Dlaczego na Łotwie piłkarz nie jest popularny?

Polski internet praktycznie w każdym miesiącu roku funduje nam nową aferę, w której uczestniczy ktoś powiązany ze środowiskiem piłkarskim: zawodnik, były zawodnik, dziennikarz, przykłady można mnożyć. Dlaczego na Łotwie nikt nie zawraca sobie tym głowy, a piłkarze spokojnie mogą wyjść na miasto bez przykuwania uwagi setki fanów?

Od 25 lat magazyn „Sporta Avīze” organizuje wybory na najlepszego łotewskiego sportowca, ale zwycięzcą może zostać także cała drużyna. Tak było w roku 2003, kiedy grono kilkudziesięciu ekspertów postanowiło przyznać najwięcej punktów reprezentacji Łotwy w piłce nożnej. To jedyny futbolowy triumfator w ćwierćwiecznej historii plebiscytu. I to dużo mówi tym samym o popularności przedstawicieli piłki kopanej na Łotwie.

W 2020 roku eksperci tytuł przyznali bokserowi Mairisowi Briedisowi, który wzbudził w Polsce bardzo dużo kontrowersji za sprawą walki z Krzysztofem Głowackim. Na drugim miejscu uplasował się hokeista Elvis Merzļikins, potem siatkarska reprezentacja Łotwy, kolejne lokaty zajęli odpowiednio koszykarze Kristaps Porziņģis i Dāvis Bertāns, a czołową szóstkę zamknął skeletonista Martins Dukurs. Piłkarskich akcentów na próżno szukać nawet w pierwszej dziesiątce. Na najwyższym, 19. miejscu, uplasowała się FK Liepāja, 23. była Riga FC, a na 25. miejscu piłkarz Niks Sliede. Jeżeli w zestawieniu na najlepszego sportowca kraju jakikolwiek akcent z piłką w tle znajdziemy pod koniec drugiej dziesiątki, to jak mało popularny jest to sport na Łotwie? – można zapytać.

Fot. World Boxing Superseries

Jak tłumaczył mi przedstawiciel Sporta Avīze w skład eksperckiego grona wchodzi 50 osób. Są to przedstawiciele Łotewskiego Komitetu Olimpijskiego, politycy, trenerzy różnych drużyn, byłe gwiazdy sportu, czytelnicy magazynu, oraz dziennikarze. Największy numer wyciął, zero zaskoczenia, polityk – mer Lipawy, Jānis Vilnītis. „W tym roku na pierwszym miejscu umieścił klub ze swojego miasta, a na czwartym piłkarza Niksa Sliede (obecnie piłkarz RFS-u Ryga, kiedyś grał w FK Liepāji – przyp. aut). Miał najbardziej nieobiektywne głosowanie zawierające wielu młodych sportowców wywodząch się z Lipawy” – skomentował stronnicze wybory mera przedstawiciel magazynu. Po chwili dodał także, 3 ekspertów umieściło Rigę FC na 5. lub 6. miejscu w swoich wyborach, co jest najlepszym wynikiem przedstawiciela piłki nożnej w omawianym plebiscycie. Mistrzowi Łotwy lepiej poszło rok temu, kiedy zajął 13. miejsce w całej stawce, w tym roku spadł aż o 10 lokat w dół.

Po co całe to rozkładanie wyboru sportowca roku na czynniki pierwsze? A no dlatego, że im ktoś lepszy to i bardziej znany. Wyobrażacie sobie jakikolwiek plebiscyt tego typu w Polsce bez obecności przynajmniej Roberta Lewandowskiego? Myślę, że nie. U nas media wiedzą o piłkarzach praktycznie wszystko – jakim jeżdżą autem, kto jest ich drugą połówką, jak spędzają wolny czas, kogo lubią a kogo nie. Nawet po zakończeniu kariery dziennikarze wiedzą kto czym się para, a w szczególności jeżeli zawodnik zostaje przy futbolu, albo jest przynajmniej zapraszany do programów sportowych w TV. Oczywiście taki stan rzeczy wiąże się nie tylko z przyjemnościami popularności, ale także z drugą stroną medalu – ogromne zainteresowanie może stać się także przekleństwem. Najlepszym tego przykładem jest piłkarz FC Barcelony Ousmane Dembele, który aby uciec autem przed młodymi fanami żądnymi wspólnego zdjęcia lub autografu, złamał przepisy ruchu drogowego przejeżdżając na czerwonym świetle.

