Nieistniejąca już Daugava Daugavpils skupiała w sobie tak wiele negatywnych czynników, że samo miasto w piłkarskim środowisku na Łotwie do dziś niektórym kojarzy się źle. Czarnym charakterem tej historii jest biznesmen Oļegs Gavrilovs, który Daugavą zarządzał z tyłu, za plecami, gdyż miał już na koncie dożywotni zakaz od federacji w angażowanie się w jakąkolwiek piłkarską aktywność pod egidą LFF. Powód? Korupcja. Nie przeszkadzało mu to jednak jeszcze długo pozostawać obecnym w świecie piłki nożnej, choć oczywiście niebezpośrednio. Gavrilovsa zgubiła chęć poszerzania wpływów. Jego brudne gierki zaczęły wychodzić bowiem poza granice Łotwy…
Celem lepszego rozumienia tekstu zamieszczam legendę z najważniejszymi pojęciami czy postaciami, aby pamiętać kto jest kim:
Oļegs Gavrilovs – Biznesmen, w łotewskiej piłce obecny od drugiej połowy lat 90. ubiegłego wieku. Ustawiał mecze i typował ich wyniki w zakładach bukmacherskich. Trafił do więzenia, lecz wpłacił kaucję. Śledztwo w sprawie jego i Daugavy toczyło się jeszcze wiele lat po wydarzeniach opisanych w tekście.
Romāns Lajuks – były międzynarodowy sędzia, karierę w tej roli zakończył w 2008 roku meczem Ukraina – Norwegia, gdzie podjął kilka kontrowersyjnych decyzji. W późniejszym okresie był menadżerem w Daugavie Daugavpils, pracował także w innym skorumpowanym klubie – FB Gulbene. Obecnie jeden z dyrektorów w Ridze FC.
Sportacentrs – największy łotewski serwis sportowy, prowadzi także swoją telewizję.
Stanley Ibe – nigeryjski napastnik, gracz Daugavy w latach 2012-2013. Jako pierwszy zaczął jawnie i głośno mówić o tym, co działo się w Dyneburgu (łot. Daugavpils). Od 9 lat gra w piłkę w Czechach.
Tamaz Pertia – Gruzin, były trener Daugavy, pierwotnie zdyskwalifikowany dożywotnio, potem wyrok złagodzono. Obecnie trener FK Lipawy, zespołu z Virslīgi.
Toto – skrót od totalizatora. W języku łotewskim ten zwrot występuje w kontekście ustawionych meczów celem późniejszych zysków z zakładów bukmacherskich.
Kim jest Gavrilovs?

Cały artykuł wypadałoby rozpocząć od przedstawienia człowieka, którego śmiało można nazwać łotewskim „Fryzjerem”, z tymże w pewnych sprawach jest bardziej bezwzględny, ale po kolei. Oļegs Gavrilovs to lokalny przedsiębiorca z Dyneburga (Daugavpils), który rozpoczął swoje biznesy na początku lat 90. ubiegłego wieku. Jego partnerami w interesach byli rosyjscy gangsterzy, co pozwoliło mu zarobić dobre pieniądze. W okolicach 1994-1995 roku zaczął kręcić się blisko piłkarskiej drużyny z Dyneburga o nazwie Vilan-D. Właściwie to otrzymał ją w spadku. Wcześniej został poproszony o udzielenie pożyczki klubowi, spłatę miał otrzymać po występach drużyny w Europie. Sytuacja potoczyła się jednak inaczej. W 1996 roku dostał klub jako spłatę długu i zmienił jego nazwę na FC Dinaburg. To był jeden z popularniejszych zespołów na Łotwie, regularnie plasował się w czołowej czwórce ligi. W tym wszystkim pojawia się nawet polski wątek, bo w 2002 roku FC Dinaburg wyeliminował Zagłębie Lubin w 1. rundzie pucharu Intertoto. Najlepsze lata klubu przypadały na okres 1999-2004, zespół prowadził szkoleniowiec z Ukrainy, Roman Hryhorczuk. Na początku Gavrilovs grał czysto i nie ustawiał spotkań, aby zdobywać pieniądze z bukmacherki. Brudne gierki zaczęły się w 2004 roku, i właśnie z tego powodu wspomniany ukraiński trener postanowił odejść do FK Ventspils. Gavrilovs to wyrachowany człowiek. W 2007 roku Dinaburg wyrzucono z klubowej Ligi Bałtyckiej (dawne rozgrywki z udziałem najlepszych drużyn z Litwy, Łotwy i Estonii) za ustawienie meczu z estońską Narvą Trans. Potem w mediach Gavrilovs wybielał się, mówiąc że tak naprawdę gracze byli na kacu po tym jak świętowali urodziny golkipera. Z upływem czasu wszystko zaczęło nabierać tempa, w lidze co miesiąc jeden mecz mecz Dinaburga był ustawiany. Rezultaty były różne, czasami Gavrilovs kazał odpuszczać mecze, a czasami wykładał pieniądze na wygraną. Cały proceder zakończył się w 2009 roku. Dinaburg ciągle wygrywał ze słabymi drużynami po 1-0, co dla federacji było bardziej niż podejrzane. Właśnie wtedy Gavrilovs otrzymał dożywotnią dyskwalifikację od LFF, a w 2010 roku w lidze pojawił się nowy klub – Daugava Daugavpils, już bez Gavrilovsa. Przynajmniej na papierze…
Nowy klub, stare zasady
Właścicielem Daugavy Daugavpils oficjalnie został rosyjski biznesmen Igor Małyszkow. Wszystkim dalej zarządzał Oļegs Gavrilovs, nie mógł jednak tego robić jawnie. Początkowo był zbyt wystraszony aby coś kombinować, ale potem wszystko zaczęło się z powrotem. W międzyczasie podupadły poza piłkarskie biznesy Gavrilovsa. Stracił dużo przedsiębiorstw typu restauracje, kwiaciarnie, oraz bazę naftową w mieście. To sprawiło, że właściciel Daugavy postanowił ustawiać mecze także w Europie. Nie musiał angażować w to całej drużyny, wystarczyło mu kilku graczy. Łotewska federacja znała sprawę ale prawo stało po stronie Gavrilovsa. LFF miała duże problemy z prawnikami wykluczonego ze struktur działacza w związku ze sprawą z 2009 roku, gdy zlikwidowano FC Dinaburg. Daugava nie była także jedynym klubem, w którym Gavrilovs w tamtym czasie się udzielał. W 2013 roku objął także beniaminka Virslīgi – mały klub Ilūkstes NSS z Iłłukszty, miasta oddalonego od Dyneburga 30 kilometrów. Przez cały sezon ustawiali mecze, ale o tym później. Największym wstydem było starcie Daugavy w eliminacjach do Ligi Mistrzów w 2013 roku z ówczesnym mistrzem Szwecji, Elfsborgiem. Ustawione zostały obydwie gry w dwumeczu: domowa porażka Daugavy 0-4 oraz wyjazdowe 1-7. W Szwecji do przerwy Łotysze prowadzili 1-0, aby w drugiej połowie dać wbić sobie aż 7 goli. Od razu zareagował Federbet, europejski system do wykrywania ustawionych spotkań. W 2014 roku klub nie dostał licencji na Virslīgę, oficjalnie z powodu braku akademii młodzieżowej. Daugava obiecała jednak takową utworzyć w niedługim czasie, więc pozwolenie finalnie otrzymała, choć wiadomo, że nie chodziło tylko o to. W październiku 2014 roku dokonano zatrzymań i przesłuchań Gavrilovsa oraz grupy 8 innych ludzi z Daugavy, w tym trenera Tamaza Pertii. Okazało się, że nieformalny właściciel klubu z Dyneburga premię z europejskich pucharów (284 tysiące euro) wziął do podziału dla siebie i Jevgeņijsa Klopovsa, jednego z dyrektorów, dodatkowo miał też inne zarzuty związane z praniem brudnych pieniędzy. Biznesmen oczywiście nie zamierzał odprowadzić podatku od takiego „wzbogacenia się”, co oznaczało straty dla państwa. W 2015 roku zmieniły się przepisy, które działały dotychczas na korzyść Gavrilovsa, bo nie uwzględniały sytuacji w których dany klub ustawiał mecze, a prawo nie może działać wstecz. Klub nie dostał licencji na najwyższy poziom rozgrywek. Apelacja nie była skuteczna, Daugava wylądowała na samym dnie, bo na trzecim poziomie rozgrywek w 2. līdze. To był już jednak inny klub, z innymi graczami i co więcej – innym kierownictwem. Dotychczasowy właściciel stracił zainteresowanie zespołem, który nie mógł grać o duże cele. Największym sukcesem jaki osiągnęła Daugava było zdobycie mistrzostwa Łotwy w 2012 roku. Swój żywot zakończyła w 2015 po zaledwie jednym sezonie w 2. līdze.

Inne zabawki Gavrilovsa
Raivis to kibic jednego z łotewskich klubów i reprezentacji Łotwy, wspierał swój kraj pod koniec marca 2019 na Stadionie Narodowym w meczu z Polską. O krajowej piłce wie naprawdę sporo, więc udzielił mi trochę informacji o sprawie. Jedną z nich był fakt, że kierownictwo Daugavy nawet nie próbowało maskować wszystkich brudnych gierek. Gavrilovs doskonale jednak wiedział, że nie musiał tego robić, właśnie ze względu na ówczesne przepisy. Podobną sytuację przerabialiśmy w Polsce, bowiem dopiero od 2003 roku zmieniło się prawo, które traktowało kupowanie i sprzedawanie meczów jako przestępstwo. On sam też mógł opłacać sobie dobrych prawników, co jak już wspominałem wcześniej sprawiło wiele kłopotów LFF. Tak czy siak za sprawę FC Dinaburga z 2009 roku dyskwalifikacja obowiązuje do dziś. Wcześniej w tekście podałem informację, że Gavrilovs w 2014 roku pojawił się także w oddalonej o 30 kilometrów od Dyneburga Iłłukszcie. Ilūkstes NSS był świeżo po awansie do najwyższej klasy rozgrywkowej. W lidze musiało zatem dojść do bezpośredniej konfrontacji między dwoma skorumpowanymi klubami. Jak wspomina Raivis komentator telewizyjny powiedział przed tym spotkaniem „Ok, nie będę tego komentował. Jeśli państwo chcą to mogą oglądać, ale to nie jest futbol”. W wyniku spadku małego klubu z Iłłukszty Gavrilovs naturalnie stracił zainteresowanie drużyną. Po utracie Daugavy biznesmen zakręcił się w FB Gulbene. Minęło jednak zaledwie kilka kolejek, i zespół został zdyskwalifikowany z rozgrywek. To był ostatni klub Gavrilovsa z Virslīgi, ale być może nie ostatni na Łotwie. Potem pojawiły się plotki, że zakręcił się w grającym w 1. Līdze FK Jekabpils, choć miejscowi opowiadali mi, że Gavrilovsa tam nie było. Jeszcze przed zakończeniem sezonu klub został wyrzucony z rozgrywek, to był rok 2017. Do spółki z nim poleciało FK Ogre, także za ustawianie spotkań, ale nic nie wiadomo aby i ten zespół był w jakiś sposób powiązany z Gavrilovsem. To i tak jeszcze nie jest koniec, bo potem stał się „dobrym przyjacielem” jednej z drużyn na niższym szczeblu rozgrywek.
