Litewscy piłkarze trafiali do wielu odległych państw i grali w nich w piłkę. Australia, Uzbekistan, Wietnam – to przykłady kilku z nich. Pewien napastnik ma jeszcze bardziej egzotyczną historię, mimo że Litwinem nie jest.
12 870 kilometrów – tyle dzieli Wilno oraz Port Moresby czyli stolice odpowiednio Litwy oraz Papui-Nowej Gwinei. Z pozoru oba państwa łączy bardzo niewiele, żeby nie powiedzieć nic, choć w 2012 roku Litwa próbowała nawiązać obupólne stosunki dyplomatyczne. Leżą po dwóch różnych stronach globu, ich kultura, język, powierzchnia są skrajnie różne. Tego tekstu nie byłoby gdyby nie pewna litewska rodzina, która po wojnie postanowiła uciec i poszukać nowego, lepszego życia.
Pierwszy ślad
Na George Slefendorfasa trafiłem przez całkowity przypadek. Miało to miejsce około 14 lat temu kiedy w wieku gimnazjalnym spędzałem wiele godzin przed Football Managerem 2011 a potem 2012. Bez reszty pochłonęły mnie wtedy państwa Oceanii, które chciałem uczynić światowymi potęgami. Fidżi, Wyspy Salomona, Tahiti – między innymi tam szukałem szczęścia jako wirtualny manager.
I tak któregoś razu w Football Managerze 2012 w oczy rzucił mi się piłkarz Papui-Nowej Gwinei, którego nazwisko ewidentnie nie pasowało do innych papuaskich. Przeczucie mnie nie myliło – napastnik miał także australijskie oraz litewskie obywatelstwo. Wtedy jednak nie zaprzątałem sobie tym głowy. Jedyne co pomyślałem to „ciekawe czy dałoby się go powołać do reprezentacji Litwy” i o sprawie szybko zapomniałem.

W 2018 roku za sprawą prowadzenia Bałtyckiego futbolu przypomniałem sobie o litewskim Papuasie i postanowiłem poszukać czegoś więcej. Próbowałem się także skontaktować z Georgem ale z marnym skutkiem. Pamiątką po tych poszukiwaniach jest post na facebookowym profilu.
W grudniu 2020 roku podjąłem próbę ponownego kontaktu ze Slefendorfasem, tym razem o dziwo skuteczną. Poprosił o link do mojej strony aby ją sobie obejrzeć. Zgodził się nawet odpowiedzieć na moje pytania dotyczące szczegółów jego litewskich korzeni ale ostatecznie nigdy tego nie zrobił, nawet mimo przypominania się w roku 2021 czy 2025. Jedyne co udało mi się znaleźć to informacja, że jego matka jest Papuaską, ojciec Litwinem, który na dodatek reprezentował Papuę-Nową Gwineę jako gracz rugby na tournee po Australii.
Był na szczęście ktoś komu udało się porozmawiać z Georgem i ustalić wszystko na temat jego litewskich korzeni. I na tym będę bazować w kolejnej części. Mowa o artykule i wywiadzie, który w 2023 roku przeprowadził Matas Bagamolovas z serwisu litewskiej telewizji LRT.
Wszystko dzięki tenisowi
George Slefendorfas urodził się 7. stycznia 1983 w Port Moresby, stolicy Papui-Nowej Gwinei. W wieku 6 lat wraz z rodziną przeniósł się do Australii a dokładniej do miasta Cairns na północy kraju. To właśnie w okolicznych klubach rozpoczął potem karierę piłkarską. Dziennikarzowi LRT opowiada o dzieciństwie w Papui-Nowej Gwinei.
„Było zabawnie, cała rodzina razem. Jednak dość trudno mi wszystko dokładnie sobie przypomnieć, bo mieszkałam tam tylko do szóstego roku życia. Pamiętam fajne czasy z dzieciństwa, przebywanie z rodziną. Mieszkaliśmy w dużym domu, a tata lubił nas rozpieszczać. Szkoła znajdowała się przy drodze, więc wraz z przyjaciółmi i kuzynami chodziliśmy do niej pieszo. W pobliżu mieszkało także wiele dzieci, zawsze bawiliśmy się na świeżym powietrzu i wymyślaliśmy różne zajęcia. Stamtąd rodzą się naprawdę dobre emocje. Byłem bardzo aktywnym i energicznym dzieckiem. Mój ojciec zachęcał mnie do uprawiania sportu. Bardzo lubił tenis, więc nauczyłem się w nim grać już jako dziecko. W końcu zacząłem grać i interesować się piłką nożną. To prawda, że nigdy nie byłem najbardziej techniczny i utalentowany, ale byłem szybki i silny fizycznie. To pozwoliło mi zadomowić się w tym sporcie. Tak czy inaczej, to mój ojciec dał mi bardzo dużo” – opowiada Slefendorfas.