„Z pewnością piłkarze na Łotwie są mało rozpoznawalni w społeczeństwie, ale to samo można powiedzieć prawdopodobnie o każdym sportowcu – w tym o hokeistach” – tłumaczy mi kwestię opisanej wyżej popularności dziennikarz serwisu Sportacentrs, Agris Suveizda. „Może koszykarzom byłoby trochę trudniej ze względu na wzrost, ale jeżeli mówimy tylko o statusie osoby i popularności jako takiej, to przykładów jest mało – w głównej mierze to Kristaps Porziņģis. Chyba również i Briedisa można już nazywać łotewską gwiazdą, ale poza tym inni sportowcy mają spokojne życie” – dodał mój rozmówca. Dlaczego dziennikarz pracujący w swoim zawodzie od wielu lat o zaledwie dwóch sportowcach wypowiedział się per „gwiazda”? Natychmiastowo rodzi mi to w głowie pytanie – czy Łotysze nie lubią sportu? Nie wiem w sumie jakiej odpowiedzi oczekiwałem, ale ta którą otrzymałem, jest bezlitosna. „Tak, popularność sportu w społeczeństwie jest niska. Obecność na różnych zawodach czy rozgrywkach dość dobrze to obrazuje”. O małej popularności jako wadzie wspominał były trener reprezentacji Łotwy Slaviša Stojanović, który mówił, że przez brak rozpoznawalności i mniejszą presję ciężej zawalczyć jest o dobre wyniki.

Kiedyś przy okazji rozmowy z innym dziennikarzem Sportacentrs, Edmundsem Novickisem, także poruszyliśmy ten temat. Czemu na mecze piłki nożnej przychodzi zaledwie kilkaset osób? Dlaczego wśród Łotyszy nie ma zakorzenionej tradycji chodzenia na stadion czy inne obiekty sportowe? Zdaniem Novickisa Łotysze po prostu tacy są, że zamiast oglądać wspólnie rozgrywki sportowe wolą po prostu pójść do baru czy restauracji i we własnym gronie właśnie w taki sposób spędzić czas. Nie wiem jak było w waszym przypadku, ja na stadion pierwszy raz poszedłem za sprawą swojego kolegi, kogoś innego zabrał pewnie tata, wujek, dziadek… Na Łotwie trzeba walczyć o każdego widza w każdy możliwy sposób. I mowa tu nie tylko o piłce nożnej.

Czy można taką sytuację rozpatrywać w kategoriach „problemu”? Nie, chyba, że ktoś mocno nastawia się na czerpanie zysków, które są efektem zainteresowania publiki. Ale generalnie każdy naród jest inny, ma swoje zwyczaje i tradycje. Łotysze już tacy są, że nie żyją sportem tak intensywnie jak my, choć oczywiście każdy sukces tamtejszego sportowca, mniej lub bardziej spodziewany, przyjmowany jest z dużym entuzjazmem.