„Oļegs Gavrilovs jest jak duch”
Valērijs gra w jednym z łotewskich klubów występującym w niższej lidze. Ciężko mi pytać o Daugavę bo nie znam go dobrze, ale zgodził się udzielić nieco informacji, zwłaszcza tych dotyczących kolejnego obiektu zainteresowań Gavrilovsa – klubu LDZ Cargo/DFA Daugavpils. LDZ Cargo to sekcja futsalowa, natomiast DFA (Dyneburska federacja piłkarska) reprezentuje piłkę nożną. O całą sprawę pytałem Valērijsa z lekkimi obawami, bo niewielu ludzi chce o tym otwarcie mówić, nawet niekoniecznie związanych z Daugavą. Z byłymi piłkarzami tego klubu próbował rozmawiać swego czasu wspomniany wcześniej Raivis, lecz jak sam przyznał praktycznie nikt nie chciał o tym mówić. Raivis i Valērijs nie robili żadnych problemów, można powiedzieć że miałem szczęście. Skontaktowałem się także z Agrisem Suveizdą, dziennikarzem Sportacentrs – największego serwisu sportowego na Łotwie. Gdy wyjaśniłem o co dokładnie chcę go wypytać, więcej już nie odpisał. Albo zapomniał, albo zwyczajnie nie miał ochoty rozmawiać na ten temat. Przyczyny tego wyjaśnił mi Valērijs. Przede wszystkim na ten temat krąży wiele plotek i ciężko zweryfikować co faktycznie jest prawdą a co nie. Określając dyneburskiego biznesmena mówi, że ten jest jak „duch”. Użył tego słowa nie bez przyczyny – dużo ludzi wie, że jest odpowiedzialny za kilka projektów, lecz tylko kilku z nich widziało go bezpośrednio zaangażowanego. To dlatego ciężko znaleźć kogoś kto zna prawdę, i na dodatek chciałby jeszcze o tym mówić.
Nieudane podejście i nowy objekt zainteresowań
Mikus jest z Dyneburga, więc otrzymałem od niego informacje z pierwszej ręki. Potwiedził to co powiedział Valērijs, Gavrilovs faktycznie był blisko klubu LDZ Cargo/DFA Daugavpils. Valērijs jako piłkarz grający poniżej Virslīgi, stwierdził, że w tym zespole znajdowali się zawodnicy o wątpliwej reputacji. Prezesem był Aleksandrs Jakubovskis, człowiek który siedział w więzieniu za obrót narkotykami. Oczywiście jest to tylko „podstawka”, główną osobą jest sam Gavrilovs. Mikus oraz Valērijs opowiedzieli, że w 2017 roku klub z Dyneburga wygrał rozgrywki 2. Līgi, lecz federacja zablokowała ten awans w obawie, że DFA stanie się drugą Daugavą. Mikus wskazuje również na to, że sprawa znowu wykroczyła poza granice Łotwy. Chodzi dokładnie o amatorskie rozgrywki, które nazywają się „Puchar Regionów UEFA”. W 2018 roku reprezentował nas Dolny Śląsk, który ma nawet na koncie zwycięstwo w tych zmaganiach. Uczestników wyłania się w specjalnych eliminacjach, bądź krajowy związek sam wybiera swojego reprezentanta. LFF wybrała LDZ Cargo/DFA jako zwycięzców amatorskiej 2. Līgi w roku 2017, i w 2018 reprezentowali oni Łotwę w Pucharze Regionów. Do grupy trafili z chorwackim Zagrzebiem, francuską drużyną Ligue de Normandie i litweskim Nevežisem Kiejdany. Jak powiedział mi Mikus, możliwość obstawiania wyników tych rozgrywek oferowały azjatyckie firmy bukmacherskie. Jego zdaniem dwie podejrzane gry to porażki 0-8 z Zagrzebiem i Ligue de Normandie. Wysokie przegrane taką samą liczbą bramek. Z UEFA nie przyszedł jednak żaden sygnał o możliwym oszustwie, choć biorąc pod uwagę niską rangę i popularność rozgrywek, nadzór mógł być też mniejszy. Przed LDZ Cargo/DFA Gavrilovs próbował zdziałać coś w grającym aktualnie w Virslīdze BFC Daugavpils, a dokładnie chciał włączyć klubową akademię w struktury LDZ Cargo/DFA. Jego zamiary zostały jednak zablokowane przez ówczesnego prezydenta LFF Kasparsa Gorkšsa, oraz przez sam klub. Dlaczego? Jak wyjaśnia Mikus, sprawa rozbija się między innymi o człowieka, który nazywa się Nauris Mackevičs. To były dziennikarz serwisu Sportacentrs, który kiedyś zaczął opisywać wszystkie nieczyste zagrania Gavrilovsa. Aktualnie pracuje w BFC i choćby z osobistych pobudek nie byłby w stanie przyjąć „pomocy” ze strony skorumpowanego działacza. Zresztą, właścicielem BFC Daugavpils jest Aleksandrs Isakovs, były piłkarz oraz pracownik w międzynarodowych instytucjach oraz w LFF (poza tym grał w FC Dinaburgu Gavrilovsa, gdy ten jeszcze nie ustawiał spotkań). Taki człowiek nie potrzebuje szargania swojej reputacji, poza tym sam klub kiedyś wystosował oświadczenie w którym opisał wszystkie podchody Gavrilovsa do spółki z byłym merem miasta Daugavpils – Rihardsem Eigimsem. Eigims to człowiek, który również ma swoje za uszami. Funkcjonariusze Biura ds. Zapobiegania Korupcji (łotewski odpowiednik CBA) przeszukiwali jego dom, zaś on sam został oskarżony o żądanie 10 tysięcy euro łapówki od firmy „Modus Būve„. Eigims nie przyznał się do winy. Były mer Dyneburga był zamieszany także w „aferę teczkową” o której pisał Przegląd Bałtycki. Co do jego związków z Gavrilovsem – miał on wymuszać zmianę dyrektora w szkole piłkarskiej zasilającej akademię BFC młodymi zawodnikami, a także złożyć niezwykle korzystną ofertę odkupu od Gavrilovsa jego terenów przy stadionie Esplanāde. Była to kwota 3-krotnie większa niż wcześniej sam Gavrilovs zaproponował miastu, gdy nie rządził jeszcze Eigims. Oferta Gavrilovsa naturalnie została wówczas odrzucona. Próba przejęcia akademii BFC została zatem uniemożliwiona, a klub w głośnym oświadczeniu opisał wszystko jak na dłoni. Ich zdaniem byłego właściciela Daugavy w żadnym stopniu nie interesuje młodzieżowy futbol, jak i jego dobro. Jednak to nie właściciel BFC jako pierwszy zaczął publicznie mówić o wszystkim co się działo…
Pierwszy, który się odważył. Dla Gavrilovsa kontuzjowany piłkarz jest bezużyteczny.

Cała historia działalności Gavrilovsa została właśnie opisana od samego początku, do prawie aktualnego okresu. Czas zatem na najbardziej szokujące fakty, które miały miejsce za czasów pracy szemranego biznesmena w Daugavie. Jako pierwszy parę z ust puścił nigeryjski napastnik Stanley Ibe, piłkarz dyneburskiego klubu w latach 2012-2013. Przez ponad 20 minut rozmawiał po angielsku z dziennikarzem Sportacentrs, opowiadając o wszystkim co widział, i czego doświadczył w klubie. Miało to miejsce dzień przed wylotem Ibe z Łotwy. Jego problemy zaczęły się gdy doznał kontuzji. W jednym ze spotkań musiał grać z urazem. Potem zmuszony był do samodzielnego leczenia się w Czechach, bo nikogo nie obchodził stan zdrowia Nigeryjczyka. Zdaniem lekarza, który badał zawodnika, ten powinien pauzować około 4 tygodni. Klub nagle zażądał aby zawodnik wrócił do Dyneburga, twierdząc że tu załatwił mu pomoc medyczną. Zostało wykonane prześwietlenie, zawodnik dostał leki, a za wykonaną usługę musiał zapłacić… sam. Menadżer Romāns Lajuks poinformował go o tym, ponieważ Oļegs Gavrilovs oznajmił, że nie dysponuje kwotą… 50 łatów (wówczas równowartość 308,50 zł.). Uraz i przymusowa pauza napastnika była również według Gavrilovsa powodem do… rozwiązania ważnej umowy z graczem, ponieważ taki piłkarz nie był mu przydatny. Były również kłótnie o pieniądze, bo Gavrilovs nie czuł się zobowiązany do zapłaty za przedwczesne zerwanie umowy, ale za sprawą agenta Ibe, oraz groźby skierowania sprawy do UEFA, właściciel ugiął się i obydwie strony wynegocjowały warunki zerwania kontraktu. Sama łączność z prezesem klubu była mocno utrudniona, bo w biurze nie było nikogo. Nie było Gavrilovsa, nie było Lajuksa, siedziała tylko sekretarka, która w żaden sposób nie umiałaby rozwiązać problemów piłkarzy. Stanley Ibe odniósł się także do sytuacji z ustawieniem spotkań ze szwedzkim Elfsborgiem w eliminacjach do Ligi Mistrzów. W trakcie przegranego 1-7 meczu menadżer Lajuks odbierał telefon od Gavrilovsa zasłaniając się przy tym… kartką papieru. Za pomocą komórki odbierał instrukcje szefa co do przebiegu gry w wykonaniu Daugavy. Tak jak już zostało wspomniane wygrała pierwszą połowę 1-0 aby w drugiej stracić 7 goli. Po końcowym gwizdku sędziego Gavrilovs pobiegł od razu do dziennikarzy mówiąc, że żaden z piłkarzy Daugavy nie będzie udzielał wywiadu ponieważ zawodnicy są zbyt rozbici psychicznie po porażce ze Szwedami. Jednemu z nich jednak udało się dotrzeć właśnie do Stanleya Ibe, który zdziwiony odparł, że w zespole nikt nie jest na tyle przybity aby nie móc rozmawiać z mediami. Były to po prostu wytyczne Gavrilovsa, który nie chciał ryzykować większego smrodu wokół dość dziwnego przebiegu gry. W rozmowie ze Sportacentrs Ibe ubolewał, że gracze tacy jak on poświęcali się dla zespołu, grali na maksimum, podczas gdy cały ten wysiłek niweczyło kilku innych piłkarzy zaangażowanych w ustawianie meczów. Warto jeszcze na chwilę wrócić do wspominanego przed momentem Lajuksa, bo to postać nietuzinkowa. Kiedyś był sędzią, później jako działacz angażował się w Daugavie Daugavpils oraz także w innym klubie Gavrilovsa – FB Gulbene. Obecnie pracuje w Ridze FC, lecz nie ma tam na koncie żadnych wybryków. I jest to raczej bardzo mało prawdopodobne aby coś się w Ridze wydarzyło, w tym klubie są duże pieniądze, duże plany, tak bogata instytucja nie potrzebuje dodatkowo wzbogacać się na nielegalnym procederze. Co do Ibe, ten wyleciał z Łotwy dzień po wywiadzie. Rozważał ewentualny powrót do ligi łotewskiej, ale już na pewno nie do Daugavy. Ostatecznie 40-latek, który rozegrał w Dyneburgu 31 spotkań i zdobył 12 goli, odszedł do rumuńskiego UTA Arad. Potem poprzez Włochy trafił do Czech. Po 5 latach doczekał się odpowiedzi na swoje zarzuty od samego Oļegsa Gavrilovsa, o czym przeczytacie niżej pod nagłówkiem „Historyczny wywiad”. Nieco szybciej bo niedługo po ukazaniu się rozmowy wypowiedział się dyrektor Romāns Lajuks i była to reakcja dość przewidywalna: stwierdził, że Ibe słabo mówił po angielsku i najwyraźniej coś źle zrozumiał, a poza tym został nazwany nieprofesjonalnym i symulującym kontuzję. Żaden z tych argumentów jednak nie trzymał się kupy. Po pierwsze, w Nigerii, ojczyźnie Ibe, angielski jest językiem urzędowym. Po drugie, byli koledzy z drużyny postrzegali go jako profesjonalistę. Oprócz treningów rano biegał po lesie. Z natury nie jest tak silny, ale dodatkowo rozwinął organizm. Nie pije alkoholu, bo jest bardzo religijny.
