W internecie coraz szersze kręgi zatacza tekst Weszło o tym, jak Kamil Żyła oszukał Bałtyk Gdynia i kilka zwykłych osób bazując na ich nieszczęściu. Na Litwie również znalazł się człowiek, który naobiecywał złotych gór, doprowadził do upadku klubu, a w dodatku znany jest w przestępczym półświatku. Policja nie może nic zrobić, a mówimy o… wiceprezydencie federacji.

Człowiek w bagażniku
Arūnas Pukelis to jeden z nielicznych przypadków, kiedy człowiek w zasadzie kompletnie niezainteresowany piłką nożną piastuje tak wysokie stanowisko. Zasług w tym sporcie nie ma żadnych, doprowadził do ruiny jeden klub, 5 razy skazywał go sąd. Ile odsiedział? Ani dnia. Policja ma związane ręce, bo brakuje chętnych którzy mogliby zeznawać. Z reguły kluczowe dla sprawy osoby są zastraszone i boją się cokolwiek powiedzieć. Pukelis to jednak człowiek, któremu ciężko odmówić. Bez wątpienia wrażenie robi fakt, że kiedyś w ramach porachunków gangsterskich w bagażniku auta wywoził do lasu człowieka, a następnie brutalnie pobił. Nie padło na byle kogo, był to Henrikas Daktaras, syn „ojca” litewskiej mafii. Powód? Zdaniem Pukelisa jego żona została upokorzona, nie wiadomo w jaki dokładnie sposób, ale podobno na jego miejscu „każdy mężczyzna by tak postąpił” – mówił sam zainteresowany. Efekt? 13 ciosów, 4 wybite zęby i złamana ręka. Przez tą akcję Pukelis za kraty również trafić nie może, jak wiadomo przestępcy niezbyt chętnie współpracują z policją, a na pewno nie taka gruba ryba jak Daktaras. Do tego dodajmy dobrych adwokatów, odpowiednie metody „uciszenia” ludzi, Pukelis jest praktycznie nietykalny.
Podejrzane interesy
Ze względu na swoje warunki fizyczne i dużą siłę Arūnas Pukelis otrzymał pseudonim „Švinius”. Ciężko znaleźć dokładnie polski odpowiednik, przezwisko ściśle związane jest ze słowem „ołów”, więc przyjmijmy, że nazywany jest „ołowianym”, czy nieco dostosowując do naszego języka, „żelaznym”. Według różnych źródeł w młodości kierował jedną z najbardziej wpływowych i znanych litewskich grup przestępczych o nazwie „ołowiani/żelaźni”. Banda była podejrzana o wymuszanie haraczy, porwania, przemyt i inne poważne przestępstwa, ale Pukelis zdołał wymigać się od więzienia. Został biznesmenem, i znalazł nową żyłę złota na Białorusi. Ma ponoć dobre relacje z wysokimi rangą urzędnikami w tym kraju, a Litwini chcący otwierać swoje biznesy na terenie wschodniego sąsiada muszą mieć na to zgodę Pukelisa. To jedynie pogłoski, ale mogą mieć swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Biznesmen w 2011 roku miał 50% udziałów w białoruskiej firmie budowalanej Magnus Group. Według urzędników zainteresowania „ołowianej” grupy zawsze skupiały się jednak na czym innym – konkretnie na kontroli przepływu papierosów i benzyny przez granicę.
Powiew zmian
Jest początek listopada 2015 roku. Na nadzwyczajnym zgromadzeniu Federacji Piłkarskiej okręgu Taurogi zadecydowano, że po 15 latach rządów Sigitasa Jukny przyszedł czas na nowego włodarza. Piłkarski podział administracyjny Litwy odpowiada naszemu na wojewódzkie ZPN-y, lecz tam wytyczono 10 okręgów piłkarskich według większych miast. Jednym z nich jest właśnie okręg Taurogi, który był początkiem piłkarskiej kariery Pukelisa. Aby zostać nowym prezesem federacji potrzebował przekonać czymś ludzi, aby go wybrali. W tym wypadku kartą przetargową okazał się miejscowy klub o nazwie FK Tauras. Drużyna największe sukcesy osiągała w czasach ZSRR gdy w 1987 roku wygrała mistrzostwa litewskiej SRR, a dwa lata później zdobyła puchar. W 2015 roku znajdowała się już na drugim poziomie rozgrywek bez większych perspektyw przynajmniej powrotu na najwyższy szczebel. A warto nadmienić, że w 2010 i 2011 roku były tutaj europejskie puchary, na Litwę przyjeżdżały nawet zespoły cypryjskiego Apoelu i holenderskiego ADO Den Haag. Tauras miał swoich aktywnych kibiców, reprezentował miasto na szczeblu centralnym, Pukelis postanowił to wykorzystać. Jako biznesmen obiecał Taurasowi pieniądze, które miał pozyskać od lokalnych sponsorów. Stanowisko kierownicze miało tylko w tym pomóc. „Załatwię wam kasę” – tak mówił.
