Kilka dni temu Kaspars Dubra był gościem programu „Pa Pāris Kausiem” prowadzonego przez byłego reprezentanta Łotwy Jurijsa Žigajevsa oraz aktora Kristiansa Kareļinsa. Poruszony został między innymi wątek pobytu Dubry w Polonii Bytom, któremu poświęcono około 3 minut. Postanowiłem zrobić rozwinięcie tego tematu i porozmawiałem z kilkoma byłymi kolegami z drużyny Łotysza, który obecnie jest kapitanem ukraińskiej FK Oleksadriji i filarem obrony reprezentacji Łotwy.
Kulisy
Na samym początku zacznijmy od tego co podczas audycji powiedział Kaspars, gdyż on sam najlepiej wie jak i czemu trafił do Bytomia. Przyjście do Polski było dokładnie przemyślane i miało konkretny cel – „zgubienie” opłaty za wyszkolenie. 21-letniemu wówczas Kasparsowi po sezonie 2011 skończyła się umowa ze Skonto Ryga. Klub zaproponował mu nową, długoterminową umowę z bardzo niską podwyżką pensji. Zawodnik nie był oczywiście zainteresowany tym rozwiązaniem. Pewnego dnia otrzymał propozycję. W piłce nożnej jest taki system, że za zawodnika do 23. roku życia, który jest przedmiotem transakcji, macierzystej drużynie należy wypłacić ekwiwalent za wyszkolenie go. Wyjątkiem jest sytuacja kiedy przechodzi się do niżej notowanego klubu, a naturalnie 1. ligowa Polonia Bytom względem legendarnego Skonto Ryga spełniała ten warunek. Kaspars miał pograć w Bytomiu pół roku, w tym czasie zniknął obowiązek zapłaty ekwiwalentu, więc wtedy Łotysz mógł iść gdzie chce, będąc całkowicie bezpłatnym piłkarzem.

Na ostatnią chwilę
„Doskonale pamiętam Kasparsa bo dołączyłem tak jak on w tym samym okienku transferowym. Dosyć słynnym, bo Polonia Bytom miała zakaz transferowy, który został zniesiony na 3 doby przed końcem okienka, i przez ten czas zostało zakontraktowanych bodajże 14 zawodników, w tym ja” – tak wspominki na temat pojawienia się Łotysza w Bytomiu wspomina Wojciech Wilczyński, obecnie piłkarz III-ligowego GKS-u Przodkowo. Podczas wielkich zakupów Polonii do Bytomia trafił także grający teraz w LKS-ie Goczałkowice Zdrój, Przemysław Trytko. „Przyszedł Hermi z Jagiellonii Białystok, przyszedłem ja, Jean Paulista, który dosłownie 2 miesiące wcześniej grał w Lidze Mistrzów na Atletico. Jeszcze chyba też David Kobylik wrócił, więc te nazwiska były głośniejsze. Na Kasparsa początkowo nikt nie zwracał uwagi. Był bardzo cichy, przyszedł jakiś młody chłopak z Łotwy. Na początku w szatni był niewidoczny, prawie się nie odzywał, musiał się zaaklimatyzować” – powiedział Trytko.
Da sobie radę
To, że Kaspars był na początku w cieniu, miał utrudnioną komunikację, i ogólnie sam z siebie był cichy, sprawiło, że koledzy z drużyny chcieli wyciągnąć do niego pomocną dłoń i brali go ze sobą na obiady, zwłaszcza też że Dubra nie miał w tamtym czasie samochodu. „Na początku myśleliśmy, że przyjechał z Łotwy, że Polska będzie tu dla niego jako lepszy świat. On ma jednak bogatą rodzinę! Pamiętam potem, że jak zobaczyliśmy jego ojca to za pierwszym razem przyjechał do Bytomia na mecz jednym autem, za drugim razem następnym autem. Wiedzieliśmy, że jak nie piłka to on sobie na pewno w życiu poradzi. Dla nas był to szok kiedy to zobaczyliśmy.” – wspomina ze śmiechem Przemysław Trytko. „To był młody chłopak, każdy chciał wyciągnąć do niego rękę, raz ktoś wziął go na obiad, raz ktoś wziął go na kawę. Siedział sam w Bytomiu, który jakimś pięknym miastem nie jest, gdzieś w starym bloku, myśleliśmy więc że jest mu smutno i ciężko. Jak przyjeżdżała familia to jego ojciec miał gest. Nie patrzył na najtańsze dania w karcie. Te kawy, które postawiliśmy Kasparsowi, to na pewno z nawiązką ojciec oddał” – dodaje Trytko.
Napastnik Goczałkowic nie pamięta dokładnie czym zajmuje się ojciec Dubry, ale wspomina że cała ta sytuacja wywołała kupę śmiechu. Sam Kaspars w końcówce swojego pobytu w Bytomiu wskoczył do pierwszego składu i swojego miejsca przez 4 ostatnie gry nie oddał. „Być może potrzebował więcej czasu na zaaklimatyzowanie się, to był inny kraj, inny język. Stopniowo zaczął wychodzić z nami, potem ta sytuacja z jego ojcem. Pytaliśmy go – po co tutaj jesteś, jak tu jest szaro i ponuro a Ty masz różowe Porsche, czerwone Porsche, radzisz sobie!” – kwituje Trytko.
