Wyobraź sobie, że ktoś w Twojej firmie nie spełnił oczekiwań szefostwa, z jakiegoś powodu musiał odejść, a ktoś musi ugasić ogień. Przychodzisz na jakiś czas, opanowujesz sytuację, i znowu kogoś znajdują. Wreszcie dostajesz prawdziwą szansę, dają Ci stanowisko na dłużej, osiągasz dobry wynik i… znowu zostajesz zastąpiony. Czujesz się jak Mihails Koņevs.
Człowiek od zadań specjalnych
W 2019 roku Koņevs prowadził Rigę FC po raz piąty w historii istnienia klubu, ale dopiero wtedy otrzymał możliwość dyrygowania zespołem jako główny, a nie tymczasowy trener. Wcześniej był po prostu szkoleniowcem „na chwilę”. Portugalczyk Pimenta opuścił Rigę bo klub nie wywiązał się z obietnic wobec niego? Bierzemy Koņevsa aby przygotował drużynę. Białorusin Kubarev nie spełnił oczekiwań co do stylu gry drużyny? Mistrzów Łotwy przejmował Koņevs, i pchał wózek dalej. Wcześniej identyczny schemat miał miejsce gdy stolicę Łotwy opuszczali Goce Sedloski i Vladimir Volchek. Kierownictwo Rigi nie wybrało do tak odpowiedzialnej roli byle kogo. Koņevs związany jest z klubem od początków jego istnienia, a w czasie gdy akurat nie musiał przejmować dowództwa w kryzysowym momencie, trenował drużynę rezerw. Czas upływał, jedni przychodzili, a 56-latek w stolicy Łotwy niezmiennie przebywa do dziś.
Poważny test
FK Olimps, FB Gulbene, FC Jurmała. Te drużyny przed Rigą Koņevs prowadził samodzielnie. Nic szczególnego, nawet jak na łotewskie warunki. O dwóch ostatnich drużynach potem było wprawdzie głośno, ale tylko za sprawą wykluczeń za ustawianie meczów. Riga to zupełnie inna półka – bogaty właściciel, walka o najwyższe cele, jedne z najlepszych kontraktów na całej Łotwie. W marcu 2019 Koņevs wreszcie mógł poprowadzić swój zespół jako pierwszy trener. Nie na 2 mecze, nie na 4 mecze, tylko na cały sezon. Egzamin zaliczył na 5. Obronił mistrzostwo, w europejskich pucharach do fazy grupowej LE zabrakło tylko jednej bramki w rewanżowym meczu z Kopenhagą. Jedynym zarzutem może być przegrana w półfinale krajowego pucharu na rzecz lokalnego rywala – RFS-u Ryga, który wygrał potem trofeum w finale z Jelgavą. Koronacja w lidze nieco się przeciągała, ale Riga grająca preferowaną przez Koņevsa taktyką z jednym napastnikiem na kilka kolejek przed końcem zapewniła sobie mistrzostwo. Cel został osiągnięty, i wydawało się wreszcie, że regularnie angażowany w rolę tymczasowego szkoleniowca Łotysz zagości na ławce Rigi na dłużej. 27 ligowych spotkań, średnia 2,11 punktów na mecz, historyczny wynik w Europie – Koņevs miał mocne argumenty aby pozostać na stanowisku.
Historia zatoczyła koło
W dniu dzisiejszym oficjalnie ogłoszono przybycie do Rygi nowego trenera – Olega Kononowa ze Spartaka Moskwa. Potwierdziły się zatem plotki krążące od kilku dni. Oznacza to tyle, że Koņevs znowu idzie w odstawkę. Zostanie w klubie, zapewne wróci do trenowania rezerw lub młodzieży, w najlepszym wypadku zostanie asystentem nowego szkoleniowca. Nie wiem co czuje Łotysz, ale wygląda to szczególnie boleśnie, gdy rezygnuje się z niego po tym jak po raz kolejny udowodnił, że jest w stanie wiele dać Ridze, gdy ta go potrzebuje. Ambicje właściciela klubu są jednak duże. Skład którym dysponuje stołeczny zespół na papierze czyni go największym faworytem do wygranej w lidze. Na tym jednak nie koniec, bo mistrzowie Łotwy celują w fazę grupową europejskich pucharów, a zatrudnienie Kononowa, plus dokonanie wcześniej poważnych wzmocnień piłkarskich, każe traktować plany Rigi coraz poważniej. Przy takim układzie sytuacji na ławce trenerskiej Rosjanin robi dużo większe wrażenie, niż Koņevs „od brudnej roboty”. Nowy strateg stołecznego zespołu, według rosyjskich mediów, ma zarabiać w Rydze 25 tysięcy euro miesięcznie. Nietrudno się domyślić, że Łotysz dostawał dużo mniej, mimo że niejednokrotnie udowadniał swoją wartość. A co jeśli śmiałe plany nie powiodą się, i Kononow nie spełni oczekiwań kierownictwa? Zapewne Riga FC znów zwróci się do Koņevsa, w końcu „jak trwoga, to do Boga”.
Fot. Zigismunds Zālmanis/Riga FC







