Niedawno Andrejs Rubins, 117-krotny reprezentant Łotwy, udzielił wywiadu gazecie „Sporta Avīze”, w którym zdradził kilka ciekawych faktów, także tych z przeszłości.
W listopadzie zeszłego roku informowałem o problemach byłego uczestnika Euro 2004, który pozostał bez środków do życia. Wszystko przez problemy ze zdrowiem, przez które w 2012 roku musiał zakończyć karierę zawodowego piłkarza.
Kilka lat spokoju
Wychowanek Audy Ķekava swój ostatni mecz rozegrał w marcu 2012 roku będąc zawodnikiem azerskiego Simurq Zaqatala. W wieku 33 lat pomocnika do zawieszenia butów na kołek zmusiło zdrowie, a będąc bardziej precyzyjnym – problemy z biodrem. Lekarz o nazwisku Anderson, który 8 lat temu operował Łotysza, przedstawił przyszłość Rubinsa w następujący sposób: Nie możesz dalej grać. Przez 5-6 lat będziesz normalnie chodził, potem zaczną się problemy. Po upływie tego czasu były piłkarz faktycznie zaczął odczuwać pierwsze niedogodności. „Biodro było ostatnią i najtrudniejszą kontuzją w karierze zawodowej” – przyznał w rozmowie ze „Sporta Avīze”.
Niedźwiedzia przysługa?
W sezonie 2019 Rubins został zatrudniony jako trener przez grającą na drugim poziomie rozgrywek Audę Ķekava, czyli klub w którym zaczynał przygodę z piłką. Informacja o trudnej sytuacji życiowej została przedstawiona światu już po zakończeniu sezonu, 26. listopada, dokładnie w 41. urodziny Rubinsa. Na Twitterze napisał o tym Ģirts Mihelsons, współzałożyciel grającej w Virslīdze FS Metty. Do drugiej operacji biodra w 2019 roku dołożyli się m.in. Mihelsons ze swoją Mettą i pozostałe kluby łotewskiej Ekstraklasy, ale Andrejs pozostawał niezdolny do jakiejkolwiek pracy przez okres 2-3 miesięcy. Wszelkiego typu zabiegi musiał pokrywać z własnej kieszeni przy wsparciu ludzi o dobrym sercu. Szkopuł w tym, że Mihelsons upublicznił sytuację Rubinsa… bez poinformowania go o tym. Jak sam przyznał były piłkarz rozmawiając ze „Sporta Avīze”: „To było bez mojej wiedzy. Nie wiem, czy chciał mnie wesprzeć, czy pokazać że jest wpływowy, ale nic o tym nie wiedziałem.” Ciężko jednak wywnioskować z tych słów czy skrywany jest jakiś mniejszy lub większy żal o tą całą sytuację.
Częściowo spełniony sen
W dalszej części wywiadu Rubins przyznał, że jego marzeniem była gra w Anglii. To udało mu się osiągnąć na początku XXI wieku, gdy latem 2000 przeszedł ze Skonto Ryga do Crystal Palace za 2,8 miliona euro. Następnie Łotysz dodał, że jego usługami zainteresowany był również znacznie silniejszy niż Orły klub: Arsenal Londyn. W sprawie pytań odnośnie tego czemu tam nie trafił, Rubins odesłał dziennikarza do ówczesnego prezydenta Skonto, Guntarsa Indriksonsa. Po chwili przyznał też jednak, że Crystal Palace był w stanie od razu wyłożyć pieniądze na zakup, zaś Arsenal nie. W ten sposób pomocnik znalazł się na drugim poziomie rozgrywkowym na Wyspach, gdzie w jednej drużynie grał z rodakiem – bramkarzem Aleksandrsem Koļinką. Początkowo był tam podstawowym zawodnikiem, ale w sumie skończyło się na tym, że Rubins przez 3 sezony wystąpił tylko w 31 spotkaniach, choć może pochwalić się golami strzelonymi Liverpoolowi i Leicester City.
Sveicieni Andrejam Rubinam dzimšanas dienā! 🎁
⚽️ Crystal Palace kreklā viņam divi vārti – abi Līgas kausā, abi ļoti skaisti! Lūk, pret Lesteras City 2000. gada 1. novembrī!
P.S. Arī šajā mačā vārtos londoniešiem Koļinko. pic.twitter.com/tyfwuHlJkn
— 𝐊ārlis 𝐊rēgers (@karliskregers) November 26, 2019
Ciężko powiedzieć jaką rolę pełniłby w Arsenalu. Na pewno wolałby trafić na Highbury, ale nie on miał wpływ na swoją przyszłość. W 2003 roku odszedł do rosyjskiego Szynnika Jarosław, zaś do Anglii już później nigdy nie wrócił. Marzenie udało się spełnić, ale sam pomocnik chyba miał świadomość, że chciał grać na topie. Dziś walczy w innego rodzaju meczu – o swoje zdrowie. Po drugiej operacji wszystko jest w porządku, i Rubins chyba z optymizmem może patrzeć w przyszłość.
fot. Edijs Pālens/LETA