Właśnie, sukces. Zastanówmy się kiedy tak naprawdę mieliśmy okazję mówić o sukcesie przy okazji łotewskiej piłki? Pierwsza myśl – Euro 2004 i sam fakt wywalczenia awansu na tę imprezę został odnotowany przez ekspertów Sporta Avīze. Ale od tamtego czasu nie wydarzyło się nic podobnego. W eliminacjach do MŚ 2010 Łotysze byli blisko baraży, i to w zasadzie tyle. Indywidualnie? Najlepsi łotewscy piłkarze grają w Polsce, Szwajcarii. Blado wygląda to przy dokonaniach Paharsa, Verpakovskisa czy Rudņevsa. To byli piłkarze, którzy w porównaniu do obecnego stanu osiągnęli sukces przez duże S. Wracając do kwestii tego, że w Polsce media wiedzą o sportowcach wszystko, to również i w tej kwestii na Łotwie piłkarze wiodą spokojne życie, i dotyczy to nie tylko prasy czy telewizji, ale ogółu społeczeństwa. „Ostatnim, któremu poświęcano bardzo dużo uwagi, był chyba Māris Verpakovskis” – mówi Agris Suveizda. Patrząc jednak na to, że był wiodącą postacią drużyny, która wywalczyła awans na Euro 2004, można uznać, że w pełni zasłużył na bycie w centrum zainteresowania, nawet nie tylko tego piłkarskiego. O człowieku sukcesu wszyscy chcą wiedzieć wszystko, zwłaszcza gdy jego sława wykracza poza granice ojczyzny.

Māris Verpakovskis w 2004 roku w Kijowie. fot. Jeremy Nicholl

Szeroko rozumiana popularność jest jednocześnie wchodzeniem na bardzo kruchy lód, gdzie trzeba uważać na każdy swój krok. Doskonały przykład to polska scena dziennikarstwa sportowego, a w szczególności piłkarskiego. Co i rusz w mediach społecznościowych wybucha nowa burza, a jej powody są rozmaite. Ktoś kogoś obraził, ktoś nie potrafił utrzymać rąk przy sobie, ktoś się z kimś umówił na bójkę, jeszcze ktoś inny miał rzekomo zakładać fikcyjne konta w różnych celach. Pełen wachlarz. I tu pojawia się pytanie – na ile dziennikarz piłkarski w Polsce jest tylko dziennikarzem, a na ile zaczyna być kimś w rodzaju celebryty? Tutaj nasuwa się idealny wręcz przykład – Krzysztof Stanowski. Nie traktujcie tego jako próbę wbicia komuś szpilki, opisuję po prostu to co wywnioskowałem, zwłaszcza że nie znam pana Stanowskiego osobiście. Tak czy owak podsumujmy fakty – czy przykładowo wzajemne zaczepki z Marcinem Najmanem mieszczą się w ramach dziennikarstwa? Myślę, że nie. I o to się właśnie rozchodzi. Tu można przywołać też pozostałych współzałożycieli Kanału Sportowego – Michała Pola, Mateusza Borka i Tomasza Smokowskiego. Każdego z nich w mediach społecznościowych śledzi kilkaset tysięcy osób, w tym na pewno wielu młodych, na których światopogląd czy postępowanie tak popularne osoby mogą mieć większy wpływ niż się wydaje.

Znalezienie na Łotwie kogoś podobnego jest zadaniem bardzo trudnym. Łotewscy dziennikarze sportowi w social mediach skupiają się głównie na swojej pracy i tematach z nią związanych. Jeżeli wypowiadają się na tematy pozasportowe to ich wpisy nie wywołują tylu emocji i zamieszania co w Polsce. Jedyną osobą pretendującą do „polskiego typu” dziennikarza jest chyba były reprezentant kraju i zawodnik Widzewa Łódź Jurijs Žigajevs. Po zakończeniu kariery spełnia się jako dziennikarz. Razem z aktorem Kristiansem Kareļinsem (swoją drogą też dosyć medialna osobistość) założyli bloga „Pa pāris kausiem” i podejmują się wielu ciekawych inicjatyw. Wiele wizyt w danych klubach czy miejscach opiera się na szerokich kontaktach Jurijsa z czasów gry w piłkę, przez co widz otrzymuje luźny, momentami żartobliwy materiał z koleżeńskimi relacjami na linii prowadzący – gość. Ponadto razem z żoną Žigajevs w social mediach lubią dzielić się mniejszymi lub większymi szczegółami z życia prywatnego wywołując przy tym pewne zainteresowanie. Jeżeli ktoś z Łotwy miałby odnaleźć się w polskich realiach, to chyba tylko Jurijs. Zwłaszcza, że sam na swoim Twitterze wywołał już nie raz jakąś dyskusję. W ramach ciekawostki – były gracz Lechii Gdańsk Sergejs Kožans w jednej z rozmów ze mną nazwał Jurijsa „gwiazdą”. Widać jak duży powiew świeżości wniósł Žigajevs na łotewską scenę dziennikarską.