Schemat działania Gavrilovsa
Jak już wcześniej zostało napisane Gavrilovs ustawiał mecze na różne sposoby. Czasem łożył pieniądze na wygraną swojego zespołu, czasem wolał aby mecz przegrać. Wszystko zależało od tego jak mu pasowało obstawić u bukmachera. Mikus zdradził, że w grę wchodziły ogromne kwoty. Gavrilovs wykładał 150-300 tysięcy euro na wynik danego meczu, więc można tylko sobie wyobrazić jakie pieniądze wygrywał, zwłaszcza gdy obstawiał konkretny wynik, bądź kazał odpuścić piłkarzom mecz aby ziścił się mało prawdopodobny scenariusz typu wygrana słabszego na papierze klubu. Kontrowersyjny biznesmen nie działał jednak sam, w cały precedens było zaangażowanych 10 lub więcej osób z różnych państw. To i tak nie był jedyny przypadek, gdy w którymś z nadbałtyckich państw, w ustawianie spotkań zaangażowana była międzynarodowa grupa. W ustawianie spotkań litewskiej Kruoji Pakruojis (1-krotny wicemistrz Litwy, niegdyś rywal Jagiellonii Białystok w eliminacjach do Ligi Europy) zaangażowana była azjatycka mafia bukmacherska, która sama w 2014 roku próbowała namieszać we Flocie Świnoujście, o czym informował na przykład portal legalnybukmacher.com. Wątek azjatyckiej mafii przypuszczalnie był obecny na Łotwie jeszcze długi czas, oszustom zależy na małych klubach z problemami finansowymi. Niższe ligi Rumunii, Portugalii czy Łotwy to ich główne cele, choć jak pokazuje przykład Kruoji – nie krępują się sięgać wyżej. Jak widać po kwotach, które obstawiał Gavrilovs, w grę wchodzą nawet miliony euro czy dolarów płynące z wygranych zakładów. O tym, że nieformalny właściciel Daugavy wydawał sztabowi telefoniczne dyspozycje, wiadomo choćby dzięki opisywanemu wyżej Stanleyowi Ibe. Ciekawą historię opowiedział mi Raivis. W jednym ze spotkań ligowych Daugava Daugavpils wygrywała ze swoim rywalem już 2-0. W pewnym momencie Oļegs Gavrilovs wydał trenerowi polecenie, aby zespół stracił bramkę. Piłkarze zrobili co trzeba i przeciwnicy zdobyli gola na 2-1. Niedługo potem prezes wydał kolejną dyspozycję – Daugava ma stracić drugą bramkę. Trener zaprotestował, tłumacząc że chcą to spotkanie wygrać. Oļegs Gavrilovs nie należy jednak do ludzi, z którymi się dyskutuje. Drużyna dała sobie strzelić gola na 2-2 i ku zadowoleniu najważniejszej osoby w klubie meczu nie wygrała. Tak było w trakcie najbardziej szalonych czasów toto. Nie wszystkie spotkania były ustawione, lecz największy wpływ na wyniki Daugavy nie miały wysiłki piłkarzy a instrukcje Gavrilovsa. Ponieważ poza boiskowe biznesy cienko przędły, brudne gierki prezesa musiały wyjść w końcu poza granice Łotwy.
Historia o błędzie
W 2014 roku w eliminacjach do Ligi Europy Daugava mierzyła się z reprezentantem Wysp Owczych, Vikingurem Gøta. Na tamte czasy każdy inny rezultat niż wygrana Łotyszy był niespodzianką, farerskie kluby nie były wówczas jeszcze tak groźne dla bałtyckich klubów jak choćby dziś. Daugava niespodziewanie przegrała na wyjeździe 1-2 w pierwszym meczu. Tutaj pojawia się historia zasłyszana od byłego piłkarza Daugavy, choć raczej nie jest prawdziwa. W spotkaniu rewanżowym Oļegs Gavrilovs obstawił u bukmachera zakład z handicapem 1,5 na swój klub (ten akurat fakt mógł być dość prawdopodobny). Oznaczało to, że Daugava musiała wygrać przynajmniej dwiema bramkami aby właściciel wygrał zakład. W 60. minucie Oļegs Žatkins zdobył gola na 1-0. Ten wynik dawał Łotyszom awans dzięki zasadzie bramek na wyjeździe, a Gavrilovs potrzebował aby padła jeszcze jedna bramka dla Daugavy aby mógł cieszyć się ze zwycięstwa u bukmachera. Drugiego gola w meczu zdobyli jednak goście, wyrównującą bramkę strzelił Olsen w 88. minucie. Tu pojawia się wzmianka o ukraińskim zawodniku Daugavy, który nazywa się Ihor Sikorski. Obecnie gra w ojczyźnie w Polisji Stawki, zaś w tamtym spotkaniu wszedł z ławki. Według opowieści miał on popełnić błąd, który zaważył na wyniku, nie jest jednak sprecyzowane jak dokładnie wyglądała pomyłka zawodnika. Z poniższego video można jedynie wysnuć domysł, że chodziło o zgubienie krycia, chociaż zarówno Sikorski jak i Olsen grali w ofensywie.
Opowieść głosi, że Gavrilovs postanowił odegrać się na zawodniku za zaprzepaszczone pieniądze z bukmacherki i z premii od UEFA, zatem opłacił innego gracza aby ten złamał Ukraińcowi nogę na treningu. Transfermarkt utrzymuje jednak, że 10 dni po spotkaniu z Farerami Sikorski zagrał w Pucharze Łotwy przeciwko Ogre (wygrana 3-1, potem walkower na korzyść Ogre, bo w Daugavie grał zawieszony zawodnik). To wykluczałoby teorię o połamaniu nogi, protokołu meczowego z tamtego spotkania na próżno jednak szukać w jakichś pewniejszych źródłach. Sam Mikus, który przekazał mi całą historię, wspominał, że nie ma gwarancji na 100%-ową pewność co do tych informacji. Nawet jeśli to tylko plotka, to takie historie mają na celu jedną istotną rzecz – budowanie strachu przed Gavrilovsem. UEFA w związku z aresztowaniami w Daugavie w 2014 roku zdecydowała się wstrzymać wypłatę premii w wysokości 120 tysiecy dolarów za udział w dwumeczu z Farerami.
Wciąż na wolności
Biznesmen trafił już raz za kratki. Został aresztowany w październiku 2014 roku. W lokalnym zakładzie karnym spędził 5 mięsięcy, po tym czasie wpłacił kaucję w wysokości 35 tysięcy euro i odzyskał wolność. Trwały kolejne śledztwa, ale sprawy z reguły były przekładane na kolejne terminy. Zdaniem wszystkich moich informatorów nie ma chętnych aby zeznawać w sądzie przeciwko biznesmenowi. Takie osoby albo dostały pieniądze w zamian za milczenie, albo nie mówią nic ze względu na strach przed Gavrilovsem. On sam nie czuje się winny, a dyskwalifikację nałożoną przez federację uważa za niesprawiedliwą, mówiąc że to rolą sądu jest uznawanie kogoś za winnego. Szkopuł w tym, że ten nie może skazać kogoś bez dowodów lub obciążających zeznań. Świadkowie zatem nie stawiali się na rozprawy bądź nie chcieli nic mówić. Przy takim rozwoju sytuacji, sprawy związane z Gavrilovsem ciągną się latami, a główny zainteresowany pozostanie na wolności. Nie wiadomo nawet czy to wszystko kiedykolwiek znajdzie swój finał. Póki co wiadomo, że w sprawie Gavrilovsa i dyrektora Jevgeņijsa Klopovsa wymieniono 26 świadków. Ci najczęściej nie stawiali się w sądzie, nie podawali żadnego powodu swojej nieobecności. Sąd musiał zatem orzec o przymusowym doprowadzeniu świadków przed wokandę. Dane z końcówki marca 2019 mówiły o 7 przesłuchanych osobach, 1 zaś skorzystała ze swojego prawa do odmowy składania zeznań. Obydwu działaczom stawiane są 2 zarzuty: za przywłaszczenie sumy 284 tysięcy euro od UEFA, oraz unikanie zapłaty podatku w wysokości 48 tysięcy euro. Za pierwsze przewinienie grozi do 10 lat więzienia (maksymalnie 3 w wypadku konfiskaty majątku), za drugie do 4 lat pozbawienia wolności. O tym, że sprawa posuwa się bardzo wolno niech świadczy fakt, że pierwsza rozprawa dotycząca omawianej sprawy odbyła się 19. marca 2018 roku. Przez ponad rok w sądzie zjawiło się zaledwie 8 świadków! To chyba mówi wszystko o sile argumentów Gavrilovsa. W tym wypadku sprawa dotyczy jednak tylko 2 przewinień, jak już wspominałem za wpływanie na wyniki meczów nie było w czasie zatrzymania biznesmena odpowiednich przepisów.
