Atmosfera wokół łotewskiej kadry znacząco zagęściła się. Kolejny przegrany mecz w fatalnym stylu jest niemalże gwarancją tego, że dziś w Rydze na mecz z Macedonią Północną nie pofatyguje się zbyt wielu widzów. Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w przypadku Litwy. Na jutrzejszy mecz z Portugalią bilety wyprzedane były już 3 miesiące temu. U popularnych „koników” za obejrzenie Cristiano Ronaldo i spółki trzeba zapłacić już w okolicach 100-200 euro, a chętnych dalej nie brakuje. Niestety gwiazdy rywali to jedyny powód dla którego ludzie ściągają na stadion LFF w Wilnie.
Jedyna szansa
Po fatalnej porażce z Austrią piłkarze łotewskiej kadry po raz kolejny mają szukać pomysłów w jaki sposób można by poprawić złą grę reprezentacji. Kibice mają już tego dość, a selekcjoner Łotyszy Slaviša Stojanović otwarcie przyznał, że nie będzie zdziwiony jeżeli kibice nie będą chcieli przyjść na spotkanie z Macedonią Północną. Dla Łotwy to tak naprawdę decydujące spotkanie o to, aby nie skończyć rywalizacji w grupie z zerowym dorobkiem punktowym. Pozostali rywale są zdecydowanie poza zasęgiem Łotyszy, Macedonia Płn. w sumie też, lecz to na papierze najłatwiejszy ze wszystkich przeciwników. W obecnej sytuacji ciężko mieć jednak nadzieję na chociażby 1 punkt.
Magnes Cristiano
Nieco lepiej wygląda to na Litwie, której reprezentacja wprawdzie przegrała 0-3 z Ukrainą, lecz w zupełnie innym stylu. Podopiecznym Valdasa Urbonasa udało się stworzyć jakiekolwiek zagrożenie pod bramką rywala, a gdyby nie zmarnowana 100%-owa sytuacja, to Ukraińcy nie skończyli by meczu z czystym kontem. Na trybunach całkowicie dominowali kibice gości, dzięki którym można było odnieść wrażenie, że potyczka odbywała się w Kijowie, nie w Wilnie. Z Portugalią będzie zupełnie inaczej. Wejściówki na to spotkanie już dawno zostały wyprzedane, wszystko oczywiście za sprawą przyjazdu samego Cristiano Ronaldo i kolegów. Spodziewany jest komplet publiczności, której niestety nie przyciąga chęć wsparcia Litwinów, lecz wielki piłkarz w szeregach przeciwników.







