Elvis Stuglis: „W Polsce jest jak w innym świecie”

W wieku 30 lat Elvis Stugis postanowił po raz pierwszy spróbować swoich sił za granicą i na początku lipca został piłkarzem Chrobrego Głogów. W obszernej rozmowie z „Bałtyckim futbolem” wyjaśnił kulisy tej decyzji, oraz zdradził co w największym stopniu przekonało go do przeprowadzki na Dolny Śląsk.

Ta rozmowa to jednak nie tylko to co teraz, ale przede wszystkim przeszłość. To początki kariery w liczącym nieco ponad 7 tysięcy mieszkańców Aizkraukle, podróż przez ciemne momenty łotewskiej piłki, ale także przez braterskie wsparcie i motywowanie się. Poznajcie Elvisa Stuglisa, pasjonata motoryzacji, który w Rydze zostawił ukochane auto oraz rodzinę, która jednak wkrótce do niego dołączy.

Rafał Kobza (Bałtycki futbol): Wywiady z zawodnikami lubię zaczynać od pytania „jak zostałeś piłkarzem?”, zwłaszcza w kraju gdzie futbol nie jest sportem numer 1. Jaka jest więc Twoja historia?

Elvis Stuglis (Chrobry Głogów): Oj tak, to nie jest sport numer 1 na Łotwie (śmiech). Moja mama była nauczycielką WF-u w szkole, dzieci grały tam we wszystko, a ja ze swoim młodszym bratem byliśmy tam cały czas obok niej. Gdy byliśmy mali zawsze nas to interesowało – bieganie, gra w piłkę. W okolicy była także możliwość trenowania futbolu. Tak to się zaczęło.

Jesteś z Aizkraukle. Obecnie w mieście nie ma drużyny, która startowałaby w rozgrywkach ligowych, wiem, że odbywają się różne piłkarskie aktywności, ale jedyny klub jaki kojarzę to Dardedze z lat 90. Zaczynałeś grać w Aizkraukle, czy w Rydze?

W Aizkraukle, przez pół roku. Tam był dziecięcy klub, dla młodych zawsze się takie znajdą. Jeśli dobrze pamiętam były grupy dla 7-, 8- i 9-latków.

Na początku grałeś jako napastnik. Kiedy i dlaczego zostałeś obrońcą? To z powodu tego, że masz 1,92 m. wzrostu?

Wiesz co, za dzieciaka do 13. roku życia grałem jako obrońca. W tym wieku nie ma aż takiego przywiązania do pozycji, w niektórych meczach mogłeś iść bardziej do przodu i strzelać bramki. Graliśmy wtedy 7 na 7, masz do dyspozycji całe boisko, biegasz wszędzie, nie jesteś ograniczony do jednego miejsca. Strzelałem więc dużo goli, i wtedy gdy byłem już starszy, czyli chyba w wieku właśnie 13 lat, jeden z trenerów powiedział do mnie: „może powinieneś trenować i grać w ataku?”. Zacząłem więc grać jako napastnik, przeszliśmy do formatu 11 na 11, strzelałem większość goli dla drużyny i czułem, że to jest właśnie moja pozycja. Potem gdy miałem 22-23 lata będąc już w Virslīdze (najwyższa klasa rozgrywkowa na Łotwie – aut.) w każdym sezonie strzelałem po 5-6 bramek. Dla napastnika nie jest to najlepszy wynik, nie dawał perspektyw do wyjazdu za granicę, gry dla lepszych drużyn. I trafiła się taka sytuacja, że w drużynie w środku sezonu pojawiło się sporo kontuzji pośród obrońców. W ataku było dużo kandydatów do gry, ja wchodziłem głównie z ławki na ostatnie 10-15 minut. Trener postanowił wystawiać mnie na treningach w obronie. Z biegiem czasu doszła kolejna kontuzja w defensywie, i na środek obrony został w zasadzie jeden gracz. Usłyszałem: „trenujesz już od jakiegoś czasu w obronie, teraz jest twój czas aby tam grać”.

