Łotwa jest krajem, w którym o wielu zasłużonych klubach możemy mówić tylko w czasie przeszłym. Niejedna zasłużona dla tutejszej piłki marka zakończyła swój żywot z powodów finansowych. Tym bardziej pokrzepiająca jest historia Valmiery, która w ostatnim czasie też znalazła się w trudnej sytuacji.
Za sprawą wielu powiązań Valmiera FC jest drużyną, którą w Polsce część kibiców może kojarzyć. O konotacjach z Lechią Gdańsk rozpisywano się gdy trójmiejski klub przejął fundusz reprezentowany przez Paolo Urfera, który dobrze zna się z Ralfem Iseneggerem, większościowym udziałowcem łotewskiego klubu. Z Valmiery do Polski trafiło kilku zawodników, którzy nie okazali się niewypałami, a przykładowo Daisuke Yokota zdołał nawet się w Ekstraklasie wypromować. Ale historia klubu z północno-wschodniej Łotwy to zdecydowanie więcej niż tylko to co w ostatnich latach czytaliśmy w polskich mediach. Na Łotwie wiele osób czeka na powrót zespołu do Virslīgi.
Początki
Piłkarskie tradycje w Valmierze rozpoczął inny klub, Gauja, który swoją nazwę wziął od przepływającej przez miasto rzeki. Drużyna działała od 1978 roku podczas gdy Valmiera FC pojawiła się trochę później. Datę założenia łatwo zapamietać bo wypadła w dodatkowy dzień roku przestępnego- 29. lutego 1996. Zespół przystąpił do zmagań na drugim szczeblu rozgrywek i pokazał się w rozgrywkach z dobrej strony. Drugie miejsce na koniec sezonu dawało promocję na najwyższy poziom – prosto do Virslīgi.

Valmierze miejsce wśród elity udało się utrzymać przez kolejne sezony plasując się najpierw na 7. miejscu w 9-zespołowej stawce a następnie walcząc o lokaty środka tabeli. Niestety z czasem drużyna zaczęła być coraz mniej konkurencyjna – finanse pogorszyły się a klub nie był w stanie przyciągnąć do siebie dobrych zawodników z innych miast. Zaczęli odchodzić też najlepsi miejscowi. W latach 2001 – 2003 klub balansował na granicy bankructwa ale wciąż na poziomie Virslīgi – federacja chciała utrzymać ośmiozespołowy skład aby inne krajowe drużyny mogły rywalizować w Europie. Valmiera funkcjonowała w praktyce jako klub amatorski ale były też gorsze piłkarsko zespoły i drużynie sportowy spadek nie groził.
Stagnacja
Sztuczne utrzymywanie przy życiu bankruta musiało jednak znaleźć swój koniec. Po sezonie 2003 (w którym Valmiera zmieniła nazwę na „Gauja” nawiązując do tradycji pierwszej drużyny piłkarskiej w mieście) klub nie został już dopuszczony do rozgrywek z powodów finansowych. Zespół nie upadł jednak całkowicie a wrócił z powrotem na poziom 1. līgi. Pobyt na drugim poziomie przeciągnął się bardzo długo ale ciężko określić na ile było to spodziewane, a na ile dostosowane do możliwości. Dopiero w 2015 roku pokazał się pewien promyk nadziei – tym razem drugie miejsce nie dawało bezpośredniej promocji ale oznaczało pojedynek w barażach z przedostatnią ekipą Virslīgi. W tej rywalizacji lepsza okazała się Metta, która zachowała ligowy byt.
Lokalny biznes
Valmiera w czołówce 1. līgi gościła wtedy od niedawna – w sezonach 2013-2015 nie wypadała z czołowej trójki ale jednocześnie nie była najlepsza. Poprzednie lata to miejsca w środku lub dolnej części tabeli. W sezonie 2015 klub nazywał się ze względów sponsorskich Valmiera Glass FK/SKS a rok później VALMIERA GLASS ViA. To ze względu na to, że sponsorem klubu została lokalna spółka, której fabryka produkuje różne elementy z włókna szklanego. Jedną z jej piłkarskich realizacji jest na przykład użycie w 2015 roku przy budowie dachu na stadionie Besiktasu Stambuł membrany architektonicznej Atex®, która została wyprodukowana właśnie przez przedsiębiorstwo z Valmiery.
To wsparcie pozwoliło po 14 sezonach wydostać się klubowi z 1. līgi. W 2017 roku drużyna wygrała rozgrywki i wywalczyła bezpośredni awans do Virslīgi. Klub nie dysponował jednak na tyle dużymi środkami bo o ile środki od fabryki pozwoliły wygrać na zapleczu, o tyle w realiach najwyższej klasy rozgrywek zespół nie był w żaden sposób konkurencyjny. Gdyby nie to, że po sezonie 2018 federacja podjęła decyzję o powiększeniu ligi, a do barażów kompletnie niezrozumiale wyznaczyła przedostatnią Mettę zamiast ostatniej Valmiery, drużyna z hukiem spadłaby z powrotem do 1. līgi. Swoją drogą działania związku mogły doprowadzić do kuriozalnej sytuacji. Jeśli Metta przegrałaby baraże to spadłaby a będąca niżej w tabeli Valmiera zachowałaby ligowy byt. Absurdu dopełniłby fakt, że w sezonie 2018 Valmiera wywalczyła zaledwie 8 punktów w 28 meczach. Klub brutalnie zderzył się z realiami najwyższej klasy rozgrywek, która była już w pełni zawodowa a nie półamatorska jak 15 lat temu.
W sezonie 2019 zaprezentowała się za to kompletnie inna drużyna. Zamiast czerwonej latarni ligi Valmiera zmieniła się w zespół, który od początku zaczął urywać punkty faworytom i zadomowił się w czele stawki. Przed sezonem dokonano ciekawych transferów, które świadczyły o tym, że w położonym na północnym wschodzie Łotwy mieście chcą zbudować silną ekipę. Nie była to na pewno zasługa fabryki, która zaczęła notować straty. Bardzo dużym obciążeniem dla spółki okazała się chybiona inwestycja w USA, a mianowicie budowa fabryki w stanie Georgia. W projekt utopionych zostały dziesiątki milionów euro, a mimo to wydajność amerykańskiej produkcji oszacowano na jedyne 50-60%.

