Dziś na pomeczowej konferencji prasowej Przemysław Łagożny ogłosił swoje odejście ze Spartaksa Jūrmala. Polak żegna się z klubem po 2 sezonach (a właściwie 1,5 sezonu), które były skrajnie różne pod wieloma względami.
Riga FC pokonała dziś na wyjeździe Spartaks 4-0, i jak się okazało, dla piłkarzy gospodarzy był to ostatni mecz pod wodzą polskiego trenera. Warto podkreślić, że mimo kiepskich rezultatów była to decyzja Polaka, a nie samego klubu. Osoba Łagożnego na Łotwie darzona jest ogromną sympatią, i jego odejście bez wątpienia zasmuci wiele osób z tamtejszego środowiska piłkarskiego.
Rezygnacja
Dzisiejsza konferencja pomeczowa była dla 30-latka pożegnalną. Swoją wypowiedź rozpoczął od pogratulowania rywalom, którzy w tym meczu byli lepsi. „Staraliśmy się dać z siebie wszystko, pokazać trochę umiejętności. To był jeden z tych meczów, w których my jako Spartaks nie mamy nic do stracenia. Nieważne czy stracimy 3, 4, 5 bramek. Ale dziś uważam, że nie mieliśmy zbyt wielu powodów aby znaleźć jakieś pozytywy z tego meczu. Z małych plusów – jestem zadowolony, że Rikardo Jagodinskis dziś zadebiutował w Virslīdze, że Kristaps Puzanovs zebrał kolejne, ważne doświadczenie. To takie niewielkie pozytywy z dzisiejszej gry przeciwko Ridze FC” – podsumował występ swojego zespołu Łagożny.
Znacznie ciekawsze z naszego punktu widzenia było to, co stało się chwilę później, a mianowicie Polak został zapytany przez Edmundsa Novickisa na temat swojej przyszłości na Łotwie, gdyż w dziennikarskim środowisku pojawiały się różne doniesienia z tym związane. „Tak, chciałbym skorzystać z tej okazji i powiedzieć, że dziś był to ostatni mecz dla mnie, jako trenera Spartaksa w tym sezonie. Nieważne czy byśmy wygrali, przegrali, czy zremisowali. Podjąłem decyzję, że opuszczam klub, poinformowałem o tym kierownictwo. Dziś chciałbym powiedzieć tylko „dziękuję”, „paldies„, wszystkim ludziom piłki nożnej na Łotwie. Dostałem duże wsparcie od was wszystkich. Nie chciałbym wyróżniać teraz imion, nazwisk, ale federacja, Virslīga, kibice, dziennikarze zawsze byliście bardzo dobrzy dla mnie. Czasem tak się dzieje, ale to była moja decyzja. Klub chciał mnie zatrzymać, zmienić moją decyzję po poprzednim meczu z FK Liepāją, dyskutowaliśmy, ale nie. Myślę, że dałe wszystko co mogłem dać klubowi, i klub dał mi wszystko co mógł w ramach obecnej organizacji i struktur, które stworzyłem.” – powiedział Przemysław Łagożny.
Co dalej?
Trener na Łotwie pozostanie jeszcze przez kolejne 2 dni celem podomykania swoich spraw prywatnych. Jego dalsza przyszłość nie jest znana. Według informacji „Bałtyckiego futbolu” Przemysławem Łagożnym interesują się inne łotewskie kluby, ale nie ma w tej sprawie jeszcze żadnych konkretów. Pozostaje nam zatem jedynie czekać na rozwój wydarzeń. Dla 30-letniego trenera priorytetem jest obecnie odpoczynek i oczyszczenie głowy.
Polak obiecał także wywiad dziennikarzowi Sportacentrs, Edmundsowi Novickisowi, w którym być może pojawią się różne ciekawe wątki z pobytu 30-latka na Łotwie. Zważywszy na to, że Polak na Łotwie przebywać będzie bardzo krótko, stanie się to w przeciągu najbliższych dni. Z kolei z informacji wspomnianego portalu wynika, że Spartaksa ma przejąć trener z Portugalii.