Sprawa Pertii

W 2009 roku razem z Gavrilovsem dożywotnią dyskwalifikację otrzymał ówczesny trener FC Dinaburga, Gruzin Tamaz Pertia. W jego przypadku prezydent federacji, Guntis Indriksons, zmienił jednak zdanie i po czasie dożywocie zamienione zostało na 1,5 roku całkowitego rozbratu z łotewską piłką. Ta decyzja wywołała sporo plotek i pogłosek. Jedni twierdzili, że Gruzin po prostu wykupił sobie cofnięcie dożywotniego zakazu od federacji. Druga wersja to fakt, że Indriksons, człowiek związany ze Skonto, uważał Pertię za świetnego szkoleniowca i chciał aby ten prowadził jego zespół. Żadnej z tych pogłosek nigdy nie udowodniono, więc należy przyjąć, że to zwyczajne plotki, które standardowo pojawiają się przy tego typu sytuacjach. 2. czerwca 2010 roku nastąpiła decyzja o cofnięciu kary dla Pertii. Jeszcze tego samego dnia na stanowisko trenera zatrudniła go… Daugava Daugavpils. Ostatecznie ścieżki Gruzina przecięły się ze Skonto. Z Daugavy trafił jednak po roku najpierw do JFK Olimps, młodzieżowego klubu stworzonego przez federację na potrzeby… utrzymania 10-zespołowego składu najwyższej ligi. Po relegacji Olimpsu i odejściu stamtąd, jesienią 2012 roku zaczął trenować rezerwy Skonto, jak się okazało tylko przez krótki okres czasu. W grudniu 2012 zastąpił Mariansa Paharsa na stanowisku trenera pierwszej drużyny Skonto, i piastował to stanowisko do samego końca żywota legendy łotewskiej piłki klubowej. W listopadzie 2016 roku odszedł do FK Lipawy, którą trenuje także aktualnie, zaliczając po drodze przystanek w Valmierze. Postać bardzo barwna i kontrowersyjna – na boisku bardzo żywiołowo reaguje na wszelkie wydarzenia w trakcie meczu. Przez ponad 20 lat życia na Łotwie wciąż nie umie języka łotewskiego, komunikuje się po rosyjsku. Kiedyś wdał się w pyskówkę z byłym trenerem reprezentacji Łotwy, Slavišą Stojanoviciem. Pertia został mu bowiem zasugerowany jako jeden z kandydatów na asystenta. Stojanović odrzucił go pytając „czy to ten facet co ciągle wydziera się przy linii?”. Naturalnie to Gruzinowi się nie spodobało i odpowiedział podając w wątpliwość umiejętności trenera Stojanovicia. Ostatecznie sprawa ułaskawienia Pertii przez Indriksonsa nie przyniosła żadnych konkretnych decyzji ani wyroków, a prezydent federacji po 22 latach pracy na tym stanowisku, przekazał je w kwietniu 2018 roku Kasparsowi Gorkšsowi. Swego czasu wiele osób uważało, że bycie zamieszanym w skandal z ustawianiem meczów uniemożliwia Pertii zostanie poważniejszym członkiem sztabu szkoleniowego reprezentacji Łotwy.
Gorkšs a Gavrilovs
28. lutego 2019 roku odbył się nadzwyczajny kongres LFF, którego głównym elementem było głosowanie w sprawie odwołania Kasparsa Gorkšsa ze stanowiska. Mocno wnioskował o to aktualny prezydent federacji Vadims Ļašenko, wtedy prezes zarządu Łotewskiego Stowarzyszenia Futsalu, który w 2018 przegrał w wyścigu o fotel prezydenta federacji. Jednym z powodów dla których Ļašenko żądał dymisji oponenta, były domniemane spotkania Gorkšsa z Gavrilovsem, a dokładnie obietnice ówczesnego prezydenta LFF względem zdyskwalifikowanego biznesmena. Cała spirala zaczęła nakręcać się jeszcze przed samym kongresem. 19. lutego łotewski związek zwołał specjalną konferencję prasową związaną ze sprawą nadzwyczajnego zgromadzenia. Jeden z dziennikarzy zapytał o rzekome spotkania prezesa z Gavrilovsem przed wyborami na prezydenta LFF w zeszłym roku – czy i dlaczego miało to miejsce. Zdziwiony Gorkšs odparł, że kategorycznie odrzuca takie pomówienia. Inny dziennikarz spytał dlaczego w ciągu ostatnich 2 tygodni prezydent LFF jechał do Dyneburga razem z Vladimirsem Šteinbergsem, członkiem komitetu rozgrywek klubowych i zastępcą dyrektora w RFS-ie Ryga, który pochodzi z Dyneburga. Dziennikarz mylnie nazwał go “podejrzanym o przekupstwo”. Gorkšs odparł, że na plotki dotyczące z kim jechał lub nie jechał autem do Dyneburga należałoby zwołać osobną konferencję prasową, żeby każdy mógł zapytać o swoją wersję plotki. Wspomniał również, że nie spotkał się z Gavrilovsem, a do Łatgalii podróżował w celach związanych z piłką. Samego Gavrilovsa Kaspars zna, z racji tego że piłkarskie środowisko na Łotwie jest małe, lecz stwierdził, że nie ma z nim nic wspólnego. Vadims Ļašenko powiedział tego samego wieczoru, że jeśli pogłoski o spotkaniu Gavrilovsa i prezydenta LFF są prawdziwe, to ten drugi niezwłocznie powinien podać się do dymisji. Przed nadzwyczajnym kongresem twierdził, że jest w posiadaniu taśm przedstawiających rozmowy Gorkšsa z Oļegsem Gavrilovsem. Zdaniem Ļašenko spotkali się i obaj zawarli ponoć jakiąś umowę – Gorkšs ułaskawi Gavrilovsa, a ten okaże swoje poparcie byłemu piłkarzowi w wyborach na prezydenta federacji w 2018 roku. Ówczesny sekretarz generalny LFF Edgars Pukinskis twierdził, że te taśmy zostały sfabrykowane (zwracał uwagę na słabą jakość dźwięku), a z rzekomych rozmów nie wynika aby Gorkšs zgadzał się na jakieś umowy z Gavrilovsem. Sam prezes miał nie słyszeć nigdy tych taśm. Kongres był zatem świetną okazją aby wspomniane nagrania ujawnić, na oczach ponad setki osób, lecz Ļašenko tego nie zrobił. Jak sam zainteresowany tłumaczył mediom, nie był akurat w czasie kongresu w posiadaniu zapisu tych nagrań, więc nie było sensu poruszać tego tematu. Przed kongresem Ļašenko pokazywał kilku pracownikom LFF taśmy i chciał je nawet dać do mediów, np. do Sportacentrs ale nie dostarczył nagrań celem zweryfikowania ich autentyczności. Zdaniem Gorkšsa i Pukinskisa taśmy były sfabrykowane, a cała sprawa ucichła. Według jednego z moich rozmówców, Raivisa, doszło do spotkania między obydwoma panami, środowisko piłkarskie na Łotwie jest małe. Na pewno nie padły jednak żadne obietnice, nie było układów. Cały klan Gorkšsów (ojciec jest prezesem FK Audy a dwaj bracia Kasparsa grali w tym klubie) jest przeciwko nieczystym zagraniom w piłce. Tak czy owak Ļašenko swój cel osiągnął – 17. października 2019 Kaspars Gorkšs został odwołany z funkcji prezesa LFF poprzez głosowanie. Nie było to jednak związane w żaden sposób ze wspomnianymi taśmami, ich temat powrócił jeszcze tylko raz. W 2021 roku Aleksandrs Jakubovkis, który zarządzał wtedy klubem Noah Jūrmala i był blisko Gavrilovsa, przekazał mediom że Ļašenko wykupił taśmy z rozmowami Gorkša i Gavrilovsa za „okrągłą sumę” (50 tysięcy euro). Do spotkania i transakcji między Ļašenko a skorumpowanym działaczem miało dojść w Rydze w hotelu Pullman, a wszystko według informacji serwisu Delfi obyło się z inicjatywy prezesa LFF co potwierdził Jakubovskis i 2 inne anonimowe źródła. Po publikacji artykułu na ten temat, portal Delfi zwrócił się do Sandisa Riekstiņša, ówczesnego szefa Podkomisji Sportu Komisji Edukacji, Kultury i Nauki Saeimy, a także do Ministerstwa Edukacji i Nauki , która podlega sektorowi sportowemu, Rady ds. Łotewskiej Federacji Sportu (LSFP) i Łotewskiego Komitetu Olimpijskiego. Dziennikarze Delfi chcieli dowiedzieć się, jak odpowiedzialne instytucje oceniają zarzuty, jakoby szef ważnej federacji sportowej na Łotwie spotkał się z osobą, która została dożywotnio dyskwalifikowana za nielegalne działania mające wpływ na wyniki meczów. Poproszono także o informację czy dana instytucja przeprowadzi jakiekolwiek kontrole i zażąda wyjaśnień w sprawie tego, co się stało. Wbrew oczekiwaniom dziennikarzy żaden z podmiotów nie przeprowadził żadnej konkretnej interwencji odpowiadając wymijająco i zasłaniając się brakiem konkretnych dowodów czy informacji, lub udzielając ogólnikowych komentarzy potwierdzających moralną szkodliwość czynu. Nic więcej. Temat umarł potem śmiercią naturalną nie niosąc za sobą poważnych konsekwencji. Vadims Ļašenko prezesem LFF pozostaje do dziś.
Zdaniem Gabovsa zaważyła postać właściciela
W grudniu 2016 roku dziennikarz „Faktu”, Łukasz Grabowski, opublikował artykuł o Vladislavsie Gabovsie, głównie pod kątem jego nietypowego jak na piłkarza hobby – fizyki. Znalazła się tam jednak wzmianka o 2009 roku, wówczas Gabovs był piłkarzem FC Dinaburg, klubu Oļegsa Gavrilovsa. Właśnie w tamtym roku zlikwidowano klub. Zawodnik zapytany o te czasy dość krótko odparł, że sprawa rozbijała się o złą reputację właściciela. Zdaniem byłego piłkarza Korony w postępowaniu nie zgromadzono zbyt wielu dowodów, kary otrzymywali gracze, którzy rozegrali najwięcej spotkań na przekroju sezonu. 8. stycznia 2010 roku zdyskwalifikowano łącznie 13 zawodników Dinaburga, w tym Gabovsa. Jego udział w ustawianiu spotkań nie został jednak nigdy udowodniony, w związku z czym zawieszenie nie trwało długo. W lutym trafił na testy do FK Ventspils i finalnie podpisał kontrakt na 2 lata.
Zszargana reputacja
Mikus jako mieszkaniec Dyneburga ubolewał nad tym, że przez te wszystkie wydarzenia związane z działalnością Gavrilovsa, miasto w piłkarskim świecie bardzo straciło na renomie. Do dziś jest trudno w pełni ją odbudować. Nawet teraz gdy ktoś związany z łotewską piłką usłyszy nazwę „Daugavpils”, często z góry nabiera uprzedzeń. Czy zła sława przeszła także na inne sfery niż tylko ta piłkarska? O to co pomyśli przeciętny Łotysz gdy usłyszy „Daugavpils” postanowiłem zapytać redaktora „Przeglądu Bałtyckiego”, Tomasza Otockiego. W odpowiedzi otrzymuję stereotypowy tekst: „Tam mieszkają sami Rosjanie, tam po łotewsku nie da się dogadać”. Dziennikarz podkreślił jednak, że nie do końca tak jest, względem tego co było kiedyś dużo się zmieniło. Sytuacja wygląda lepiej, niż utrwaliło się wielu Łotyszom w pamięci. Ponadto zdaniem Otockiego Dyneburg ma reputację miejsca gdzie tanio można kupić lub wynająć mieszkanie, że w „łotewskim Detroit” koszty życia są dużo niższe niż w Rydze. Nic o korupcji, nic o przekrętach. Na szczęście kiepska renoma rozniosła się tylko w piłkarskim świecie. Przed Dyneburgiem jednak jeszcze dość długa droga do odbudowy swojego dobrego imienia. Nie pomagały w tym jednak dalsze ekscesy Gavrilovsa w LDZ Cargo/DFA, potem występującym pod nazwą Lokomotiv Daugavpils. Co ciekawe piłkarze klubu o nazwie „Monarhs” grali z LDZ Cargo/DFA w finałowym barażu o zwycięstwo w 2. Līdze w 2017 roku. Również i oni w razie pokonania rywali nie otrzymaliby od federacji pozwolenia na występy w 1. Līdze.
