Niewielu łotewskich piłkarzy zrobiło tak międzynarodową karierę jak Renārs Rode, którego nosiło po Europie, Afryce i Azji. Teraz zawodnik gra na Łotwie, ale jeżeli nie dogada się z obecnym pracodawcą, to jest otwarty na propozycje z każdej strony świata. W rozmowie z „Bałtyckim futbolem” Rode opowiada o swojej egzotycznej przeszłości, łotewskiej reprezentacji, planach, nie zabrakło także polskich wątków!
Bałtycki futbol: Grałeś w ligach Malezji i Republiki Południowej Afryki – jak to się stało? Wydaje mi się, że to interesujące, egzotyczne kierunki, ale niezbyt popularne.
Renārs Rode (FK Jelgava): Tak! Przybyłem do tych dwóch egzotycznych krajów. Po sezonie 2015 w barwach Skonto Ryga dostałem telefon z pytaniem czy nie chciałbym wyjechać do RPA. W tamtym czasie chciałem być gdzieś poza Europą, więc to momentalnie do mnie przemówiło. Wyjechałem na testy, zapoznałem się i zrozumiałem, że chcę zostać. Ale z powodu wizy pracowniczej nie mogłem od razu podpisać tam umowy. Dlatego do zespołu dołączyłem po sześciu miesiącach. To było kolosalne doświadczenie. No i dzięki RPA trafiłem też do Malezji. Poznałem ludzi, zdobyłem nowe kontakty i miałem już możliwości w Azji.
Jak można porównać tamtejszy poziom piłki z, na przykład, Virslīgą?
Virslīga jest bardziej zdyscyplinowana, zorganizowana i bogatsza w fizyczne starcia na boisku. Jednak na przykład pod względem technicznym liga RPA jest jedną z najlepszych w jakich byłem. Gracze fantastycznie operowali piłką… Uczestniczyć w takich rozgrywkach to czysta przyjemność – popularność, fani i organizacja pozastadionowa, to wszystko na dobrym poziomie. Normalnym było, że na mecz przychodziło 20 tysięcy osób.
A jak było w Malezji?
Inna kultura, gorąć, wilgotno, anakondy, warany, małpy. Koleżanki jaszczurki, które wspinały się po ścianach mojego domu… Już pierwszego dnia gdy przyjechałem jedna jaszczurka przywitała mnie bardzo szczególnie, gdy podniosłem pokrywkę od garnka, to ta mi tam mignęła (śmiech).
Gdzie Ci się najbardziej podobało? W Czechach, Irlandii, RPA czy Malezji? (Renārs grał w każdym z tych krajów – przyp. aut.)
W każdym miejscu było na swój sposób fajnie, chociaż najbardziej w pamięci zostało mi RPA. Nastawienie ludzi, kultura, rytm życia, przyroda – absolutnie fantastyczne!
Teraz jesteś na Łotwie, grasz w FK Jelgavie. Co się stało z tym klubem? Bez europejskich pucharów, w ostatnim sezonie dopiero na szóstym miejscu, sam Marians Pahars nie umiał pomóc.
Niewiele mogę powiedzieć o zeszłym roku, bo nie byłem wtedy na Łotwie i nie za bardzo miałem jak oglądać ligę łotewską.
Byłeś wtedy w Irlandii. W tym roku Riga FC grała z Dundalk w eliminacjach do Ligi Mistrzów. Jak podobała Ci się rywalizacja obydwu drużyn?
Wiedziałem, że w Irlandii będzie ciężki mecz. Kibice, sztuczna murawa, dobry zespół. Szkoda, że nie udało im (Ridze FC – przyp. aut.) się wygrać, bo w kolejnych spotkaniach widać było coraz lepszą formę. Tak czy inaczej szacunek, dobry sezon w europejskich pucharach.
Czy Twoim zdaniem Riga FC może stać się następnym Skonto?
Trudno mi to stwierdzić. Jak dotąd nie ma jednego dominującego klubu. Teraz jest więcej równorzędnych zespołów.
W Jelgavie jest z Tobą Aleksandrs Cauņa, co u niego? Wygląda na to, że nie udało mu się wrócić na boisko?
Oczywiście jest graczem na poziomie. Ale co jeszcze ważniejsze, to fantastyczna osoba. Szkoda, że nie powiódł mu się powrót na boisko. Ale jest świetnym pomocnikiem, nawet bez grania. Zawsze podejdzie, pomoże. Cieszę się, że jesteśmy w jednej drużynie.
Łotewskiej piłce klubowej wiedzie się całkiem dobrze, ale nie można tego powiedzieć o reprezentacji narodowej. Gdzie możemy szukać problemów?
Nie wiem aż tak dużo o wewnętrznych sprawach aby to skomentować, jednak bardzo nieprzyjemnie jest oglądać obecne rezultaty reprezentacji. I mam nadzieję, że są tam charaktery, które mogą wstrząsnąć chłopakami.
A jak wspominasz swój debiut w drużynie narodowej? No z Litwą była tylko jedna minuta, ale ze Słowacją już 90.
Jeżeli rozmawiamy o Litwie, to oczywiście, debiut, przyjemny. Z powodu tego, że wejdę na boisko byłem tak szczęśliwy, że biegając do ławki przebrać się, poślizgnąłem się na betonowej powierzchni i upadłem. Tak bardzo, że moje nogi były wyżej niż głowa. Przeciw Słowacji od pierwszych minut… Pamiętam, że nie sądziłem iż będę w wyjściowej jedenastce, przed meczem gdy usłyszałem siebie w pierwszym składzie byłem zszokowany. W końcówce strzeliłem gola wyrównującego. Ale z którego miejsca to zrobiłem, tego sam nie wiem (śmiech).
Ponieważ jestem Polakiem to muszę spytać – wiesz coś o polskim futbolu? Gracze, kluby itd.
Macie bardzo dobrych fanów! Tak, znam kluby, zawodników. Maszyna Lewandowski, Błaszczykowski, Fabiański, Szczęsny, Glik, i jeszcze wielu! Macie bardzo dużo piłkarzy wysokiej klasy.
Skoro już o Polsce – Twój komentarz do meczów z Wisłą Kraków? (Czasy Skonto, 2011 rok, II runda eliminacji do LM)
To była mój pierwszy naprawdę duży mecz. Stadion, kibice, drużyna. Wciąż pamiętam fanów, to była przyjemność zagrać tam. Kiedy nawet chodzisz po boisku i jesteś oczarowany. Podobało mi się (śmiech). I pamiętam lewego skrzydłowego Wisły, bardzo dobry. Nazwisko zaczyna się na literę M.
Małecki, Melikson?
Wydaje mi się, że Małecki. Nie miał włosów.
Tak, Małecki. A gdybyś dostał ofertę z zagranicy, wyjechałbyś? Czy jednak jest już czas na granie w domu?
Wszystko zależy od przebiegu negocjacji w obecnym klubie. To jest teraz priorytetowe. Jeżeli nie znajdziemy wspólnego mianownika, to drzwi będą otwarte dla dowolnej części świata.
Twoje cele na przyszłość?
Jeśli chodzi o cele po zakończeniu gry w piłkę, to mam już licencję UEFA B, i jeżeli będzie możliwość to przejdę do następnej abym mógł pracować jako trener. I stworzyć jakąś szkółkę piłkarską.
Zdjęcie od Renārsa Rode







