Po porażce z Armenią Łotysze podejmowali u siebie Cypryjczyków, którzy zmagania w Lidze Narodów również rozpoczęli od przegranej. Obie drużyny mierzyły się ze sobą po raz pierwszy w jakimkolwiek meczu o stawkę, dotychczas grały jedynie towarzysko.
Dotychczas reprezentacja Łotwy nigdy nie pokonała Cypru. W krótkiej, obejmującej zaledwie trzy mecze historii, dwukrotnie triumfowali piłkarze z Wyspy Afrodyty, raz padł remis. Od wczoraj dorobek ten powiększył się o kolejny remis ponieważ w Rydze spotkanie zakończyło się wynikiem bezbramkowym. Zdecydowanie bliżej wygranej byli goście. Łotwa bowiem nie oddała ani jednego strzału celnego. W połączeniu z pierwszym meczem z Armenią tworzy to dość przygnębiający obraz – 1 uderzenie w światło bramki przez 180 minut. Kuriozalności tej sytuacji dopełnia fakt, że Łotyszom udało się nawet trafić w stewarda (rzut wolny Robertsa Savaļnieksa) ale prostokąt o wymiarach 7,32 m szerokości i 2,44 m wysokości pozostawał poza zasięgiem ich możliwości.
Filmēju cerībā, ka Savaļnieks iesitīs, bet sanāca, ka nofilmēju kā Savaļnieks trāpa apsargam 🙂 pic.twitter.com/ImeArCJXHv
— Madars Zvagulis (@Zvagulis) September 28, 2026
Cypryjczyków z kolei powstrzymywał dobrze dysponowany Rihards Matrevics oraz obramowanie bramki. W takich okolicznościach jedyną drużyną zadowoloną z wyniku może być Łotwa, ponieważ Cypr z Czarnogórą stracił remis w 86. minucie a teraz nie mógł sforsować bramki Matrevicsa mając w tym meczu przewagę.
Ciekawostka jest to, że Łotysze po raz pierwszy w swojej historii zagrali w czarnych koszulkach. Takie atrakcje zostały zafundowane przez federację oraz sponsora technicznego kadry, Adidas. Przed meczem z kolei łotewska federacja otworzyła oficjalnie swoje nowe biuro a w ceremonii uczestniczył prezydent FIFA, Gianni Infantino.
fot. LFF