Na kłódkę
Inną ciekawą historią podzielił się Paweł Alancewicz, który profesjonalną piłkę nożną zamienił na fryzjerstwo, a w czasach gry w Polonii mieszkał razem z Kasparsem i do dziś ma z nim najlepszy kontakt ze wszystkich z Polski. Pewnego razu koledzy z zespołu wycieli jemu i Łotyszowi pewien numer. „Koledzy z drużyny, wiadomo jak to jest, czasami sobie różne figle robiliśmy w szatni.” – zaczyna Alancewicz. Ci postanowili opleść łańcuchem spodnie Dubry oraz buty Alancewicza, a następnie spiąć je małą kłódeczką. Obydwaj zawodnicy byli bardzo zdenerwowani. Paweł Alancewicz na szczęście dostał od pani gospodarującej sprzętem piłkę do metalu, którą przeciął kłódkę. „Im było do śmiechu, nam niekoniecznie. Następnego dnia odegrałem się plączac parę sznurówek od korków kolegom. Wyszło więc na remis” – dodaje ze śmiechem Alancewicz.
Jeszcze w zeszłym roku Kaspars Dubra podarował mu swoją koszulkę, a w momencie naszej konwersacji wymieniał się wiadomościami z łotewskim defensorem. Ma z nim zdecydowanie najlepszy kontakt, ale nic dziwnego. Razem mieszkali niedaleko stadionu, wspólnie chodzili na piechotę na treningi, grali w Fifę na konsoli w czasie wolnym. Wojciech Wilczyński z kolei obserwuje się z Dubrą nawzajem na Instagramie, reagują na swoje posty. Gdyby obydwaj panowie mieli do siebie jakąś sprawę, to najpewniej po starej znajomości nie byłoby kłopotów. Regularnego kontaktu jednak nie ma. Podobnie sprawa wygląda w przypadku Przemysława Trytko. Obydwaj z Dubrą wymieniali wiadomości na Messengerze gdy Kaspars wyjeżdżał do Kazachstanu w 2019 roku. Pisali także przy okazji gry Kasparsa w Lidze Mistrzów, ale były to sporadyczne konwersacje.

Trener był zdziwiony, że klub podpisał tak słabego gracza
Każdy z moich rozmówców zapamiętał Dubrę jako dużego, silnego obrońcę. Alancewicz dodaje też, że Łotysz bardzo lubił chodzić na siłownię. Jak wspomniał jednak w Pa Pāris Kausiem sam zainteresowany, do Polski przyjechał kompletnie bez formy. Na Łotwie sezon skończył się w listopadzie, Dubra na treningi do Bytomia trafił w styczniu, nie był jeszcze w ogóle gotowy. Trener z marszu wprowadził go do pierwszego składu, Dubra zagrał jednak źle. Ze wspomnień Łotysza wynika, że Dariusz Fornalak był wręcz zdziwiony, że walcząca o utrzymanie Polonia zakontraktowała tak słabego gracza. Dubra szybko popadł w niełaskę, został zdegradowany do roli głębokiego rezerwowego, w efekcie czego w polskiej 1. lidze rozegrał tylko 4 spotkania.
Wojciech Wilczyński inaczej zapamiętał Łotysza z pierwszych tygodni w klubie. „Bardzo obiecująco wyglądał w okresie przygotowawczym. Jednak piłka jak to piłka, potem nie zawsze odzwierciedla okres przygotowawczy, w trakcie sezonu dostaje się więcej albo mniej szans” – opowiada. Nie zna on jednak dokładnych powodów i szczegółów dla których trener na środku defensywy wolał stawiać na Daniela Tanżynę czy Piotra Kulpakę. „Ostatnio oglądałem mecz reprezentacji Łotwy. Moim zdaniem Kaspars poczynił ogromny postęp w stosunku do tego jak zapamiętałem go w Polonii. Tylko pogratulować mu wytrwałości i progresu” – dodaje Wilczyński.
„Nigdy w życiu nie powiedziałbym, że trafi do Ligi Mistrzów”
Wojciech Wilczyński miał wrażenie, że Kaspars jest charakternym człowiekiem choćby z samego faktu odwagi przyjazdu na Śląsk. Zwraca jednak uwagę na to, że w tamtym czasie dało się wyczuć, że to pierwszy zagraniczny wyjazd Kasparsa. „Nie wiem czy do końca się wtedy otworzył przed drużyną, czy pokazał swoje prawdziwe oblicze. Teraz na pewno funkcjonuje inaczej niż 10 lat temu, w piłce 10 lat to jest bardzo dużo czasu, przepaść. Myślę, że na tamten czas w Polonii miał duże możliwości i super warunki do gry na pozycji środkowego obrońcy, ale sądzę, że nie można mieć pretensji do trenera, że w tamtym czasie na niego nie stawiał. Nie znam tylko przyczyny, z jakiego to było powodu. Z Danielem Tanżyną i Piotrem Kulpaką w obronie nie traciliśmy wtedy zbyt wielu bramek. No a roszad w defensywie zazwyczaj dokonuje się wtedy, kiedy drużynie nie idzie, a nam udało się finalnie utrzymać Polonię w lidze, mimo miejsca które zajęliśmy (Wycofanie się po sezonie 9. w tabeli Ruchu Radzionków spowodowało, że 15. Polonia Bytom utrzymała się w 1. lidze – przyp. aut.)” – ocenia Wilczyński.
