„Jest dobrze” – takich słów w kontekście łotewskiego futbolu nie używano dość długo nawet w samej Łotwie. Tymczasem tego lata Riga FC i FK Ventspils zameldowały się w III rundzie eliminacji do Ligi Europy, co oznacza lepszy wynik niż choćby ten osiągnięty przez polskie zespoły. Można mówić o naprawdę wielkim osiągnięciu, choć z tego sukcesu dało się wycisnąć więcej.
Zabrakło szczęścia
Największym pechowcem okazał się ryski RFS. W I rundzie eliminacji do LE Łotysze mierzyli się z Olimpiją Lublana, klubem który zmagał się z różnymi problemami. Wydawało się, że piłkarze ze stolicy Łotwy osiągnęli świetną zaliczkę: po dramatycznym meczu w Słowenii wygrali 3-2, co oznaczało korzystne położenie przed rewanżem. Niestety w drugim meczu RFS stracił w doliczonym czasie gry decydującego gola na 0-2, który dał awans Olimpiji. Z debiutu w Europie RFS zyskał 240 tysięcy euro, a Łotwie dał punkty do współczynników. Brak doświadczenia, wahania formy – RFS i tak przyzwoicie wypadł w pierwszym w historii boju na arenie międzynarodowej.
Było dobrze
O udanym podejściu można mówić także w przypadku FK Liepāji. Klub z wybrzeża w pierwszej rundzie eliminacji do Ligi Europy wyeliminował raczej faworyzowane Dinamo Mińsk. W pierwszym spotkaniu na wybrzeżu Łotwy padł rezultat remisowy: 1-1. Na pewno szkoda straconej bramki w końcówce, bo zwycięstwo było blisko. Z drugiej strony Dinamo zmarnowało rzut karny już w doliczonym czasie gry. Za to w spotkaniu rewanżowym udało się wygrać 2-1, co pozwoliło Łotyszom grać dalej. W II rundzie czekał już szwedzki IFK Norrköping, czyli rywal silniejszy. Pierwszy mecz Szwedzi wygrali 2-0, a zawodnicy Liepāji nie grali już tak dobrze jak z Dinamem. W rewanżu można było zaobserwować lepszą grę, ale Łotysze stracili gola w końcówce spotkania. Szkoda bo remis to zawsze dodatkowe punkty we współczynnikach i większe pieniądze. Tak czy owak Liepāja zapunktowała remisem oraz zwycięstwem, a klub zarobił na europejskich wojażach 500 tysięcy euro.
Zmarnowane okazje
Zdecydowanie więcej mógł wycisnąć FK Ventspils, który miał dotychczas najłatwiejszych rywali z całej łotewskiej stawki. Najpierw mierzyli się z albańska Teutą, potem z sensacyjnym pogromcą Hajduka Split – maltańską Gżirą. W obydwu przypadkach scenariusz był taki sam, Ventspils pewnie wygrywał pierwszy mecz, a drugi kompletnie odpuszczał. W rezultacie rewanżowe spotkanie wygrała Teuta, a Gżira doprowadziła do remisu w doliczonym czasie gry. Podwójna szkoda, bo to najbardziej bolesna strata punktów rankingowych i pieniędzy. Ventspils zyskał dotychczas 780 tysięcy euro, a mogła być to kwota przekraczająca milion. W III rundzie takiej okazji już nie będzie, rywalem żółto-niebieskich jest portugalska Vitoria Guimaraes. Nie trzeba chyba wskazywać faworyzowanej ekipy.
Najwiekszy zysk
Najwięcej dotychczas ugrała Riga FC, która w swoim drugim podejściu po raz pierwszy wygrała dwumecz w Europie. Zespołem, który umożliwił ten historyczny wyczyn był mistrz Polski, Piast Gliwice. Wcześniej były dwa remisy z Dundalk (porażka po karnych w eliminacjach do LM), zaś z Piastem Riga zanotowała porażkę i zwycięstwo. I choć to Ventspils ugrał najwięcej punktów do współczynników, to finansowo najlepiej wyszedł klub z Rygi. Dotychczasowe zyski z europejskich pucharów przekroczyły już granicę miliona euro i wynoszą dokładnie 1,080 miliona. Kwota ta ma szansę się powiększyć, bowiem rywalem w III rundzie jest aktualnie 5. zespół ligi fińskiej – HJK Helsinki. Klub zdecydowanie bardziej doświadczony jeśli chodzi o Europę, ale jeżeli ofensywa Rigi wyciągnęła wnioski z dwumeczu przeciwko Piastowi, to na pewno do przejścia. Co ciekawe Transfermarkt wycenia zespół mistrza Łotwy na 7,28 miliona euro, a Finów na 4,8 miliona. Oczywiście liczby nie grają, ale warto też porównać najdroższych piłkarzy obydwu drużyn. Najdroższy w HJK jest Kolumbijczyk William Parra (500 tysięcy euro), zaś w Ridze Tomislav Saric (650 tysięcy euro). Co ciekawe, w ekipie Rigi występuje dwóch graczy wycenianych tak samo jak najdroższy gracz HJK (Herdi Prenga oraz Georgios Valerianos).
Stabilność finansowa
Kwoty, które zarobiły łotewskie kluby w przypadku Rigi i Liepāji, są znacznymi zastrzykami gotówki, lecz nie stanowią bezcennych pieniędzy, na których obydwie drużyny mogą budować swój budżet. W przypadku Liepāji mowa o połowie rocznego budżetu, zaś Rigi o nieco ponad połowie. Również i RFS swoją premię potraktuje bardziej jako dodatek niż zbawienie. Cała trójka ma bogatych właścicieli lub sponsorów, którzy nie uzależniają działania klubu od premii z europejskich pucharów. Pieniądze od Uefy największe znaczenie mają w tym wypadku dla Ventspilsu, który nie oferuje już tak atrakcyjnych warunków jak kiedyś.







