Jako piłkarz był w wielu krajach, od Włoch i Cypru po Islandię. Miał także krótki przystanek w Zniczu Pruszków, ale złamał wtedy nogę i nie zdołał nawet zadebiutować w I zespole. Oto Darius Jankauskas, który zakończył karierę piłkarza, i będzie realizować się jako trener.
Rafał Kobza: Jak zaczęła się Twoja kariera?
Darius Jankauskas: Mieszkałem tuż obok boiska piłkarskiego i od najmłodszych lat spędzałem tam latem dużo czasu. A gdy miałem siedem lat w skrzynce pocztowej znaleźliśmy ulotkę z zaproszeniem na treningi piłkarskie dla chłopców urodzonych w 1992 roku. Tak to się wszystko zaczęło i trwa do dziś.
Od razu wiedziałeś, że chcesz być piłkarzem, czy próbowałeś też innych dyscyplin?
Tak, zdałem sobie z tego sprawę wystarczająco wcześnie, że podoba mi się wszystko, co ma związek z piłką nożną. Całymi dniami grałem z przyjaciółmi. Lubię śledzić europejskie i światowe rozgrywki. Teraz też trenuję już małe dzieci, sprawia mi to dużo radości. Nie przestawałem grać w piłkę nożną od 7. roku życia. No chyba, że tylko wtedy, gdy miałem kontuzje.
Gdzie znalazłeś swój pierwszy profesjonalny klub?
Miałem okazję bardzo krótko trenować w pierwszej drużynie FC Šiauliai, która grała w najwyższej litewskiej lidze piłkarskiej. A w wieku 17 lat podpisałem profesjonalny kontrakt z klubem Serie C AC Sambonifacese. Ale szkoliłem się w drużynie FC Šiauliai, pochodzę z Szawli.
![]()
Jak trafiłeś do Włoch?
W Szawlach mieszkał agent piłkarski Remigijus Mikočionis, który obserwował mnie od kilku lat i udzielał mi różnych rad. Widząc, że mam już możliwości gry za granicą, zorganizował mi testy we Włoszech.
Jak zareagowali Twoi rodzice? Siedemnastolatek, sam, za granicą, daleko od domu. Szybka lekcja samodzielnego życia.
Moi rodzice zawsze mnie wspierali, a także ściśle współpracowaliśmy z Remigijusem, więc zaufali i mnie puścili. To było moje marzenie, od najmłodszych lat chciałem grać w dobrym, zagranicznym klubie. Podróż do Włoch była tym małym krokiem w kierunku spełnienia marzeń, więc nikt nie mógł mnie powstrzymać.
Jak wyglądało Twoje życie we Włoszech? Dużo grałeś w Serie C?
Było dość skomplikowane. Nie mówiłem po włosku (niewiele osób we Włoszech zna angielski), nie miałem przyjaciół, wszystko było nowe – środowisko, jedzenie, kultura, poziom piłki nożnej. To były naprawdę bardzo trudne 3 miesiące adaptacyjne. Później nauczyłem się włoskiego, zaczynało robić się łatwiej. Poziom piłkarski był wysoki, a dostosowanie się do niego wymagało czasu i wiele wysiłku. Trenowałem z pierwszą drużyną i jeździłem na mecze, ale przeważnie siedziałem na ławce rezerwowych i wchodziłem dopiero na końcowe minuty w kilku spotkaniach. Grałem głównie w drużynie U19.
Dużo się tam nauczyłeś?
Myślę, że to była moja pierwsza styczność z prawdziwym zawodowym futbolem. Włochy to państwo o dużych piłkarskich tradycjach i historii. To jeden z krajów, w których zawodnicy wołają do trenera – „Mister”! Tam wiele się nauczyłem: profesjonalny piłkarz żyje piłką 24 godziny na dobę – począwszy od przygotowania do treningu, do nawyków żywieniowych i regeneracji po treningu, odpowiedniego wypoczynku, zorganizowanego cyklu snu. Wielu uważa, że bycie sportowcem jest bardzo łatwe. Po prostu uczęszczaj na treningi i gotowe. Tak pięknie nie jest. W karierze sportowca jest dużo ciężkiej i niewidocznej pracy. Cieszę się, że mogłem to zrozumieć w dość młodym wieku.
Dokąd wyjechałeś z Włoch?
Po Włochach nastąpił krótki przystanek w FC Kłajpedzie w A Lydze na Litwie (zespół zbankrutował), potem trafiłem na Cypr do drużyny Anorthosis U21, a następnie przeniosłem się do FK Jelgavy na Łotwę.
Czy od początku chciałeś być w tak wielu krajach, czy było to spontaniczne?
To nie było planowane, prędzej pojawiały się po prostu etapy, na których dostawałem się do drużyn, które nie były stabilne finansowo, więc musiałem je częściej zmieniać. W innych zespołach były też trudniejsze momenty, co również wpłynęło na zmiany.
Opowiedz więc jak było na Łotwie. Czy w tamtym czasie pod względem piłkarskim zaobserwowałeś dużo różnic w porównaniu z Litwą?
Kiedy tylko przyjechałem na Łotwę było bardzo dobrze, 5/6 spotkań rozpocząłem w wyjściowym składzie. Nie zauważyłem żadnych znaczących różnic między Litwą a Łotwą. Poziom rozgrywek zarówno tutaj, jak i tam jest bardzo podobny.
Potem były Szawle i Kruoja. Czy to w tym drugim klubie był najlepszy okres Twojej kariery, pomijając to co stało się potem z Kruoją? (oskarżenie o udział w ustawianych meczach i karna degradacja – aut.)
Można powiedzieć, że ten czas był jednym z najlepszych w całej mojej karierze. Zdobyliśmy drugie miejsce w A Lydze. Dużo grałem w wyjściowym składzie, więc trafiłem do najlepszej drużyny sezonu ligi w kategorii U23. W kolejnym roku zagraliśmy także w eliminacjach do Ligi Europejskiej z Jagellonią Białystok. To było bardzo dobre doświadczenie i po tym sezonie wyjechałem do polskiej 2. ligi.


