Podwójne rozczarowanie

Zarówno reprezentacja Łotwy jak i Litwy ma prawo czuć się rozczarowana po wczorajszym meczu Ligi Narodów. Ci pierwsi mogli zagwarantować sobie pierwsze miejsce w swojej grupie, natomiast drudzy stracili nawet matematyczne szanse na inną lokatę w dywizji C niż ostatnia.

Łotwa 1-2 Mołdawia

fot. lff.lv

To prawdopodobnie pierwszy tak ważny mecz w jakim przyszło zagrać obecnej generacji łotewskiej piłki. I egzamin z bycia faworytem, gry pod presją wyniku, został przez piłkarzy niestety oblany. Pamiętam jak jeszcze 5 lat temu na mecz eliminacji MŚ 2018 przeciwko Andorze na mecz przyszło ok. 3,1 tysiąca fanów. W czerwcu tego roku było to już ponad 5,8 tysiąca, a na wczorajszym meczu z Mołdawią stadion Skonto został wyprzedany, na trybunach pojawiło się ponad 6,7 tysiąca kibiców! Drużyna po tym spotkaniu mogła zagwarantować sobie zwycięstwo w Grupie 1 dywizji D. Do tego potrzebne było spełnienie jednego warunku – nie przegrać z Mołdawią. Ta sztuka się nie udała.

Po wygranym 4-2 w Kiszyniowie pierwszym starciu to Łotysze byli faworytem. Zwycięstwa spodziewali się wszyscy: kibice, bukmacherzy, dziennikarze, i chyba tylko nie sami zawodnicy. Pierwszą połowę Łotwa zakończyła bez strzału na bramkę, najgroźniejszym momentem był strzał w 11. minucie, który wylądował na poprzeczce bramki rywala.

Mołdawia z kolei była bardzo skuteczna. Na 3 strzały na bramkę Pāvelsa Šteinborsa aż 2 zakończyły się golami. Strzelali je Ioan-Calin Revenco (były obrońca Spartaksa Jūrmala) oraz Ion Nicolaescu. Gdyby precyzja gości była jeszcze lepsza, to do przerwy mogło być nawet 0-4. W drugiej połowie do głosu doszła Łotwa, która zdecydowanie przeważała. Po ładnej akcji w 55. minucie straty zmniejszył Jānis Ikaunieks. To było jednak wszystko na co było tego dnia stać Łotwę. Niestety brak praktyki w roli faworyta odbił się na piłkarzach, którzy w pierwszej części gry sprawiali wrażenie stremowanych. Teraz o pierwsze miejsce trzeba powalczyć pojutrze przeciwko Andorze. Jakakolwiek strata punktów i strata czołowej lokaty na rzecz Mołdawii byłaby katastrofą.

Litwa 1-1 Wyspy Owcze

Dobra wiadomość jest taka, że Litwa nie zakończy bieżącego cyklu Ligi Narodów z zerowym dorobkiem punktowym. No i może taka, że Vykintas Slivka po prawie 5 latach ponownie strzelił bramkę dla reprezentacji, to łącznie trzecia. Złe wieści głoszą natomiast, że Litwa straciła już nawet matematyczne szanse na zajęcie pozycji innej niż ostatnia w swojej grupie. Nawet gdyby Litwa w niedzielę jakimś cudem pokonała Luksemburg, to i tak nic to już nie da, gdyż przedostatnie Wyspy Owcze mają 4 punkty przewagi na jedną kolejkę przed końcem.

Wczorajszy mecz w Wilnie był spotkaniem z gatunku „być albo nie być”, przynajmniej dla gospodarzy. Przyjezdnym bezpośrednie utrzymanie gwarantował brak porażki, Litwini z kolei aby mieć jakąkolwiek nadzieję musieli wygrać, najlepiej wysoko. Wszelkie nadzieje w 22. minucie rozwiał Jakup Andreasen pokonując Džiugasa Bartkusa. Litwie udało wyrównać się tuż przed przerwą. W 41. minucie podanie Arvydasa Novikovasa trafiło przypadkowo w Fedora Černycha, a następnie trafiło pod nogi Vykintasa Slivki. Pomocnik greckiej Lamii musiał tylko skierować piłkę do bramki.

Więcej goli w meczu nie padło, a Litwa teraz czekać będzie na rozwój sytuacji w kontekście baraży o utrzymanie. W przypadku niepowodzenia byłby to dopiero pierwszy spadek Litwinów do dywizji D.

fot. lff.lt

0 0 głosów
Article Rating
Share on facebook
Share on twitter
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Logowanie