Kac po Finlandii

Gdyby ten tekst miał być odpowiednikiem kącika muzycznego w Teleexpressie, to Marek Sierocki właśnie w tej chwili puszczałby kultowe już „znów dziś przeszła obok mnie” Magmy, bądź „Tak blisko” Rafał Brzozowskiego. Rzeczywistość jest jednak brutalna – łotewskie kluby trzynasty rok z rzędu nie potrafią pokonać ani jednej rundy w eliminacjach do Ligi Mistrzów.

Ostatnim zespołem, któremu udała się ta sztuka był FK Ventspils, który w sezonie 2009/2010 doszedł aż do fazy play-off w której przegrał z FC Zürich. Ten wynik oznaczał, że Łotysze wywalczyli tym samym historyczny awans do fazy grupowej Ligi Europy. Od tamtego czasu zapanowała koszmarna niemoc, której nie udało się przerwać aż do dziś. Tym razem na przeszkodzie stanęły rzuty karne.

Frycowe

Gdyby wciąż obowiązywały stare przepisy, zgodnie z którymi przegrany w I rundzie eliminacji do Ligi Mistrzów nie „spadał” do rozgrywek niższego szczebla, każdy mistrz Łotwy kończyłby puchary bardzo szybko, na zaledwie jednym dwumeczu. RFS może więc mówić o podwójnym szczęściu. Nie dość, że obecnie takie zespoły dostają drugą szansę w postaci eliminacji do Ligi Konferencji, to na dodatek w II rundzie tychże Łotysze dostali wolny los i z automatu zostali przesunięci do III rundy. Zawsze to jakaś pociecha po odpadnięciu po rzutach karnych z HJK Helsinki.

Finowie zdecydowanie nie byli przeszkodą nie do przejścia. Po meczu, na gorąco, wielu Łotyszy pisało o porażce przez błędne decyzje sędziego i brak varu. Problem w tym, że po dogłębnej analizie okazało się, że sędzia prawidłowo nie przyznał RFS-owi rzutu karnego. Najbardziej sporna sytuacja dotyczyła interwencji obrońcy HJK w pierwszej połowie. W spowolnionym tempie widać jednak, że piłka najpierw odbija się od nogi defensora, a potem trafia go w rękę. Według przepisów karnego nie ma.

Usprawiedliwianie bolesnej porażki w decyzjach sędziego jest jednak pozbawione sensu. Ja zdecydowanie wolę powiedzieć, że RFS przegrał na własne życzenie, i przez własne błędy. W poprzednim starciu z HJK, mistrz Łotwy na pierwszą połowę praktycznie nie wyszedł. Był niewidoczny, nie przeprowadził żadnej groźnej akcji, i jeszcze sprezentował rywalom gola. Wczoraj po prowadzeniu 2-0 na 30 minut przed końcem zaczął parkować autobus we własnym polu karnym. Czemu łotewscy ludzie futbolu nie piszą o tym?

Antybohater

Człowiekiem do którego osobiście mam najwięcej pretensji jest Stefan Panić. Serbski obrońca RFS-u, który wprawdzie strzelił wczoraj bardzo ważną bramkę na 2-0, ale jednocześnie dwukrotnie rzucił swojej drużynie kłody pod nogi, zawiódł w kluczowych momentach. W pierwszym meczu do spółki z Tomislavem Šariciem podarowali gola dla HJK. Niestety, ale na takim poziomie nie można zachowywać się w ten sposób, zwłaszcza gdy twoja drużyna w pierwszej połowie praktycznie nie istnieje. (Wideo uruchomi się od momentu akcji bramkowej. Panić to ten piłkarz, który nie opanował piłki i został przepchnięty)

RFS w Helsinkach obudził się dopiero w drugiej części gry, ale grając na raty nie da się osiągnąć korzystnego rezultatu, a przynajmniej nie przeciwko zespołowi na zbliżonym poziomie. Nie dziwi zatem, że RFS na wyjeździe przegrał, ale wracał do domu z przekonaniem, że tamte błędy można naprawić u siebie.

Swoje winy odkupił także Panić. Choć pierwsza połowa wczorajszego meczu nie obfitowała przesadnie w emocje (wyłączając sytuację z zagraniem ręką), o tyle w ciągu 11 minut drugiej połowy RFS strzelił dwa gole, które wówczas dawały awans Łotyszom. Autorem drugiej bramki był właśnie Serb, który pokonał bramkarza rywali z najbliższej odległości.

