Czy BFC Daugavpils napisze romantyczną historię?

BFC Daugavpils to jedna z dwóch drużyn Virslīgi, która nie jest w stu procentach profesjonalna, przynajmniej jeśli chodzi o warunki finansowania swoich piłkarzy. Z tego też powodu w przedsezonowych prognozach umieszcza się ją w dolnych rejonach tabeli, aczkolwiek tegoroczne otwarcie (wygrana 2-1 ze Spartaksem Jurmała) wskazuje na to, że siódme miejsce wcale nie musi być szczytem możliwości piłkarzy BFC.

Hodowla narybku

Drużyna BFC Daugavpils w 2019 roku. fot. BFC Daugavpils

Napis, który widzicie na drugim planie, „Daugavpils – pilsēta, kur dzimst talanti” z języka łotewskiego oznacza „Daugavpils – miasto, gdzie rodzą się talenty”. W istocie klubowa szkoła piłkarska uważana jest za jedną z lepszych w kraju, a jej wychowankowie odnajdują się w zawodowym futbolu. W Polsce mieliśmy okazję usłyszeć o jednym z nich, 19-letnim Kirilsie Iļjinsie, którego testował w styczniu Stomil Olsztyn. Ostatecznie nie dostał umowy, potem próbował jeszcze Motor Lublin, ale tym kierunkiem nie był zainteresowany sam zawodnik. Nie ma jednak tego złego co by na dobre nie wyszło, Kirils wrócił do Daugavpils i podpisał z BFC swoją pierwszą profesjonalną umowę. O tym zawodniku wspomnę jeszcze w dalszej części tekstu.

BFC jest także dobrym kierunkiem dla piłkarzy, którzy w silniejszych klubach nie dostają tyle szans ile by oczekiwali. Dobrym przykładem jest młodzieżowy reprezentant Łotwy Marko Regža. 22-letni napastnik w trakcie swoich 5 sezonów na najwyższym poziomie rozgrywkowym 2-krotnie wypożyczany był z RFS-u Ryga właśnie do Daugavpils. Podczas pierwszej próby w 2019 roku raczej nie zachwycił (11 spotkań, 0 goli), ale w zeszłym sezonie pokazał się z lepszej strony – 7 bramek w 15 meczach. Na 31 spotkań w Virslīdze lwią część rozegrał w koszulce BFC.

Jeszcze innym przypadkiem jest postać 21-letniego Raivisa Ķiršsa, który nie przebił się w systemie RFS-u Ryga i z rezerw tego klubu zasilił szeregi grającej na zapleczu Super Novy. Tam wypatrzony został przez BFC, w 2020 roku w Daugavpils zaprezentował się na tyle dobrze, że ściągnęła go do siebie Riga FC, czyli mistrz kraju. Na bieżący sezon został od razu wypożyczony z powrotem do BFC, ale sam fakt transferu do Rigi pokazuje, że w BFC można się dobrze wypromować, tu nie boją się stawiać na młodzież.

Wsparcie starych wilków i stranierich

BFC Daugavpils jest prawie unikatowym klubem w skali Łotwy. Wyłamuje się z tendencji licznego stawiania na obcokrajowców, którą reprezentuje większość ligi (Riga FC, RFS, FK Ventspils, Spartaks Jurmała, Valmiera), a z drugiej strony nie bazuje tylko i wyłącznie na łotewskiej młodzieży (FS Metta). Warto również zerknąć na poniższy wykres ilustrujący ilu Łotyszów wybiegło w wyjściowej jedenastce danej drużyny w inauguracyjnej kolejce Virslīgi.

Łotewska siódemka z Daugavpils w meczu ze Spartaksem Jurmała to Frenks Orols (bramkarz, 20 lat), Kirils Iļjins (obrońca, 19 lat), Dāvis Cucurs (obrońca, 20 lat), Edgars Ivanovs (pomocnik, 19 lat), Valērijs Afanasjevs (pomocnik, 38 lat), Raivis Ķiršs (pomocnik, 21 lat), Kaspars Kokins (napastnik, 20 lat). Dodatkowo z ławki weszli Jevgenijs Miņins (pomocnik, 18 lat) i Andrejs Kovaļovs (pomocnik, 31 lat). Obcokrajowcy przeważnie też są młodzi, nie mają więcej niż 22 lata. Poza tym ze „starszych” zawodników w kadrze znajdziemy jeszcze Viktorsa Litvinskisa (obrońca, 25 lat) i Valentīnsa Raļkevičsa (bramkarz, 30 lat).