Przypomina mi to trochę przypadek Sergejsa Kožansa, bardzo podobna historia. A nie próbowałeś kiedyś innych dyscyplin jak siatkówka czy koszykówka? Nawiązuję tu oczywiście do Twojego wzrostu.

Nie profesjonalnie, ale grałem. Tak jak wspomniałem moja mama była nauczycielką WF-u i uprawiałem dużo różnych dyscyplin. Mój tata w Aizkraukle ma z kolei drużynę weteranów w unihokeja, więc ten sport też trenowałem. Mama lubi siatkówkę i koszykówkę, jeździła na różne turnieje z przyjaciółmi ale czysto amatorsko, dla frajdy. Ja ćwiczyłem z nimi, uprawiałem naprawdę bardzo dużo dyscyplin. Jeżeli miałbym teraz zagrać w siatkówkę czy koszykówkę – nie ma problemu (śmiech).

Czy uważasz, że chłopcom z mniejszych miejscowości jest ciężej się przebić i zrobić karierę, czy nie ma to znaczenia?

Jeżeli masz 9-10 lat, to nie. Są turnieje na które udają się mniejsze kluby i grają przeciwko większym. Jeśli jesteś najlepszy w swojej „mniejszej” drużynie to ktoś cię zauważy i będzie próbował ściągnąć do „większej”. Być może później jest ciężej kiedy jesteś starszy i grasz już w formacie 11 na 11. Najniższa liga łotewska jest podzielona na 5 stref, i tam grasz tylko przeciwko zespołom z rejonu, nie ma okazji zmierzyć się przeciwko większym drużynom i wypromować się. Ale jeżeli wciąż wyróżniasz się w swoim klubie to jest szansa, że ktoś cię dostrzeże.

Czy w taki właśnie sposób przeniosłeś się do Rygi? Ktoś Cię wypatrzył, czy może po prostu Twoja rodzina przeprowadziła się do stolicy?

To dość zabawna historia, trafiłem tam przez swojego młodszego brata Ingarsa, bardzo dobrego piłkarza. Podczas jednego z turniejów wypatrzyło go Skonto Ryga. W tamtym czasie bardzo duży klub, który zdobywał co roku mistrzostwo, miał największy budżet, dochodził najdalej w europejskich pucharach. Chcieli aby przeniósł się do Rygi i grał w ich akademii. Zaczął tam uczęszczać. Chodziliśmy z rodzicami na jego treningi. Zawsze tam siedziałem, obserwowałem i sam kręciłem się z piłką koło boiska, miałem wtedy może z 12 lat, on 9. No i jego trener dostrzegł mnie jak chodzę z piłką i spytał mnie: „Wiesz co, siedzisz tak tutaj, może chciałbyś spróbować zagrać w swojej grupie wiekowej? Może spodobasz się trenerowi, Twoi rodzice i tak tu przychodzą, może będziecie mieli treningi o podobnej porze i będziecie trenować obaj?”. Spróbowałem, szkoleniowiec z mojej grupy był ze mnie zadowolony, więc zacząłem trenować nie będąc przez nikogo wcześniej dostrzeżony, to stało się samo.

Biorąc pod uwagę fakt, że oboje z Ingarsem gracie w piłkę, bardziej ze sobą rywalizowaliście, czy motywowaliście nawzajem?

Zdecydowanie nie byliśmy rywalami. Zawsze trzymaliśmy się razem. Jak byliśmy mali wspólnie wracaliśmy z treningów, dni wolne spędzaliśmy grając we dwóch. Nasz tata zrobił nam w domu bramkę, jeden strzelał, drugi bronił. Nigdy nie byliśmy przeciwko sobie nawet na chwilę, chodziliśmy razem na zajęcia, razem z nich wracaliśmy, potem bawiliśmy się.

Ingars Stuglis w barwach FK Metty, fot. Sportacentrs

Musiałeś więc pękać z dumy gdy Ingars zagrał pierwszy raz w reprezentacji Łotwy dwa lata przed Tobą?

