Państwa bałtyckie dla Polaków to prędzej kierunek turystyczny niż zarobkowy. Jest jednak wąska grupa rodaków, dla których wyjazd na Litwę, Łotwę lub Estonię oznacza szansę, której w ojczyźnie nie mogliby dostać. Jedną z takich osób jest 23-letni Piotr Ostrowski, który na początku sezonu 2025 został trenerem bramkarzy w estońskim Kalju Nõmme. III-ligowy Świt Nowy Dwór Mazowiecki zamienił na estońską ekstraklasę i europejskie puchary latem. Jak sam przyznaje – nie wahał się ani chwili.
Rafał Kobza: Litwa, Łotwa, Estonia często wymieniane są jednym tchem, generalizowane. Moim zdaniem trochę jest to krzywdzące, odbiera indywidualność, zwłaszcza myślę tutaj o piłce nożnej, bo Estonia z całej tej trójki jest dla nas najbardziej dzika. Nie chodzi mi oczywiście, że mieszkańcy to dzikusy, choć o samych Estończykach też na pewno porozmawiamy, ale brakuje mi w Estonii takiego wyrazistego polskiego akcentu. Na przykład Jeremiaha Dąbrowskiego ktoś prędzej skojarzy z występów w Hotelu Paradise niż w Viljandi Tulevik.
Piotr Ostrowski: Na pewno coś w tym jest, gdyż przed przyjściem tutaj próbowałem zrobić jakikolwiek research na temat piłki estońskiej, to musiałem sięgnąć raczej do zagranicznych znajomych i do jakichś połączeń z obczyzny. A teraz z kolei jestem tu ja, jest trener Cisakowski, więc taka mała polska kolonia.
No właśnie, czy Ty się z trenerem Cisakowskim znasz? Nie ukrywam, że to jest moja chyba trzecia rozmowa w ostatnim czasie, w której przewija się postać Sławka i zaczyna mnie to już trochę intrygować.
My się akurat przed tym przejściem do Kalju absolutnie nie znaliśmy, ale jak zobaczyłem, że trener Cisakowski dołącza do Nõmme United to uznałem, że jak jest dwóch Polaków w tej samej dzielnicy to wypadałoby chociaż jakieś połączenie złapać. Nie rozmawiamy na co dzień, nie ma na to czasu, ale mieliśmy ze sobą styczność i pogadaliśmy, poznaliśmy się.
Jak trafiłeś tutaj w ogóle do Estonii? Twoja kariera piłkarska, widziałem, że był to bardziej poziom amatorski i później zostałeś trenerem bramkarzy w Świcie Nowy Dwór Mazowiecki. Tak naprawdę myślę, że mimo wszystko w młodym wieku przejście do Estonii jest zaskakujące, pomijając już sam fakt kierunku, ale też zwracam uwagę na to, że jednak myślę, że jakby zapytać przeciętnego obserwatora futbolu kim jest Piotr Ostrowski to, z całym oczywiście szacunkiem dla Ciebie, nie miałby chyba zbytnio pojęcia. Jak to się stało, że dostałeś taką możliwość, taką szansę?
Jak najbardziej przygoda zawodnicza była naprawdę skromna i skończyła się na bodajże trzech występach w trzeciej lidze. A już po roku od zakończenia kariery na tym samym poziomie rozgrywkowej byłem jako trener w Świcie Nowy Dwór.
To szybkie przebranżowienie się było możliwe dzięki pomocnym ludziom, czy to Piotr Kasprzyk, agent, czy Piotr Kruszewski, trener bramkarzy pracujący w Polonii Warszawa. Oni obaj mi bardzo pomogli w tym zakresie. Jeśli chodzi o sam transfer do Estonii to początek miał miejsce poprzez rekomendację fińskiego trenera bramkarzy pracującego w pierwszej drużynie Feyenoordu Rotterdam, Jyri Nieminen.
Mieliśmy już od jakiegoś czasu relację głównie internetową na zasadzie pewnego rodzaju mentoringu, wymianie poglądów. Byłem u niego też w Rotterdamie na stażu. Miałem okazję zobaczyć treningi, usiąść z nim i wiele się nauczyć. To on polecił mnie do Kalju. Następnie była jedna rozmowa kwalifikacyjna z prezesem i pierwszym trenerem. Po dwóch, trzech dniach była kolejna z prezesem, pierwszym trenerem i asystentem, gdzie oni już stricte weryfikowali moją wiedzę. Po tym etapie dostałem oficjalną propozycję.
