Polski trener Dainavy Łukasz Hass podzielił się z Bałtyckim futbolem swoimi wrażeniami z pierwszych dni pracy, oraz opisał zespół. Wciąż nie wiadomo w jakiej lidze zagra klub z Olity, ale na pewno w sezonie 2020 na Litwie nie zabraknie polskich akcentów!
Rafał Kobza (Bałtycki futbol): Na początku chciałem pogratulować przybycia do Dainavy, i zapytać jak tam Pan w ogóle trafił? Już rok temu korespondowaliśmy w tej sprawie, więc domyślam się że to nie jest nowa i nagła sprawa?
Łukasz Hass (DFK Dainava Alytus): Dziękuję za gratulacje. Na początku zeszłego roku był kontakt, ale to już była dogadana sprawa z trenerem Kimem Rønningstadem, to tylko takie luźne zapytanie. Od tamtej pory przez prawie rok czasu była cisza. Po zakończeniu sezonu teraz klub ponownie się do mnie odezwał i doszliśmy do porozumienia.
Czyli to działacze Dainavy Pana wypatrzyli?
Tak.
W wypowiedzi dla Bałtyckiego futbolu zachwalał Pan klubową akademię. Czy zamierza Pan bazować na młodych zawodnikach?
Klub ogólnie opiera się na zawodnikach, którzy są z Olity, plus kilku piłkarzy spoza, ściągani są co sezon. W zeszłym roku na przykład grało dwóch Kolumbijczyków, których w tym sezonie już tutaj na pewno nie będzie. Akademia działa prężnie, widać że jak na warunki litewskie jest to jedna z lepszych, ma dobrą bazę. Odkąd przyjechałem oglądałem kilku chłopców, nawet z rocznika 2004, naprawdę mają duże umiejętności.
Jedną z rzeczy która najbardziej ciekawi moich czytelników, dostawałem już nawet w tej sprawie pytania, jest polityka transferowa. To znaczy – w związku z Pana przybyciem do Dainavy możemy spodziewać się graczy z Polski? Trochę zaintrygował mnie facebookowy komentarz Pana byłego klubu – Wisły Dziecinów – że nie będzie Pan na Litwie jedynym Wiślackim akcentem. Chodzi o członka sztabu szkoleniowego, czy może jacyś polscy piłkarze są już w drodze?
Jeżeli chodzi o zawodników z Wisły Dziecinów, to jestem zainteresowany trzema chłopakami. Ale to tylko pod takim względem, że chciałbym zobaczyć jak oni zaprezentują się na tle tych zawodników, którzy tutaj są. Na pewno nie prezentują poziomu, który dałby im status gwiazdy, ale chciałbym też im dać też takiego kopniaka motywującego do cięższej pracy nad sobą, bo tych trzech piłkarzy Wisły których chciałbym ściągnąć, ma duży potencjał. Co do innych zawodników z Polski – mam kontakt z kilkoma, ale wszystko też zależy od dzisiejszej lub jutrzejszej decyzji litewskiego związku piłki nożnej ws. ligi w której będziemy grać. No i od funduszy bo nie sztuką jest ściągnąć zawodnika, obiecać mu nie wiadomo co, a za pół roku się wstydzić bo nie będzie dostawać pieniędzy za grę.
Właśnie, żeby rozegrać spokojnie sezon w A Lydze potrzebne jest 300 tysięcy euro. Czy Pana zdaniem Dainava jest w stanie taką kwotę uzbierać? Na przykład Džiugas Telsze, który wygrał w 2019 roku I Lygę, dysponował budżetem w wysokości niecałych 2/3 tej kwoty.
Tak, wiem o tym. Jeżeli chodzi o zapewnienie finansowania klubu ze strony miasta, to było takie, że jeżeli klub dostałby licencję, to będą pieniądze. Nie mam jednak aż takiej wiedzy aby ręczyć za to głową. Pytanie czy jest sens porywać się na Ekstraklasę i po pół roku się z niej wycofywać? Chyba nie. Lepiej jest zagrać w I Lydze i spokojnie walczyć o awans sportowy, a w międzyczasie zdobyć jakieś środki finansowe, sponsorów. Może dzięki temu, że zespół grałby dobrze – znaleźliby się. Jestem za tym aby spokojnie budować od podstaw klub, a nie rzucać się na głęboką wodę, a potem wycofywać się z czegoś.
Na ten moment nie wiemy w której lidze zagra Dainava, więc rozważmy 2 scenariusze: może zagrać w najwyższej lidze, a może na zapleczu. O co byście walczyli w każdej z tych lig?
Zarówno w I Lydze jak i w Ekstraklasie jest problem z tym, ile drużyn w ogóle zagra. W I Lydze jest rozważany obecnie scenariusz 12 lub 14 zespołów, a w A Lydze 6, albo 8.
Na ten moment w Ekstraklasie gotowych zagrać, tak bez problemu, jest zaledwie 5 zespołów. Duża zagadka.
Dziś ma być decyzja w sprawie Vytisu Wilno, i albo my, albo oni. Bardziej chyba w tej chwili jesteśmy w I Lydze.
