Słodko-gorzki wieczór dla bałtyckich klubów w eliminacjach do Ligi Mistrzów. Mistrz Litwy awansował do kolejnej rundy i znacząco zwiększył swoje szanse na udział w fazie grupowej europejskich rozgrywek w tym roku. RFS po debiucie w Lidze Mistrzów powalczy jeszcze w eliminacjach do Ligi Konferencji.
Obydwa zespoły nie mają się jednak z czego cieszyć. Żalgiris na tle mistrza Kosowa u siebie zaprezentował się lepiej niż na wyjeździe, ale momentami niektóre zagrania piłkarzy z Wilna przyprawiały o ból głowy. Kwintesencją popisów technicznych była sytuacja z pierwszej połowy meczu. Jeden z piłkarzy zielono-białych skiksował na linii pola karnego, po koźle piłka podbiła się do góry. Z okolic 11 m. próbuje uderzyć ją przewrotką inny gracz Žalgirisu, ale zamiast w piłkę trafia w głowę rywala i dostaje żółtą kartkę. O ile taka gra wystarczyła na mistrza Kosowa, o tyle przeciwko silniejszym rywalom to będzie za mało.
W przypadku RFS-u o zwycięstwie Finów zadecydowały błędy indywidualne piłkarzy mistrza Łotwy, oraz brak VAR-u. Minimum dwie sytuacje mogły zostać podciągnięte pod rzuty karne na korzyść RFS-u. Z drugiej strony to właśnie w konkursie jedenastek Łotysze wypadli gorzej, więc w zasadzie nie ma chyba o czym debatować…
Paničs pa baložiem, paliek 2:2 pic.twitter.com/ND1YBzUgHG
— LV_futbols (@LV_futbols) July 12, 2022
RFS Ryga – HJK Helsinki (0-1, 2-1, karne: 4-5)

W pierwszym meczu HJK wygrało 1-0 po fatalnym błędzie duetu Stefan Panić – Tomislav Sarić. Strata z Helsinek wydawała się jednak być jak najbardziej do odrobienia. I choć u siebie RFS w pierwszej połowie nie zdołał stworzyć większego zagrożenia, o tyle początek drugiej połowy był zabójczy. Bramkę w 48. minucie zdobył Artūrs Zjuzins, a w 56. minucie winy z pierwszego spotkania odkupił Panić. Rezultat 2-0 dawał gospodarzom awans do dalszej fazy. W 75. minucie goście zmniejszyli straty po płaskim strzale z rzutu wolnego, i wynik 2-1 utrzymał się już do końca. To oznaczało dogrywkę. W niej w gazie był Brazylijczyk Emerson, ale nie miało to przełożenia na bramki. Czekały nas rzuty karne. Tu ponownie Finom przysłużył się Panić, który w fatalnym stylu jako jedyny zmarnował swoją jedenastkę.
Łotysze po spotkaniu mieli dużo pretensji do arbitra. Kością niezgody była przede wszystkim poniższa sytuacja, w której arbiter nie zdecydował się na użycie gwizdka. Teraz Łotysze powalczą w III rundzie eliminacji do Ligi Konferencji, do której zostali przeniesieni bez konieczności gry w II rundzie.
Tiešām kāds šaubās, ka šī nav pendele? 😯 Tā nav atbalstīšanās pret zemi vai tamlīdzīgi. pic.twitter.com/RRFEUWa7cK
— LV_futbols (@LV_futbols) July 12, 2022
Żalgiris Wilno – FC Ballkani (1-1, 1-0 po dogrywce)

W skrajnie różnych stylach zaprezentowały się obydwa zespoły na swoich obiektach. W Kosowie spotkanie zostało absolutnie zdominowane przez gospodarzy, którzy tylko przez brak szczęścia i skuteczności nie zakończyli tego spotkania kilkubramkowym zwycięstwem. W Wilnie nie pokazali się już z aż tak dobrej strony, choć często swoim pressingiem zmuszali Żalgiris do chaotycznych zagrań. Zielono-biali mieli z kolei duże problemy z operowaniem piłką i dokładnością na połowie rywala, a niektóre z błędów jawnie sugerowały braki w umiejętnościach, a tego piłkarzom najlepszej drużyny Litwy raczej zarzucić nie można, inaczej nie byliby najlepsi. Kwestia awansu spokojnie mogła zostać wyjaśniona jeszcze w regulaminowym czasie gry, ale stuprocentowej sytuacji w samej końcówce meczu nie wykorzystał Renan Oliveira. Oczywiście nie była to jedyna szansa, ale pozostałe z nich także zostały zmarnowane.
W dogrywce strzelecką niemoc przełamał wreszcie Mathias Oyewusi za sprawą swojego trafienia w 97. minucie. Doprowadził tym samym do ekstazy publiczność w Wilnie, która tego dnia dość licznie zgromadziła się na stadionie LFF. O fantastyczną atmosferę zadbali najbardziej zagorzali kibice z grupy Pietų IV, którzy dopingowali tradycyjnie już przy akompaniamencie trąbki w rytm znanych melodii, jak np. Lambada. Dziś kibicom radości nie odbierze nic, ale fani Żalgirisu muszą mieć gdzieś z tyłu głowy fakt, że ich ulubieńcy muszą poprawić wiele mankamentów na boisku.
fot. Sanita Ieva Sparāne