A jak w ogóle zareagowałeś, Estonia? Punkt zaczepienia znaleźć raczej ciężko, zwłaszcza pod kątem piłki nożnej. Jednak to kraj blisko nas, nie wyjeżdżasz na drugi koniec kontynentu, ale mimo wszystko chyba zagadka, prawda?
Zagadka zdecydowanie, ale to okienko transferowe, w którym to się udało, było pod tym kątem dość szalone. Uznałem, że dla człowieka, który nie wyróżnił się absolutnie niczym jako zawodnik i ma 23 lata, jest to świetny pomysł na prowadzenie swojej kariery trenerskiej. W trakcie tego okienka najpierw dostałem zapytanie o Kambodżę, potem o Indie, o Islandię i później przyszła Estonia.
I z Estonią się udało, więc jeśli chodzi o moje nastawienie mentalne to nie było tam specjalnego zaskoczenia, gdyż ta Estonia z tych wszystkich kierunków wydawała się krajem najbardziej cywilizowanym i zbliżonym społecznie i kulturowo do Polski. Nie wahałem się ani sekundy, jeśli o to chodzi.
Przyszedłeś do klubu, który, w ogóle swoją drogą gratulacje bo puchar Estonii niedawno zdobyliście, jednak od 2018 roku czeka na mistrzostwo i tak kręci się powiedzmy gdzieś w czołówce. W ostatecznym rozrachunku, gdy przychodzi się mierzyć z drużynami najsilniejszymi, okazuje się, że jednak tych argumentów gdzieś brakuje. Powiedz mi, z jakim celem wy przystępowaliście do sezonu 2025?
Myślę, że za cel jasny i klarowny trzeba uznać top3, czyli zakwalifikowanie się w kolejnym sezonie znowu do europejskich pucharów. Ale nie da się ukryć, że każdy w klubie też mówił o mistrzostwie i każdy ma chęć powalczenia o tytuł. Jeśli chodzi o tę posuchę w tytułach, to myślę, że jest to w pewien sposób powiązane z polityką klubu. Mamy naprawdę bardzo młody zespół. Klub pod kątem polityki finansowej jest naprawdę mądrze prowadzony i można też zobaczyć jacy zawodnicy wychodzą z tego klubu, jaka jest średnia wieku kadry. To podąża w odpowiednim kierunku pod kątem sprzedażowym i potencjału tych zawodników. To nie zawsze idzie w parze z natychmiastowym sukcesem, ale myślę, że powinniśmy dążyć do tego, aby w przyszłości połączyć sukcesy wynikowe ze sprzedażą piłkarzy.
Prezesem klubu jest Kuno Tehva, który jednocześnie, powiedzmy, że działa na wielu frontach. Udziela się w czeskiej Viktorii Pilzno, jest tam jednym z udziałowców. Udziela się w Europejskiej Federacji Klubów, więc siłą rzeczy on nie zawsze ma czas znajdować się w Kalju. Czy od niego jako właściciela czuć jakieś wymagania względem piłkarzy i sztabu, czy raczej podchodzi do tego w sposób wyrozumiały i stara się nie nakładać presji?
Kuno jest osobą, która rzeczywiście udziela się na wielu frontach i przez to jest bardzo zajęty, ale w klubie jest bardzo aktywny i często możesz go spotkać w biurze klubowym. Określiłbym go jako bardzo aktywnego prezesa. Oczywiście darzy nas zaufaniem, lecz jeśli uważa to za potrzebne, to wyraża swoją opinię. Naturalnie nie ma żadnych niepotrzebnych nacisków na sztab, więc jeśli uważamy opinię za konstruktywną i wartą użytku, to bierzemy coś do siebie, jeśli nie, to działamy na swój sposób. Wymagania są duże, oczekiwania są spore i prezes o tym głośno mówi, ale w żaden sposób nie przeszkadza to w pracy. Powiedziałbym, że bardziej ustawia do pionu w odpowiednich momentach.

Czy zostaliście ustawieni do pionu po niedawnej porażce 0-3 z Paide Linnameeskond?
Myślę, że zostaliśmy ustawieni do pionu po pierwszych 5 kolejkach. Teraz w klubie jest względny spokój i wszyscy wiemy, że idziemy w dobrym kierunku, ale początek sezonu był na tyle niepokojący, że może wtedy był odczuwalny wstrząs.
