Ugrupowanie kibiców I ligowej Dainavy Alytus o nazwie Dzūkų Tankai to jedna z najlepiej zorganizowanych tego typu grup na Litwie. Działają od 2001 roku nieustannie wspierając klub u siebie i na wyjeździe. Zgodzili się także opowiedzieć mi o swoim konflikcie z federacją, który poznacie z perspektywy fanów z Alytus (pol. Olita).

Rys historyczny
Nazwa grupy z litewskiego oznacza „Dzukijskie czołgi”. Dzukiją nazywana jest południowa część Litwy, w której znajduje się Alytus. Pierwsze ślady ruchu kibicowskiego w mieście datuje się na lata 70. XX wieku. Mowa oczywiście o tak zwanych „pierwotnych” formach kibicowania, byli jednak ludzie którzy wywieszali flagi klubowe, jeździli na wyjazdy i nawet znajdywali rywali w kibicach innych drużyn. Zajmowali oni wówczas miejsce na centralnej trybunie stadionu, a wszystkie te wiadomości, jak informuje strona samych fanów, przekazali dawni piłkarze Dainavy.
Później w latach 90. fani organizacyjnie stali już na lepszym poziomie. Miejska drużyna nosiła wówczas nazwę „Poringės”, a ruch kibicowski liczył około 50 osób. Fani z Alytus pozostawali jednak pod dużym wpływem grupy kibicowskiej „Pietų IV“, która wspiera Żalgiris Wilno. Ta grupa mimo większej liczebności nie jeździła raczej na wyjazdy, zbierali się na mieście w asyście niewielkich chorągiewek w klubowych barwach. Sęk w tym, że ci fani swojego głosu częściej niż do wspierania drużyny, używali do obrażania sędziego. Wtórowały temu trąbki. Organizacja kibiców Poringės szybko przeszła do historii.
Aż 10 lat minęło zanim w Alytus znów uformowała się zorganizowana grupa fanów. Tym razem pod nazwą Wschodnia Brygada. Na początku była to zbiorowość licząca około 20 młodych osób i proste okrzyki typu „Dainava, Dainava”. Z czasem wszystko zaczęło się powoli rozwijać. Powstała pierwsza flaga, padła propozycja wydawania kibicowskich fanzinów np. z opisami podróży na mecze wyjazdowe, czy typowego kibicowskiego życia. Finalnie powstały zaledwie 3 unikatowe numery. Dainava niestety dość szybko zniknęła z piłkarskiej mapy Litwy. W 2003 roku klub rozwiązano. Fani jednak nie odpuścili.
W 2010 roku powrót Dainavy stał się faktem, ale w mieście działała już inna drużyna grająca na drugim szczeblu rozgrywek – Vidzgiris. Postanowiono zrobić fuzję, by powstał 1 zespół zdolny do gry nawet w A Lydze. Po długich dyskusjach przyjęto nazwę Dainava. Fani obydwu klubów przybili pakt, zgodnie twierdząc, że w mieście musi być silne wsparcie dla nowego klubu. Kibice nadali sobie nową nazwę – Dzūkų Tankai. To była już silna, około 100-osobowa grupa. Dzięki temu wydarzeniu najbardziej zorganizowana w tamtym czasie litewska grupa „Pietų IV”, która wspiera jak wspomniałem Żalgiris Wilno, musiała się zmobilizować aby to miano utrzymać. Mecze Żalgirisu i Dainavy stały się zatem najatrakcyjniejszymi meczami pod względem kibicowskim na całej Litwie. Obecnie wspierają drużynę na drugim szczeblu rozgrywek (I Lyga).

Wróg numer 1
Dziś największym przeciwnikiem kibiców Dainavy nie są fani żadnej drużyny przeciwnej, lecz federacja. Jak sami wyjaśniają trwa to już od wielu sezonów. Powodem wrogości do LFF zdaniem Dzukijskich czołgów są podwójne standardy krajowego związku, brak logiki, czy likwidowanie ruchu kibicowskiego. Potem dowiaduję się, że sytuacja zaogniła się na początku zeszłego sezonu. Cierpliwość kibiców Dainavy wyczerpała się z powodu złego ich zdaniem harmonorgamu meczów, oraz przenoszenia spotkań na dni powszednie.
Co ciekawe odbywały się spotkania z odpowiednimi ludźmi z federacji. Nie spełniły one jednak oczekiwań kibiców. Zapytałem się o kary, czy takowe federacja nakładała. W odpowiedzi otrzymuję, że każdy pokaz pirotechniczny skutkuje karą pieniężną. LFF zdaniem fanów miała patrzeć na to łagodniejszym okiem, ale obietnicy nie dotrzymała. I choć pirotechnikę wykorzystuje duża część grup kibicowskich na Litwie, to według Dzukijskich czołgów, to w ich przypadku kary są najsurowsze.

Pierwsi na linii frontu
Oficjalnie na stadionach Litwy nie można odpalać środków pirotechnicznych, mimo że jak wyżej wspomniałem, czyni to większość. Zdaniem moich rozmówców pirotechnika jest integralną częścią dopingu dla drużyny, a używana rozsądnie i bezpiecznie powoduje mniej problemów niż policja czy ochrona.
Z niekorzystnymi dla kibiców LFF fani Dainavy zaczęli walczyć jako pierwsi na Litwie. Na ich trybunie regularnie można spotkać transparent(y) w klimacie hashtagu #fuckLFF. To jedna z kilku kampanii prowadzonych przez Dzukijskie czołgi w ramach niezadowolenia z działań federacji. Niezależnie od tego kto ma w tym sporze rację – na pewno chodzenie na udry z fanami nie poprawi frekwencji w litewskich ligach, a są one jednymi z niższych w Europie. Podobnie twierdzą Dzukijskie czołgi, kibice powiedzieli mi, że ich zdaniem dążenia federacji do ograniczenia liczby widzów przebiegają zgodnie z planem. Tak właśnie widzą federację, jako narzędzie do niszczenia ruchu kibicowskiego. O sankcjach i problemach przez pirotechnikę wspominali mi również kibice Sūduvy Mariampol w innym wywiadzie.

Zburzyć układ
Receptą na wyjście z sytuacji według fanów z Alytus jest likwidacja obecnej hierarchii i układów w strukturach LFF. Zdają sobie sprawę, że to nie jest problem, który można rozwiązać od razu, potrzeba na to czasu. Są jednością. W odpowiedzi na moje pytania wyraźnie zaznaczyli, że wszystko co zostanie przez nich napisane jest stanowiskiem całej trybuny, całej społeczności a nie jednostek. Do organizacji Dzukijskich czołgów dołączyć może każdy chętny, bez względu na płeć czy wiek. Na swojej stronie internetowej mają nawet śpiewnik, co na warunki litewskie jest czymś niespotykanym. Bez wątpienia powrót Dainavy do A Lygi byłby dużym uatrakcyjnieniem rozgrywek pod względem kibicowskim.
Wszystkie zdjęcia i grafiki pochodzą ze strony dzukutankai.lt