Tak! Wszyscy zawsze powtarzali, że mój brat jest utalentowany, ja dalej tak uważam. To dobry zawodnik. Byłem dumny, że to osiągnął.

Twoim pierwszym profesjonalnym klubem w piłce seniorskiej był Olimps Ryga, prawda? W Skonto na początku grałeś tylko w akademii.

Zgadza się. Olimps był zespołem dla młodych piłkarzy ze szkółki Skonto aby mogli grać na poziomie Virslīgi.

Pamiętam, że z tym klubem jest dosyć szalona historia. Został utworzony przez federację aby liga mogła wystartować w pełnym składzie. 2 lata przed tym jak tam trafiłeś zagrali w europejskich pucharach dzięki temu, że dotarli do finału krajowego pucharu. Myślę, że to zwariowane nawet jak na łotewskie warunki.

W tamtym czasie gdy grali w Europie mieli też lepszych piłkarzy, nie tylko młodzież. Na przykład takich, którzy byli już na finiszu swoich karier ale wciąż grali bardzo dobrze. Razem z młodymi świetnie sobie radzili.

Twoim pierwszym trenerem w Olimpsie był Mihails Miholaps. Były napastnik reprezentacji Łotwy, ale przede wszystkim najlepszy strzelec w historii Virslīgi. Jak wspominasz współpracę z nim?

To była chyba jedna z jego pierwszych drużyn w karierze trenerskiej. Ja byłem wtedy bardzo młody, miałem 15-16 lat, nie pamiętam zbyt wiele z tego okresu. Na pewno bardzo dużo pomagał młodzieży, dawał wskazówki odnośnie lepszego zachowania, ustawiania się na boisku bazując na swojej własnej piłkarskiej karierze. Ja w tamtym czasie byłem napastnikiem, on także grał w ataku, bardzo mi pomógł swoimi podpowiedziami.

Dokładnie o tym pomyślałem (śmiech). W tamtym czasie występowałeś w ofensywie a Miholaps był świetnym napastnikiem, zwłaszcza w Skonto.

Tak, dawał wiele wsparcia, zwłaszcza gdy się znało jego piłkarską historię, to ile bramek zdobył. On nawet po treningach pracował jeszcze z zawodnikami. To było cenne.

Mihails Miholaps z czasów końcówki kariery piłkarskiej, fot. Delfi

Potem grałeś już w pierwszym zespole Skonto. Już wtedy klub zaczynał mieć pierwsze problemy finansowe, czułeś je?

Wiesz, jeśli masz 16-17 lat i nie posiadasz jeszcze rodziny, to nie odczuwałeś braku pensji aż tak bardzo. Starsi gracze, którzy mieli już dzieci byli bardzo zdenerwowani gdy nie dostawali pieniędzy na czas. Dla młodego nie było to jeszcze tak trudne.

Z drugiej strony jest się ostatnim w kolejce po wypłatę w takiej sytuacji.

Tak, ale jeśli w wieku 17 lat mieszkasz z rodzicami to nie jest to aż takim problemem – wracasz do domu, masz jedzenie i wszystko inne co potrzeba. To bardziej problematyczne dla tych, którzy mają rodziny na utrzymaniu.

Zgadza się. Pamietam jak rozmawiałem o tym z Sergejsem Kožansem, który opowiadał mi jak przez pół roku dostał może jedną pensję. Dodał, że na szczęście jego żona wtedy pracowała i jakoś udało im się to wszystko przetrwać.

Pamiętam jak bardzo wściekli byli ci piłkarze i jak walczyli z dyrektorami o swoje. My młodzi byliśmy w innej sytuacji.

Upadek tak dużego klubu był dla wszystkich bolesny, ale nie można powiedzieć, że szokujący. Było wiele sygnałów, że tak może się stać.