Wspomnieliśmy tutaj o Kuno Tehvie w kontekście wymagań, a kibice? Nie jest to może jakaś bardzo liczna grupa, ale jednak z tego co widać na zdjęciach, na transmisjach, klub może liczyć na wsparcie fanów. Czy zdarza się coś takiego znanego z naszych boisk jak słynne rozmowy motywacyjne? Czy czasami po tych 5 kolejkach słyszeliście jakieś gorzkie słowa, musieliście się tłumaczyć? Czy kibice po prostu przychodzą popatrzeć na mecz, pokrzyczeć i tyle ich interesuje? Jak to wygląda?
Nie wiem czym jest to spowodowane – możliwe, że małą liczebnością kibiców albo jest to rzecz uwarunkowana kulturowo, ale pomimo tych słabych wyników w tych pierwszych kolejkach nie odczuliśmy tak naprawdę minimalnej presji ze strony fanów, więc tutaj absolutnie była czysta głowa.
Czyli mogą piłkarze na następny dzień po jakiejś porażce wyjść spokojnie do sklepu i nie liczyć się z żadnymi nieprzyjemnościami. W internecie rozumiem, że też nie ma nic… Wiadomo, że to nie są takie same realia, ale myślę, że czytelnikom może to dobrze przybliżyć jakie realia panują w Estonii, zwłaszcza, że ja osobiście sam Estonią się na co dzień nie zajmuję, ale jeżeli pojawiła się okazja rozmowy z rodakiem to jak najbardziej.
W dość ciekawy sposób można to odwołać do realiów trzecioligowych, gdzie na przykład w Świcie Nowy Dwór, gdzie mieliśmy dołek i przegrywaliśmy mecze, to było intensywnie w komentarzach i mogłeś przeczytać wiele różnorakich opinii. Tutaj raczej kibice stają się aktywni, gdy zaczynamy zwyciężać, a jeśli nie idzie, to jest po prostu względna cisza.

To też może trochę jest to, o czym wspomniałem na początku, czyli rozmowa o samych Estończykach jako ludziach. Ja na bazie swoich kontaktów, czy relacji od osoby, która ma bliższą styczność z Estończykami, wiem na przykład, że to są generalnie spokojni ludzie, że naprawdę trzeba się postarać, żeby Estończyk się wkurzył, a nawet jak się wkurzy to i tak w sumie niewiele z tego wynika. Jakie są Twoje doświadczenia z Estończykami jako ludźmi? Udało Ci się wkurzyć jakiegoś Estończyka?
Tak jak my Polacy samych siebie oceniamy jako osoby bardzo poważne, czy nawet ponure, to wydaje mi się, że polska szatnia piłkarska jest znacznie bardziej otwarta niż szatnia estońska. Oczywiście nie mówię tego w negatywnym kontekście, zwyczajnie są oni spokojniejsi, bardziej stonowani, więc musisz dać im czas, żeby się otworzyli.
Czy ma to wpływ też na jakieś warunki, realia Twojej współpracy w sztabie szkoleniowym i w drużynie ogólnie, w porównaniu na przykład z tym, co miałeś w Polsce w Świcie Nowy Dwór Mazowiecki?
Było to ciekawe doświadczenie na początku współpracy z bramkarzami, gdyż bardzo ciężko było mi wydobyć emocje z golkiperów na jednostkach treningowych stricte bramkarskich. Ten element rywalizacji tworząc dynamiczne środowisko, gdzie próbujemy odtworzyć realia meczowe, jest bardzo ważny. Do tego potrzebne są emocje, musisz czuć je w powietrzu.
Tutaj było naprawdę bardzo cicho i to zawsze ja musiałem być tą najgłośniejszą osobą na boisku, gdzie ja tworzę to środowisko dla bramkarzy, a później oni powinni przejmować pałeczkę, jeśli chodzi o emocje. I te pierwsze trzy, cztery tygodnie były pod tym kątem ciężkie. Po jakimś czasie, kiedy oni zrozumieli, że ja tego wymagam, udało nam się stworzyć środowisko już pełne emocji.
Czyli musiałeś ich trochę zmusić do wyjścia ze swojej strefy komfortu, do narzucenia jakiejś swojej wizji i oczekiwań?
Zdecydowanie. Myślę, że nadal to robimy, bo te pięć miesięcy to już jest okres, po którym widać pewne efekty i widać mój wpływ na bramkarzy, ale uważam, że pod tym kątem jeszcze długa droga. Chciałbym w Kalju nie tylko wpływać na bramkarzy, ale tworzyć pewnego rodzaju kulturę pracy.
