W Japonii nadal będzie grać przedstawiciel Litwy. Vykintas Slivka pomimo spadku jego drużyny, Sagan Tosu, na drugi poziom rozgrywek. Pomocnika „uratowała” dobra końcówka sezonu.
29-latek do Japonii przybył w lipcu 2024 kiedy rozgrywki J1 League trwały w najlepsze. Drużynie od samego początku nie szło dobrze i przez większość czasu plasowała się w dolnych rejonach tabeli. W finalnym rozrachunku okazała się najsłabszą ekipą w 20-zespołowej stawce a strata do pierwszej bezpiecznej lokaty wyniosła 6 punktów.
„Trudno go za wyniki, Rozegrał niewiele ligowych spotkań (14), co nie pozwoliło mu w pełni zaprezentować swoich umiejętności.” – ocenia Klemens Przybył prowadzący konto „Piłka nożna w Japonii„. Podkreśla też, że latem odeszło z drużyny kilku kluczowych piłkarzy, zwolniono także trenera Kenta Kawaia, który nie miał pomysłów na poprawę sytuacji zespołu. Start w nowym miejscu nie był więc łatwy.
Slivka rozkręcił się dopiero na jesień. Strzelił gole w meczach przeciwko drużynom, które jeszcze kilka lat temu walczyły o mistrzostwo Japonii – FC Tokyo i Nagoya Grampus. Ponadto zanotował asystę. „W końcówce sezonu stworzył krótkoterminowy, ale obiecujący duet z Marcelo Ryanem (od nowego sezonu będzie strzelał gole dla FC Tokyo). Gdyby nie ta dobra końcówka w jego wykonaniu to władze klubu z Kiusiu zapewne dałyby mu wolną rękę w poszukiwaniu nowego zespołu. Obecnie drużyna jest już po spadku z J1 i trwa „rozbiórka”. Kolejni ważni gracze opuszczają klub.” – tłumaczy Przybył. Jego zdaniem zespół Slivki nie będzie poważnym kandydatem do walki o powrót na najwyższy poziom rozgrywek.
fot. Sagan Tosu