Tak. Wiem, że starsi zawodnicy, którzy wracali grać do Skonto, nie byli zaskoczeni. Takie jest życie, w każdym kraju są zespoły gdzie właściciel nie daje pieniędzy, a powinien dać. To nie pierwszy klub na świecie, który musiał zmierzyć się z takimi trudnościami.

Elvis Stuglis z prawej. fot. Romāns Kokšarovs, Sporta Avīze

Potem była Metta. Klub wyjątkowo stabilny jak na Łotwę. Grałeś tam jednak bardzo nieregularnie. Czemu?

W ostatnim sezonie w Skonto doznałem poważnej kontuzji w kolanie. Opuściłem pół roku, może nawet więcej. Potem przypadła jeszcze przerwa międzysezonowa i na start rozgrywek kompletnie nie miałem formy i rytmu treningowego. Zdecydowanie nie byłem gotowy na najwyższą ligę po czymś takim.

To w pełni zrozumiałe. Twoje kolejne kluby, Riga FC i RFS, wypełniły lukę po Skonto. Rywalizacja między nimi nie jest jednak taka sama jak choćby między Skonto a Metalurgsem Lipawa, prawda?

Jeszcze wcześniej był Spartaks Jurmała, byłem tam pra…

Wiem, wiem, ale pytania o Spartaks będą za chwilkę. Chciałem najpierw zapytać o to. Mówimy o dwóch dużych klubach z jednego miasta, aczkolwiek mam wrażenie że to nie to samo jak wcześniej rywalizacja Skonto z Metalurgsem.

Jak trafiłem do Rigi to były to początki klubu, pierwsze lata w najwyższej lidze. Nie byli jeszcze tak mocnym zespołem, dopiero zaczynały napływać tam duże pieniądze, przychodzić dobrzy zawodnicy. Gdy wygrywałem pierwsze mistrzostwo z Rigą, RFS grał chyba wtedy jeszcze w 1. līdze. W tamtym czasie nie było jeszcze żadnej rywalizacji. Potem pojawiły się inwestycje w RFS, rozwijało się to 4-5 lat. Teraz mogę zdecydowanie powiedzieć, że jest to tak samo jak Skonto z Metalurgsem. Grają w jednym mieście, to takie „El Clasico” (śmiech).

Ty jako piłkarz Skonto miałeś okazję grać przeciwko Metalurgsowi czy FK Ventspils. Dla kibiców na pewno były to gorące mecze, dla graczy też?

Zdecydowanie. Na mecze z mniejszymi drużynami nie przychodziło zbyt wielu fanów, może kilkaset. O wielkich meczach mówiło dużo osób, dziennikarzy, więcej kibiców przychodziło na stadion. Mogłeś poczuć atmosferę zdecydowanie bardziej.

Bardzo wymowny jest fakt, że połowa z Twoich łotewskich klubów (Olimps, Skonto, Spartaks Jurmała) już nie istnieje. To znaczy Spartaks obecnie nie gra nigdzie, ale wątpliwe aby udało się go uratować.

To zabawny fakt, który odnotowałeś, wcześniej tego nie zauważyłem (śmiech). Mam nadzieję, że to nie ja byłem powodem upadków. No ale niestety na Łotwie tak jest. Teraz może nie dzieje się to tak często, kluby z najwyższej ligi nie przechodzą od dobrych właścicieli do złych właścicieli, są bardziej stabilne. To ma dobry wpływ na rozgrywki. 10-15 lat temu nie było zaskoczeniem, że nagle któryś z klubów Virslīgi nie ma już pieniędzy i bankrutuje.

Zgadza się, zdarzało się tak niestety. Ale może aby nasza rozmowa stała się bardziej optymistyczna przypomnę, że wygrałeś ze Spartaksem Jurmała 2 tytuły mistrzowskie: w 2016 i 2017. Myślę, że była to w pewnym stopniu niespodzianka. Co, Twoim zdaniem, było kluczem do sukcesu?