Zatem Twoja rola nawet nie ogranicza się do samego trenera, ale też trochę do zadań psychologicznych.
Tak, i w Kalju jest to też ciekawe pod tym względem, że my mamy dość wąski sztab jak na realia najwyższej klasy rozgrywkowej – mamy pięć osób w sztabie, sześć włącznie z kierownikiem. I oni, gdy mnie scoutowali i były wspomniane rozmowy kwalifikacyjne, głównym tematem była moja wiedza pozabramkarska, wiedza stricte taktyczna na poziomie obrony pola karnego, stałych fragmentów w defensywie, wiedza system versus system, obrona średnia, niska, wszystko. I to właśnie z tego powodu, nie określiłbym się jedynie trenerem bramkarzy, a bardziej asystentem z specjalizacją w treningu bramkarskim.
Czyli najpierw prowadzę trening bramkarski, a później normalnie uczestniczę w jednostce, zdarza mi się poprowadzić część na przykład w tematyce obrony średniej, czy nawet pressingu. Więc pod tym względem jestem zasypany robotą.
Czyli wychodzi na to, że przez to, że sztab szkoleniowy jest nieco okrojony, przez mentalność Estończyków, masz okazję do sporego poszerzania swoich kompetencji.
Zdecydowanie jest to super doświadczenie, bo nie pomyślałbym nigdy, że w tym wieku byłbym w stanie czerpać takie doświadczenie w innym kraju, w innym języku.
A nie jest to też czasami przeszkodą? Mam nieodparte wrażenie, że bramkarz powinien jednak czasem huknąć na kolegę z drużyny, ustawić obronę do pionu, nie bywa to problematyczne?
Masz na myśli powściągliwość emocjonalną zawodników?
Tak, że przez to właśnie, tak jak wspomniałeś, musiałeś wprowadzać jakieś elementy rywalizacji, że byłeś tą najgłośniejszą osobą, czy to nie jest też dla ciebie czasami utrapieniem?
Czasami. Mój pierwszy bramkarz ma generalnie paszport rosyjski, więc jego osobowość odbiega od typowo estońskiej. On pochodzi z Narwy, jest wychowankiem Narwy Trans i to ta część Estonii, gdzie jest mnóstwo osób z Rosji.
Zgadza się, tam ok. 95% jest rosyjskojęzycznych.
Tak i on ten temperament też ma troszeczkę inny niż typowy Estończyk, jest bardziej zadziorny, ale nadal muszę go pchać w kierunku bycia liderem, więc zdarza się mieć problemy również z tym.
Przesiąkł trochę jednak tą Estonią. (śmiech)
Zdarza się. Urodzony i wychowany w Estonii.
Zbliża się wielkimi krokami lato, zbliża się wielkimi krokami letnie okienko transferowe. Jak myślisz, ten skład, który macie, wymaga jeszcze jakichś uzupełnień, wzmocnień, szykują się jakieś odejścia?
Ciężko mi tak naprawdę na ten temat coś powiedzieć. Wiadomo, jestem w klubie codziennie, więc jakieś informacje do mnie docierają, ale absolutnie nie mam konkretów w kontekście jakichkolwiek odejść. Mam nadzieję, że wszyscy zawodnicy zostaną, że Henri Perk, nasz oficjalny kapitan i obecnie kontuzjowany bramkarz wróci do siebie po operacji i że nie będziemy potrzebowali żadnych wzmocnień.
Szykujecie się także do europejskich pucharów. Czy tutaj również Kuno Tehva przedstawiał jakieś swoje życzenia, cele na arenie międzynarodowej? Zwłaszcza, że jest to powrót do europejskich pucharów po przerwie.
Wydaje mi się, że właśnie z tego powodu, że jest to powrót, nie mamy jasno określonego celu pod kątem rundy czy etapu do którego chcemy dojść. Ale mamy też ogromną świadomość, że dla klubu jest to coś bardzo ważnego i myślę, że dla zawodników to świetna sprawa, że graliśmy już jeden finał w Superpucharze, jeden finał w Pucharze Estonii i że oni są już w pewien sposób obeznani z jakiegoś rodzaju presją, z atmosferą bardzo ważnych meczów. Podejdą do eliminacji Ligi Konferencji w inny sposób, już bogatsi o pewne doświadczenia.
