Marketing w piłce po litewsku

Litewska drużyna narodowa nie rozpieszcza swoich kibiców, na szczęście całkiem dobre rezultaty udaje się osiągać klubom w Europie. Dzięki umiejętnej promocji ze starcia Żalgiris Wilno – Sūduva Mariampol udało się stworzyć „Derby Litwy”, które regularnie przyciągają na trybuny większą ilość fanów niż zwykle. Z pracą nad własnym image niekoniecznie radzi sobie jednak krajowa federacja, w której nie tak dawno temu znalazł się Arūnas Pukelis – człowiek o wątpliwej reputacji. Marketingową wisienką na torcie nadal pozostaje jednak słynne już losowanie Pucharu Litwy.

Skąpo ubrana hostessa zamknięta w szklanej kapsule, wentylatory wzniecające do góry karteczki z nazwami drużyn, kamera wycelowana prosto w krocze młodej dziewczyny i nielegalne użycie logo sponsora, Sharpu. To była dość głośna sytuacja, która zdaniem federacji miała być urozmaiceniem w miejsce tradycyjnej ceremonii losowania. Po tym jak kontrowersyjna koncepcja obiegła świat, zapewne LFF nie zdecyduje się więcej na podobne innowacje.

Pierwsze problemy zaczęły się już w trakcie losowania. Okazało się, że z dwóch drużyn „FK Šilas Kazlų Rūda” i „FK Kazlų Rūda” zrobiono jedną, przez co liczba karteczek się nie zgadzała. Potem pojawiały się oskarżenia o seksizm i ośmieszenie dziewczyny, przez co federacja musiała się tłumaczyć w internecie. Na sam koniec doszło oświadczenie właściciela marki Sharp, które dostałem m.in. ja w związku z publikacjami na ten temat.

Nie wiem jak ostatecznie dalej potoczyła się ta sprawa, ale całość ma różne strony. Z jednej posypały się wyżej wspominane oskarżenia o uprzedmiotowienie kobiety. Z innej dobiegały głosy, że to wstyd i parodia ceremonii losowania. Z jeszcze kolejnej (głównie od męskiej części) wyrazy aprobaty i poparcia dla takiej właśnie koncepcji. Po części cel marketingowy został osiągnięty – wieści momentalnie rozeszły się poza granice Litwy wywołując ogromne zainteresowanie. Z drugiej strony litewska federacja miała problemy u swojego generalnego sponsora, a przez wielką pomyłkę losowanie musiało zostać powtórzone. Drugie podejście oraz wszystkie kolejne rundy losowano już w „normalny” sposób. Rozgłos był, i to duży, pytanie czy na pewno dokładnie na tym zależało LFF. Tak czy owak, była to chyba najgłośniejsza akcja marketingowa, od której jednak odciął się sponsor generalny.

Sprawa, która bardziej godzi w wizerunek LFF poza granice Litwy za bardzo nie wyciekła, i wywołała wiele dyskusji w krajowym środowisku. 30. kwietnia 2019 informowałem, że na stanowisko wiceprezydenta wybrany został Arūnas Pukelis. Jeżeli nie chciało wam się klikać w link, to poniżej pokrótce dowiecie się o największych kontrowersjach z przeszłości działacza.

Arūnas Pukelis (w środku). fot. Kiril Čahovskij, Delfi.lt

Pięciokrotnie skazywał go sąd, ale ani razu nie odsiedział wyroku. Nikt nie chce przeciwko niemu zeznawać, ludzie się boją. Kiedyś w ramach gangsterskich porachunków w bagażniku auta wiózł syna Henrikasa Daktarasa, „ojca” litewskiej mafii. Do federacji dostał się obietnicami pieniędzy dla klubu Tauras Taurogi. Ludzie wybrali go na prezydenta federacji okręgu Taurogi (u nas odpowiednik np. Podkarpackiego ZPN-u), lecz jego słowa okazały się nic nie warte. Tauras nigdy nie zobaczył nawet eurocenta i upadł, a samego Pukelisa nie interesowała piłka, tylko pieniądze z nią związane. Zdaniem federacji miały być zmiany wizerunkowe „na lepsze”, ale opinia publiczna ma raczej inny pogląd na sprawę. Według wielu wizerunek LFF mocno ucierpiał.

Podobnie jak na Łotwie, również i na Litwie lepiej radzi sobie marketing na płaszczyźnie klubowej. Na wyróżnienie zasługuje przykład Sūduvy Mariampol, która wykorzystując dobre wyniki w europejskich pucharach, z meczów piłki nożnej zdołała uczynić w swoim mieście święto. Do rangi „Derbów Litwy” urosły spotkania z Żalgirisem Wilno, to obecnie zdecydowanie dwa najlepsze kluby w kraju. Dzięki umiejętnej promocji na derbowych spotkaniach zbiera się ponad 2000 widzów, zaś w zeszłym roku mecz Sūduvy z Crveną Zvezdą Belgrad w ramach eliminacji do LM oglądało ponad 4000 kibiców! Zarówno Żalgiris jak i Sūduva starają się zachęcać kibiców różnymi konkursami. Sportowo i wizerunkowo to dwa najlepsze kluby na Litwie. Tu dobrą robotę robi także zwykła kibicowska zażyłość i rywalizacja.

Marketingowy zastój dotknął za to A Lygę jako instytucję. Władzom brakuje przebojowości, na którą zdecydowali się koledzy z Łotwy. Od dłuższego czasu nie było żadnych większych działań mających na celu odświeżenie wizerunku rozgrywek. Tutaj jakiekolwiek akcje byłyby wręcz wskazane, zwłaszcza że co roku są ogromne zawirowania licencyjne, i na ten moment liga kojarzy się głównie z tym. Być może przydałby się ktoś nowy ze świeżymi pomysłami i odwagą na zmiany, tak aby na dobrych wynikach klubów w Europie skorzystały również same krajowe rozgrywki.

fot. Thenextweb.com

Share on facebook
Share on twitter

Logowanie