Ciężko powiedzieć. Złożyło się na to, według mnie, wiele rzeczy. Po pierwsze, mieliśmy bardzo dobrą drużynę. Nie chodzi o topowe gwiazdy czy wysokie zarobki, ale to byli jakościowi piłkarze. Razem tworzyliśmy udany system. Także trenerzy byli bardzo dobrzy: Białorusin Oleg Kubarew, czy szkoleniowiec z Polski, Marek Zub. Dobrze pracowali pod względem psychologicznym, wiedzieli którego piłkarza wstawić do drużyny, którego z niej wyjąć. Bardzo dobrze z nimi współpracowaliśmy, dlatego wszystko świetnie funkcjonowało razem.

Spartaks Jurmała – mistrzowie Łotwy 2016. Fot. Nora Krevņeva

Wygrywałeś mistrzostwa ze Spartaksem, potem z Rigą i RFS-em. Czy czułeś się jak swego rodzaju talizman, jak było to opisywane w mediach?

Wiesz co, nie. Nie czułem się tak, że stało się to dzięki mnie. To suma wielu rzeczy, a ja przechodziłem do drużyn, które walczyły o wygraną w lidze. Okej, może Spartaks w pierwszym sezonie był na piątym-szóstym miejscu, i nikt nie oczekiwał od nas, ani nie spodziewał się, że wygramy w tym i w kolejnym roku. Tak samo gdy poszedłem na pierwszy sezon do Rigi. Ale potem mówimy już o drużynach z dużym budżetem gdzie te oczekiwania były. Z Rigą zdobyliśmy trzy tytuły mistrzowskie z rzędu, potem przeszedłem do RFS-u, oni z kolei nie byli aż takimi faworytami do mistrzostwa, ale i tak zwyciężyliśmy. Nie wiem, może jaka część mnie pomogła w szatni i na boisku, ale nie czułem się tak, jakbym był talizmanem. Dziennikarze uwielbiają lubią łączyć przypadkowe zdarzenia w takie historie.

Widziałem na Twitterze żart w stylu „jeśli chcesz zdobyć mistrzostwo, kup Elvisa Stuglisa” (śmiech).

Gdy po zdobyciu czwartego czy piątego tytułu z rzędu spotykałem się z przyjaciółmi, pytali mnie: „Jak to się dzieje? Który klub teraz Cię bierze?”. Ale nie przejmowałem się tym specjalnie. Odpowiadałem, że jeżeli pracujesz ciężko, to wszystko zawdzięczasz tylko temu.

źródło: Transfermarkt

Wszystkie te tytuły to na pewno duża sprawa. Jaki był zatem dla kontrastu najtrudniejszy moment w Twojej karierze?

Hmm… ciężko powiedzieć. Kiedy byłem młodszy miałem niebezpieczne problemy z kolanami. Przytrafiały mi się kontuzje, które nie pozwalały dojść do formy, zawsze coś było. Nawet w Ridze po wygraniu pierwszego mistrzostwa, już po sezonie coś stało się z moim kolanem, jakiś uraz. Musiałem trenować indywidualnie. Wszystkie te momenty kiedy walczyłem z kontuzjami, musiałem wracać do formy i być ponownie dobry, były trudne.

Aby zamknąć już łotewski etap, ostatnie pytanie na ten temat. Czy Riga i RFS to kluby, które mogą zdominować Virslīgę na lata? Lipawa od kilku lat jest za ich plecami, Valmiera teraz gra słabo, Audę możemy liczyć jako Rigę FC. Moim zdaniem jest tu duży potencjał, jak sądzisz?

Tak, RFS i Riga są bardzo stabilne. Do Rigi spływają duże pieniądze na inwestycje wokół klubu i wzmocnienia składu. RFS nie ma aż tak dużych środków, ale pracują w innym stylu, czujesz się tam jak w domu, drużyna jest jak rodzina. Jest trochę inaczej, nie zmieniają tak często piłkarzy. Jeżeli w ciągu kilku lat do innych drużyn nie przyjdzie właściciel z dużym budżetem, będą dominować.