Nie tylko arena międzynarodowa, ale też same rozgrywki Litwa, Łotwa, Estonia, robię teraz dokładnie to, co potępiłem na wstępie, czyli trochę traktuję zbiorczo, ale w tym wypadku, powiedzmy, że mam usprawiedliwienie – z każdej z tych lig wypływał jakiś zawodnik na szerokie wody, na przykład Terem Moffi, Tolu Arokodare, czy właśnie były napastnik Kaliu, Promise David, zdobył mistrzostwo Belgii niedawno. To pokazuje, że ci zawodnicy przy odpowiedniej dawce szczęścia, poukładania, umiejętności z lig bałtyckich też mogą się wybić. Czy Twoim zdaniem dla trenerów też jest ta szansa? Pracujesz w Estonii, wiadomo, że trener bramkarzy to nie jest ta najbardziej wystawowa funkcja bo jednak wszyscy w głównej mierze mówią o trenerze głównym, ale mimo wszystko Twoja obecność jest odnotowywana tutaj. Czy uważasz, że trenerzy też mają szansę wypromować się tu do silniejszych rozgrywek?
Uważam, że każda najwyższa klasa rozgrywkowa w danym kraju jest w pewien sposób oknem wystawowym. Ludzie bardziej zerkają na Twoją pracę, ale nie przyszedłem do Estonii z myślą, że ja od razu po Estonii mam przenieść się, idąc przykładem Davida Promise’a, do Belgii. Równie dobrze następnym krokiem po Estonii może być kraj zbliżony pod kątem poziomu piłkarskiego. Na ten moment mam 23 lata i traktuję to jako niesamowite doświadczenie trenerskie i życiowe. Wierzę, że jeśli odwiedzę parę takich miejsc i zbuduję swój warsztat trenerski w kilku krajach czy kontynentach, to będę znacznie lepszym trenerem i wtedy moje kompetencje się obronią i będę w stanie sięgnąć po wyższe ligi. Czyli uważam, że Estonia bardzo mi pomaga, ale przede wszystkim doświadczeniem, które mi daje. Nie jestem pewien, na ile ono rzeczywiście wystawia mnie na światło dzienne na rynku trenerskim.
Ja ogólnie chciałbym Ci przekazać wyraz uznania za to, że w tak młodym wieku budujesz już sobie solidne fundamenty, jeśli chodzi o karierę. Przekładając to na korporacyjne warunki, jesteś wtedy tym słynnym młodym z dziesięcioletnim doświadczeniem. Czyli bardzo szybko zaczynasz i od razu jesteś już rzucony do nowego kraju, na Estonię. Zapowiada się na ten moment bardzo obiecująco. Wspomniałeś, że masz 23 lata, a już coraz ciekawsze CV.
Myślę, że to był jeden z głównych powodów dlaczego zdecydowałem się tak szybko przebranżowić. Wiem, że w ten sposób mogę zbudować swoją przewagę i ten wyjazd jest kolejną rzeczą, która może mi pomóc zbudować tę przewagę. Obecnie jestem 23-letnim Polakiem pracującym w Estonii, licencję trenerską obecnie robię w Finlandii, więc liczba poznanych osób, wymiany poglądów, doświadczenie, które tu zdobywam, to jest zupełnie coś innego.
O celach zespołowych rozmawialiśmy, czy masz swój osobisty związany ze swoim pobytem w Estonii?
Chyba głównie doświadczyć innej kultury i trochę bardziej otworzyć się jako człowiek, bo jestem raczej osobą introwertyczną, więc taki wyjazd do obcego kraju, gdzie musisz zbudować swoją osobowość w innym języku, w zupełnie innym środowisku, to jest też coś, co mnie buduje jako osobę. Zatem pod kątem samorozwoju chciałbym być osobą bardziej otwartą. Jest to dość szerokie pojęcie, ale tak to nazwijmy. Poza tym raczej skupiam się na celach zawodowych.
Kurczę, to jeżeli ty jako introwertyk na treningu byłeś najgłośniejszy, to naprawdę nie wiem jak bardzo muszą być w takim układzie Estończycy zamknięci.
Ja jestem przede wszystkim introwertykiem w życiu prywatnym, a na treningu w pewien sposób wcielam się jednak w rolę, więc to mi troszeczkę pomaga. Jest to pewnego rodzaju gra aktorska.
Rozumiem. A pozostając w temacie życia prywatnego, jak ci się mieszka w Tallinie i jakie są twoje wrażenia po tych kilku miesiącach?
