Choć Spezia jeszcze oficjalnie nie ogłosiła nowego nabytku, według łotewskiego dziennikarza Edmundsa Novickisa Raimonds Krollis wieczorem 17. stycznia podpisał 4-letni kontrakt z włoskim klubem. Co ciekawe temat ten wywołał małą konsternację wśród czytelników „Bałtyckiego futbolu”.
„Szkoda, że kluby polskiej Ekstraklasy go przegapiły”, „Ten rynek jest chyba za słabo sprawdzany” – między innymi takie myśli towarzyszyły wam przy okazji transferu Raimondsa Krollisa do Włoch. Pragnę pospieszyć z wyjaśnieniami, że Krollis to w Polsce znany temat. Zabrakło jednak odpowiedniego działania gdy Łotysz był do wyciągnięcia za przyzwoitą cenę. Za dużo mniejszą niż teraz. Spezia zapłaci Valmierze 900 tysięcy euro, dodatkowo 600 tysięcy w bonusach i 10% od następnego transferu. Łotewski klub negocjacje rozpoczął jednak od 2,5 miliona euro.
Wymienione kwoty są ciężkie do wyłożenia przez polskie kluby, ale okazja do kupna Krollisa za rozsądniejsze pieniądze była dużo wcześniej. Chodzi dokładnie o początek 2021 roku kiedy napastnik zamienił Mettę na Valmierę. Wówczas wtedy okazało się, że sytuację Łotysza do samego końca śledziły 2 niewymienione z nazwy polskie kluby, zainteresowanie płynęło także z Rumunii. Najkonkretniej zadziałała wówczas Valmiera i to ona wykupiła Krollisa. Czy polskie kluby mogą sobie pluć w brodę i żałować opieszałości w działaniach? Możliwe.
Ważniejszym jednak aspektem byłoby to jaką rolę miałby pełnić wówczas Krollis w Polsce. Grając dla Valmiery z miejsca miał zagwarantowane miejsce w pierwszym składzie, szybko stał się podstawowym zawodnikiem, regularna gra pozwoliła mu stać się jeszcze lepszym zawodnikiem. Czy nad Wisłą mógłby liczyć na równie dużo minut? Czy nie przepadłby na ławce na skutek jednego z tysiąca możliwych powodów? Ciężko wówczas zakładać podobny rozwój. Tego jednak się nie dowiemy. W decydującym momencie przedstawicielom polskich klubów zabrakło działania, a teraz jest już za późno. Nie jest jednak tak, że o Krollisie w Polsce nie słyszał nikt.