To właśnie tenis, tak umiłowany przez pana Emilijusa Slefendorfasa, zaszczepił w George’u pasję do sportu. Gdyby nie tenis, George nie miałby nic wspólnego ze sportem. Później próbował innych dyscyplin, choć piłka nożna nie była obecna w jego dzieciństwie. Treningi zaczął mając 15-16 lat. Na dzisiejsze standardy – bardzo późno. W ciągu kilku lat przewinął się w 3-4 klubach z okolic Cairns.

Ważne doświadczenie
Matas Bagamolovas od Slefendorfasa dowiaduje się, że prawdziwa historia jego przygody rozpoczyna się za sprawą pewnego Szweda. W wieku 19 lat George próbował wywalczyć miejsce w składzie Cairns City FC, wchodził głównie z ławki. W drużynie mieli piłkarza ze Szwecji. To on otworzył młodemu Papuasowi dość nieoczywistą furtkę do Dalkurd FF.
„Później ten piłkarz zdecydował się wrócić do Szwecji i przed wyjazdem zaproponował, żebym ja też pojechał. Powiedział, że jestem silny fizycznie, szybki, wysoki, więc mam szansę zostać zauważonym w Europie. Podkreślił, że jeśli zdecyduję się spróbować, pomoże mi. W końcu tata zgodził się na tę propozycję, a ja skorzystałem z okazji. Tata podkreślał, że jeśli mi się nie uda, zawsze mogę wrócić. Tak trafiłem do Szwecji i tak zaczął się poważniejszy etap futbolu. To był mój pierwszy wyjazd poza Australię.” – wspomina były piłkarz.
Sam angaż w Szwecji nie był oczywisty – kandydatów było 40, lecz to właśnie Slefendorfas dostał propozycję kontraktu i spędził tam rok. Trzydziestostopniowe upały zamienił na dość zimną Szwecję i siarczyste mrozy w zimę. Przede wszystkim było także zdecydowanie inne podejście, nawet mimo faktu, że Dalkurd grał wtedy na poziomie 5. ligi szwedzkiej.
„W Szwecji od razu zdałem sobie sprawę, że kultury tych krajów są bardzo różne. Ludzie traktują tam wszystko bardzo poważnie, a piłka nożna to bardziej praca niż tylko gra dla zabawy. W Australii trenowałem 3 razy w tygodniu, a w Szwecji jednego dnia odbyły się dwie sesje treningowe. Czegoś takiego nie widziałem u siebie, więc ten wyjazd wskazał mi kierunek zawodowy, wiele się o sobie dowiedziałem.” – powiedział.
Mimo faktu bycia bardzo blisko Litwy, George nie pojechał tam, chociaż chciał. O tym dlaczego tak się nie stało opowiem jednak w części dotyczącej pana Emilijusa.
Prawda o sobie
Slefendorfas w tamtym czasie dowiedział się nie tylko dużo o sobie piłkarsko, ale i osobiście. Usłyszał całą prawdę na swoj temat. Litwin Emilijus Slefendorfas oraz jego żona Helena nie są jego biologicznymi rodzicami. W żyłach George’a nie płynie litewska krew, choć nie da się ukryć, że jakąś część Litwy w sobie nosi. Jako malutki chłopczyk został adoptowany. Dziennikarzowi LRT zdradził, że biologiczną matką jest starsza siostra Heleny, Belle, która oddała swojego synka parze. „To bardzo ciekawa i niezwykła historia, o której dowiedziałam się dość późno. Nie jestem spokrewniony z Litwą więzami krwi, ale nadal istnieje jakieś powiązanie” – stwierdził George.
Równie ciekawa jest historia Emilijusa, bo bez wątpienia jedną z najciekawszych kwestii w tym wszystkim jest odpowiedź na pytanie: jak właściwie Litwin znalazł się w Papui-Nowej Gwinei i założył tutaj rodzinę? Skąd decyzja o wyborze tak nieoczywistego kierunku?

