Przedwczoraj, w ostatnim dniu okienka transferowego, ogłoszono transfer Tolu Arokodare do belgijskiego Genk za 5 milionów euro. Według informacji łotewskiego serwisu Sportacentrs ta transakcja, oraz wcześniejsze wypożyczenia, wygenerowały dla Valmiery łączny zysk w okolicach 3 milionów euro.
Jak tłumaczy dziennikarz Edmunds Novickis ta kwota jest owocem dość zawiłej kalkulacji. Suma obejmuje zarówno dochód z wypożyczenia na sezon 2020/21 do FC Köln, dochód z wypożyczenia i sprzedaży do francuskiego Amiens, jak i 20% z zysku Amiens, jaki wygenerowała sprzedaż Arokodare do Belgii (czyli 20% z sumy 5 milionów minus kwota wypożyczenia i sprzedaży jaką Amiens zapłaciło Valmierze).
Jak zauważa Novickis, w tej sytuacji Valmiera wykazała się dużym sprytem wypożyczając Arokodare do Francji z klauzulą obowiązkowego wykupu. Amiens mogło skorzystać z tej opcji za pół roku, ale w obliczu oferty z Belgii wykup nastąpił przedwczoraj. Napastnikiem zainteresowane były także Salernitana i Anderlecht. Zdaniem Mariusza Mońskiego prowadzącego twitterowe konto „Belgijska piłka” drugi z wymienionych klubów nie dysponował jednak wystarczającymi środkami aby przedstawić ofertę w przynajmniej tej samej wysokości co Genk.
Valmiera niedawno sprzedała Raimondsa Krollisa za łączną kwotę 1,5 miliona euro (900 tysięcy bezpśrednio + 600 tysięcy w ewentualnych bonusach). Wbrew pozorom miasto w północno-wschodniej Łotwie nie jest, przynajmniej na razie, krainą mlekiem i miodem płynącą. Klub do dzisiaj ma czas na uregulowanie zaległości finansowych wobec łotewskiej skarbówki i Szachtara Donieck (decyzją FIFA mistrzowie Łotwy muszą zapłacić Szachtarowi opłatę za ekwiwalent Romana Yakuby, który niedawno przeszedł do Puszczy Niepołomice). W przeciwnym razie Valmiera nie uzyska licencji na występy w Virslīdze.
fot. Genk