Rok 2019 to także pierwsze pogłoski dotyczące tego kto faktycznie stoi za klubem a kto kręci się koło niego ale chce pozostać w cieniu. W głównej mierze chodziło wtedy o trójkę związaną kiedyś ze Skonto Ryga: Tamaz Pertia (były trener Skonto, na tamten moment Valmiery), Vladimirs Koļesņičenko (były piłkarz i prezes Skonto) oraz Guntis Indriksons (były prezes oraz właściciel Skonto, kiedyś także prezydent LFF). Zakulisowo mówi się, że to oni pomogli w ściągnięciu do klubu pewnego tajemniczego szwajcarskiego inwestora, a gdy ten rozpoczął rządy w klubie ci potem odsunęli się w cień (poza Pertią).
Wejście Iseneggera
Szwajcarski inwestor, który na początku chciał zachować anonimowość to oczywiście Ralf Isenegger. W ostatnich latach mówi się głównie o jego powiązaniach z Urferem oraz o tym, że za jego panowania Valmiera ponownie znalazła się na skraju upadku, ale trzeba też oddać, że wprowadził zespół z północno-wschodniej Łotwy na sam szczyt a w premierowym sezonie pod jego rządami Valmiera zakwalifikowała się pierwszy raz w historii do europejskich pucharów wywalczając 4. miejsce. To była przepustka do debiutu w eliminacjach do Ligi Europy, którym okazał się mecz z Lechem Poznań. Kolejorz wygrał starcie 3-0 a najwięcej w kontekście Valmiery mówiło się wówczas o Tolu Arokodare, który był kluczowym zawodnikiem drużyny Tamaza Pertii i stał dopiero u progu swojego pierwszego dużego transferu. Valmiera miała nosa do promocji kilku takich piłkarzy co przynosiło klubowi wpływy do budżetu.

Już wtedy było wiadomo, że ambicje Valmiery sięgają wysoko a czwarte miejsce w 2019 roku nie było przypadkiem. Klub systematycznie wzmacniał się zarówno solidnymi zawodnikami krajowymi jak i obcokrajowcami, którzy odgrywali istotną rolę w drużynie. Taka strategia przyniosła efekty a Valmiera finiszowała coraz wyżej. W 2020 roku była trzecia, rok później druga aż w 2022 roku po raz pierwszy w historii zdobyła tytuł mistrzowski. To były niezapomniane chwile dla całej społeczności związanej z klubem.