Jurijs Žigajevs (L) i Kristians Kareļins (P). fot. Twitter Jurijsa Žigajevsa

Choć w łotewskim internecie nie ma zbyt wielu afer, to nie znaczy że nie dzieje się całkowicie nic. Jakiś czas temu duże zamieszanie wprowadził na Twitterze użytkownik o nazwie „Futbola Miskaste” (pol. „Piłkarski śmietnik”), który dał się poznać swoimi prowokacyjnymi wpisami. Raz opublikował sugestie łączące Edgarsa Gauračsa, dyrektora Spartaksa Jurmała, z procederem korupcyjnym. W wyniku tego na pół roku zniknął z Twittera. Innego razu pokłócił się z wspomnianym wyżej małżeństwem Žigajevsów, zarzucając w bardzo zdecydowany sposób wstawianie odważnych zdjęć przez Svetlanę Žigajevą, żonę Jurijsa, do sieci. Było grubo, Žigajeva poleciła nawet prowadzącemu Futbola Miskaste „spie*dalać”, więc emocje wzięły górę.

Swoją drogą konto, które obserwuje niewiele ponad 500 osób doczekało się uwagi nawet ze strony krajowego związku piłkarskiego. W jednym z tweetów Futbola Miskaste można było znaleźć informację o wysokości rekompensaty dla trenera reprezentacji Łotwy Dainisa Kazakevičsa w razie gdyby federacja zechciała przedwcześnie zakończyć z nim współpracę. Wieść ta zaczęła krążyć i krążyć, aż wreszcie LFF opublikowała stosowne oświadczenie ironizując zwrot „Boom”, którym Futbola Miskaste zwykł rozpoczynać swoje tweety z ważnymi informacjami. „Oszczerca krzywdzi trzy osoby – tego kto jest oczerniany, tego który słucha, i samego siebie. Piłka nożna nie jest śmietnikiem, prosimy aby dokładnie rozważyć swoje treści” – upraszczając takimi słowami zwróciła się łotewska federacja do autora kontrowersyjnego konta.

Obecnie od dłuższego czasu Futbola Miskaste nie udziela się w sieci.

***

Czy na podstawie tego tekstu można wysnuć wniosek, że środowisko piłkarskie na Łotwie jest lepsze niż w Polsce? Nie mi to oceniać, nie znam tych ludzi personalnie. Na pewno atmosfera w łotewskim internecie jest zdrowsza, przynajmniej w kwestii piłki nożnej, nie ma aż tak dużej liczby toksycznych komentarzy. Z drugiej strony zainteresowanie jest zdecydowanie mniejsze co powoduje, że siłą rzeczy dzieje się mniej. Czemu piłkarz na Łotwie nie jest popularny? Myślę, że ten tekst przyniósł więcej niż 1 wariant odpowiedzi: piłkarze nie osiągają sukcesów, na Łotwie sport nie jest czymś co nakręca społeczeństwo, no i wreszcie sam futbol cieszy się zbyt małym zainteresowaniem samym w sobie. Każdy piłkarz na pewno marzy o sławie i popularności, ale fajnie jest też móc spokojnie wyjść do sklepu na zakupy nie narażając się na wzbudzanie zainteresowania.

fot. Cyfrasport

Share on facebook
Share on twitter

Tagi:

Logowanie