Rauno Sappinen – typowy bałtycki transfer

Transfer Rauno Sappinena do Piasta Gliwice odbił się w mediach głośnym echem. Nic jednak dziwnego – Estończyk wraz z Florą Tallin pokazali się w Europie, polski klub obserwował go już dużo wcześniej, obie strony były zainteresowane, co mogło pójść nie tak? W przypadku piłkarzy z państw bałtyckich – zawsze coś się trafi.

Jak doskonale wiecie nie zajmuję się Estonią, nie poświęcam jej zbyt wiele uwagi, są osoby które się na tym lepiej znają. O Rauno rozmawiałem jednak wiele z Dawidem Czemko z „Estońskiego futbolu„, to pierwszy tak duży pod względem finansowym transfer z państw bałtyckich do Polski, więc bez wątpienia spore wydarzenie dla całego regionu. I dlatego też postanowiłem podzielić się z Wami kilkoma przemyśleniami na temat aktualnej sytuacji Sappinena, który jak na razie w Piaście nie zachwyca. Z wielu powodów.

Oczami fanów

Przeciętny kibic widząc 0 goli w rubryce nominalnego napastnika zaczyna się niecierpliwić. Jeżeli obok nazwiska widnieje kwota 400 tysięcy euro, które wydał na niego klub, to niecierpliwość zaczyna przeradzać się w gniew. Rauno Sappinen jak na razie nie zdobył gola w żadnym z 6 oficjalnych meczów dla Piasta (5 liga, 1 puchar). Nie pokazał też w nich niczego szczególnego, tak naprawdę jedynym wartym odnotowania faktem jest gol Estończyka w sparingu z LKS-em Goczałkowice-Zdrój jeszcze przed startem ligi. I na tym w zasadzie koniec jeśli chodzi o kluczowe dla statystycznego kibica fakty. Czynników zakulisowych jest znacznie więcej, i tu zaczyna się cała zabawa.

Tym odrobinę bardziej wnikliwym rzuciło się zapewne w oczy, że Sappinen u Waldemara Fornalika nie gra na swojej nominalnej pozycji wysuniętego napastnika, a został rzucony na prawe skrzydło. Ciężko mu zatem pokazać tam walory, którymi błyszczał we Florze Tallin, i którymi ściągnął na siebie uwagę wielu klubów. Agent zawodnika zdradził potem, że Piast zadziałał najkonkretniej i był najmocniej zainteresowany, a samego Sappinena obserwował od dłuższego czasu.

Za i przeciw

Co tutaj mogło pójść nie tak? Zawodnik został poddany dokładnej obserwacji, Piast był zdeterminowany aby go ściągnąć i wyłożył na ten cel niemałe pieniądze, wspomniane wyżej 400 tysięcy euro, po czym wystawia go na zupełnie innej pozycji? Przede wszystkim nigdy nie wierzcie osobie, która twierdzi że jakikolwiek rodzimy piłkarz z ligi litewskiej/łotewskiej/estońskiej z marszu będzie gwiazdą polskiej Ekstraklasy, bo taka osoba niemal na pewno nie ma racji. Uzupełnienie składu, nawet wzmocnienie, ale nigdy „gwiazda”. A przynajmniej ja nie mam zamiaru was oszukiwać. Wielokrotnie pokazało to doświadczenie, zwłaszcza jeśli chodziło o zawodnika poniżej 23 roku życia i czekał go pierwszy wyjazd za granicę. Przypomnijcie sobie ile takich transferów w ostatniej dekadzie wypaliło? Justinas Marazas i Justas Lasickas nie wywalczyli sobie miejsca odpowiednio w Wiśle Płock i Jagiellonii Białystok. Ponadto w Białymstoku bez żalu pożegnano kiedyś Robertsa Savaļnieksa, w Lechii Gdańsk kompletnie nie odnalazł się Donatas Kazlauskas, a Mārcis Ošs z Górnikiem Zabrze rozstał się wręcz w atmosferze skandalu. Nie oznacza to, że ci zawodnicy nie potrafią grać w piłkę, że nie mają umiejętności. Jednakże wszyscy ci, którzy w Ekstraklasie błyszczeli nawet przez krótką chwilę (np. Pāvels Šteinbors, Artjoms Rudņevs, Konstantin Vassiljev, Sergei Pareiko), mieli przed Polską choć minimalne przetarcie za granicą. Z bezpośrednich transferów znad Bałtyku w ostatnich latach jakkolwiek obronić się w stanie są chyba tylko Vladislavs Gutkovskis i Kristers Tobers.