Od wszystkich osób, z którymi rozmawiałem przychodząc tutaj, słyszałem, że pogoda jest dokładnie taka sama jak w Polsce. Sugerowali się tym, że 20-30 lat temu byli kiedyś w Warszawie i że tam też leżał śnieg. Ale okazało się, że pogoda jest znacznie cięższa i było to pewnego rodzaju utrapienie. Może to wydawać się błahe i śmieszne, ale jak przyjechałem tutaj pierwszy raz w grudniu i leżał śnieg po kostki, a później w kwietniu też padało to człowiek zaczyna do tego dość specyficznie podchodzić. Pogoda była pewnego rodzaju utrapieniem, ale poza tym to społecznie i kulturowo jest to kraj na naprawdę wysokim poziomie, więc żyje mi się tu bardzo dobrze. Mam mieszkanie dwa kilometry od stadionu, codziennie rano spacerek, wszystko logistycznie mam tutaj ogarnięte.

A koszty życia? Słyszałem różne opinie, że w Estonii potrafią być wysokie.
Ja też takie słyszałem, ale w jakiś sposób tak zarządzam swoim portfelem, że tego nie odczuwam, jestem w stanie nawet sobie coś odłożyć, więc jest w porządku. Wydaje mi się, że nie są to dużo wyższe ceny niż w Polsce.
Zapytam jeszcze na koniec, bo to będzie na pewno duże wydarzenie w kontekście estońskiej piłki. Za niedługo odbędą się wybory na nowego prezesa federacji Nie wiem czy kojarzysz postać Aivara Pohlaka, czy jest Ci w ogóle znana…
Wręczał mi medal. Miałem okazję uścisnąć rękę dwukrotnie, ale poza tym absolutnie, poza polskimi mediami tak naprawdę niczego specjalnego się nie dowiedziałem.
Oj, to musielibyśmy jeszcze długo, długo rozmawiać, żebym wszystko opowiedział. W dużym skrócie postać kontrowersyjna, to już takie trochę rozdłubywanie życia prywatnego, ale on był oskarżany o przemoc wobec żony, że się nad nią znęcał, że próbował własne dzieci wykupić, że ogólnie trzyma estońską całą piłkę w garści. I teraz właśnie jest realna szansa, że jego dominacja na krajowym podwórku się skończy, bo Ragnar Klavan były reprezentant Estonii, ma szansę mu rzucić rękawicę, zwłaszcza, że Pohlak został wybrany do Komitetu Wykonawczego UEFA i wiele wskazuje na to, że może dojść do naprawdę wielkich, wielkich zmian na estońskiej arenie piłkarskiej, no ale to zobaczymy. Nie wiem też na ile właśnie słyszałeś o tych rzeczach, bo tak zapytałem w ciemno.
Słyszałem, sporo się o tym mówi. W klubie funkcjonuje język estoński, angielski i rosyjski a zazwyczaj jak się dyskutuje o takich sprawach to za wiele nie rozumiem bo ja po estońsku i rosyjsku ani mru-mru. Większość wiem z polskich mediów. Zdążyłem zaobserwować narrację, że jest to postać kontrowersyjna i nie przez wszystkich lubiana.
Można tak to ująć, aczkolwiek jak wspomniałem to temat na osobną rozmowę, byłoby dużo do opowiadania. I jeszcze jedno, skoro jesteśmy przy temacie zarządzania, czy dostrzegasz jakieś różnice w zarządzaniu, w prowadzeniu klubu estońskiego a polskiego?
Myślę, że pod tym kątem ciężko mi to porównać, zestawić Kalju i Świt Nowy Dwór Mazowiecki. W Świcie w kwestii zarządzania działy się rzeczy niewyobrażalne z mojej perspektywy. Człowiek chciał kruszyć beton i zmieniać środowisko, a skończyło się jak zawsze. W Kalju wydaje się wszystko poukładane, nikt mi nie przeszkadza w robocie i to jest dla mnie najważniejsza rzecz.
Pamiętam, że w Kalju też się działy rzeczy wesołe ale nie szkodliwe. Prezes kiedyś zapomniał przelogować się na Instagramie i swoje prywatne selfie z córką wstawił z konta klubowego ale nikt raczej nie miał z tym wielkiego problemu, wszystko z przymrużeniem oka.
Słyszałem, ale również tylko z polskich mediów!
(śmiech) Czyli wychodzi na to, że my Polacy więcej piszemy o estońskiej piłce niż w samej Estonii.
Zgadza się (śmiech).
Dziękuję za rozmowę.
foto główne: Kalju Nõmme