Sądzę, że w Zniczu Pruszków z powodu kontuzji nie było łatwo?
Tak, to był bardzo trudny okres zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Kilka dni po przyjeździe do Znicza i podpisaniu kontraktu doznałem kontuzji: złamałem nogę. Nie udało mi się więc nawet zadebiutować w pierwszym zespole. Musiałem leczyć się na Litwie do końca sezonu. Jednak prezes i dyrektor klubu byli dla mnie bardzo wyrozumiali, czekali aż w pełni wyzdrowieję i dali mi kolejną szansę na spróbowanie się w drużynie. Po wyleczeniu kontuzji i powrocie do Znicza zacząłem grać w drugiej drużynie z klubową młodzieżą. Ale nadal nie mogłem wrócić do optymalnej formy, w jakiej byłem przed kontuzją. Dlatego po kolejnym sezonie musiałem opuścić Znicz i udałem się do Żalgirisu Kowno.

Czy w Pruszkowie poziom był porównywalny z A Lygą, czy niższy?
Myślę, że pierwsze 7-9 drużyn jest na podobnym poziomie jak na Litwie, może nawet na lepszym, bo na Litwie mamy tylko 3-4 bardzo mocne drużyny. Jeśli chodzi o profesjonalizm, warunki i kulturę piłkarską, naprawdę mamy czego się uczyć od Znicza i innych polskich drużyn.

W tamtym czasie mieszkałeś w Pruszkowie czy Warszawie?
Mieszkałem w Pruszkowie, chociaż Szybką Koleją Miejską w 20 minut byłem w samym centrum Warszawy, więc dużo czasu spędzałem i tam.
Jak podobała Ci się stolica?
Największe wrażenie wywarła na mnie warszawska Starówka, różne zamki i ich wielkość! Odwiedziłem też kilka świetnych miejsc w pobliżu Wisły. No i oczywiście stadiony piłkarskie robią wrażenie – zarówno jak Narodowy jak i stadion Legii.
Potem wróciłeś grać na Litwę. Chciałeś wszystko uporządkować i dać sobie trochę czasu?
Tak, chciałem zyskać więcej minut na boisku i odzyskać dawną formę. Na początku wszystko szło dobrze, dużo grałem, ale sezon nie był dobry i drużyna spadła z A Lygi, więc znowu musiałem zmienić zespół.
Finalnie spadku nie było (Żalgiris Kowno skorzystał na wycofaniu się mistrza I Lygi i został na najwyższym szczeblu – aut.), ale sądzę, że o tym dowiedziałeś się już podczas pobytu na Islandii?
Tak, zespół wyjątkowo został w A Lydze, ale byłem już w Norwegii, spędziłem tam 6 miesięcy, a potem pojechałem na Islandię.
Ah, zapomniałem o Norwegii. Czy Twój klub Eiger był wtedy w pełni profesjonalny?
Nie, to był już klub półprofesjonalny, grałem tam oraz trenowałem juniorów.

Ale gra jako piłkarz była Twoim podstawowym zajęciem?
Można powiedzieć 50/50. Zostałem trenerem akademii i jednocześnie grałem w seniorskiej drużynie.
Sam otrzymałeś ofertę ze Skandynawii, czy miałeś agenta?
Mój kolega z Kruoji grał w Eigerze i zaproponował ten wariant także i mnie.
A Islandia?
Znowu przez znajomego (śmiech). W Eigerze grał jeden Łotysz, miał kontakty na Islandii. W ten sposób się tam dostałem.