Sprawa Ivarsa Caune
Mężczyzna wspomniany w nagłówku to łotewski arbiter sędziujący mecze Virslīgi. 41-latek prowadzi spotkania najwyższej ligi na Łotwie od 2013 roku. W 2018. roku zrobiło się o nim dość głośno gdy mylił się na korzyść Rigi FC, która potem zdobyła mistrza. Sprawa rodziła bardzo dużo plotek, a FS Metta, RFS Ryga i Spartaks Jurmała za pomocą mediów społecznościowych otwarcie wyraziły sprzeciw wobec obecności Caune na boiskach Virslīgi. Najgłośniej o łotewskim arbitrze zrobiło się po spotkaniu Rigi FC z Mettą (2-1). Udział w tym miał Polak, Kamil Biliński. Napatnik Rigi FC zdobył decydującego gola, zaś wcześniej wywalczył karnego, którego podyktowanie wywołało protesty najpierw u piłkarzy, a po meczu także u kierownictwa Metty.
Po tym meczu grzmiał Ģirts Mihelsons, współzałożyciel Metty. Dla tego klubu każdy punkt był ważny, aby pierwszy raz w historii klubu zająć wyższe miejsce niż siódme, co gwarantowałoby bezpośrednie utrzymanie. Rozgłośnienie sprawy spowodowało, że tematem zainteresowała się federacja. Wszelkiego rodzaju plotki o rzekomym przekupieniu przez Rigę arbitra podsycał fakt, że jednym z dyrektorów tego klubu jest dobry znajomy Gavrilovsa, czyli wspominany już Romāns Lajuks. Jeszcze jako sędzia miał także gwizdać na korzyść Skonto, ale upadłemu hegemonowi nigdy nie udowodniono żadnych nieczystych gier. Warto zerknąć także na obsadę meczu. Delegatem z ramienia federacji był pochodzący z Dyneburga Andrejs Sipailo (raczej bez powiązań z Gavrilovsem, były partner w sędziowaniu Romānsa Lajuksa), a arbitrem technicznym niewymieniony z nazwiska były bramkarz klubu Oļegsa Gavrilovsa. Idealne podłoże pod różne plotki. Ostatecznie śledztwo LFF nic nie wykazało, ani klub, ani sędzia nie zostali ukarani. Ivars Caune gwizdał także i w kolejnym sezonie.
Skandalista w Ventspils
Od lutego 2018 na czele klubu FK Ventspils stał Rosjanin Adlan Shishanov. To właśnie jego obecność zaowocowała konfliktem na linii klub-kibice. Zanim o tym, to warto wspomnieć skąd w ogóle nowy właściciel się pojawił. W 2017 roku pod przewodnictwem Rosjanina upadł znany mołdawski klub Dacia Kiszyniów. Po bankructwie próbuje się odradzać w niższych ligach, zaś w Mołdawii Shishanov ma na koncie wiele skandali. Najważniejszym z nich jest zarzut i oskarżenie o próbę przejęcia wpływów w mołdawskim futbolu. Na Łotwę trafił zatem z niezbyt dobrą reputacją, i praktycznie od razu zaczęły się problemy. Zarówno w 2019 jak i w 2018 roku pojawiły się podejrzenia odnośnie prawidłowego przebiegu meczów sparingowych na obozie przygotowawczym w Hiszpanii. Zimą 2019 w norweskich mediach pojawiły się informacje, że spotkanie klubu z tego kraju – Jerv, przeciwko Ventspils (Norwedzy wygrali 1-0) mogło być ustawione. Zdaniem kierownictwa Ventspils nie było żadnych informacji od UEFA. Sprawa nie rozwinęła się dalej, ale drugi cios żółto-niebiescy otrzymali po pierwszej kolejce w Virslīdze, 10. marca 2019. Po doniesieniach z Hiszpanii i ligowym starciu fani powiedzieli „dość”. Ventspils wygrał spotkanie ze Spartaksem Jurmała 2-1. Bramkę dla gości w 86. minucie zdobył Edgars Gauračs po błędzie golkipera Ivansa Baturinsa. Kibice po tym meczu zawiesili doping dla pierwszej drużyny, bowiem ich zdaniem klub uczestniczy w brudnych gierkach, a ich mecze nie mają nic wspólnego z uczciwą piłką nożną. Klub po tym wydarzeniu skrytykował oświadczenie grupy „Ventspils Ultras” i stwierdził, że oskarżenia fanów są nieprawdziwe. Sam Shishkanov w jednym z programów telewizyjnych mówił niedawno, że ma w sobie więcej miłości do klubu niż członkowie grupy kibicowskiej. Dobrym znajomym Rosjanina jest sam Oļegs Gavrilovs. To właśnie on miał namawiać swojego kolegę do objęcia klubu piłkarskiego na Łotwie, i to już dużo wcześniej. Gavrilovs rozmawiał z Rosjaninem o jego wejściu do Daugavy Daugavpils, lecz uniemożliwiła to późniejsza dyskwalifikacja zespołu. Gdy Shishanov opuszczał Mołdawię, biznesmen zarekomendował mu, jak sam przyznał, objęcie Ventspils. Zdaniem wielu sam fakt ten znajomości jest wystarczającym znakiem na to, że coś jest nie tak. Gdy Twittera obiegła fałszywa plotka, że jeden z klubów został wykluczony z Virslīgi, to najpopularniejszym typem był właśnie Ventspils. Z kolei były obrońca RFS-u Ryga, Nauris Bulvītis, w jednym z wywiadów zapytany o ewentualny powrót do FK Ventspils odparł, że „na pewno nie przy tym kierownictwie”. Unikał także poruszania tematu ewentualnych nieczystych zagrywek swojego byłego klubu.
Cała historia FK Ventspils ma bardzo przykry koniec, ale poniekąd można było się tego spodziewać. W czerwcu 2021 klub wycofał się z rozgrywek, oficjalnie z powodu niemożności dalszego finansowania i utrzymywania drużyny. Zanim przejdziemy do dalszych szczegółów sprawy warto też przyjrzeć się wydarzeniom z maja 2020 roku. Jeden z byłych zawodników Ventspils przyznał, że najlepsi piłkarze otrzymywali w kopertach, pod stołem, nawet do 35 tys. euro! Sprawą zajęła się inspekcja podatkowa. Właściciel Ventspils zaprzeczył tym faktom, a za najazd inspekcji winą obarczył… byłego prezesa łotewskiej federacji, Kasparsa Gorkšsa. Echem całej afery był fakt, że Shishanov otrzymał później zakaz wjazdu na Łotwę trafiając na tzw. „czarną listę” mając przy swoim nazwisku kilka punktów związanych z potencjalnymi obawami. Rosjanin próbował potem sprzedać klub ale nie doszło to do skutku.
Prawdziwą bombą była decyzja UEFA z czerwca 2021, nieco ponad tydzień przed tym zanim Ventspils wycofał się z ligi. Za ustawianie spotkań w europejskich pucharach Shishanov otrzymał od UEFA dożywotnią dyskwalifikację. Członek zarządu Nikolajs Djakins został wykluczony z aktywności piłkarskiej na 4 lata, potem został uniewinniony. Z kolei 10 lat dyskwalifikacji wyłapał rosyjski arbiter Siergiej Łapoczkin, który prowadził w 2018 roku mecz el. do LE FK Ventspils – Girondins Bordeaux. W każdym z tych przypadków UEFA skierowała się z wnioskiem do FIFA aby zawieszenie rozszerzyć na cały świat. Shishanova na papierze w piłce nożnej już nigdy nie uświadczymy.
Sankcje UEFA dotyczą 4 spotkań FK Ventspils w europejskich pucharach. Dużą pracę wykonali łotewscy dziennikarze Uldis Strautmanis (Delfi) i Agris Suveizda (Sportacentrs), którzy przewertowali ponad 500 stron raportów UEFA nt. podejrzanych gier Venstpils. Oto, które mecze zostały ustawione:
– rewanżowy mecz pierwszej rundy kwalifikacyjnej LE LE 19 lipca 2018 z albańskim Luftetari (3:3), po wygranej 5:0 u siebie,
– pierwszy mecz pierwszej rundy kwalifikacyjnej LE 26 lipca 2018 na swoim boisku z francuskim Bordeaux (0:1), następnie przegrana na wyjeździe 1:2,
– rewanżowy mecz pierwszej rundy kwalifikacyjnej LE z albańską Teutą (0:1) 18 lipca 2019 r., po wygranej 3:0 u siebie,
– rewanżowy mecz drugiej rundy kwalifikacyjnej LE 1 sierpnia 2019 r. z maltańską Gzira United (2:2), którą wcześniej Venstpils pokonał u siebie 4:0.
Sygnały dotyczące możliwie nieprawidłowego przebiegu meczów FK Ventspils spływały do UEFA aż od 5 różnych organizacji zajmujących się zwalczaniem korupcji w piłce. W tej sprawie przesłuchano także dwóch arbitrów międzynarodowych oraz sprawdzono telefon Olegsa Gavrilovsa, który kontaktował się z prezesem Ventspils. To wystarczyło aby pogrążyć Shishanova. Biorąc pod uwagę jego podobne wybryki w przeszłości w Mołdawii, inspektorzy UEFA nalegali aby Rosjanina wykluczyć dożywotnio, a FK Ventspils z pucharów na 10 lat, podobnie jak niegdyś albańskie Skënderbeu Korcza. Finalnie Shishanov faktycznie dostał wykluczenie na zawsze, ale w przypadku samego klubu karę złagodzono do 7 lat.
Najbardziej skandalicznym meczem spośród 4 wyżej wymienionych jest starcie z Girondins Bordeaux. Shishanov i Gavrilovs postanowili porozmawiać z rosyjskim arbitrem Siergiejem Łapoczkinem, który został wyznaczony do poprowadzenia pierwszego meczu między Łotyszami a Francuzami. 4 dni przed spotkaniem Gavrilovs wszedł w posiadanie numeru Łapoczkina, i za pośrednictwem jego ówczesnego asystenta, liniowego Pavela Stipidi, próbował spotkać się z głównym sędzią. Stipidi za pośrednictwem WhatsApp próbował umówić swojego kolegę Shishanova z arbitrem głównym, ale finalnie Łapoczkin trzy dni przed meczem spotkał się z samym Gavrilovsem. Na kolejnym spotkaniu Shishanov miał tylko powiedzieć, że „jest od Olegsa”.
