Na początku tygodnia kierownictwo wycofało Dinamo Ryga z rozgrywek łotewskiej 1. līgi a było to pokłosie niesławnego meczu z rezerwami FK Tukums w minioną sobotę. Dinamo do przerwy prowadziło 3-0 aby w drugiej połowie stracić 4 bramki popełniając duże błędy. O całej tej przykrej sytuacji porozmawiałem z Mariuszem Strojczykiem, który od drugiej połowy lipca trenował zespół z Rygi.
Rafał Kobza (Bałtycki futbol): Rozmawiamy dwa dni po tym jak władze klubu zdecydowały się wycofać drużynę z rozgrywek. W jaki sposób ta decyzja została Panu przekazana i co aktualnie dzieje się w Dinamie?
Mariusz Strojczyk: Przekazał mi to jeden z pracowników klubu, że wspólnie z federacją została podjęta decyzja o wycofaniu zespołu Dinamo Ryga z rozgrywek. Jesteśmy po spotkaniu z zawodnikami, najpierw moim z prezesem, potem wspólnie zarządu, sztabu szkoleniowego i piłkarzy. Została im przekazana ta informacja. Padło kilka wyjaśnień w sprawie, pożegnaliśmy się i zakończyliśmy współpracę.

Może Pan zdradzić o czym Pan rozmawiał ze swoimi zawodnikami, co im Pan powiedział?
Najpierw rozmowę rozpoczął prezes, ale nie wszystko zrozumiałem bo była w języku rosyjskim. Zostały przedstawione najważniejsze fakty, potem zawodnicy tłumaczyli jak to wyglądało w ich odczuciu na boisku. Ja przekazałem piłkarzom, że jeżeli nie jest to prawda, bo na chwilę obecną nie są to potwierdzone zarzuty, to daliśmy opinii publicznej swoją postawą na boisku uwierzyć w to, że mogło być coś nie tak. Ja w tym momencie wierzę, że prawda zwycięży i tego życzyłem swoim zawodnikom. Jeżeli nie mają nic do ukrycia to nie mają się czego obawiać, jeżeli mogą spojrzeć w lustro i nie odwracać głowy to wszystko będzie w porządku.
Miał Pan podejrzenia, że te mecze nie wyglądają do końca uczciwie i coś może być nie tak?
Ja jako trener skupiałem się tylko i wyłącznie na wyniku, aspekcie taktycznym. Miałem jedną rozmowę po meczu z FK Smiltene, który zremisowaliśmy, że faktycznie może być coś nie tak. Przeanalizowaliśmy to z drużyną, mówiliśmy o bierności w drugiej połowie. Wtedy wydawało mi się, że może być to tylko i wyłącznie słabszy mecz. Teraz po ostatnim spotkaniu nie wiem co mam uważać. Tak jak powiedziałem zawodnikom, takie rzeczy się zdarzają, ale nam zdarzyły się zbyt często i zbyt dużo, aby powiedzieć że to może być przypadek.
Właśnie po feralnym spotkaniu z rezerwami Tukums największa uwaga, w negatywnym sensie, skupiła się na zawodniku z numerem 5. Zarzucano mu bardzo dużą bierność przy trzeciej bramce dla Tukums. Padały wręcz słowa o słabych umiejętnościach aktorskich. Pan widział jakieś niepokojące rzeczy w jego grze?
Hmm… wie Pan co, bardziej skupiałem się na ogólnym wyglądzie naszej gry w drugiej połowie spotkania niż na indywidualnych błędach. Niestety kształt zespołu nie pozwalał na jakiekolwiek zmiany kadrowe. Nie było większej możliwości manewrów.

Jeżeli mówimy o grze zespołu – jak wytłumaczyć to, że po pierwszej połowie prowadziliście 3-0, kontrolowaliście grę, a w drugiej połowie Tukums strzela 4 bramki? Myślę, że bramkarz też mógł się lepiej zachować, no i ofensywa… Nie było nawet żadnego strzału. Oglądaliśmy dwa różne Dinama.
To jest pytanie na które nie znam odpowiedzi, żaden z zawodników mi jej nie udzielił. Nie było nawet większej okazji o tym porozmawiać. Po meczu panowała bardzo nerwowa atmosfera w szatni, była grobowa cisza. Nie wiem, nie jestem w stanie odpowiedzieć. W pierwszej połowie zagraliśmy najlepszy mecz odkąd jestem w Dinamie i zawodnicy o tym wiedzieli. Rozmawialiśmy sobie przed spotkaniem, że dla nich to szansa na pokazanie się na tle bardzo dobrego przeciwnika. Wiedzieliśmy, że 6 zawodników rywala z głównej drużyny gra w wyjściowym składzie, jeden siedzi na ławce i to wydawało się bardzo motywujące dla moich piłkarzy. Zagraliśmy świetną pierwszą połowę, w przerwie powiedzieliśmy sobie, że to jeszcze nie koniec, że musimy być skoncentrowani. Szczerze nie wiem co mam więcej powiedzieć, bo nie wykonaliśmy planu, staliśmy na boisku, byliśmy bardzo biernym zespołem. Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie.
A czy miał Pan podejrzenia po zakończeniu meczu, że to co się stało może mieć związek z nieczystą grą?
Szczerze – rozmawiałem z jedną z osób w klubie, która zasugerowała taką narrację. Niestety to były zbyt duże emocje aby tuż po meczu o tym myśleć i dopiero po powrocie do domu i rozmowie z Panem redaktorem przez Messengera doszło do mnie, że to mogło być coś więcej niż zwykła porażka.
1. puslaiks: rezultāts 3:0, sitieni 10(5)-5(4)
2. puslaiks: rezultāts 0:4, sitieni 0-15(9)#pargodīguspēli pic.twitter.com/RaBonJqF2f
— Bałtycki futbol latviski (@BFlatviski) October 7, 2023
Co Pan wtedy poczuł?
Różne emocje. W głównej mierze złość na sytuację, potem smutek, że jeżeli jest to prawda, to dla mnie jest to na razie największy “policzek” w mojej przygodzie z piłką nożną.
Wnioskując po Pana wypowiedzi, do końca wierzy Pan, że te oskarżenia mogą nie być prawdziwe?
Szczerze mówiąc tak. Życzę swoim zawodnikom wszystkiego dobrego. Jeżeli okazałoby się to prawdą to nie wszyscy brali w tym udział. Najzwyczajniej w świecie szkoda mi tych osób, które ponoszą konsekwencje działań grupki czy jednego człowieka, nie wiem jak mogłoby to wyglądać. Jest mi po prostu szkoda naszej pracy, którą włożyliśmy w to żeby cel, jakim było utrzymanie, osiągnąć.
Jak dalej będzie wyglądać sytuacja? Pan jeszcze jest w Rydze, ale zapewne nie na długo. A zawodnicy, klub?
Prezes przekazał piłkarzom ustalenia odnośnie dalszej przyszłości. Jeśli chodzi o mnie to jestem w Rydze do wtorku. Tego dnia razem z jednym z pracowników klubu mam spotkać się z ludźmi z federacji, przekazać swoje uwagi, wysłuchać co oni mają do powiedzenia ponieważ ruszyło śledztwo. Jeżeli wszystko zamknę, a chcę jak najbardziej pomóc w rozwiązaniu tej sytuacji, to będę w przyszłym tygodniu wracać do domu.

