Nie oszukujmy się, estońska piłka znajduje się w głębokim kryzysie. Liga i reprezentacja należą do najsłabszych w Europie i nie zanosi się na to, by szybko się to zmieniło. Oto 5 czynników, które determinują obecną sytuację.
Autor: Dawid Czemko, (Estoński futbol)
Duże dysproporcje
W Estonii różnice pomiędzy dużymi, a małymi klubami są ogromne, występują na niemal wszystkich płaszczyznach. W takich warunkach trudno o wyrównaną rywalizację, która prowadzi do rozwoju poszczególnych zespołów, jak i całej ligi. Co roku te same drużyny walczą o mistrzostwo, a beniaminkom trudno jest wygrać więcej niż kilka spotkań.
Słabe i nieusystematyzowane szkolenie
W całym kraju istnieje zaledwie kilka akademii z prawdziwego zdarzenia. W wielu klubach szkolenie młodzieży stoi na względnie niskim poziomie. Trenerzy nie mają większych możliwości rozwoju. Co prawda sytuacja powoli się polepsza, ale przed Estończykami jeszcze długa droga.
Mała popularność
Na mecze Premium Liigi przychodzą garstki kibiców, a ich transmisje w internecie czy telewizji nie wzbudzają większego zainteresowania, przez co klubom i lidze trudniej jest znaleźć poważnych sponsorów. Sytuacji nie polepsza niechęć społeczeństwa wobec reprezentacji. Być może estońskiej piłce potrzebny jest jakiś spektakularny sukces, by w kraju zwrócono większą uwagę na tę dyscyplinę. W obecnych realiach wydaje się to być jednak nierealne.
Brak pieniędzy
Estońskich klubów nie stać na jakościowych obcokrajowców, czy też ciekawe transfery wewnątrz ligi. Mają wąskie pole manewru i często sięgają po piłkarzy wątpliwej jakości. Brak funduszy odbija się również na piłce młodzieżowej i infrastrukturze, które stanowią podstawę do rozwoju.
Ciągłe zmiany
W estońskim futbolu, przynajmniej tym klubowym, nie istnieje pojęcie długofalowości. Co sezon wiele klubów przechodzi rewolucję kadrową, zmieniają się trenerzy, przychodzą i odchodzą kolejni obcokrajowcy. Jedynym zespołem, który ma plan na rozwój i sprecyzowaną politykę transferową, jest Flora Tallin, obecny mistrz kraju. Miejmy nadzieję, że w ślady „Kaktusów” pójdą wkrótce i inne drużyny.
fot. Hendrik Osula








Oj tak poziom ligi Estonskiej najlepiej oddaje fakt jak sezon temu Flora nie miała sobie równych a w pucharach nic nie pokazała.
Generalnie dla samej Flory problemem jest to, że w Estonii nie ma drużyny, z którą mogłaby rywalizować, więc jeśli szybko nie trafi się drużyna na poziomie Flory to pewnie i ona zniży się do poziomu rywali.