W futbolu o wielu rzeczach często decydują drobiazgi – błysk geniuszu w polu karnym, nieoczekiwany błąd rywala, ale także… kilka słów wypowiedzianych we właściwym języku. Przekonał się o tym reprezentant Łotwy, Andrejs Cigaņiks.
Łotysz dzięki znajomości języka polskiego ocalił swoją imponującą serię 57 kolejnych występów w kadrze narodowej. Cigaņiks od września 2020 roku nie opuścił żadnego meczu narodowej kadry chroniąc się przed kontuzji czy kartkami. Do rekordu Andrejsa Rubinsa (59) brakuje bardzo niewiele. Tak samo jak niewiele brakowało aby wszystko zostało zakończone tuż przed osiągnięciem historycznego pułapu.
Sytuacja o której mowa wydarzyła się w niedawno rozgrywanym meczu (0-1) przeciwko Albanii. W jednej z akcji Cigaņiks ostro zaatakował rywala, czym natychmiast zwrócił uwagę sędziego, Polaka Damiana Sylwestrzaka. Zawodnik był bardzo bliski otrzymania żółtej kartki, która spowodowałaby jego zawieszenie w kolejnym spotkaniu, a w efekcie koniec niesamowitej serii. Jak jednak opowiedział prowadzącemu kanał „Futbolbumbas” Edmundsowi Novickisowi sam zawodnik, uratował go… język polski. To właśnie na taki chwyt zdecydował się Łotysz aby arbiter nie ukarał go zbyt surowo.
„Sędzia prawie dał mi żółtą kartkę. Ale on był z Polski. Od razu z nim porozmawiałem po polsku, odpowiedział: ok, ok, teraz jeszcze ujdzie, ale słuchaj, masz już jedną żółtą kartkę. Jeśli będzie coś jeszcze, to mecz z Andorą będziesz musiał opuścić. Odpowiedziałem: dziękuję, dziękuję, wszystko będzie dobrze” – wyjaśniał w wywiadzie Cigaņiks uśmiechając się.
28-latek w latach 2023-2024 przez 2 sezony był piłkarzem Widzewa Łódź. Łotysz dobrze zaaklimatyzował się w klubie i przyswoił pewne umiejętności z języka polskiego, które teraz okazały się zbawienne. Seria trwa dalej, a do nowego rekordu brakuje niewiele. Cigaņiks musi pilnować się w kolejnych meczach – zgodnie z przepisami FIFA po zarobionej w czerwcu żółtej kartce, za następne takie przewinienie grozi mu zawieszenie za 1 mecz.
fot. LFF