Trudny wybór
Pan Emilijus Slefendorfas (a właściwie według litewskiej pisowni Šlefendorfas, czyli czytany jako 'Szlefendorfas’) to starszy człowiek. Urodził się w 1937 roku, ma 87 lat. Jest uchodźcą wojennym. Na Litwie przed wojną jego rodzina miała gospodarstwo rolne, które stanowiło jej źródło utrzymania. Senior niewiele już pamięta, ale sporo opowiadał swojemu synowi o dawnych dziejach, a teraz George przekazał to wszystko telewizji LRT.
Po rozpoczęciu II wojny światowej rodzinę Slefendorfasów spotkały represje, dlatego w końcu postanowili rzucić wszystko i uciec z Litwy. Mężczyźni trafiali do obozów pracy, kobiety z dziećmi gdzie indziej. Przestraszyli się niebezpieczeństwa. W czasie wojny 6-letni Emilijus traci brata. Rodzina zastanawia się dokąd uciekać: USA, Wielka Brytania, Australia? W końcu po wydostaniu się z Litwy wsiedli na statek płynący do Melbourne. Tam Slefendorfasowie rozpoczęli nowe życie, z dala od domu, w miasteczku niedaleko Melbourne w którym mieszkało już wielu Litwinów. Start w nowym miejscu był trudny. „Tata zaczął uczęszczać do szkoły dopiero w wieku 11 lat. Nie umiał pisać, nie mówił po angielsku, a miejscowi Australijczycy prześladowali go ze względu na jego inność. W tamtych czasach, gdy dzieci nie zgadzały się ze sobą i dochodziło do konfliktów, nauczyciele nie rozmawiali o tym, a wręczali rękawice bokserskie. Uczniowie wszystko wyjaśniali, walcząc na podwórku. Bardzo szybko nauczył się walczyć o swoje w życiu.” – wspomina George. „Tata powiedział mi też, że kiedy przeprowadził się do Australii, mieszkał z rodziną w małym garażu. Jego ojciec Jurgis poszedł do pracy ze starszymi synami, zarobione pieniądze wysyłał do domu, a matka kupowała różne narzędzia niezbędne do budowy. Przez lata mój dziadek zbudował ze swoimi dziećmi 3 lub 4 domy.” – dodaje.
Pan Emilijus w wieku 20 lat zdecydował się na wyjazd do Papui-Nowej Gwinei, położonej niedaleko na północ od Australii. Wyruszył tam za pracą i w poszukiwaniu dalszej drogi życiowej. Zatrudnił się w firmie kurierskiej, która eksportowała różne ładunki z Port Moresby na cały świat i potrzebowała rąk do pracy ze względu na braki w kadrze pracowniczej. Oprócz pracy znalazł także miłość – Helenę. Później kobieta została żoną pana Emilijusa i tak niezwykłe małżeństwo litewsko-papuaskie stało się faktem. Warto także dodać, że dzięki ciężkiej pracy ojciec George’a piął się szybko po szczeblach kariery – w ciągu 5 lat przejął kierownictwo nad firmą.
O czasach przed Australią w domu Slefendorfasów rozmawiano mało ponieważ był to temat trudny i wywoływał u pana Emilijusa wiele emocji i smutku. „Ucieczka z Litwy i kontekst wojenny bardzo negatywnie wpłynęły na jego życie. Lata wojny, umierający ludzie, płomienie, okrucieństwa, armia i tym podobne… Pamiętał to, ale nie chce już o wszystkim rozmawiać.” – tłumaczy George.
To właśnie też z powodu ojca George nie odwiedził Litwy w czasach gry w Szwecji. Mimo dużych chęci od tego pomysłu odwiódł go pan Emilijus, który wciąż żył dawnymi traumami nie zdając sobie być może nawet sprawy jak wygląda sytuacja na Litwie. „Tata był już dość stary i przestraszony, więc powiedział mi: „Nie jedź na Litwę, bo dowiedzą się i zrozumieją, że wróciłeś. Mogą cię aresztować i wsadzić do więzienia z powodu naszego nazwiska, ponieważ wyjechaliśmy. Na Litwie nie ma już Slefendorfasów.” Bał się, więc ze względu na jego spokój ducha nigdy nie pojechałem ze Szwecji na Litwę.” – tłumaczy. Nie odwiedził ojczyzny swoich przodków, aczkolwiek jak przyznał w rozmowie z LRT, bardzo chciałby tam pojechać, zobaczyć gdzie urodził się jego ojciec, dowiedzieć się czegoś więcej.