Shishanov szybko przekalkulował w głowie, że spotkanie się w Windawie jest niebezpiecznym pomysłem, ponieważ oficjalnym towarzyszem arbitrów był nieprzychylny mu łotewski sędzia Aleksandrs Anufrijevs. Obydwaj panowie spotkali się więc na lotnisku w rosyjskim Sankt Petersburgu. Łapoczkin czekał przy restauracji McDonald’s, ale rozmowa odbyła się finalnie w lotniskowej toalecie. Była krótka, ale bardzo rzeczowa – Shishanov powiedział, że dla jego klubu wygrana będzie bardzo ważna, i Łapoczkin otrzyma 100 tysięcy euro za pomoc w osiągnięciu celu. Dzień przed meczem prezydent Ventspils spotkał się z Olegsem Gavrilovsem również na lotnisku, tym razem w sklepiku Narvessen (odpowiednik naszej Żabki) w Rydze. Tam obydwaj panowie potwierdzili ostatnie szczegóły. Finalnie spotkanie wygrali Francuzi 1-0 po bramce Zaydou Youssoufa już w 3. minucie. Gra miała dość wyrównany przebieg, ale wynik nie uległ już zmianie. Dzień po przegranej Gavrilovs skontaktował się z Łapoczkinem wyrażając swój żal, że szybko stracona bramka popsuła cały plan, i żartobliwie przyznał, że tamtego dnia na murawie spotkał się Zaporożec z Mercedesem.
Z kolei w dniu meczowym przed rozpoczęciem spotkania w restauracji „Tex-Mex” w Ventspils mieli spotkać się działacz Ventspils Nikolajs Djakins oraz wspomniany wyżej łotewski opiekun arbitrów meczu Ventspils – Bordeaux, Aleksandrs Anufrijevs. Djakins miał powiedzieć, że rozumie jak ciężki żywot wiodą sędziowie i zaoferować „pomoc” arbitrom, oraz prezenty dla Anufrijevsa. Przez słowo „pomoc” rozumiał on wyraźną sugestię zapłaty dla arbitrów za „współpracę” podczas meczów Venstpils.
Djakins oczywiście nie potwierdził tych słów. W rozmowie z UEFA przyznał, że spotkał się z Anufrijevsem, ale zaprzeczył aby oferował jakiekolwiek korzyści majątkowe. Według niego miał on jedynie zapytać o opinię Anufrijevsa jak wyglądałoby z jego punktu widzenia gdyby po zakończeniu sezonu Ventspils „nakarmił” arbitrów do syta. Traktował to jako całkowicie niewinną ofertę. Łotewski arbiter odrzucił propozycję i poprosił Djakinsa o opuszczenie restauracji. Działacz Ventspils tego nie zrobił i prosił Anufrijevsa aby zapomniał o całej rozmowie. Zaproszenie na posiłek próbował potem motywować tym, że wyszło to od właściciela klubu ze względu na jego kaukaską mentalność. Finalnie Djakins został oczyszczony ze wszystkich zarzutów.
Inne przykłady brudnych klubów
Obok Daugavy Daugavpils w ostatnich latach najbardziej skorumpowanymi klubami w Virslīdze były FC Jūrmala i Daugava Ryga. Właścicielem tego pierwszego zespołu był także znajomy Gavrilovsa. Praktycznie co drugie spotkanie Jurmali w lidze było ustawione. W 2015 roku klub usunięto ze struktur LFF. Po spadku z ligi nie został złożony wniosek o licencję na niższy poziom rozgrywek, zaś na prośbę Jurmali przegłosowano podanie o usunięcie drużyny z listy członków federacji (65 głosów za, 3 wstrzymało się). Po biało-niebieskich został dziś już tylko stadion w dzielnicy miasta, która nazywa się Sloka. Obiekt mieści 2500 widzów, i czasami służył Spartaksowi Jurmała, obecnie nikomu.
Daugava Ryga, podobnie jak jej imienniczka z Dyneburga, także ma na koncie ustawianie spotkań w europejskich pucharach. W tym wypadku chodzi o dwumecz w eliminacjach do Ligi Europy ze szkockim Aberdeen w 2014 roku. Pierwsze spotkanie na Wyspach zakończyło się wynikiem 5-0 dla Szkotów, zaś w rewanżu Daugava przegrała 0-3. Obydwa mecze zostały ustawione przez Łotyszy. UEFA zadecydowała, że nie wypłaci w związku z tym Daugavie ani eurocenta premii. Na początku 2015 roku ryski klub został dyscyplinarnie wyrzucony z przedsezonowego Pucharu Zimy dla klubów z najwyższego poziomu ligowego. Organizatorzy swoją decyzję tłumaczyli troską o sprawiedliwy i uczciwy przebieg turnieju. Później zespół nie przystąpił do rozgrywek Virslīgi 2015 z powodu nieotrzymania na nią licencji, i nie złożył wniosku o udział w 1. lub 2. Līdze. Przez to piłkarze Daugavy nie mogli zagrać w 1/4 Pucharu Łotwy przeciwko Jelgavie, gdyż regulamin nie dopuszczał wtedy do rozgrywek pucharowych drużyn nie grających w żadnej lidze. Poza starciami w Europie na ligowym froncie zostały ustawione takie mecze Daugavy jak porażki 1-5 i 1-6 ze Skonto, 0-4 z Ventspils, oraz wiele innych sprzedanych przez zespół gier. W Daugavie Ryga nie działał Oļegs Gavrilovs ani żaden z jego znajomych.
Ostatnim karnie zdegradowanym z najwyższej ligi za korupcję klubem było SK Babīte w 2017 roku. Ówczesny beniaminek Virslīgi ustawiał także wyniki przedsezonowych sparingów, i nie dograł nawet sezonu. Klub założony został przez Rosjan, którzy nie byli powiązani z Gavrilovsem.
Kolejną sprawą jest kwestia będącego w 2019 roku beniaminkiem 1. Līgi, FC New Project. Ofertę obstawiania spotkań tej drużyny oferowały azjatyckie firmy bukmacherskie. Nieoficjalnie doskonale wiadomo było w co pogrywa zespół, natomiast wątpliwym aby federacja rozpoczęła oficjalne śledztwo. Tak też się stało, do dziś nie ma żadnych nowych informacji. Klub zawieszono na jakiś czas, potem przywrócono. Z tym zespołem Gavrilovs również nie miał nic wspólnego.
Nieco wcześniej bo w 2018 roku w eliminacjach do Ligi Mistrzów Spartaks Jūrmala mierzył się z Crveną zvezdą. W pierwszym meczu na Łotwie padł wynik 0-0, zaś w rewanżu lepsi okazali się Serbowie wygrywając 2-0. To właśnie przebieg drugiego spotkania padł obiektem zainteresowania UEFA i łotewskich śledczych, którzy uznali go za podejrzany. W tej sprawie w 2020 roku przed sądem stanęła jedna osoba. Prokuratura uważała, że oskarżony Ruslan Bagirov zaoferował przedstawicielowi Spartaksa kilkadziesiąt tysięcy za przegraną określoną różnicą bramek. „Ceny” za wymaganą różnicę bramek wahały się od 25 000 do 50 000, ale nie jest jasne, w jakiej walucie. Mężczyzna został oskarżony o wysłanie przed rewanżowym meczem w Belgradzie osobie ze Spartaksa przez Whatsappa wiadomości głosowej w języku rosyjskim, proponując określone kwoty pieniężne za ustalony wynik meczu. Za porażkę dwiema bramkami zaoferowano 25 tysięcy, czterema – 50 tysięcy. Bagirov mógł trafić za kratki do 5 lat, ale… został uniewinniony. Od wyroku odwołał się prokurator. W marcu 2024 Sąd Rejonowy w Rydze całkowicie uchylił wyrok uniewinniający z dnia 9 maja 2022 r. Bagirov jednak do więzienia nie trafił, został skazany na 200 godzin prac społecznych.
Najświeższą historią pozostaje skandal korupcyjny Dinama Ryga z jesieni 2023, w którym jest nawet polski akcent. Kilku piłkarzy trenera Mariusza Strojczyka uczestniczyło w procederze wpływania na przebieg i wynik meczu. Na przestrzeni całego roku federacja przyglądała się kilku spotkaniom Dinama w 1. līdze, dwóm z nich jeszcze przed przybyciem Polaka do klubu w lipcu. Spiralę działań uruchomił dopiero kuriozalny mecz z rezerwami FK Tukums 7. października 2023. Dinamo wygrywało do przerwy 3-0 po świetnej grze całej drużyny. W drugiej połowie drużyna Strojczyka straciła 4 bramki, z czego ostatnie dwie mocno kuriozalne, a przez całą drugą część nie oddała nawet strzału. Jeszcze w trakcie meczu federacja otrzymała sygnały, że przebieg gry jest podejrzany i mogło dojść do ustawienia meczu.
1. puslaiks: rezultāts 3:0, sitieni 10(5)-5(4)
2. puslaiks: rezultāts 0:4, sitieni 0-15(9)#pargodīguspēli pic.twitter.com/RaBonJqF2f
— Bałtycki futbol latviski (@BFlatviski) October 7, 2023
Niedługo po tych wydarzeniach władze Dinama po konsultacji z federacją same podjęły decyzję o wycofaniu drużyny z 1. līgi, choć był to oczywiście zaplanowany ruch i dogadany z federacją. Wybór tak zwanego „mniejszego zła” bo mleko i tak się wylało. Ruszyło śledztwo. Krajowy związek nie miał zastrzeżeń co do osoby Mariusza Strojczyka i po udzieleniu wyjaśnień Polakowi pozwolono na powrót do domu. LFF 20. października asekuracyjnie zawiesiła na czas nieokreślony wszystkich 12 piłkarzy Dinama, którzy zagrali w feralnym meczu z rezerwami Tukums. Pod koniec listopada 2023 federacja zadecydowała, że dyskwalifikacje otrzyma 5 piłkarzy. Daniels Fedorovičs, Aleksandrs Kartišovs i Artūrs Ļotčikovs zostali zawieszeni na rok (tylko na Łotwie), a Vakhtang Jomidava i Badri Lolua na trzy lata (rok + dwa lata za brak współpracy z Komisją ds. Etyki). Przy okazji wyszło na jaw, że Jomidava w swojej ojczystej Gruzji był już skazywany za korupcję, a Fedorovičs miał problemy z hazardem, które wpędziły go w długi co najprawdopodobniej stanowiło powód dla którego postanowił zarobić w taki właśnie sposób. W sezonie 2024 Dinamo przystąpiło do rozgrywek 2. līgi.
To oczywiście nie wszystkie przypadki karnych degradacji czy podejrzeń lub zarzutów wobec łotewskich klubów odnośnie ustawiania spotkań. Tych było naprawdę wiele i równie dobrze mógłbym też rozpisywać się o dyskwalifikacji dla zespołu FK Raita z 2017 roku na trzecim szczeblu rozgrywek, czy też przerwanym meczu Pucharu Łotwy gdzie sędzia podejrzewał przekręt, nakazał piłkarzom jednej z drużyn „ogarnąć się”, a gdy ci dalej zachowywali się podejrzanie, zakończył mecz. Barwne historie, dobre w sumie na książkę.
