Reprezentant Litwy i zawodnik Hapoelu Tel Awiw, Emilijus Zubas z powodu konfliktu zbrojnego musiał opuścić Izrael i wrócił do swojej ojczyzny. W rozmowie z serwisem sportas.lt piłkarz zdradził jak udało mu się wydostać z niebezpiecznego terytorium i czego tam doświadczył.
Poniżej tłumaczenie rozmowy Zubasa z serwisem sportas.lt:
„W ciągu pięciu lat mojego pobytu w Izraelu nie raz wyły syreny. Jedyna różnica polega na tym, że czasami mija tydzień, dwa, a nawet więcej, zanim staje się jasne, że będą wyć i musimy być na to gotowi. Wkradaliśmy się do bunkrów, rakiety były zestrzeliwane na górze i po pół godzinie życie toczyło się normalnie. Tym razem syreny zawyły o 6:30 rano. Ponieważ było to święto, myślałem, że mają one na celu uczczenie zmarłych. Sprawdziłem wiadomości – nic szczególnego przez 10-15 minut. Po 20 minutach pojawiły się pierwsze informacje, że rakiety lecą w kierunku Izraela ze Strefy Gazy, a godzinę później zaczęło krążyć wideo, jak Hamas najechał Izrael. Do tego dochodzi komunikacja klubowa, przyjaciele itd.” – tłumaczył Zubas.
– Było strasznie?
– Cały czas czułem się w Izraelu bezpiecznie, więc i tym razem nie było wątpliwości, że wszystko będzie dobrze. Kiedy jednak pojawiło się wideo, na którym Hamas zabiera rodziny i dzieci do Strefy Gazy, zdałem sobie sprawę, że sytuacja jest bardzo poważna. A potem wypowiedziano wojnę, ogłoszono, że ludzie nie mogą wychodzić na zewnątrz. Nie robiliśmy tego.
– Jak daleko byłeś od tych wydarzeń?
– Około 40-50 kilometrów od miejscowości okupywanych przez Hamas.
– Jak odbywała się komunikacja z klubem?
– Właściwie bardzo dobrze. Otrzymywaliśmy aktualizacje co dziesięć minut, a nam, obcokrajowcom, powiedziano, że możemy wracać do domu. Ostrzegano nas, że najbardziej niebezpieczną rzeczą będzie zjednoczenie się Hamasu i rozpoczęcie zabijania Żydów. Z tego powodu nawet nie zadzwoniliśmy po taksówkę, żeby jakiś Arab nie przyjechał, i udaliśmy się na lotnisko własnym samochodem. Kupiłem bilety do Warszawy – lot odwołany. Do Stambułu – odwołany. Tanie linie lotnicze też natychmiast odwołane.
– Nie miałeś myśli, że możesz utknąć na dłużej?
– Tak było… do tego stopnia, że razem z kolegami z drużyny próbowaliśmy zarezerwować prywatny samolot. Tego nie dało się jednak zrobić. Potem kupowałem bilety do Sofii, do Dubaju – wszędzie tam, gdzie było największe prawdopodobieństwo, że loty zostaną zrealizowane. Z Sofią się udało, mimo że bilety zostały szybko wyprzedane. Kupiłem dla siebie i rodziny, a kolega z drużyny po dziesięciu minutach nie mógł już kupić, bo po prostu nie było już biletów. Więc przez Sofię, przez Frankfurt i dziś wieczorem do Wilna.
– Kiedy się uspokoiło?
– Kiedy wylądowaliśmy w Sofii. Wcześniej się nie dało, bo dwa dni bez snu naprawdę nie dodały spokoju. Ogólnie rzecz biorąc, w Sofii było spokojniej ze względu na rodzinę, ale niespokojnie ze względu na tych, którzy tam pozostali. W ciągu pięciu lat Izrael stał się moim drugim domem, więc czuję się, jakbym go porzucił.
– Jakie to uczucie, kiedy będziesz mógł wrócić?
– Dziś rano próbowałem zadać sobie to pytanie. Oczywiście bardzo dobrze, że jest teraz przerwa reprezentacyjna. Trening, wysiłek fizyczny, będę musiał skupić swoją uwagę gdzie indziej. A potem… mistrzostwa zostały na razie przełożone i na razie bardzo trudno odpowiedzieć na to pytanie.
– Czy uda się zdystansować od tych wszystkich negatywnych rzeczy i skupić się na drużynie narodowej?
– Tak. Wysiłek fizyczny oddala te rzeczy, więc będę w 100% skupiony na reprezentacji.
fot. Hapoel Tel Awiw