„Myślę że potrzebował aklimatyzacji, poznania zespołu, taktyki którą mieliśmy. Rywalizacja na środku obrony była wtedy duża. Tak jak powiedział Kaspars, z czasem się wkomponował i zaczął grać. Bardzo dobrze pamiętam jego występy, grał naprawdę dobrze, bez błędów, jak na obrońcę przystoi” – wspomina Paweł Alancewicz.
Uwagę na potrzebę dłuższej aklimatyzacji Łotysza już wcześniej zwrócił Przemysław Trytko. „Pamiętam go jako bardzo silnego obrońcę, bardzo dobrze grającego w powietrzu. Aczkolwiek nigdy w życiu nie powiedziałbym, że trafi do Ligi Mistrzów. Na początku miał duże problemy aby się przebić w Polonii. Dopiero w końcówce grał, i grał nieźle, trzeba mu oddać. Silny, twardy obrońca. Miał coś w sobie. Był twardy, nieustępliwy. Pojedynki 1 na 1 nie były z nim najłatwiejsze. Miał może problemy ze zwrotnością, wyprowadzaniem piłki.” – wspomina pobyt Dubry w Bytomiu Trytko. Z kolei sam Łotysz gdy zdołał przebić się do pierwszego składu wspomina, że trener powiedział mu: „Dlaczego od razu tak nie zrobiłeś?”. Finalnie skończyło się jednak na 4 spotkaniach w 1. lidze. Kaspars dodał także, że po ok. 2 miesiącach zaczął rozumieć w pewnym stopniu język polski i to co mówi do niego trener. Do dziś ma w pamięci pojedyncze słowa i zwroty, potrafi coś w małym stopniu powiedzieć. Według wspomnień Przemysława Trytko z zespołem komunikował się po angielsku.

Wschodnie klimaty
„Jego liga. Dużo walki, dużo przepychania, a na pewno nie wymagali od niego jakichś finezyjnych wprowadzeń” – tak fakt pobytu w Kazachstanie Dubry ocenia Trytko. Zanim jednak Dubra trafił na szeroko rozumiany u nas „wschód” wrócił do ojczyzny. W Polonii został do końca sezonu, ale klub zalegał mu z wypłatami 3 miesiące. Podjął treningi z łotewską FK Mettą. Wówczas zdzwonił się z polską stroną, dogadał warunki zerwania kontraktu. W Mettcie jednak nie został. Był wdzięczny klubowi za możliwość treningów, ale przeniósł się potem do silniejszego FK Ventspils, od którego dostał konkretną ofertę. Łotwę opuścił latem 2015 kiedy za 35 tysiecy euro trafił do BATE Borysów z którym występował w Lidze Mistrzów jako gracz pierwszego składu. W 2017 wrócił do ojczyzny zostając piłkarzem RFS-u Ryga, aby po 1,5 roku, zimą 2019, odejść do kazachskiego Irtyszu Pawłodar. Stamtąd po zaledwie pół roku zakontraktowała go ukraińska Oleksandrija, w której gra do dziś.
„Grał w Lidze Mistrzów w pierwszym składzie, absolutnie bym nie powiedział tego w okresie Polonii Bytom. Aczkolwiek do topowych lig nie trafił, bardziej gdzieś tam zrobił karierę na wschodzie. Czyli tam, gdzie ta piłka nie jest zbyt finezyjna, jest więcej siły, więcej walki” – podkreśla na koniec fizyczność Dubry Przemysław Trytko.
„Kibicuję mu jak najbardziej, cieszę się z sukcesów i progresu jaki zrobił. Uważam, że to tylko świadczy o tym, jakim jest dobrym piłkarzem i człowiekiem silnej woli” – kończy Wojciech Wilczyński, który epizodycznie śledzi poczynania Dubry.
„Miły, sympatyczny, pomocny kolega. Dobry, silny, wysoki środkowy obrońca. Ambitny – zawsze powtarzał, że będzie grał jeszce wyżej niż do tej pory. Jak powiedział tak zrobił – teraźniejszy kapitan Łotwy. Mówił, że jak wróci do Polski, to zajedzie do mnie na fryzurę” – przyznaje ze śmiechem Paweł Alancewicz.
Wszystkie zdjęcia w tekście pochodzą z galerii meczowej Polonia Bytom – Zawisza Bydgoszcz 12.05.2012 i pochodzą ze strony bytom.naszemiasto.pl