Oczywiście Sappinen w te ramy nie do końca się wpisuje. Etap odbicia się od zagranicznej ligi za młodu ma już za sobą, do Polski przyjechał jako dojrzały zawodnik, świadomy swojej siły i umiejętności, a jednocześnie obcował już z innymi standardami niż estońskie. On z kolei potwierdza inną tezę – że piłkarze ściągani bezpośrednio z państw bałtyckich mają u nas niesamowicie pod górę. Mimo, że umiejętności piłkarskich im nie brakuje.

Zasługi

Najlepszym potwierdzeniem tego faktu jest sytuacja w jakiej znalazł się Rauno Sappinen, a dokładniej to, że stał się „ofiarą” transferu Kamila Wilczka. Myślę, że nie trzeba chyba tłumaczyć nikomu jak ważną osobą przy Okrzei jest 34-latek. Najlepszym potwierdzeniem jest sam transfer – klub wydał 400 tysięcy na napastnika, po czym niedługo potem kontraktuje Wilczka, który występuje na tej samej pozycji. Wilczek jest nie do ruszenia, jest numerem 1 w ataku, w dodatku strzelił już w Ekstraklasie 2 bramki. To jest ten sam casus co Sappinen, ale we Florze. Estończycy grali pod Rauno, i to zespół się dostosowywał stylem gry pod niego, natomiast w Piaście to on musi dostosować się do panujących realiów.

Klub nie mógłby sobie pozwolić na trzymanie zakupionego za 400 tysięcy euro piłkarza na ławce, więc postanowiono na inne rozwiązanie. Wilczek w ataku jak wspomniałem jest nietykalny, więc Rauno przerzucono na skrzydło. Wydawałoby się, że wilk syty i owca cała. Otóż nie do końca. Sappinen ze zrozumiałych względów na skrzydle nie błyszczy, bo w ogóle się tam nie powinien znaleźć. Jeżeli sytuacja będzie się utrzymywać bez zmian (tzn. Sappinen nie odpali na skrzydle, albo Fornalik nie przesunie go na nominalną pozycję) to skończy się to na pewno szybką zmianą klubu latem w niezbyt miłej atmosferze. Na ten moment jedynym ratunkiem dla Estończyka byłaby kontuzja Wilczka, czego oczywiście mu nikt nie życzy.

Z dystansem

Tak, dla piłkarzy z lig Litwy, Łotwy, Estonii nasza Ekstraklasa, czy nawet któraś z lig niżej, to bardzo atrakcyjny kierunek. Jednak za bardzo przyciągającą otoczką w postaci kibiców, stadionów, zainteresowania mediów, kryją się różne pułapki. Należą do nich aklimatyzacja, odnalezienie się w zupełnie nowych realiach, większa uwaga i presja kibiców oraz mediów. Na tym najczęściej wykładają się młodzi Bałtowie i wracają szybko do domu. A co jeśli piłkarz miał już wcześniej doświadczenie za granicą, błyszczy w swojej lidze i przykuwa uwagę innych klubów? Zawsze coś może pójść nie tak, dokładnie jak w przypadku Sappinena.

Podsumowanie

Niech te 5 spotkań nie będzie wyrocznią. Z wielu powodów Sappinen początek w Piaście ma nijaki, wręcz słaby. To jednak dopiero okres wstępny, liga wznowiła grę miesiąc temu. Oczywiście jeżeli sytuacja Rauno nie ulegnie zmianie, to będzie pogarszać się z każdą kolejką, pytanie kogo na celownik wezmą kibice? Pracujący od 2017 roku w Gliwicach Waldemar Fornalik cieszy się dobrą opinią, zdobył przecież historyczne mistrzostwo. Nie trzeba być zatem jasnowidzem, że fani i media prędzej postawią krzyżyk na Sappinenie, niż na trenerze.

Na koniec zamieszczam jeszcze trafny moim zdaniem komentarz Dawida Czemko (warto otworzyć tweeta i doczytać jeszcze to co Dawid napisał pod nim).

fot. FotoPyk

5 1 głos
Article Rating
Share on facebook
Share on twitter
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Logowanie