Elvis w barwach Rigi FC. Foto: Zigismunds Zālmanis

W wieku 30 lat zdecydowałeś się pierwszy raz wyjechać grać za granicą. Jaka była Twoja motywacja, i czemu Chrobry Głogów?

Motywacja była taka, że pojawiła się możliwość gry w dobrej, zagranicznej lidze. Miesiąc temu skończyłem 30 lat. Zawsze chciałem spróbować swoich sił poza Łotwą, ale gdy miałem już ku temu sposobność, zawsze przytrafiały się jakieś kontuzje albo różne inne okoliczności w moim życiu, przez które decydowałem się zostawać w domu i grać na Łotwie. Teraz rozmawiałem ze swoją rodziną i podjęliśmy decyzję: „kiedy jak nie teraz?”. Spróbować wycisnąć z mojej kariery maksimum i zobaczyć co z tego wyjdzie – sprawdzić swoje siły gdzie indziej.

Jak wspomniałeś niedawno miałeś urodziny. Sprawdziłem, kontrakt z Chrobrym podpisałeś 3 dni po nich. Czy to najlepszy prezent jaki mogłeś sobie sprawić?

(śmiech) Najlepszym prezentem na świecie zdecydowanie była dwójka dzieci od mojej żony. Ale tak, to był naprawdę fajny prezent w tym roku.

fot,. Chrobry Głogów

Domyślam się, że słyszałeś wcześniej coś o Polsce, ale o Głogowie już niekoniecznie?

Nie, nie słyszałem. Wiedziałem, że jest taka drużyna bo śledzę też inne ligi, ale nie miałem o niej żadnej wiedzy, nie grał tam nawet nigdy żaden Łotysz.

Jakie są więc Twoje pierwsze wrażenia z nowego klubu?

Jest trudniej, ciężko to porównać ponieważ Polska jest dużym piłkarsko krajem, futbol to tutaj sport numer 1. Na Łotwie nie jest tak popularny, nie mówi o nim tak wielu ludzi. Oczywiście stale się rozwija, na mecze reprezentacji przychodzi dużo osób, podobnie jak na spotkania RFS-u i Rigi FC, piłka staje się coraz popularniejsza. Ale tu w Polsce jest jak w innym świecie, ciężko porównywać. Oczywiście powiedziałbym, że jest lepiej, wszystko mi się podoba, ale to z powodu Polski samej w sobie. Piłka nożna jest tu na innym poziomie.

Dostrzegasz jakieś różnice między polską 1. ligą a łotewską Virslīgą? Szczególnie w kwestiach sportowych?

Może tak, choć nie zdążyłem jeszcze zobaczyć tu zbyt wiele bo wciąż jesteśmy na starcie sezonu. Na podstawie dotychczasowych obserwacji mogę stwierdzić, że w Polsce gra się bardziej agresywnie, drużyny stosują intensywniejszy pressing, ale nie zawsze skupiam się na różnicach aż tak bardzo. Jest jeszcze wiele małych rzeczy, ale myślę że bardziej agresywna gra w ataku to największa różnica, zdecydowanie.

Wiem, że dżentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach, ale może zechcesz powiedzieć jak wygląda to pod względem finansowym? Nie oczekuję nawet od Ciebie konkretnych kwot, jednak może mógłbyś powiedzieć jak wygląda to w porównaniu do RFS-u czy Rigi FC?

W Chrobrym nie dostaję nic więcej niż otrzymywałem na Łotwie. To ten sam poziom.

Jaki jest Twój osobisty cel w Chrobrym?

Zdecydowanie być silnym piłkarzem wyjściowej jedenastki. Chcę zagrzać sobie w niej miejsce aby trener zawsze mógł na mnie liczyć. To dla mnie najważniejsze, gdy uda mi się to osiągnąć, wtedy wyznaczę sobie nowe cele.

Masz już za sobą debiut w nowej drużynie. Jak Ci się podobało? Wiem, że rezultat nie był szczególnie dobry (porażka 2-4 z Lechią Gdańsk), ale jakie są Twoje odczucia?