Miało być pięknie
Skuszeni wizją dużych pieniędzy ludzie ze środowiska piłkarskiego w regionie, nie patrząc na reputację działacza, wybrali go w listopadzie na prezesa okręgu piłkarskiego. Dla Pukelisa Tauras stał się okazją na wejście w świat litewskiej piłki. On sam pochodził z Taurogów, więc wystartował w swoim rodzinnym mieście. Rozpoczął zatem swoją pracę przy okazji poszerzając wpływy. W całej tej sytuacji „zapomniał” o Taurasie, któremu miasto obcięło znacząco wsparcie z niecałych 120 tysięcy euro na zaledwie 24. Pukelis miał być ratunkiem, ale niezbyt chętnie zbierał się do przekazania obiecanych środków. Tauras zdołał dograć sezon 2015, ale na następny rok zabrakło już pieniędzy. Klub zniknął z piłkarskiej mapy Litwy, ale potem jeszcze powrócił. O tym za chwilę. Przy Taurasie warto wspomnieć, że to jeden z najstarszych klubów w kraju. Założony został w 1922 roku, w latach 30. XX wieku zniknął, aby w 1942 odrodzić się. Właściwie to od tego czasu przyjął nazwę Tauras, wcześniej był nazywany Związkiem Sportowym Taurogi. Następnie w 2009 roku zajął 5. miejsce w A Lydze, wtedy też doszedł do finału Pucharu Litwy, i rok potem zagrał w Pucharach. W 2010 roku zespół zanotował najlepszy wynik i finiszował 4. w ligowej tabeli. Dało to puchary rok później, i na tym właściwie koniec jeśli chodzi o godne wyniki w tym milenium. W 2015 nastąpił pierwszy upadek klubu przez człowieka, który wykorzystał go jako trampolinę dla swojej kariery.
Promyczek nadziei
W roku 2016 Tauras nie występował w żadnych rozgrywkach, ale 12 miesięcy później udało się powrócić. Klub zagrał sezon 2017, zajął 13. miejsce na drugim poziomie rozgrywek i upadł znowu, tym razem na dobre. W 2018 roku mówiło się o wdrażaniu rozwiązań celem przywrócenia Taurasa na piłkarską mapę Litwy. Klub może i bez wielkich sukcesów, ale z bogatą historią i tradycjami. Nie udało się, a przyjście zbawcy okazało się początkiem końca. W czasie gdy Tauras konał, kariera Pukelisa rozwijała się, a jego wpływy rosły. Z czasem awansował do struktur LFF, a w Taurogach słuch zaginął po nim, i jego pieniądzach. Nie ma już ani Pukielisa, ani Taurasa. Ten pierwszy urzęduje w Wilnie, bo jako biznesmen umie się ustawić. Po awansie z federacji okręgu, już w LFF zaczął odsuwać swoich konkurentów w cień. Doskonale wiedział, że z powodu swojej reputacji i metod działania nie znajdzie się zbyt wielu chętnych na pokrzyżowanie jego planów. Za sprawą łatki czołowego litewskiego przestępcy piął się w strukturach LFF coraz wyżej, nikt nie chciał skończyć jak Daktaras. W żadnym wypadku nie myślcie jednak, że interesuje go piłka.
Czas wyborów
Kolejnym głosowaniem, które Pukelis wygrał były wybory na stanowisko wiceprezydenta federacji. Te odbyły się 30. kwietnia 2019 roku, a biznesmen uzyskał w nich 60 głosów „za” i jedynie 11 „przeciw”. Jeszcze dzień przed całym wydarzeniem nie brakowało głosów, że znalazła się liczna grupa, która obiecała swoje poparcie dla kandydatury Pukelisa. Te pogłoski, jak widać po wynikach, okazały się prawdziwe. Czyż nie dziwne, że nikomu w LFF nie przeszkadzał fakt, że rozchodzi się o człowieka ze złą reputacją, który w dodatku okazał się grabarzem klubu ze swojego rodzinnego miasta? Otoż nie miało prawa, bo Pukelis ma dużo większą władzę niż może się wydawać.
Lider nieformalny
„Prezydent Danilevičius i sekretarz generalny Stankevičius tylko teoretycznie zarządzają federacją. Największy wpływ ma Pukelis” – mówi mi osoba znająca sprawę, lecz prosząca o anonimowość. Postawa Pukelisa to klasyczna zagrywka gdy nie chce się zwracać na siebie uwagi, ale można mieć nad wszystkim kontrolę. Z drugiej strony nie musi się z tym kryć, skoro dotychczas nawet policja jest bezradna. Nie wszyscy jednak patrzą na karierę Pukelisa przychylnym okiem. Wieść niesie, że na jedno ze spotkań reprezentacji Litwy w bieżących eliminacjach przyszedł premier kraju, Saulius Skvernelis. Co ważne, to były policjant wysokiej rangi. Gdy zmierzając na lożę VIP dostrzegł siedzącego tam Pukelisa, zawrócił bez słowa. Podobno nie ma najlepszego mniemania o wiceszefie LFF.
Ciężko w tym momencie wyrokować czy to naiwność działaczy Taurasa zaowocowała obecnością Pukelisa w litewskiej piłce, czy znalazłby inną ścieżkę. Pewnym jest to, że futbol nie był powodem rozpoczęcia tej kariery. Z informacji, które otrzymałem wynika, że wiceprezydenta bardziej interesują milionowe dotacje dla federacji płynące z Uefa. Nie wiadomo też dlaczego zdecydował się poszukać nowego źródła dochodów akurat w piłce, zwłaszcza że na Litwie to nie jest najpopularniejszy sport. Z drugiej strony w koszykówce którą żyje cały kraj, taki numer mógłby nie przejść. Jeżeli natomiast rozmawiamy o problemach litewskiego futbolu, to bez wątpienia Arūnas Pukelis jest jednym z nich.
fot. Saturday3.com