Historyczny wywiad
Z mediami Gavrilovs w zasadzie nigdy się nie kontaktował. Mimo wszystko zgodził się udzielić wywiadu Ilmarsowi Sturiszce, dziennikarzowi łotewskiej gazety „Latvijas Avīze” (pol. gazeta Łotwy). Prowadzący rozmowę nie bał się pytać wprost o rzeczy związane z nie do końca uczciwą działalnością piłkarską biznesmena. Wywiad ukazał się 6. grudnia 2018 roku. Co można w nim znaleźć?
Warto zacząć od tego, iż Gavrilovs nie uznaje dyskwalifikacji od LFF. Z rozmowy wynika, że jego zdaniem tylko sąd ma prawo uznać czyjąś winę w danej sprawie. Federacja jak wspominałem miała duże problemy z prawnikami bohatera tekstu, gdyż dowody zgromadzone w sprawie FC Dinaburg z 2009 roku nie były liczne i przekonujące. Cała historia wg opowieści Gavrilovsa zaczęła się ponad 20 lat temu. Klub Vilan-D Dyneburg miał poprosić go o pożyczkę w wysokości 20-30 tysięcy Łatów, ponieważ popadł w finansowy kryzys. W tamtym czasie Gavrilovs razem z partnerami miał w mieście firmę transportową, restauracje, bazę naftową czy kawiarnie. W 1996 roku Vilan-D dostał się do europejskich pucharów i otrzymał premię od UEFA. Gavrilovsowi powiedziano, że do klubu przyjdzie nowy właściciel i otrzyma swoje pieniądze z powrotem. Sponsor jednak nie pojawił się, a zwrotem pożyczki okazała być się… drużyna piłkarska. Premia którą klub dostał od europejskiej federacji to około 70 tysięcy dolarów, a budżet drużyny wynosił wówczas pół miliona dolarów.
W sprawie Daugavy Daugavpils Gavrilovs zaczął mówić od faktu, że w 2011 roku klub opuścił Igor Małyszkow, więc sam pomagał drużynie do 2014 roku. W ciekawych okolicznościach przywołuje postać Guntisa Indriksonsa, ówczesnego prezydenta federacji oraz sponsora Skonto. Jako osoba stojąca na czele związku, Indriksons miał powiedzieć Gavrilovsowi, że jest 14 powodów dla jego dyskwalifikacji. Z kolei w 2001 i 2002 drugim roku Dinaburg w ostatnich kolejkach ligowych pokonywał Ventspils, co pozwalało Skonto na zdobycie tytułów mistrzowskich. Po tych spotkaniach Indriksons przychodził do Gavrilovsa z pieniędzmi na premie dla zawodników za korzystny wynik, miało być to ok. 30-50 tysięcy dolarów. Piłkarze będący już na wakacjach cieszyli się, bowiem Dinaburg nie był w stanie płacić takich bonusów. Z kontekstu rozmowy wynika jednak, że pieniądze były nagrodą już po meczu a nie przed. Wykluczało to zatem przekupstwo celem „zmotywowania” piłkarzy przed spotkaniem z Ventspils. Tu pozostaje już tylko kwestia etyki, czy na pewno wynagradzanie zawodników rywala jest w pełni moralne. Z opowieści Gavrilovsa wynika także, że prawie co piątek razem z Indriksonsem jeździli na golfa do miejscowości Ugāle. Tam także w domu Viļņisa Baltiņša (były przewodniczący łotewskiego komitetu olimpijskiego) zasiadali w saunie wraz z innymi postaciami ze świata łotewskiej piłki nożnej. Trwało to kilka lat aż do dyskwalifikacji Gavrilovsa przez LFF. Zdaniem biznesmena stał się on kozłem ofiarnym dla federacji, zarzuca jej, że w kontekście ustawiania spotkań mówiło się tylko o nim. Dodatkowo to miał być jedynie temat zastępczy dla kwestii stadionów, szkolenia dzieci i rozwoju drużyny narodowej. Były prezes Daugavy dodatkowo pyta, co federacja zrobiła z premią od Uefy w wysokości 7 milionów franków szwajcarskich za awans na Euro 2004. Sturiska odpowiedział, że jej część została przeznaczona na rozwój piłki w kraju, lecz Gavrilovs skontrował, że on żadnego rozwoju nie widzi. Miał na poważnie sądzić się z federacją, ale był namawiany przez Igora Małyszkowa (ten, który zostawił Daugavę w 2011 roku) aby zaprzestać batalii sądowych ze związkiem piłkarskim. Do dziś biznesmen uważa to za błąd, gdyż jego zdaniem sądowa potyczka byłaby dla LFF bardzo bolesna.
Wreszcie padło także pytanie o Stanleya Ibe, który opisany został kilka akapitów wyżej. Według Gavrilovsa problem tkwił w tym, że nigeryjski piłkarz obniżył oczekiwania wobec siebie, i miała widzieć to cała drużyna. Jak jednak wspomniał Sturiska, zawodnicy Daugavy określali go jako wielkiego profesjonalistę, który w dodatku stronił od alkoholu i innych używek. Gavrilovs kontrował to tym, że „żaden czarny nie pił”. Za to ponoć trzech czarnoskórych zawodników miało zostać odsuniętych od drużyny na początku sezonu, nie podobały im się mieszkania, nie było papieru toaletowego – „co to za klub!”. Ci piłkarze siedzieli na ławce i nie trenowali bo „nie pasowało im to i tamto”. Gavrilovs twierdzi, że Ibe przez cały sezon mówił tylko o wynagrodzeniu i premiach. Swój pierwszy sezon Nigeryjczyk miał fantastyczny, w drugim zdobył zaledwie 2 bramki.
Więzienie nie było dla byłego właściciela Daugavy niczym złym. Wręcz przeciwnie, pobyt za kratkami ocenia jako „łatwy”: „Łatwo jest siedzieć w więzeniu – oglądać filmy, jeść i odpoczywać, nie myśleć o niczym. Nie ma żadnych problemów jak na zewnątrz, gdzie każdego dnia trzeba je rozwiązywać. Odpoczynek. Czy ciężko emocjonalnie? Siedzisz, nic nie zależy od Ciebie”. Zapytany o obawę w związku z ewentualnym wyrokiem sędziego, Gavrilovs odpowiedział, że minie jeszcze jeden rok do wyroku. Ma doskonałą świadomość tego jak to wszystko wygląda i czemu cały proces tak się przeciąga. Na rozmowę przyjechał Mercedesem z 2016 roku. Próbował działać jako agent piłkarski na terenie Rosji, Ukrainy oraz innych państw. Był w klubie Anży Machaczkała. Wykorzystując swoje kontakty miał sprowadzić na Łotwę kilku zawodników, nie podał jednak ich nazwisk twierdząc, że „za takie pieniądze to żaden biznes”.
O wywiad z Gavrilovsem podpytałem dziennikarza Ilmarsa Sturiskę. Gavrilovs stawił się na niego w redakcji gazety w Rydze. W lutym 2023 Sturiska opowiadał mi, że jego rozmówca był spokojny, nie mówił zbyt wiele, ale dziennikarz nie spodziewał się po nim zbytniej otwartości. „Znajdował innych winnych lub odpowiedzialnych za wszystkie wydarzenia, które były mu nie na rękę – federacja, Guntis Indriksons, gracze Dinaburga, którzy rzekomo uprawiali brudne gierki za jego plecami.” – tłumaczy Sturiska. Gavrilovs pod względem emocji nie wychodził poza swoje ramy. Nie był może jak robot ale nie okazywał żadnego śmiechu, złości czy rozczarowania. Rozmowa trwała 1,5 godziny. Ponoć skorumpowany działacz zgodził się na nią bez większych problemów.
Fatalny wybór
Ostatnim klubem, który przewija się w kontekście Gavrilovsa jest Noah Jūrmala. W sezonie 2020, który został zakończony przedwcześnie, 1. miejsce na zapleczu wywalczył Lokomotiv Daugavpils, czyli wcześniejszy LDZ Cargo/DFA. Na papierze klubem zarządzał człowiek Gavrilovsa Aleksandrs Jakubovskis, ale dla wielu był to jasny sygnał kto rzeczywiście pociąga tam za sznurki. W trakcie przygotowań do sezonu nastąpił nieoczekiwany zwrot akcji. Lokomotivem zainteresował się ormiański holding Noah, kupił jego licencję i zmienił nazwę na Noah Jūrmala. Stał się on częścią struktury wraz z Noah Erywań, ACN Siena i KFC Uerdingen.
W Jurmali z rozmachem przystąpiono do kompletowania składu, na testach pokazali się między innymi Eduards Višņakovs czy Ņikita Kovaļonoks (obaj jednak tam nie dołączyli), drużyna udała się na zgrupowanie do Turcji w aurze ogromnej tajemnicy. Na miesiąc przed startem ligi nie było wiadomo nic o kadrze zespołu. Na obozie Noah przebywał do końcówki lutego 2021, klub jakiekolwiek podstawowe informacje o sobie planował podać po powrocie do kraju, czyli na niecałe 3 tygodnie przed startem ligi.

Ormianie jednak chyba nie do końca wiedzieli od kogo przejmują prawa do występów w najwyższej klasie rozgrywkowej i na kilkanaście dni przed startem ligi pojawiało się coraz więcej niuansów, takich jak zaległości finansowe czy sfałszowane podpisy na dokumentach. O tych ostatnich mowa była nawet w kontekście materiałów związanych z UEFA, więc sprawa była dość poważna. W pionie sportowym holdingu posypały się głowy, pracę stracił dyrektor wykonawczy, którego obarczono odpowiedzialnością za brak sprawdzenia od kogo została kupiona licencja. Noah naturalnie porzucił cały projekt i wydawało się, że liga ruszy w okrojonym składzie.
Klub jednak do rozgrywek postanowił przystąpić pod wodzą starego kierownictwa, a zatem z Jakubovskisem na czele przy zachowaniu nazwy Noah Jūrmala. Federacja uznała jednak, że klub nie jest w stanie przedstawić żadnych gwarancji finansowych, a co za tym idzie 12. marca 2021 odebrała licencję i nie dopuściła zespołu do ligowych zmagań. Noah wniósł skargę do Trybunału CAS w Lozannie, który miesiąc później uznał że działania LFF były niezgodne z prawem i nakazał przyznać klubowi prowizoryczną licencję. Sęk w tym, że rozgrywki już trwały. Oznaczało to, że zespół dołączył do Virslīgi od… szóstej kolejki. Federacja jednak nie miała wyboru, trzeba było naprędce modyfikować terminarz, a Noah kompletować kadrę. Bardzo dziwna sytuacja.


