To może być ten sezon, w którym Żalgiris wreszcie zdoła przerwać hegemonię Sūduvy. Póki co wszystkie znaki na niebie i ziemi pokazują, że w Wilnie udało się skompletować bardzo silną drużynę, która najpierw pokonała Sūduvę w Superpucharze, a dziś na inaugurację ligi rozbiła mający duże ambicje FK Panevėžys.
Kibice zgromadzeni dziś na hali sportowej w Wilnie nie mogli narzekać na nudę. Obejrzeli 4 bramki, dużo męskiej walki, trochę kiksów, oraz parad bramkarzy. Ostatecznie piłkę z siatki wyciągał tylko golkiper drużyny z Poniewieża, którego zespół poniósł dotkliwą porażkę 0-4. To jednak niekoniecznie najniższy wymiar kary, bo momentami w dogodnych sytuacjach Wilnianom brakowało celności, choć i goście też mieli swoje szanse.
Przed rozpoczęciem rozgrywek kierownictwo FK Panevėžys zapowiadało, że w tym roku mają jeszcze większe ambicje niż 5. miejsce zajęte w minionym sezonie. Po dzisiejszym meczu w Wilnie czekać ich będzie na pewno dużo przemyśleń, bo Żalgiris był drużyną zdecydowanie lepszą i zasłużenie wygrał. Bramki dla zielono-białych strzelali nowe nabytki Richie Ennin i David N’gog, powracający do Wilna Mantas Kuklys, oraz niezawodny Liviu Antal. Trafienie tego ostatniego było szczególnie kuriozalne. Obrońca drużyny z Poniewieża we własnym polu karnym wybił piłkę głową do góry, a następnie… stracił ją z oczu. Futbolówka upadła prosto pod nogi Rumuna, który pewnym strzałem nie dał żadnych szans na obronę golkiperowi.
W Wilnie po raz drugi wysyłają poważny sygnał w kierunku Mariampola, że rywalizacja o tytuł mistrzowski w tym sezonie będzie bardzo zacięta. Mimo problemów finansowych Żalgiris gra jak z nut, i przyjemnie się tę drużynę ogląda. Daje to nadzieję na lepsze niż rok temu występy w europejskich pucharach, choć należy pamiętać że to dopiero początek sezonu. Jutro o godzinie 16 Sūduva przetestuje gotowość beniaminka – Bangi Gorżdy, dla której to powrót do najwyższej klasy rozgrywkowej od momentu spadku w 2014 roku w wyniku kłopotów finansowych.
fot. Delfi.lt/ Kiril Čachovskij