Przegraliśmy, więc nie są najlepsze, wiele do powiedzenia o wyniku nie mam. Ale ogólnie drużyna wygląda dobrze, zagraliśmy nie najgorzej. Rzuty karne, które zadecydowały o rezultacie zdecydowanie nam nie pomogły. Jednak jestem dobrej myśli jeśli chodzi o zespół, wszystko wygląda dobrze, wierzę, że zrobimy wiele dobrego w tym sezonie.

fot. Chrobry Głogów

A jak podoba Ci się Głogów jako miasto do życia?

Po mieszkaniu w Rydze ciężko przenieść się ze stolicy do mniejszego miasta ale tu jest wszystko czego na razie potrzebuję. Nie jestem typem imprezowicza żeby chodzić po klubach, barach. Wolę spędzać czas z rodziną lub w domu, więc nie przeszkadza mi to. To małe i przyjazne miasto, wszystko jest blisko, na razie nie mam żadnych problemów z życiem w Głogowie.

Jak zareagowała Twoja rodzina na wieść, że będziesz grać za granicą? Wiem, że rozmawiałeś z żoną, przyjechała tutaj z dziećmi czy zostali na Łotwie?

Na razie zostali na Łotwie. Pierwsze tygodnie odbyły się na zasadzie, że przybyłem tu, musiałem znaleźć mieszkanie, załatwić sprawy papierkowe, numer PESEL, formalności w banku, wszystkie tego typu rzeczy. W okresie przedsezonowym mieliśmy dwa treningi dziennie, byłem dość zajęty, więc podjęliśmy decyzję, że pierwszy miesiąc lub dwa zostaną w domu. Kiedy przyzwyczaję się tutaj do wszystkiego, poznam lepiej miasto, wtedy dołączą. Na razie jestem więc sam, zobaczymy jak będzie w przyszłości, plan jest taki, że będziemy żyć tutaj wszyscy razem.

Nie wiem jak duże są Twoje dzieci ale będą miały okazję nauczyć się nowego języka.

Moja córka ma 1,5 roku, syn niedługo skończy 4 lata. Córce więc będzie trudniej ponieważ dopiero zaczęła w ogóle mówić kilka słów (śmiech). Ale syn, dlaczego nie? Dzieciom łatwiej jest nauczyć się języka. Dla niego będzie z korzyścią poznanie czegoś nowego.

A Ty nauczyłeś się już pierwszych słów po polsku? Domyślam się, że komunikujesz się po angielsku, mimo wszystko chyba naturalną sprawą jest to, że przyswoiłeś kilka słów lub zdań w nowym języku?

Mówię po łotewsku, rosyjsku i angielsku. Rosyjski jest podobny do polskiego, rozumiem około 30% tego co się dzieje. Pierwsze rzeczy, których się nauczyłem to boiskowe zwroty, które musisz znać jako obrońca, na przykład „plecy”, „bliżej”, „prawo”, „lewo”. Powoli rozumiem coraz więcej z tego co mówi trener, zawodnicy. Pomaga to, że w rosyjskim wiele zwrotów jest może nie takich samych, ale podobnych.

Zatem następny wywiad już po polsku? (śmiech)

Mam nadzieję (śmiech). Ale zobaczymy.

Miałeś inne opcje transferowe niż Polska?

Tak, były też inne kluby, które się mną interesowały, zarówno teraz latem jak i zeszłej zimy. Mój agent z nimi rozmawiał ale nie wypaliło. Wiem czemu wybrałem Chrobrego. Rozmawiałem dużo z trenerem o jego wizji, o klubie, o innych graczach. To był perfekcyjny wybór dla mnie.

A jakie masz cele czy marzenia niezwiązane z piłką nożną?

Oh, to ciężkie. Ale bardzo lubię samochody, ze swoim nawet dużo rozmawiałem, ciężko mi żyć bez niego.