Różne oblicza
W tej całej historii warto przypomnieć, że Przemysław Łagożny w Jūrmali pojawił się na początku sezonu 2021 jako asystent Marka Zuba, z którym w 2020 roku mieli pracować w FK Tukums, ale pandemia pokrzyżowała te plany. Spartaks pod wodzą 57-latka osiągał słabe rezultaty, dlatego Zub został zwolniony. W tamtym momencie walizki zaczął pakować także Łagożny, ale nieoczekiwanie dostał propozycję objęcia drużyny, którą skonsultował także z Zubem. Młody szkoleniowiec do dziś bardzo to docenia, o czym wspomniał na konferencji:
„Będąc szczerym – mogłem opuścić Spartaks już po pierwszym meczu sezonu, miałem taką możliwość. Chciałem jednak zostać, pomóc piłkarzom, zebrać doświadczenie dla siebie. Byłem pewien, że to będzie ciężki sezon, bardzo ciężki początek. To była też spłata długu wobec kierownictwa Spartaksa. W zeszłym sezonie podjęli trudną, i niezbyt oczywistą decyzję, aby dać szansę 29-latkowi prowadzić drużynę. Powiedziałem wtedy wszystkim w klubie [na początku sezonu 2022 – aut.], że to czas w którym chcę wam pomóc i podziekować, wspomóc tych młodych piłkarzy. Ale to jest futbol, wiedzieli o moich możliwościach. Jestem dumny z tego 1,5 roku, z tego co osiągnęliśmy i jak graliśmy. To też trochę szalone – poprzedni sezon kończyłem jako trener z najlepszym średnim dorobkiem punktowym w historii Spartaksa od 2018 roku. Za ten sezon też pewnie będę w jednym z rankingów, ale już nie tak dobrym dla mnie. To jednak doświadczenie dla mnie, dla wszystkim, jestem dumny, że byłem częścią łotewskiego futbolu”.
Tym samym widzimy jak wiele zmieniło się w Jūrmali na przełomie sezonu 2021 i 2022. Z zespołu finiszującego na 5. lokacie, który miał przez pewien czas potencjał aby walczyć o europejskie puchary, Spartaks został czerwoną latarnią ligi z zaledwie 2 punktami po 10 kolejkach. Gdy pozostałe drużyny w okresie przedsezonowym zasypywały swoich kibiców wiadomościami transferowymi, realcjami z obozów przygotowawczych, w Spartaksie była… cisza. Okienko transferowe zostało całkowicie przespane. Jeżeli już pojawiały się informacje o nowych zawodnikach, to byli to bardzo młodzi piłkarze, w większości bez żadnego doświadczenia w Virslīdze. Dopiero dosłownie chwilę przed zamknięciem okienka w Jūrmali pojawili doświadczony Oļegs Laizāns (były piłkarz Lechii Gdańsk i ŁKS-u Łódź), a na kolejne wypożyczenie do Szwajcarii nie udał się reprezentant Łotwy Mārcis Ošs, który został w Spartaksie. Nie pomogło to jednak w zbudowaniu zespołu, który wywalczyłby choć jedno zwycięstwo w 10 kolejkach. Łagożny próbował stworzyć zespół na tyle, na ile miał możliwości, ale rzeczywistość okazała się bardzo brutalna.

Brak siły rażenia
Przyglądając się ligowej tabeli doskonale widać, że największym problemem Spartaksa jest formacja ataku. 4 strzelone bramki to najsłabszy wynik w całej lidze. Nic jednak dziwnego, jeżeli popatrzymy na kadrę. Król strzelców z zeszłego roku, Leonel Wamba, ani razu nie znalazł się w kadrze meczowej, na próżno szukać jakichkolwiek informacji o nim, nie wiadomo nawet czy jest w ogóle w klubie. Na papierze mimo wszystko wciąż jest zawodnikiem Spartaksa, nie został ogłoszony żaden transfer. Praktycznie jedynym nominalnym napastnikiem jest więc wypożyczony z rezerw Rigi FC Artūrs Ostapenko. Strzelił w tym sezonie 1 bramkę, ale miewał też mecze, w których nie oddał ani jednego strzału. Jest jeszcze jego równieśnik, także wypożyczony z rezerw Rigi Algirdas Gražis, ale to nie piłkarze na poziom Virslīgi.
***
Przemek, powodzenia dalej, gdziekolwiek trafisz!
fot. Spartaks Jūrmala