Niestety parkowanie autobusu na pół godziny przed końcem gry jest proszeniem się o kłopoty. Może wynikało to z braku większego doświadczenia w Europie (zaledwie trzeci sezon), a może po prostu z zachłyśnięcia się potencjalnym sukcesem. Tak czy owak Finowie w 75. minucie zdobyli bramkę po rzucie wolnym tuż przed polem karnym rywali. Od razu uwagę zwraca jedna rzecz – gdzie podział się leżący na murawie za murem zawodnik? Czemu nikt nie dopuścił możliwości oddania płaskiego strzału po ziemi? Odpowiedzi na te pytania nie są niestety znane.

RFS kolejny raz może dziękować UEFA za zmiany w przepisach, bo gdyby nie zniesiono zasady bramek na wyjeździe to nie byłoby nawet żadnej dogrywki. W niej dwoił się i troił Brazylijczyk Emerson, ale był to niestety trud bez widocznych efektów. Wynik brzmiał wciąż 2-1, i musiało dojść do karnych, w których niestety wszystko zaprzepaścił nie kto inny jak Panić.

Pech początkującego

HJK wygrał serię rzutów karnych 5-4. Oznaczało to, że poza jednym, jedynym piłkarzem wszyscy skutecznie wykonali swoje jedenastki. I tu znów przy okazji Panicia można napisać „jeśli na takim poziomie robi się takie błędy, to z czym do ludzi”…

Treść tweeta ewidentnie sugeruje mój gniew, zdenerwowanie w kierunku Serba. Tak też i było. W momencie gdy 29-latek nie wykorzystał swojej jedenastki, wiedziałem już podświadomie, że RFS to przegra. Można to nazwać pechem debiutantów (RFS grał pierwszy raz w eliminacjach do LM), loterią, można to jakkolwiek tłumaczyć. Ja wolę jednak określenie „błąd jednego zawodnika [znowu]”. Tak, jednego. Bo o ile przez 120 minut wszystko było zależne od całej drużyny, o tyle ten jeden konkretny karny został zmarnowany w słabym stylu przez konkretnego zawodnika.

Perspektywy

W III rundzie eliminacji do Ligi Konferencji łatwo nie będzie. RFS nie będzie mieć rozstawienia, a starcie z silniejszym rywalem oznacza ciężką przeprawę. W opisach porażki RFS-u wśród Łotyszy przeważa słowo „bolesna”. Ja dalej jednak będę zdania, że owszem, bolesna, ale w wyniku własnych błędów. Że pretensje nie powinny iść pod adresem sędziego, powinny zostać wyciągnięte wnioski z przespania I połowy w Helsinkach, z obrony Częstochowy po zaledwie 60 minutach gry.

I tu zagwozdka dla trenera – jak szybko pozbiera się jego zespół? Jak szybko będzie w stanie wykorzystać naukę z tej bolesnej lekcji? Presja jest naturalnie mniejsza niż w Ridze FC, nikt nie zrobi trzęsienia ziemi, nie pogrozi palcem, że wypłaty zostaną zamrożone. Nie ma jednak też co głaskać się po głowach. Panić nie jest złym obrońcą, ale nie powinien popełniać takich błędów jakie popełnił. Narracja płynąca od samego klubu powinna pozostać zatem jedynie lukrowanym przekazem dla fanów – „bolesna porażka, ale dziękujemy że wspieraliście, zrobiliśmy co mogliśmy, potrzebujemy waszego wsparcia dalej”. Takie coś jest jak najbardziej pożądane w stosunku do kibiców, ale wewnątrz drużyny muszą paść bardziej stanowcze słowa i deklaracje. W przeciwnym razie przygoda RFS-u w Europie skończy się w tym roku na dwóch dwumeczach. A jeśli są ambicje aby któraś z łotewskich drużyn zagrała przynajmniej w fazie grupowej Ligi Konferencji, to nikt nie powinien rozczulać się po porażce z HJK już na pierwszym etapie. Trzeba zacisnąć zęby i iść dalej.

fot. RFS

0 0 głosów
Article Rating
Share on facebook
Share on twitter
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Logowanie