To co może cieszyć i wskazywać na zgrabny balans między młodzieżą i weteranami (choć ze wskazaniem na grupę pierwszą) to fakt, że w Daugavpils zawodnicy po trzydziestce nie idą w odstawkę, lecz są wartością dodaną dla drużyny. Wspomniany wyżej 38-letni Valērijs Afanasjevs spędza w klubie właśnie 4. sezon, choć wcześniej też reprezentował inne drużyny z Dyneburga. W sobotnim meczu ze Spartaksem Jurmała wyprowadził drużynę jako kapitan. Sam dla młodego zespołu jest swego rodzaju przewodnikiem, a jego doświadczenie było zbawienne w bardzo nietypowym ligowym meczu Valmiera FC – BFC Daugavpils (26.11.2020), na który z powodu zakażeń koronawirusem goście pojechali… w ósemkę, bez trenera. Oto co wówczas o Afanasjevsie powiedział „Bałtyckiemu futbolowi” Salvis Petriks, który zagrał w tamtym spotkaniu mając na karku 18 lat (cały wywiad tutaj):

Filigranowego 38-letniego pomocnika (1,70 m. wzrostu) swoim doświadczeniem wspiera 31-letni Andrejs Kovaļovs, który oprócz łotewskich klubów w swoim CV ma także mołdawską Dacię Kiszyniów oraz bułgarską Wereję Stara Zagora, którą opuścił po zaledwie dwumiesięcznym pobycie w 2019 roku. Dodatkowo może pochwalić się 10 występami w reprezentacji Łotwy. Z kolei w latach 2018-2019 (i przez kawałek 2020 roku) ważną postacią BFC był 3-krotny reprezentant Azerbejdżanu, doskonale znany na Łotwie 35-letni Vugar Askerov, który ostatnio przebranżowił się na futsal. Młodość wsparta szanowanymi weteranami tworzy bardzo interesującą mieszankę, a gdy dodamy do tego jeszcze ciekawych obcokrajowców, którzy pojawiają się co jakiś czas w Daugavpils, to powstaje, wydawałoby się, produkt kompletny. Tak możemy to nazwać przynajmniej pamiętając o możliwościach finansowych BFC, a te jednak pozostają w tyle za większością drużyn w stawce. Procesy treningowe oczywiście przeprowadzane są na profesjonalnym poziomie, ale większa część młodzieży pozostaje wynagradzana na zasadzie stypendiów. Dopiero ci bardziej zdolni, jak wspomniany wcześniej Kirils Iļjins, czy Edgars Ivanovs, mają szanse na zawodowe kontrakty.

Niespodzianka na inaugurację

We wcześniejszych etapach tekstu przewijał się wątek pierwszego ligowego meczu, w którym BFC Daugavpils pokonał prowadzony przez Marka Zuba Spartaks Jurmała. Faworytem bukmacherów, i ogólnie wśród kręgów piłkarskich, był zespół prowadzony przez Polaka, aczkolwiek piłkarze z Dyneburga w przeszłości nie raz potrafili napsuć szyków faworytom, a szczególnie niewygodnym rywalem stali się dla FK Liepāji w sezonie 2019. Po 90 minutach gry skończyło się na wygranej 2-1 Daugavpils (David Idowu 20′, Raivis Ķiršs 65′ – Leonel Wamba Djouffo 51′) . O tym rezultacie przesądziły 2 czynniki: dobra gra BFC, oraz juniorskie błędy Spartaksa. Udział przy obydwu bramkach miał golkiper Jevgeņijs Nerugals, który praktycznie sprezentował je gospodarzom. Z kolei w ataku panował niemiłosierny chaos, a piłkarze Marka Zuba w prostych sytuacjach strzelali wysoko nad bramką, i w sumie ci bardziej uszczypliwi mogliby doszukiwać się analogii do futbolówki posłanej przez Sergio Ramosa z rzutu karnego w 2013 roku wysoko nad bramką Bayernu Monachium. Niezależnie od tego BFC grał po prostu dobrze, a z wyniku byli zadowoleni także sami piłkarze. Oto co po spotkaniu powiedział Bałtyckiemu futbolowi Kirils Iļjins:

Mecz był dość trudny, ale ciężka praca włożona w okres przedsezonowy pozwoliła nam osiągnąć upragniony rezultat już w pierwszym meczu. Myślę, że jesteśmy dobrze przygotowani do sezonu, ale nie mamy konkretnego zadania, postaramy się po prostu być jak najwyżej w tabeli i osiągać dobry wynik w każdym meczu. Początek sezonu jest zawsze trudny, drużyny nie znają się aż tak dobrze, a my postaramy się zaskoczyć także pozostałe zespoły. Mam wielką nadzieję, że nasi kibice uznają nasze mecze za interesujące i wierzę, że wkrótce będą mogli oglądać je na stadionach!

Sam piłkarz w tym meczu zaprezentował się bardzo dobrze, widać było także wyraźne postępy w grze ofensywnej, świetnie wybiegał kolegom na wolną przestrzeń, jako boczny obrońca starał się napędzać akcje swojej drużyny lewą stroną. Być może przy większym zaangażowaniu w ataku wcześniej, zdołałby przekonać do siebie działaczy Stomilu, aczkolwiek sobotnia dyspozycja pozwoliła mu na znalezienie się w jedenastce kolejki według serwisu Sportacentrs.

fot. Sportacentrs

Kirils nie krył zadowolenia ze swojej gry, ale uważa też, że nie był to szczyt jego możliwości. „Myślę, że było dobrze jak na pierwszy mecz sezonu. Jestem zadowolony, ale zdecydowanie stać mnie na więcej! Najlepsze mecze sezonu są jeszcze przede mną!” – powiedział zawodnik. Innym piłkarzem BFC, który został wyróżniony w jedenastce kolejki jest pomocnik Edgars Ivanovs, który kilka tygodni temu podpisał jak już wspomniałem profesjonalną umowę z klubem. Bardzo dobre recenzje zebrał także strzelec drugiego gola dla Daugavpils Raivis Ķiršs. Z kolei Marek Zub na pomeczowej konferencji stwierdził, że to była „głupia gra” w wykonaniu jego zespołu, a dziennikarze zwracali uwagę na ogromny chaos panujący w szeregach zespołu polskiego trenera. Jednym z lepszych momentów była składna akcja w 30. minucie, ale zakończona niecelnym strzałem. To właśnie brak celności był również poważnym problemem Spartaksa. Najlepsze tego podsumowanie znajdziecie poniżej. Zobaczcie na jakiej wysokości znalazła się futbolówka po strzale z pierwszej piłki Richarda Emeki Friday’a w 48. minucie spotkania.

fot. screen powtórek www.youtube.com/watch?v=lEqMVghIxXE

Zadowolenie fanów

Powody do zadowolenia po pierwszym spotkaniu mają także kibice z Dyneburga, którzy nie kryją radości z udanej inauguracji sezonu. W rozmowie ze mną jeden z nich, Andris, wyraził radość po wygranej a także nadzieję na kolejne niespodzianki. Jego zdaniem drużynę zdecydowanie na to stać. „Długo czekałem na początek rozgrywek. Już w pierwszym meczu od początku wydawało się, że BFC mógłby wygrać, więc zwycięstwo ze Spartaksem nie jest dla mnie jakimś wielkim zaskoczeniem. Drużyna ma młodego, utalentowanego trenera, który wiele włożył w przygotowanie fizyczne zawodników. Zespół poprawił się w obronie, a Raivis Ķiršs dużo zrobił w przerwie między sezonami, co również było kluczem do osiągnięcia zwycięstwa. Cieszyło, że gra drużyny jest zorganizowana i „bezwstydna” w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Jedynym zmartwieniem pozostaje atak, ale sądzę, że Kasparsowi Kokinsowi gra będzie wychodzić. Czuję dużą radość z powodu gry Valērijsa Afanasjevsa, który wygląda imponująco jak na swój wiek (to on zainicjował ataki po których padły obydwie bramki). Myślę, że BFC może wielu zaskoczyć  w tym sezonie!” – powiedział. 