Trzon tamtej drużyny stanowili tacy zawodnicy jak Raimonds Krollis, Daisuke Yokota, Camilo Mena czy Alvis Jaunzems. Ich losy potoczyły się różnie ale łączy ich to, że właśnie w tym klubie wypromowali się i jednocześnie w świetnej atmosferze stworzyli zespół, który zanotował duży sukces. Był to także pierwszy od 2017 roku klub spoza Rygi, który triumfował w rozgrywkach Virslīgi. Na 36 spotkań Valmiera przegrała zaledwie 3 spotkania i z przewagą 4 punktów nad znacznie bogatszą Rigą FC mogła cieszyć się z wielkiego triumfu. Piłkarze zespołu błyszczeli też indywidualnie: Raimonds Krollis został królem strzelców (24 gole) a także najlepszym napastnikiem oraz najlepszym zawodnikiem Virslīgi. Najwięcej asyst oraz liderem klasyfikacji kanadyjskiej był Mena. Jurģis Kalns odebrał nagrodę dla najlepszego trenera rozgrywek jak i w całej łotewskiej piłce. Rihards Matrevics został z kolei wyróżniony jako najlepszy golkiper ligi. Niesamowity rok pod każdym względem.
Długi
Od tamtego czasu było niestety już tylko gorzej. Od 2020 z mniejszymi lub większymi przerwami Valmiera miała problemy z płaceniem ekwiwalentów za wyszkolenie lub z zaległościami wobec byłych piłkarzy klubu. FIFA regularnie karała Valmierę zakazami transferowymi i dopiero wtedy kierownictwo regulowało należności. Z czasem nawarstwiły się także zaległości wobec urzędu skarbowego. W szczytowym okresie wynosiły one około 200 tysięcy euro. W roku 2024 federacja odjęła Valmierze najpierw 3 punkty a w momencie gdy doszły jeszcze zaległości wobec zawodników, ZPN zagroził zabraniem kolejnych 25 oczek! W międzyczasie włodarze federacji nie przyznali drużynie licencji na europejskie puchary co było dość poważnym ciosem. Wszystko zaczęło się sypać jak domek z kart. Jedni piłkarze odchodzili, drudzy byli sprzedawani aby klub miał na pensje. Mimo fatalnej otoczki zawodnicy osiągali bardzo dobre wyniki na boisku i sezon 2024 zakończyli na 4. miejscu w tabeli, jakby na przekór losowi.
Wszystko musiało jednak skończyć się tak jak 21 lat temu. Valmiera nie dostała licencji ani na Virslīgę, ale także ani na 1. līgę. Ostatecznie stanęło na spadku do w pełni amatorskiego trzeciego poziomu rozgrywek.
Słońce zza chmur
Drużyna w nowej rzeczywistości odnalazła się dobrze. Wbrew powszechnej na Łotwie praktyce nikt nie postanowił budować klubu od nowa, nie kończyć działalności, Valmiera FC pozostała Valmierą FC. Na papierze wciąż obecny jest Isenegger, jego fundusz niezmiennie posiada 95% udziałów. W 2. līdze w sezonie 2025 piłkarze Gatisa Kalniņša okazali się najlepsi w stawce a w wielu meczach znacząco przewyższali poziomem rywali. W Pucharze Łotwy jak równy z równym rywalizowali z Riga Mariners, czołową drużyną 1. līgi. Sportowo więc Valmiera wywalczyła promocję szczebel wyżej.

Potencjalnym problemem pozostawały wciąż kwestie pozaboiskowe. I tu nastąpił bardzo nieoczekiwany zwrot akcji – w lutym 2025 okazało się, że klub spłacił wszystkie zaległości wobec skarbówki, które na dziś dzień wynoszą jednak niespełna 8 tysięcy euro. Ma to jednak miejsce już po przyznaniu licencji na 1. līgę bo federacja dopuściła Valmierę do rozgrywek bez żadnych zastrzeżeń. Klub zmaga się także z zakazem transferowym za zaległości wobec byłych zawodników, a w kuluarach mówi się, że mogą one wynosić tyle co niedawne zaległości wobec skarbówki, czyli na poziomie ok. 80-90 tysięcy euro. Są to jednak tylko plotki.
Faktem pozostaje to, że Valmiera FC poczyniła już pierwszy krok w odbudowie swojej marki i sezon 2026 spędzi na drugim poziomie rozgrywek. Na pewno będzie jednym z kandydatów do walki o czołowe lokaty bowiem już w minionym roku udowodniła, że ma potrzebne umiejętności i jakość piłkarską. I tak na okoliczność jubileuszu 30-lecia wypada życzyć Valmierze powrotu do elity, co na koniec niniejszego tekstu chciałbym uczynić. Wszystkiego najlepszego, powodzenia w odbudowie i powrotu na szczyt!
fot. Valmiera FC







