Za pierwszym razem, w lutym tego roku Kaspars Gorkšs wygrał głosowanie w sprawie swojego stanowiska. Niecałe 8 miesięcy później nie miał już tyle szczęścia, przewagą zaledwie 7 głosów został odwołany. Czy to na pewno tylko czysto sportowa decyzja?
Gdy w kwietniu 2018 roku Kaspars Gorkšs wygrał wybory na prezydenta LFF, dla wielu był to symbol zmian na lepsze. Zawodnik z bogatą karierą, grał przecież w Anglii, potem zahaczał o Grecję i Czechy. Łotwę reprezentował w 89 spotkaniach, obiecujący materiał na poprawę kondycji piłki w swoim kraju. Kamil Biliński, napastnik Rigi FC, w rozmowie ze mną po lutowym głosowaniu, o Kasparsie mówił tak:
(…) wiemy że Kaspars jest osobą która zrobiła fajną karierę jako zawodnik. Grał w różnych krajach, grał w reprezentacji, także jest to jedna z ważniejszych postaci w ostatnich latach dla łotewskiego futbolu i myślę, że na tę chwilę nie ma takiej osoby która mogła być tak blisko europejskiej piłki jak on sam.
Były piłkarz mial wszystko: młodość (w listopadzie skończy 38 lat), chęć, determinację. Brakowało tylko doświadczenia, i chyba to okazało się kluczowe dla przedwczesnego końca kadencji. Jedną sprawą jednak jest nie do końca sprawne zarządzanie związkiem przez brak obycia, a inną regularne kopanie dołków pod kimś.
To co można na pewno Gorkšsowi zarzucić, to fatalny obraz narodowej reprezentacji. Trener Stojanović póki co nie znalazł lekarstwa na wyjście z największego chyba dołka w historii kadry. Łotwa dawno przestała być europejskim średniakiem, teraz znajduje się wśród tych najsłabszych, takich jak San Marino, Gibraltar czy Andora. Wyjście z tej sytuacji powinno być priorytetem dla krajowego związku, jednak zamiast poprawy obserwujemy stałe pogarszanie się gry. Tu potrzeba długofalowego projektu. Na niekorzyść byłego już prezydenta działał także chaos organizacyjno-administracyjny w federacji, praktycznie nieistniejący dział księgowości, czy mało sprawny proces szukania nowego sekretarza generalnego, który miałby zastąpić wieloletniego pracownika na tym stanowisku, Edgarsa Pukinskisa. Także i proces ściągnięcia nowego trenera, którym został Slaviša Stojanović, był wyjątkowo powolny.
Nie można jednak pominąć intryg, które knuli jego przeciwnicy. Oponent, z którym Kaspars wygrał wybory na prezydenta LFF w 2018 roku – Vadims Ļašenko – twierdził, że jest w posiadaniu nagrań rozmów Gorkšsa ze skorumpowanym Olegsem Gavrilovsem (obaj mieli mieć nie do końca legalne układy). Finalnie taśm nie ujawnił, nie był też w stanie zagwarantować ich autentyczności, co praktycznie wyjaśniło sprawę. Ļašence nie przeszkadzało to jednocześnie być jednym z inicjatorów lutowego kongresu. Być może Gorkšs prezesem idealnym nie był, ale dzisiejszy kongres pokazał też, że decyzja o odwołaniu byłego piłkarza nie miała jedynie tła sportowego. Świetnie udowodniło to dziś kierownictwo Metty w postaci współzałożycieli Ģirtsa Mihelsonsa i Andrisa Rihertsa. Ich zachowanie wzbudziło oburzenie i wiele dyskusji wśród łotewskiego środowiska piłkarskiego. Tu niestety muszę użyć zdecydowanego określenia: CHAMSTWO. Mówimy o jednej z najlepszych akademii na Łotwie, klubu który daje szanse debiutu w Virslīdze 16-letnim zawodnikom, klubu którego szefostwo powinno być wzorem na boisku i poza nim. Tymczasem to co obydwaj panowie wyprawiali na kongresie z dobrym przykładem nie miało nic wspólnego.
Wyobrażacie sobie sytuację w której przedstawiciele np. Arki Gdynia pytają się na kongresie Zbigniewa Bońka czy wszystko jest w porządku z jego głową? Taka właśnie sytuacja miała miejsce dziś w Rydze. Mihelsons tymczasowego sekretarza generalnego Mareksa Gruškevicsa nazwał… kryminalistą. W obecności około 130 członków federacji nazywa człowieka za którym nie przepada „kryminalistą”, w środowisku gdzie każdy się zna. Nic dziwnego, że Mihelsons proszony był o nie przerywanie innym. Ten znalazł sposób i na to. Receptą było… głośne przeklinanie ze zwrotem „pizģec vienkārši” (z łotewskiego: „piździec po prostu” ) na czele… Jeszcze jeden popis kierownictwa Metty? Wykrzyczane zarzuty do Kasparsa, że ten okrada dzieci. Czy to jest wzór dla dzieci, które widzą/słyszą jak zachowują się włodarze ich klubu? Oceńcie sami, jak dla mnie żenada. Lubię Mettę, na ich stadionie w fajnej atmosferze widziałem mecz, ale zachowanie rządzących było rażące i przede wszystkim żenujące. Czy nadal możemy mieć pewność, że po czymś takim w odwołaniu Gorkšsa chodziło tylko o sport? Należy też dodać, że od lat obydwaj panowie mają konflikt z ojcem Kasparsa, jeszcze z czasów gdy byli w Audzie, a tam właśnie prezesem jest Gorkšs senior. Mihelsons i Rihters po jakimś czasie odeszli, założyli Mettę i nie darzą się z poprzednim pracodawcą sympatią. Ot, taki smaczek.
Gorkšs został odwołany z różnych powodów, mówię to z pełną świadomością. Są sportowe niedociągnięcia, ale nie brakuje też oponentów, którzy kopali pod nim dołki. Teraz LFF bez sternika może być przez kilka najbliższych miesięcy, a godnego zastępstwa na horyzoncie nie widać. Łotewską piłkę czeka teraz okres niepewności…