Będzie Pan wracać chyba z bagażem negatywnych doświadczeń, niezależnie od tego jaki będzie finał tej sprawy? W końcu wycofanie się drużyny z powodu takich podejrzeń musi być bolesne.
Było tutaj kilka pozytywnych chwil w momencie kiedy było widać, że buduje się tutaj coś fajnego. Początek był bardzo obiecujący. Myślałem, że to będzie szło w dobrą stronę, nawet przez myśl mi nie przeszło, że może się to zakończyć nie na boisku a poza nim. Jest mi smutno z tego powodu. Żaden kurs, żadne szkolenia nie przygotowują trenera do takiej sytuacji, tylko życie. Ja potraktuję to jako doświadczenie na przyszłość. Dla osoby, która skupia się na rywalizacji sportowej to ciężkie do dostrzeżenia, powiedziałbym nawet że niemożliwe.
Czytając opinie kibiców, nie są jakoś specjalnie zaskoczeni, piszą że to widzieli. Nie będę może odnosić się do przegranego 0-11 meczu z Mārupe w Pucharze Łotwy, bo nie było Pana wtedy w klubie. Od jakiegoś czasu krążyły jednak plotki, że Dinamo może brać udział w ustawionych meczach i z perspektywy kibiców wyglądało, że jest coś na rzeczy.
Z tego co się dowiedziałem, przed moim przyjściem federacja miała podejrzenia co do dwóch meczów. Po moim przyjściu wygraliśmy pierwszy mecz z Rēzekne, drugi przegraliśmy z rezerwami Rigi FC. Przegraliśmy ale nie byliśmy gorsi, to był dopiero drugi tydzień naszej współpracy. Potem dwie porażki z drużynami, które zajmują teraz odpowiednio 1. i 3. miejsce i są to w moim odczuciu najmocniejsze drużyny w lidze – mówię tutaj o Grobinii i Skanste. Inne mecze wygraliśmy. Dwa remisy, tak jak powiedziałem drużynie, jako ambitna osoba traktuję jak porażki. Na odprawie przedmeczowej mówiłem, że tak to musimy potraktować i udowodnić wszystkim, że był to wypadek przy pracy. Niestety poszło trochę inaczej.
Wspomniał Pan o podejrzeniach federacji. Nie wzbudziło to pańskiego niepokoju, że dopiero co Pan przybył a tu krążą jakieś domysły?
Ja o tym nie wiedziałem, dowiedziałem się w poniedziałek.
Ah, rozumiem, myślałem, że wiedział Pan o tym wcześniej.
Nie, nie. Dowiedziałem się w momencie kiedy została podjęta decyzja przez klub. Ja tutaj przyszedłem zrobić wynik, obronić się pracą na boisku, szło to w dobrym kierunku. Jestem osobą, która najpierw patrzy na siebie czy mogła coś zrobić lepiej, przekazać drużynie. O wcześniejszych podejrzeniach nie wiedziałem. Tak samo dopiero po spotkaniu z Tukums dowiedziałem się, że federacja dostała jakieś sygnały jeszcze w trakcie.
Czyli przed meczem nie było żadnych domysłów?
Zupełnie nie. Wyszliśmy, w pierwszej połowie zagraliśmy najlepsze spotkanie, w którym prowadziłem zespół. Z taką grą myślę, że moglibyśmy walczyć z każdą drużyną ligi o zwycięstwo! Niestety druga połowa pokazała co innego.
Jaka przyszłość czeka klub? Nawet gdyby to wszystko okazało się prawdą, są plany aby Dinamo grało w kolejnym sezonie, czy na razie nie ma takiego tematu?
Na chwilę obecną wiem, że federacja we współpracy z klubem prowadzą śledztwo. Potem mają przekazać wszelkie informacje dalej, z tego co zrozumiałem do prokuratury. A jaka będzie przyszłość – nie wiem. Bardzo mocno kibicuję drużynie Dinamo żeby wróciła do gry jak najszybciej.
fot. archiwum osobiste







