Wczoraj oficjalnie doszło do pierwszej w tym roku zmiany trenera w lidze łotewskiej. Ervīns Pērkons, który osiągnął z beniaminkiem z Jełgawy nadspodziewanie dobre wyniki, na pomeczowej konferencji prasowej ogłosił, że odchodzi z klubu.
Pērkons z FS Jelgavą przebył drogę od dna do szczytu. Po upadku FK Jełgawy najstarsza grupa jej akademii, czyli właśnie FS, przystąpiła do rozgrywek 2. Līgi i dość szybko wywalczyła awans do 1. Līgi, a potem do Virslīgi. W tejże beniaminek póki co nie jest dostarczycielem punktów, ale stracił właśnie trenera. Na wczorajszej konferencji prasowej po meczu z FK Tukums (2:2) Pērkons ogłosił swoje odejście z klubu z powodu nieporozumień z kierownictwem (najprawdopodobniej chodzi o prezesa Mārisa Peilānsa). W kuluarach mówi się żartobliwie o tym, że syn prezesa za mało grał, ale są to jedynie plotki z przymrużeniem oka, prawdziwy powód znany jest tylko zainteresowanym stronom.
Co ciekawe wcześniej doszło do pewnej kuriozalnej sytuacji. Na Twitterze były reprezentant Łotwy Jurijs Žigajevs rozpoczął 20. kwietnia dyskusję na temat „Który klub Virslīgi jako pierwszy zmieni trenera?”. Pod postem zgłosiło się oficjalne konto FS Jełgawy, które najprawdopodobniej prowadził trener Pērkons. To pozwala zakładać, że plan odejścia urodził się w jego głowie już wcześniej.

Pērkons zostawił Jełgawę na wysokim, szóstym miejscu w tabeli (chyba, że Metta dziś wygra to na siódmym). Przed potencjalnym nowym trenerem beniaminka teraz niełatwe zadanie aby utrzymać tę formę i dalej wyciskać z zespołu maksimum.
Fot. FS Jelgava