To było moje następne pytanie! Mam na Twitterze też konto w języku łotewskim. Poinformowałem tam obserwatorów, że będę robić z Tobą wywiad i zaproponowałem aby pisali swoje pytania do Ciebie, a ja użyję najciekawszych. Jedno z nich brzmiało „Czy bardzo przeżywasz to, że Twoje BMW zostało w Rydze?”.

(śmiech) Te pytanie na pewno zadał ktoś, kto mnie zna. Znajomi wiedzą, że spędzam dużo czasu wokół samochodów. Mieszkałem w Rydze obok toru Biķernieki, największego takiego na Łotwie. Prawie w każdy weekend chodziliśmy tam z synem oglądać kluby wyścigowe. W ten weekend odbyły się tam największe w Europie zawody driftowego Grand Prix. Kupiłem na to bilety już w styczniu ale nie mogłem na to pójść ponieważ jestem w Polsce. Mieliśmy iść z synem, załatwiłem wejściówki z półrocznym wyprzedzeniem, ale jest w porządku. Mam nadzieję, że po zakończeniu kariery sportowej będę mógł robić coś związanego z autami, ale zobaczymy. Ten biznes nie jest łatwy, wymaga wielu inwestycji i wiedzy.

Trzymam zatem kciuki! Wróćmy jednak jeszcze do piłki. W listopadzie odbędzie się mecz towarzyski Polska – Łotwa. Jakie są Twoje przewidywania co do rezultatu tej potyczki?

Łotwa wygra! (śmiech) Mam nadzieję. Jeśli ja zagram, na pewno wygramy. Zobaczymy. Polska jest, jak wspomniałem, dużym piłkarsko krajem, zawodnicy grają w topowych ligach, nie będzie łatwo. Wierzę jednak, że damy radę.

Może Vladislavs Gutkovskis nabędzie w Korei nową wiedzę i umiejętności, i znajdzie drogę do polskiej bramki.

Mam nadzieję, że będzie grać lepiej i lepiej, że zdobędzie bramkę przeciwko Polsce.

Myślę, że to nie jest typowa ścieżka kariery dla łotewskiego piłkarza. Wiem, że wcześniej w Malezji grał Renārs Rode, Ritus Krjauklis w Chinach, ale Gutkovskis to większe nazwisko. Dokonał nieoczywistego wyboru.

Był jeszcze Vitālijs Maksimenko w Japonii. Wiesz co, to nietypowe ponieważ rynek azjatycki nie jest powszechnym kierunkiem dla łotewskich piłkarzy. W pierwszej kolejności idą do najwyższych lig Europy. Nie wiem czemu tak zdecydował, nie rozmawiałem z nim. Pogadaliśmy wcześniej podczas zgrupowania reprezentacji kiedy dopiero otrzymał tę ofertę i wciąż się nad nią zastanawiał. Może chciał spróbować czegoś nowego, bardzo długo grał tu w Polsce. Teraz wygrał z Rakowem mistrzostwo, może chce je teraz zdobyć w innym miejscu.

Jeżeli mówimy już o nietypowych wyborach, to wspomnę, że w Polsce jest grupa osób, która śledzi łotewski futbol, wyniki, aktualności i tym podobne. Czy jest to dla Ciebie pewna niespodzianka, że ktoś w Polsce może być zainteresowany łotewską piłką?

Hmm, nie. Może to niewielka niespodzianka, ale jeśli spojrzysz na to z szerszej perspektywy, liga łotewska jest bardzo interesująca. Może nie w tym roku, Riga i RFS wyprzedziły znacząco pozostałe drużyny, grają lepszą piłkę. Ale jeśli przypomnisz sobie rozgrywki 4-5 lata temu to w końcówce sezonu 3 drużyny wciąż walczyły o tytuł mistrzowski. To było ciekawe do oglądania.

obrazek wyróżniający: Chrobry Głogów

5 1 głos
Article Rating
Share on facebook
Share on twitter
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Logowanie