Ten sezon daje kibicom duże nadzieje na przynajmniej wyrównanie najlepszego wyniku w historii klubu (szóste miejsce). BFC w Virslīdze zadebiutował w 2014 roku po tym jak sezon wcześniej wygrali rywalizację na drugim szczeblu rozgrywek. Po 3 sezonach gry w elicie (2014-2016) BFC poczuł gorycz degradacji, ale rozbrat z najwyższą klasą rozgrywkową trwał zaledwie kolejne 2 sezony. Od 2019 roku BFC nieprzerwanie występuje na poziomie Virslīgi.

Pozycje BFC Daugavpils w lidze na przestrzeni lat

W tym roku szansa na powalczenie o coś więcej niż przedostatnie, 7. miejsce w lidze jest dość duża, wiele jednak znaczy fakt czy piłkarze Daugavpils są w stanie utrzymać dobrą dyspozycję. Dużo zależeć będzie także od postawy przeciwników, pamiętajmy że BFC odstaje budżetowo od 75% drużyn w stawce. Na dłuższą metę to dość istotna kwestia, chociaż jak pokazuje przykład wygranej ze Spartaksem – nie zawsze pieniądze triumfują.

Trener

Młodym i utalentowanym szkoleniowcem o którym wspomniał wyżej Andris jest 39-letni Łotysz Andrejs Kaļiņins. W sezonie 2020 miał on prowadzić FK Liepāję, ale finalnie tę funkcję powierzono komu innemu. Wcześniej pracował głownie jako asystent w RFS-ie Ryga (asystent, potem prowadził także zespół samodzielnie), Skonto Ryga, w reperezentacji Łotwy U19 (samodzielny trener), Audzie Ķekava (asystent, potem samodzielny trener) czy Olimpsie Ryga. Od bieżącego sezonu przejął zespół BFC i po pierwszym ligowym spotkaniu można stwierdzić, że drużyna z Dyneburga przedstawia dobrze zorganizowaną całość, która nie boi się silniejszych rywali. Bardzo ważne będzie utrzymanie tego trendu, choć pojedynki z jeszcze trudniejszymi rywalami jak Riga FC czy RFS Ryga zapowiadają się bardzo ciężko.

Andrejs Kaļiņins pierwszy z lewej. fot. BFC Daugavpils

Wcześniej kolektyw BFC pod nadzorem miał Viktors Morozs, ale 40-latkiem zainteresował się „większy gracz” jakim jest RFS Ryga. To dowodzi także tego, że BFC jest dobrym miejscem do wypromowania się nie tylko dla piłkarzy, ale również dla trenerów. No i fakt drugi – w BFC nie boją się dawać szans nie tylko młodym piłkarzom, ale także młodym trenerom. Przy odrobinie szczęścia przedstawiciele obydwu tych grup mogą wybić się do lepszych klubów na Łotwie, a kto wie, może nawet i za granicą.

Również i kierownictwo klubu zasługuje na kilka dobrych słów, a to głownie za sprawą tego, że zwalczali i nagłaśniali przypadki zakusów króla łotewskiej korupcji piłkarskiej, Oļegsa Gavrilovsa, który próbował włączyć szkółkę BFC Daugavpils do struktur klubu w którym się nieoficjalnie udzielał, przy pomocy mera Dyneburga. Plany Gavrilovsa spaliły się jednak na panewce.

Na koniec ciekawostka: członkiem zarządu BFC jest Aleksandrs Isakovs, 58-krotny reprezentant Łotwy, który pojechał na turniej finałowy Euro 2004 do Portugalii i zagrał we wszystkich trzech meczach fazy grupowej.

 

Share on facebook
Share on twitter

Logowanie