisz, co jest potrzebne, aby to zmienić?
Jak wiemy, Litwa jest krajem o dużych tradycjach koszykarskich, więc nie mamy dobrej reputacji jeśli chodzi o piłkę nożną. Myślę, że jest to główny powód i trudność dla litewskich trenerów, aby dostać szansę za granicą, zwłaszcza w moim przypadku gdy nie miałem zbyt dużej kariery jako zawodnik. Jednak w Europie ten trend wyraźnie się zmienia. Udana praca Valdasa Dambrauskasa w zagranicznych klubach ma ogromne znaczenie dla przyszłości litewskich trenerów piłki nożnej, zwiększając tym samym możliwości na otrzymanie szansy w zagranicznym zespole. I myślę, że w tej chwili jest więcej niż jeden kompetentny litewski trener, który wykonałby świetną robotę w ligach zagranicznych.
Minęło wiele miesięcy odkąd opuściłeś Żalgiris Kowno. Co robisz na co dzień? Nie tęsknisz za boiskowymi emocjami?
Nie powiedziałbym, że to długi czas w zawodzie trenera, zresztą w moim przypadku to nie pierwszy raz. Zanim zacząłem pracować z Żalgirisem Kowno spędziłem 9 miesięcy z rodziną, odpoczywając i przygotowując się do nadchodzącej pracy. W tej profesji rodzina jest zawsze poszkodowana, nie ma wakacji, nie ma weekendów, więc teraz staram się poświęcać dużo uwagi rodzinie i nadrabiać czas. Mam również bardzo zdyscyplinowaną rutynę, która pomaga mi przygotować się do następnej pracy. Dzień zaczynam każdego ranka o 6 rano od aktywności: biegania, spaceru po lesie, pływania lub sesji Thai-Chi. Potem zabieram dzieci do szkoły i skupiam się na piłce nożnej. Analizuję moją poprzednią pracę, treningi i metodologie, których używałem, ile uwagi poświęcałem czemu, jak wyglądała komunikacja z zawodnikami, z menedżerami, ze sztabem trenerskim, co mogłem zrobić lepiej, jak mogłem wygrać więcej, jak będę chciał pracować dla innego klubu. Wykorzystałem również ten czas na doskonalenie się, szkolenia online, seminaria, książki, studiowanie stylów pracy innych trenerów, metodologii, analizowanie szczegółów gry, a także odbyłem kilka staży z innymi trenerami, aby obserwować ich pracę i przyjrzeć się im z bliska. Miałem okazję pojechać do Stade de Reims, aby obserwować ich proces treningowy i porozmawiać z bardzo interesującym trenerem, Willem Stillem, ale nie byłem jeszcze w stanie pogodzić mojego czasu z jego możliwościami. Staram się rozmawiać z innymi trenerami, dyrektorami sportowymi, właścicielami klubów, mentorami przez telefon tak często, jak to możliwe. To interesujące wiedzieć jak myślą inni lub czego oczekują od trenerów, to świetny czas na refleksję i poprawę. Ale oczywiście tęsknię już za byciem częścią codziennego procesu, byciem z zawodnikami, treningami, emocjami i decyzjami przy linii bocznej podczas meczu.

Miło słyszeć, że dbasz o swoją formę. Zazwyczaj wymaga się tego tylko od piłkarzy, z trenerami bywa różnie. Czy uważasz, że trenerzy powinni zwracać większą uwagę na ten aspekt?
Przede wszystkim, jako trener w pracy i jako osoba w życiu, zawsze kieruję się zasadą pokazywania dobrego przykładu moim zawodnikom i moim dzieciom, a nie samymi słowami. Jeśli mówię, że nie należy pić alkoholu lub palić papierosów, sam tego nie robię, jeśli mówię, że dobrze jest zdrowo się odżywiać, sam staram się to robić. Jeśli proszę zawodników o dobrą formę sportową, sam muszę być w dobrej formie sportowej. Oczywiście jestem człowiekiem i mam swoje małe odchylenia, ale przede wszystkim staram się być osobą, o bycie którą proszę innych.
Po drugie trzeba po prostu zrozumieć strukturę człowieka, psychologię tego jak działa i na czym polega praca głównego trenera. Normalny człowiek powinien żyć według zdrowej zasady 8/8/8, czyli 8 godzin na pracę, 8 godzin na odpoczynek, dla siebie, dla życia, dla rodziny, na aktywność, 8 godzin na sen, a sobota i niedziela bez pracy. W pracy trenerskiej ta zasada nie istnieje, masz co najmniej 12-15 godzin na pracę, 2-4 godziny na życie, siebie, rodzinę i w najlepszym przypadku 8 godzin na sen (naprawdę rzadko). Dni wolne wypadają maskimum 1-2 razy w miesiącu a podczas nich i tak ciągle myślisz o zespole, procesach i zawodnikach. Samo obciążenie pracą, ciągła presja, odpowiedzialność, ciągłe poświęcanie swojej energii innym, stres i emocjonalny rollercoaster nie sprzyjają zdrowemu stylowi życia, więc to co robisz w ciągu pozostałych 2-4 godzin dziennie jest niesamowicie ważne. To co jesz, to co pomaga poradzić sobie z presją przez cały rok, być wydajnym, bystrym i oddanym swoim zawodnikom, być w dobrym nastroju i w dobrej formie fizycznej, ma ogromne znaczenie.