Jakie są różnice między skandynawską a litewską piłką?
Skandynawski futbol opiera się na wielkiej energii i waleczności! Walka toczy się w każdym obszarze boiska, w końcu to kraina Wikingów! Nam, Litwinom, brakuje tego, zwłaszcza w niższych ligach. Czołowe ligi Islandii i Litwy są dość podobne.
A samo życie? Coś Cię zaskoczyło?
Szczególnie na Islandii fascynowała mnie przyroda i spokój! Mieszkałem w małym miasteczku około 700 mieszkańców (Fáskrúðsfjörður). Nikt się nie spieszy, wszyscy żyją wypoczęci i spokojni. W porównaniu z Warszawą wyglądało to jak dzień i noc.

Jak traktowali Cię mieszkańcy tak małego miasteczka wiedząc, że jesteś piłkarzem, a zwłaszcza zagranicznym?
Przyjęli mnie bardzo ciepło! Spotkałem się z bardzo dobrymi warunkami i troskliwością! Oczywiście wszyscy szybko dowiedzieli się o nowym graczu w swoim mieście, a także o większej liczbie obcokrajowców w klubie. Oczywiście nie było żadnych wyjątkowych zachowań, po prostu wszyscy byli wobec mnie przyjaźni i życzliwi, pomagali w każdej sytuacji.

Obecnie, można powiedzieć, że jesteś w domu. Jak wygląda obecna drużyna FA Šiauliai porównując z poprzednim klubem FC Šiauliai, który upadł?
Teraz drużyna gra w I Lydze, więc wydajność samego zespołu jest inna. Mamy wielu młodych zawodników i pod względem średniego wieku jesteśmy jedną z najmłodszych drużyn w całej lidze. Inną charakterystyczną cechą jest to, że wszyscy piłkarze drużyny pochodzą z Szawli, lub dorastali w klubowej akademii. Cóż, sam stałem się jednym z najstarszych zawodników, a kiedy startowałem w FC Šiauliai, byłem jednym z najmłodszych (śmiech).
Po takich podróżach, po południu i północy Europy, doszedłeś do wniosku, że czas wrócić do domu? (w 2019 roku – aut.)
Tak, chciałem też wrócić ze względu na zaistniałą sytuację w rodzinie. Zacząłem też trenować dzieci, z kolegą założyliśmy indywidualną akademię treningową – Futbolo PRO.

Opowiedz więcej o tym projekcie.
Futbolo PRO to indywidualny trening dla piłkarzy, którzy chcą podnieść swoje umiejętności, bo wszyscy wiemy, że praca na treningach drużynowych to za mało! Football PRO pomaga młodym piłkarzom rozwijać umiejętności techniczne, koordynację, indywidualną taktykę gracza. U nas chłopcy i dziewczynki trenują już od 4 roku życia! Oczywiście dzieci w tym wieku mają pewną swobodę w naszych treningach, jest mnóstwo gier i ćwiczeń rozwijających ruch. Ze starszymi dziećmi / młodzieżą przechodzimy do właściwych technik piłkarskich i bardziej wymagających ćwiczeń. Zdobywamy też zaufanie, a poza sezonem dołączają do nas zawodnicy reprezentacji Litwy. Trenują z nami i pozostają w formie.

Zostałeś trenerem żeńskiej drużyny Gintra-Universitetas. Praca z kobietami będzie dla Ciebie nowym wyzwaniem, dlaczego taki akurat wariant?
Tak, zostałem asystentem trenera w drużynie FC Gintra. To dla mnie naprawdę nowe wyzwanie, ponieważ do tej pory pracowałem tylko z dziećmi i nastolatkami podczas treningu osobistego. Nigdy nie miałem okazji prowadzić seniorskiego zespołu. Jednak lubię nowe doświadczenia, profesjonalizm i podejście do piłki nożnej zespołu, więc decyzja była dość łatwa do podjęcia.

To także oznacza, że nie będziemy Cię już oglądać na boiskach jako piłkarza. Jak mógłbyś podsumować całą swoją karierę? Czujesz się spełniony?
Tak, kończę karierę jako piłkarz i zaczynam jako trener! Cóż, jako dzieciak zawsze wierzyłem, że zagram w Barcelonie, ale po kilku latach stając w obliczu rzeczywistości zdałem sobie sprawę, że szanse na dotarcie tam są praktycznie równe zeru (śmiech). Oczywiście zawsze stawiałem sobie najwyższe cele i wymagałem od siebie jak najwięcej. Kontuzje również spowolniły cały proces i możliwość walki o zatrzymanie się w lepszych klubach. Powiedziałbym, że nie udało się spełnić wszystkich marzeń, i pozostaną one tylko marzeniami.

Czy wierzysz, że niedługo A Lyga wróci do Szawli?
Myślę, że tak! Zespół przygotowuje się aby osiągnąć ten cel, podobnie całe miasto wspiera ten pomysł, więc naprawdę wierzę, że Szawle w przyszłym roku powrócą do A Lygi!
Wszystkie zdjęcia pochodzą z archiwum prywatnego Dariusa Jankauskasa.







