W dniu dzisiejszym nie brakowało spotkań w Europie z udziałem litewskich i łotewskich drużyn. Zapraszam na krótkie podsumowanie tych występów.
FK Ventspils 2-1 Dinamo-Auto
Łotysze dość skromnie pokonali debiutujących w europejskich pucharach Mołdawian. Okazji na wyższe prowadzenie nie brakowało, ale Ventspils miał problemy z ich wykorzystywaniem. Ostatecznie po golach Lucasa Villeli i Evgenyia Kozlova (karny) gospodarze wygrali. Wynik otworzyli jednak goście z Tyraspola, a uczynił to już w 15. minucie Dumitru Rogac. Nie ma jednak wątpliwości, że każdy inny rezultat niż wygrana Ventspils byłby przyjęty na Łotwie z wyraźnym rozczarowaniem. Piłkarze z Windawy udanie więc zainaugurowali swój 22. z rzędu sezon w Europie.
Bodø/Glimt 6-1 Żalgiris Kowno
Nikt przed meczem nie wątpił w to, że faworytem są Norwegowie. Nikt nie miał złudzeń, że goście z Kowna mają niewielkie szanse na awans. Niewielu jednak chyba przewidywało, że spotkanie zakończy się aż tak wysokim zwycięstwem Bodø. Aż 5 bramek padło w drugiej części gry, z czego jedna dla Litwinów. Honorowe trafienie w 78. minucie zdobył Philip Otele. I to w zasadzie chyba jedyna pozytywna rzecz jaką można napisać o Żalgirisie w kontekście tego meczu.
Żalgiris Wilno 2-0 Paide Linnameeskond
Zasłużona wygrana w meczu, którego losy rozstrzygnęły się jeszcze w pierwszej połowie, ponieważ wówczas padły obydwie bramki. Żalgiris mógł wygrać wyżej, ale również i Paide potrafiło przycisnąć rywala. Patrząc na reakcje kibiców w Wilnie, to są oni usatysfakcjonowani wynikiem i przebiegiem spotkania. Estończycy zatem swój debiut w europejskich pucharach kończą na pierwszej przeszkodzie, zaś Litwini grają dalej. Lecz nie ma co ukrywać, że ambicje Żalgirisu sięgają wyżej niż wygrana z Paide.
Partizan 1-0 RFS
Łotysze postawili się wicemistrzowi Serbii, przez co Partizan nie wygrał tak gładko jak spodziewałem się przed meczem. Naturalnie to gospodarze byli stroną przeważającą, aczkolwiek swoich sił w ataku próbowali także i goście. Gol stracony przez RFS był dość pechowy, piłka trafiła Leonela Strumię w rękę, a Bibras Natcho wykorzystał rzut karny. Piłkarze z Rygi mogą jednak wrócić do kraju z podniesionymi głowami, gdyż wróżona im była znacznie większa porażka.
Lech Poznań 3-0 Valmiera FC
Cóż, Kolejorz po problemach z prowadzeniem gry wyraźnie odżył w drugiej połowie, choć w przełamaniu pomógł dość szczęśliwy gol. Strata gola wyraźnie dobiła piłkarzy z Łotwy, którzy w tym meczu praktycznie nie istnieli z przodu. Zdecydowaną poprawę było widać w formacji defensywnej, która była naprawdę dobrze zorganizowana i w pierwszej połowie Lech miał poważne kłopoty z przebiciem się przez nią. Po stracie pierwszej bramki Valmiera nie podjęła ryzyka, i tak naprawdę bramkarz Kolejorza nie miał w tym meczu nic do roboty. Debiutant zapłacił frycowe, musi wyciągnąć wnioski z takiej lekcji i spokojnie budować swoją pozycję na łotewskim podwórku aby następny podbój Europy był bardziej udany.
fot. Cyfrasport