Zaczął się Pan uczyć litewskiego? Jak Pan komunikuje się z zarządem, z piłkarzami?
Jeżeli chodzi o zarząd to w większości rozmawiają po polsku, więc tu nie ma problemów z komunikacją. Z zawodnikami komunikuję się po angielsku, radzimy sobie. Co nie dopowiemy to pokażemy.
Kogo uważa Pan dotychczas za najlepsze ogniwo w zespole?
Przyglądam się cały czas, jest kilku chłopców, którzy prezentują naprawdę fajny poziom. Myślę, że poradziliby sobie, tym bardziej że są młodzi, nawet na średnim poziomie naszej 1. Ligi. Nie byliby osłabieniem, są perspektywiczni. 4 zawodników tego zespołu było na turnieju reprezentacji U22 w Chinach, chyba w listopadzie, mamy też 2-3 reprezentantów U21, oraz też młodszych kategorii. Jest z czego wybrać, plus kilku „stranierich”, może być fajna mieszanka, wybuchowa.
Czy jakieś lokalne media zainteresowały się Pana osobą? Rozmawiał Pan z kimś?
Wczoraj udzielałem wywiadu dla lokalnej telewizji. Oficjalnej informacji na stronie klubu jeszcze nie ma, myślę też że to ze względu na to zamieszanie z licencją.
Mieszka Pan w Olicie?
Tak.
Jak się Panu podoba miasto?
Bardzo przyjemne, ok. 50 tysięcy mieszkańców, i jest to szóste pod względem wielkości miasto na Litwie. W naszych polskich realiach małe, wielkości np. Otwocka obok którego mieszkam w Polsce. Życie nie różni się raczej od tego, które mamy w Polsce.
Ile Pan już tam jest? Zdążyło coś Pana zdziwić, zaskoczyć?
Nie, nic. Jestem tu od poniedziałku 27. Stycznia, przyjechałem rano, wieczorem odbyłem pierwszy trening. Bardzo jestem zadowolony z warunków pracy jakie mam, mamy do dyspozycji, do treningu, dwa pełnowymiarowe boiska ze sztuczną nawierzchnią. Pod tym względem jestem bardzo zadowolony z bazy, tak jak mówiłem też wcześniej, z zaangażowania zawodników. Jest ładny stadion na którym będziemy mogli odbywać jeden trening przed meczem, i rozgrywać zawody. Być może już w sobotę zagramy pierwszy sparing, choć nie jest ustalony jeszcze przeciwnik dokładnie. Jeżeli nie znajdziemy rywala na dobrym poziomie, to rozegramy po prostu grę wewnętrzną, żeby zawodnicy pokazali się w większym wymiarze czasu na boisku.

A ja myślę, że jednak jest jedna rzecz, która Pana zaskoczy podczas pracy w Dainavie. Domyśla się Pan o co może chodzić?
Nie.
O fanów. Prześledziłem Pana trenerskie CV, i wydaje mi się że będzie to pierwsza tak zorganizowana grupa kibiców w Pańskiej karierze. „Dzukijskie czołgi”, czyli ta grupa fanatycznych kibiców Dainavy, to jedno z najprężniej działających tego typu ugrupowań na Litwie. Nie stronią od pirotechniki, jeżdżą za swoim zespołem i aktywnie go wspierają po całym kraju. Słyszał Pan cokolwiek o tych kibicach?
Tak, tak, słyszałem o nich. Mówili mi już trenerzy którzy pracują w akademii, i dyrektor klubu. Jestem na to przygotowany, ale to fajnie że zawodnicy mają takie wsparcie od kibiców, i że ci kibice jeżdżą za drużyną, są wszędzie na dobre i na złe. Co jest ewenementem jak na Litwę, bo jak dobrze wiemy koszykówka tutaj rządzi, ale Olita pod tym względem jest wyjątkiem, gdzie chyba piłka góruje.

Co zatem skłoniło Pana aby przyjąć propozycję z Litwy, aby się tam udać? Umówmy się – to nie jest zbyt popularny kierunek wśród polskich piłkarzy czy trenerów.
Nie jest popularny, ale jeżeli dostaje się taką szansę to czemu z niej nie skorzystać? Druga taka mogłaby nie nadejść. Trenując w Polsce w lidze okręgowej, w A Klasie, prowadząc akademię z młodzieżą nieczęsto dostaje się taką propozycję z zagranicznego klubu, który gra na półprofesjonalnym/profesjonalnym poziomie w innym kraju. Dlaczego więc nie skorzystać?
Jakie ma Pan cele na Litwie?
W jak największym stopniu rozwinąć zawodników, starać się aby z każdym treningiem i meczem ich umiejętności wzrastały, wartość rosła. Ogólnie dla klubu celem będzie na pewno walka o czołowe lokaty w I Lydze, ewentualnie jeżeli byśmy zagrali w Ekstraklasie – zobaczymy jakich zawodników jeszcze uda nam się sprowadzić, i określimy się o co będziemy wówczas grali.
fot. archiwum osobiste