Zanim przejdziemy do tego co stało się potem, warto wspomnieć w jaki sposób zostali potraktowani zawodnicy, którzy wywalczyli awans do najwyższej klasy rozgrywek. W styczniu 2021 na Facebooku były zawodnik klubu Verners Zalaks opublikował oświadczenie w imieniu wszystkich poszkodowanych zawodników. W emocjonalnym wpisie można było przeczytać, że nikt nie dostał obiecanej premii za awans, medalu ani nawet zwykłego wyrazu wdzięczności. Piłkarze nie dostawali pensji od 3 miesięcy a kontakt z prezesem Jakubovskisem był mocno utrudniony – nie pojawiał się w klubie, nie odbierał telefonów, nie odpisywał na sms-y. Zalaks w rozmowie z serwisem Sportacentrs przyznawał wtedy, że w jego przypadku zaległości sięgają czterocyfrowej kwoty, zaś hotel Duets w którym przez cały sezon mieszkali zawodnicy klubu miał do ściągnięcia od klubu sumę pięciocyfrową. Jakubovskis nie informował piłkarzy po wywalczeniu awansu o przyszłych planach i rozliczeniu zadłużenia. Samo przystąpienie do Virslīgi stało przez moment pod znakiem zapytania ponieważ wielu ludzi z piłkarskiego kręgu na Łotwie zastanawiało się czy federacja dopuści wtedy jeszcze Lokomotiv do rozgrywek najwyższego szczebla ze względu na możliwe konotacje z Oļegsem Gavrilovsem.
Okazało się, że Noah mimo nieprzychylności ze strony LFF ugrał swoje w Lozannie i dostał zielone światło. W debiucie 11. kwietnia w derbach Jūrmali górą okazał się Spartkas gromiąc rywali 5-0. Na pierwsze punkty i tym samym zwycięstwo przyszło czekać do 14. maja kiedy Noah pokonał 2-1 BFC Daugavpils. Większość spotkań, co zrozumiałe, piłkarze Noah przegrywali, w dodatku praktycznie cały czas pojawiały się różne wiadomości stawiające klub w negatywnym świetle.
30. kwietnia 2021 federacja ukarała Noah zakazem rejestracji nowych graczy powołując się na niewypełnienie zobowiązań finansowych wobec klubu Ilūkstes NSS (Lokomotiv nie garnął się do zapłaty kilkunastu tysięcy euro akademii w Illūkste, z której usług korzystał klub, gdyż nie posiadał własnych struktur młodzieżowych, a bez tego nie miałby nawet szans marzyć o awansie), a także byłego zawodnika Dmitrijsa Klimaševičsa. 17. maja zaległości zostały uregulowane a zakaz zniesiony. 3. czerwca historia powtórzyła się, tym razem na swoje pieniądze czekali kolejni byli piłkarze Lokomotivu, Rosjanin Aleksandr Yerkin i Białorusin Dmitrij German. 16. czerwca federacja poinformowała, że klub wywiązał się z tych płatności ale zakaz podtrzymano z powodu zaległości wobec Dinama Ryga.
Znacznie większym echem odbiły się wydarzenia z 29. maja 2021, które mogły wielu utwierdzić w przekonaniu, że za Noah faktycznie stoi Gavrilovs. Tego dnia zespół przegrał aż 0-5 z FK Liepāją. 4. czerwca federacja zawiesiła Serbskiego golkipera klubu Jakubovskisa, Bojana Kneževicia do czasu podjęcia ostatecznej decyzji w sprawie ewentualnej manipulacji wynikiem meczu. 9. lipca posypały się jednak nie jedna a trzy dyskwalifikacje. Oprócz Serba, na okres 12 miesięcy zostali zawieszeni także Ghańczyk Ofosu Appiah oraz Rosjanin Aleksiej Babyr. Dyskwalifikacja obowiązywała tylko na terenie Łotwy, więc cała trójka mogła znaleźć sobie bez problemu kluby w innych krajach. Musieli także zapłacić karę po tysiąc euro każdy.
Powyższe zawieszenia oraz 2 zawodników pauzujących za kartki Noah nie był w stanie stawić się na ligowy mecz z Valmierą 18. lipca z powodu braków kadrowych. Brzmi to komicznie w obliczu faktu, że kilka dni wcześniej Trybunał CAS pozwolił klubowi Noah na kontynuację gry w Virslīdze uznając, że odebranie licencji w marcu przez federację nie było zasadne. Na klub nałożono karę za nieprzestrzeganie zasad licencyjnych ale nie odsunięto go od rozgrywek. Ostatecznie problem rozwiązał się sam, niedługo potem, 23. lipca 2021. Noah sam wycofał się z Virslīgi nie będąc w stanie kontynuować gry. Natychmiast ruszyło postępowanie dotyczące ustawiania meczów oraz nieprawidłowości finansowych. W lipcu 2022 Państwowa Służba Skarbowa zwróciła się z prośbą o wszczęcie postępowania karnego w sprawie wypłaty wynagrodzeń „pod stołem” jakie miały mieć miejsce w Noah. Sam klub do teraz jest w procesie likwidacji. Zaległości wobec skarbówki to ponad 44 tysiące euro, ale to na pewno nie wszystko. Na swoje pieniądze do dziś czeka z pewnością wiele osób ale najbardziej bulwersuje sprawa Miracle Nwaorisy. 17. maja 2021 wypożyczony ze Spartaksa Jurmała Nigeryjczyk w trakcie meczu z FK Ventspils złamał nogę a spotkanie przerwano na 18 minut. Napastnik natychmiast trafił do szpitala. Jak donosiły Łotewskie Media Publiczne (LSM) specjaliści uratowali nigeryjskiego zawodnika od poważnych konsekwencji urazu (złamanie otwarte) jakim byłaby amputacja nogi. Oprócz złamanej kości doszło do poważnych uszkodzeń tkanki miękkiej i w maju 2021 podczas ośmiogodzinnej operacji lekarze ze Szpitala Traumatologii i Ortopedii w Rydze przeszczepili tkankę z pleców Nwaorisy. To uratowało kończynę Nigeryjczyka. Gdyby nie szybki zabieg piłkarz straciłby większą część nogi. W chwili wypadku na boisku oraz w momencie pobytu w szpitalu Nwaorisa był zawodnikiem Noah Jurmała, klub przedstawił wówczas placówce medycznej list gwarancyjny. Jak zaznaczał ówczesny dyrektor Spartaksa Jūrmala Edgars Gauračs jego klub zapłaciłby za koszty kontuzji tylko w sytuacji gdy Noah uregulowałby rachunek w szpitalu. Do tego jednak nie doszło a Aleksandrs Jakubovskis, nie odbierał telefonów. Potem zespół wycofał się z Virslīgi, został pozbawiony członkostwa w federacji. W efekcie rachunek opiewający na kwotę 5286 euro nie został uregulowany do dziś.
Ostatnie wydarzenia
Głośny i kuriozalny upadek Noah to ostatni skandal klubowy z potencjalnym udziałem Oļegsa Gavrilovsa. W kontekście miasta, do którego łotewskie media sportowe dodawały w ostatnich latach słowo „toto” regularnie, ostatni korupcyjny incydent miał miejsce we wrześniu 2022. Łotewska federacja wykluczyła na 2 lata mającego wówczas 36 lat obrońcę BFC Daugavpils, Ritusa Krjauklisa. Były reprezentant Łotwy otrzymał dyskwalifikację po rozważeniu ewentualnego udziału piłkarza w próbach wywarcia wpływu na wynik meczów. Jak zaznaczył krajowy związek, piłkarz odmówił współpracy z Komisją ds. Etyki i Fair Play. LFF nie miała za to żadnych uwag co do samego klubu, który aktywnie pomagał w wyjaśnieniu całej sytuacji i nie był przedmiotem śledztwa. Federacja zwróciła się do FIFA o rozszerzenie zawieszenia na skalę międzynarodową. Co ciekawe Krjauklis w 2009 roku był piłkarzem Dinaburga Oļegsa Gavrilovsa, kiedy wybuchł korupcyjny skandal z udziałem tego klubu.
Gavrilovs wciąż nie doczekał się finalnego wyroku. Sprawa ciągnie się od wielu, wielu lat. Wszystko odwleka się w czasie z powodów, które wymieniłem wcześniej. Ktoś nie stawił się na rozprawie, ktoś nie chciał nic mówić, ktoś bał się mówić, można tak wymieniać i wymieniać. Najnowsze wiadomości głoszą, że prokuratora przekazała sprawę karną do sądu rejonowego dla Łatgalii. Oskarżonych w niej jest łącznie 5 osób (w tym Gavrilovs), które w ramach zorganizowanej grupy manipulowały wynikami zawodów sportowych. Z aktu oskarżenia wynika, że dwie z tych osób (w tym Gavrilovs) utworzyły zorganizowaną grupę, aby czerpać korzyści z wpływania na rezultaty meczów obstawiając zakłady u bukmacherów na z góry ustalony wynik. W proceder angażowano zawodników klubów z dwóch najwyższych lig na Łotwie. Po otrzymaniu wygranej pieniądze zostały rozdzielone pomiędzy członków zorganizowanej grupy i tych graczy, którzy swoim zachowaniem przyczynili się do zwycięstwa u bukmachera. Termin rozprawy nie został jeszcze wyznaczony, gdyż sprawa wpłynęła do sądu dopiero 19 czerwca.
Mowa końcowa
Momentami ciężko było zgromadzić wszystkie informacje, bo bardziej znane osoby nie chcą o tym mówić. Byli piłkarze, dziennikarze, osoby ze środowiska piłkarskiego… Nie zamierzałem naciskać, bo dla futbolowego świata na Łotwie to wstydliwy temat. Cała sprawa o ile kiedyś w ogóle się zamknie, dość długo będzie jeszcze odwlekana. Mało kto ma odwagę zeznawać przeciwko Gavrilovsowi. To taka postać, która gdzieś zawsze w łotewskim futbolu będzie się przewijać. Już na ten moment niektóre wydarzenia opisywane w tekście miały miejsce wiele lat temu, co oznacza, że z uciekającym czasem coraz trudniej będzie udowodnić coś biznesmenowi. Warto na koniec jeszcze raz przypomnieć, że była to gra na dużym ryzyku i granicy prawnej. Gavrilovs wiedział, że przepisy są po jego stronie, stąd nawet nie próbowano niczego tuszować. Odpowiedni przepis regulujący oszustwa w meczach wszedł w życie już po tym, gdy w Daugavie doszło do zatrzymań. Całą swoją działalnością zniszczył reputację Dyneburga w piłkarskim świecie. W wywiadzie z Ilmarsem Sturiską nazwany został „szarym kardynałem łotewskiej piłki”. To określenie jest nawiązaniem do związku frazeologicznego „szara eminencja”. W internetowej wersji „Słownika języka polskiego” na ten temat można przeczytać następujące informacje:
Szara eminencja – Ktoś, kto sprawuje realną władzę, pozostając w cieniu. Eminentia to ‘dostojność’; taki jest tytuł kardynała. Szarą eminencją nazywano kardynała Richelieu, a także jego zaufanego, kapucyna ojca Józefa. Nazywając tak kogoś, pokazujemy, że nie do końca spełnia on warunki tej szarości – przecież ktoś rozpoznany jako szara eminencja nie jest już w zupełnym cieniu. Może za ojcem Józefem krył się ktoś, kto na to określenie naprawdę zasługiwał?
~ Jerzy Bralczyk, sjp.pl







