Oryginalna spółka Skonto Ryga jest dziś wystawiona na sprzedaż po bankructwie. Właściciele żądają jednak sporo pieniędzy za odkupienie jej, a drużyna RTU/Skonto Academy była krótkotrwałym projektem. Przez ostatnie 2 lata pojawiały się jednak przesłanki świadczące, że może być ratunek dla upadłego giganta.
Już raz na Facebooku analizowałem sytuację Skonto, skupiając się bardziej na drodze upadku i fuzji z RTU. W 2018 roku drużyna dążyła do odseparowania się od RTU, używania samej nazwy FC Skonto, stroje i logo pozostawały natomiast w użytku, chociaż nie do końca legalnie. Kibice nie zbojkotowali nowego tworu, który kontynuował działalność akademii młodzieżowej, choć nie wspierali go aż tak bardzo jak dawniej. Wykorzystano fakt, że młodzieżówka nie miała zaległości finansowych i ewentualnie na licencji akademii można by było odbudowywać Skonto, ale już jako nowy klub. Wystarczyłoby nazwać drużynę „FK Skonto” zamiast „FC Skonto” ale oznaczałoby to budowanie wszystkiego bez kontynuacji tradycji FC Skonto. Ostatecznie nazwa RTU/Academy obowiązywała dalej, az w końcu na ten sezon nie udało się zebrać potrzebnych pieniędzy. Możliwości powrotu Skonto są dwie: zbudowanie nowego klubu pod delikatnie zmienioną nazwą, albo znalezienie kogoś kto odkupiłby zadłużoną spółkę. A pojawiały się i takie pogłoski.
Ostatni prezes Skonto, były piłkarz Vladimirs Koļesničenko, chciał zachować nazwę klubu żywą. Liczył na znalezienie sponsorów, którzy odkupiliby upadłą spółkę. Cała akcja z RTU służyła tylko temu aby mieć licencję na drugi poziom rozgrywek, przeniesiono tam praktycznie całą młodzież. Coś jednak drgnęło tej zimy. Według Koļesničenko pojawił się zainteresowany sponsor z Rosji, który chciałby przywrócić Skonto na piłkarską mapę. Konkrety mają pojawić się „na jesień”, więc wiadomo że na ten rok nie uda się już znaleźć pieniędzy bo niższe poziomy rozgrywek ruszają na dniach. Kibice Skonto jednak dość sceptycznie podchodzą do tych wiadomości, według nich Koļesničenko wodził za nos już wiele osób, piłkarzy etc.
Co oprócz małej wiarygodności słów prezesa może stać na przeszkodzie? Do spółki z człowiekiem, który był tam od początku, biznesmenem Guntisem Indriksonsem, nie chcą oddawać Skonto za bezcen. Cała uzyskana dotychczas reputacja, osiągnięcia i zasługi sprawiają, że ktoś kto chce zbudować nowe Skonto musi liczyć się ze sporym wydatkiem za same prawa do nazwy. Nie jest znana dokładna kwota, natomiast właściciele praw nie chcą pozbywać się ich za darmo. Jest jednak pewien haczyk – klub przechodzi obecnie przez procedurę bankructwa i istnieje możliwość wykupienia oryginalnej spółki bez pozwolenia Indriksonsa. Wiele rzeczy pozostaje jednak niewiadomych nawet dla osób będących blisko klubu. Najłatwiejszą drogą dla obydwu panów byłoby użycie licencji młodzieżowego JFC Skonto, i zmiana nazwy na np. FK Skonto. Nie byłaby to jednak kontynuacja tradycji tego prawdziwego Skonto.
Mimo tych wszystkich wydarzeń, 15-krotny mistrz Łotwy dość mocno utrwalił się w świadomości społeczeństwa. Gdyby zapytać osoby z Łotwy nawet nieszczególnie zainteresowane piłką, jaki znają klub, to zapewne koło 80% wymieniłoby właśnie Skonto. Nie zważając na upadek klubu w 2016 roku, dalej aktywni pozostają kibice. Uczestniczą głównie w turniejach kibicowskich np. na Litwie, oraz wspierają reprezentację. Na ostatnim meczu z reprezentacją Polski 24.03.2019 na Stadionie Narodowym stawili się w sile 6 osób z flagą.

Podczas okresu działalności Skonto byli jedną z 3 najprężniej działających ekip kibicowskich na Łotwie, stąd nic dziwnego że dalej trwają przy swoim ukochanym klubie. Zapewne głęboko w sercu wierzą w powrót swojej drużyny, chociaż szansa na to jest dość mała. W tej sytuacji jedyną odpowiedzią będzie czas, który pokaże czy na jesień faktycznie dojdzie do jakichś konkretów ze strony rosyjskich sponsorów, czy były to kolejne słowa Koļesničenki rzucone na wiatr.
obrazek wyróżniający: fot. nra.lv







