Wielkie chwile łotewskiego futbolu! Skazywany na pożarcie RFS niespodziewanie pokonał Ajax Amsterdam w Lidze Europy i zasłużenie przeżywa swój kwadrans sławy. Holendrzy zaś wrócą do siebie z nosami spuszczonymi na kwintę.
Takiego scenariusza nie spodziewał się chyba nikt. Ajax był przedmeczowym faworytem w oczach wszystkich: dziennikarzy, kibiców, bukmacherów, wszelkiej maści obserwatorów i analityków. Nic dziwnego – RFS zbiera dopiero swoje pierwsze doświadczenia na tak poważnym poziomie i z założenia miał być dostarczycielem punktów. Remisy z Galatasaray i Anderlechtem to oczywiście miłe niespodzianki, ale wciąż mniejszy kaliber względem tego co wydarzyło się 23. stycznia 2025.
Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 0-0 i w zasadzie nie obfitowała w zbyt wiele emocji. Ajax pozostawał ustawiony wysoko na połowie rywala skutecznie zduszając próby kontr. Te, które się przedostawały w większości wypadków kończyły się strzałami Łotyszy „na nabicie statystyk”. Sędzia pozwalał na kontaktową grę i nie miał zamiaru używać gwizdka bez wyraźnej potrzeby. Przyjezdni mimo tego, że utrzymywali się przy piłce częściej to z gry nie mieli nic. Na bramkę oddali raptem 1 celny strzał, który zakończył się pewną interwencją Fabrice Ondoi. Przede wszystkim było widać dojrzałość, którą RFS nabył w trakcie występów w LE. W pierwszym spotkaniu w Bukareszcie przeciwko FCSB formacja defensywna popełniała proste błędy a strategia gry polegała na wymianie kilku podań w obronie, wycofaniu piłki do bramkarza, który wykopywał ją daleko, wprost do obrony. Z Ajaxem RFS próbował mądrzej operować piłką choć nie było to łatwe bo rywal nakładał pressing.
Bardzo fajny moment operowania piłką przez Łotyszy, szkoda że nie skończyło się chociaż wrzutką. pic.twitter.com/6E8xf46Miz
— Bałtycki Futbol (@baltycki_futbol) January 23, 2025
Na samym początku II połowy Ajax strzelił gola ale arbiter liniowy słusznie dopatrzył się spalonego i radość Holendrów nie trwała zbyt długo. W każdym razie przyjezdni wyraźnie odżyli względem strzałów na bramkę i próbowali szukać gola. Bardzo blisko tego było w 56. minucie kiedy po rzucie rożnym strzelał Josip Sutalo a piłkę już z samej linii wybijał kapitalnie ustawiony Jānis Ikaunieks. Piłkarze Ajaxu sugerowali jeszcze, że futbolówka przekroczyła linię i gol powinien zostać uznany ale prowadzący spotkanie Marian Barbu pozostał niewzruszony i nakazał grać dalej.
W 78. minucie w wyniku fatalnego błędu piłkarza Ajaxu w świetnej sytuacji znalazł się Adam Markhiyev, który popędził na bramkę i sprzed pola karnego pokonał bramkarza rywali i wprawiając wszystkich w osłupienie. Bardzo ładny strzał w 90. minucie oddał także Ikaunieks, ale tam bramkarz był już czujny i sparował dokręconą piłkę na rzut rożny. Mimo doliczonych 6 minut Ajax nie był w stanie znaleźć w sobie wystarczająco dużo motywacji aby rzucić się do ataków. Królowała niedokładność. Sensacja stała się faktem!
Po meczu dziennikarze naturalnie rzucili się do trenera Ajaxu, Francesco Farioliego pytając czy ten rezultat to wstyd. Włoch odpowiedział, że jest zdruzgotany ale to żaden wstyd. „Czasami zapominamy szanować naszych przeciwników. Rozegrali mecz swojego życia! Doskonale zrealizowali plan gry” – dodał. Co ciekawe przeprosił on wcześniej trenera RFS-u, Viktorsa Morozsa, za pytanie które zadał mu na środowej konferencji holenderski dziennikarz pytając czy RFS w ogóle jest profesjonalnym klubem.
Oczywiście Ajax może szukać usprawiedliwień. Murawa na stadionie Daugava zgodnie z obawami organizatorów nie była najlepszej jakości. Przygotowanie jej bardzo utrudniała wilgoć w postaci warstwy stojącej wody. Słabo ukorzeniona trawa odlatywała w trakcie spotkania. RFS w głównej mierze koncentrował się na szczelnej grze obronnej z nastawieniami na kontrze, czyli kolokwialnie mówiąc w głównej mierze starał się przeszkadzać Ajaxowi w ich akcjach i dopiero potem próbował szukać swoich szans. Nie zmienia to jednak faktu, że to właśnie taki plan okazał się zwycięską strategią, a zwycięzców jak zwykło się mawiać nie należy sądzić. Dodatkowo piłkarze gości sami popełniali błędy, grali niedokładnie, momentami sprawiali wrażenie, że sami są dla siebie największą przeszkodą. Zakończmy to zatem słowami: chwilo, trwaj!
fot. RFS