Jak wyglądało Twoje rozstanie z Żalgirisem? Byłeś architektem największych osiągnięć w historii klubu. Czy nie zasłużyłeś na większe zaufanie? Zwłaszcza, że inni trenerzy nie potrafili uratować sezonu.
Myślę, że każda strona ma inny punkt widzenia na daną sytuację. Menedżerowie będą widzieć to w jeden sposób, trenerzy i zawodnicy w inny. Samo rozstanie było normalne, to była po prostu decyzja podjęta przez klub, uszanowałem ją i nie miałem większego wyboru. Ale z mojej strony nie wydawało mi się to odpowiednim momentem na taki ruch, w przeszłości były lepsze. Wiedząc, że w tamtym sezonie było wiele zmian w składzie, wielu nowych zawodników i potrzeba było trochę więcej czasu wejść na ścieżkę zwycięstw. Byliśmy bardzo blisko tego i myślę, że mogliśmy zrobić więcej w tamtym sezonie. Zawsze chcesz więcej wsparcia, więcej pewności siebie i więcej czasu, ale taka jest rzeczywistość piłki nożnej i musisz to zaakceptować i dostosować się.

Ciekawie wygląda obecny układ sił w litewskiej A Lydze. FK Poniewież zdetronizował Żalgiris Wilno, Szawle mają bardzo ciekawą drużynę. Są też dwa ambitne zespoły z Kowna. Czy będziemy świadkami rewolucji i końca dominacji Żalgirisu Wilno? A przynajmniej na dłużej niż 3 lata, bo tyle razy z rzędu wygrywała niegdyś Sūduva Mariampol?
Przez ostatnie 3 sezony liga stawała się z roku na rok coraz bardziej konkurencyjna i myślę, że tak samo będzie teraz. Mistrzowie FK Poniewież będą starali się obronić tytuł, utrzymali świetnego trenera, trzon zespołu, przyszli nowi piłkarze i mają naprawdę duże szanse. Myślę, że Żalgirisowi Wilno nie będzie łatwo wrócić na szczyt, ponieważ wokół nich będą inne drużyny, które są głodne sukcesów i mają takie same marzenia. Na przykład FA Szawle i Żalgiris Kowno, z dobrymi trenerami, zawodnikami i projektami. To będzie interesujący i być może nieprzewidywalny sezon.
Jakie masz plany na przyszłość?
Chcę kontynuować pracę jako trener w piłce nożnej, być jeszcze lepszym i jeszcze bardziej gotowym na kolejną szansę. Przede wszystkim chciałbym wyzwania w zagranicznej drużynie, o krok wyżej niż byłem wcześniej, z większą liczbą fanów i ciekawym długoterminowym projektem. Nawet gdy byłem kandydatem do Wisły Kraków, pamiętałem jak w 2016 roku, gdy byłem jeszcze asystentem trenera reprezentacji Litwy, graliśmy z reprezentacją Polski i skończyło się 0:0, na Stadionie Miejskim im. Henryka Reymana. Po tym meczu polska kultura piłkarska wywarła na mnie duże wrażenie i pomyślałem, że w przyszłości chciałbym pracować w takiej lidze, z takimi kibicami i grać na takich stadionach.
Polska od dawna jest atrakcyjną opcją dla litewskich piłkarzy, ale w ostatnich latach nie odnosili oni tutaj większych sukcesów. Dlaczego nie ma drugiego Gražvydasa Mikulunasa? Czy różnice między dwoma krajami stały się zbyt duże?
No cóż, myślę, że różnice między polskimą a litewską ligą są naprawdę duże, Polska ma znacznie głębszą tradycję rozwijania piłkarzy, a sam kraj wykazuje inne zainteresowanie i miłość do tego sportu, dlatego istnieją różnice między liczbą zawodników produkowanych w Polsce i na Litwie. Musimy również zrozumieć, w jaki sposób na transfer zawodników z jednego klubu do drugiego, z jednej ligi do drugiej, wpływają agenci, dyrektorzy sportowi i inne powiązania. To prawdopodobnie tutaj nastąpiła największa zmiana. Myślę jednak, że tak jak widzieliśmy Arvydasa Novikovasa i Fedora Černycha odnoszących sukcesy w Ekstraklasie, tak w przyszłości zobaczymy innych Litwinów, którzy będą mogli i chcieli spędzić swoją karierę w Polsce.
Wymarzona liga, w której chciałbyś pracować?
Odkąd byłem dzieckiem moje główne zainteresowanie i marzenia kręciły się wokół hiszpańskiej La Ligi i do dziś jest tak, że te rozgrywki, tamtejsza piłka nożna i kraj są tymi, które najbardziej przyciągają moją uwagę. Oczywiście w moich marzeniach jest każda z pozostałych lig Top5, które są na najwyższym poziomie i drużyny których biorą udział w turnieju Ligi Mistrzów.
fot. Żalgiris Kowno