Król strzelców
Wracając jeszcze do urwanego wątku kariery piłkarskiej. Po roku w Szwecji Slefendorfas wrócił do Australii ponieważ za bardzo doskwierała mu rozłąka z rodziną. W jego karierze przewinęły się różne kluby z różnych państw, bo wyjechał także na kilka lat do Nowej Zelandii. Tam nawet w barwach Canterbury United wywalczył tytuł najlepszego strzelca rozgrywek, zaś z Waitakere United wywalczył mistrzostwo kraju, mimo niewielkiego wkładu. W Australii pojawiał się na różnych poziomach rozgrywek zbierając dobre opinie ponieważ strzelał sporo bramek.
Jego dobra dyspozycja nie uszła uwadze w ojczyźnie. George dostąpił zaszczytu reprezentowania narodowych barw ale miało to miejsce tylko jeden jedyny raz – 6. sierpnia 2014 roku. Pod wodzą legendarnego Wyntona Rufera rozegrał 90 minut w przegranym 1-2 sparingu z Singapurem. Jego osobą interesował się także Duńczyk Flemming Serritslev, który w latach 2015-2018 prowadził kadrę Papui. Niestety dużą przeszkodą okazywał się fakt, że George grał w Australii. Do spełnienia było dużo różnych formalności paszportowych, wizowych. Gdy rozpoczynało się zgrupowanie, napastnik wciąż czekał.

W piłkę nie gra od okresu pandemicznego. „W 2020 roku wróciłem do Melbourne, przygotowując się na kolejny sezon, ale wtedy uderzyła pandemia Covid-19. Mój tata walczył z rakiem prostaty, a sytuacja związana z pandemią w Melbourne była bardzo zła. Wszystko było zamknięte, więc postanowiliśmy wrócić do Cairns, żeby być bliżej taty. To był moment, w którym zakończyłem karierę, nie mogło się nic dziać, nie było już treningów i zawodów. To był rok, w którym odbyłem ostatnią normalną sesję treningową.” – opowiada. Wybrał rodzinę ponad futbol.
Dziś George zajmuje się budowlanką. To jego główna praca. W 2023 realizował budowę stacji kolejowej. Ma także agencję rekrutacyjną, wyszukuje piłkarzy. Rola Slefendorfasa ogranicza się jednak bardziej do funkcji obserwatora i doradcy. Jest łącznikiem między zawodnikami a klubami o charakterze pół-zawodowym lub profesjonalnym. Przede wszystkim jest jednak ojcem dwójki dzieci i w tę pracę angażuje się najmocniej chcąc być dla swoich pociech wzorem na każdej płaszczyźnie. Chce aby tak jak on pokochały sport. W planach ma założenie własnej akademii piłkarskiej.
O Litwie
„Szczerze mówiąc, naprawdę nie wiem zbyt wiele. Pamiętam, że kilka lat temu pewien litewski piłkarz przyjechał do Australii i grał w pierwszej lidze. Mój tata próbował wtedy dowiedzieć się, kim jest, skąd pochodzi, ale niewiele się dowiedzieliśmy.” – tak odpowiedział George zapytany przez Bagamolovasa o swoją wiedzę na temat Litwy. Rzeczonym piłkarzem był dobrze znany w Polsce Darvydas Šernas, który w 2014 roku przebywał na wypożyczeniu w Perth Glory FC.
„Wiem, że Litwa ma silną drużynę koszykówki, niestety nie wymienię jej zawodników. Wiem, że Litwini jedzą dużo ziemniaków. Mój tata bardzo lubił ziemniaki, jadaliśmy je może trzy razy w tygodniu (śmiech).” – wspomina Slefendorfas. W reszcie pytań trochę się myli. „Litwa ma więcej gór niż równin, mieszka tu 6 milionów ludzi, najważniejszym sportem jest chyba piłka nożna, a nie mam pojęcia, co jest stolicą kraju” – powiedział zapytany przez LRT. Być może wizyta na Litwie, którą kiedyś planuje pozwoli mu na dowiedzenie się więcej o kraju ojca.

zdjęcie główne: Carmelo Bazzano.







