O Marku Zubie zwykło się mówić, że to trener, który bardziej niż w Polsce doceniany jest na „wschodzie”. Tu w pierwszej kolejności wymienia się Litwę, gdzie polski szkoleniowiec dwukrotnie prowadził Żalgiris Wilno, przy czym druga próba była znacznie mniej udana. Jak dużą sympatią Zub cieszy się w stolicy?
Kilka tygodni temu gdy stało się jasne, że Żalgiris będzie poszukiwać nowego trenera przeglądałem dyskusje kibiców stołecznej drużyny związane z tą kwestią. W jednej z nich przewinął się wątek Marka Zuba, a jeden z fanów napisał, że „Zub nie jest dobrym trenerem”. Od razu zapaliła mi się lampka – przecież zawsze kojarzy się, że Polak jest wśród kibiców Żalgirisu lubiany, a wręcz uwielbiany, prowadził drużynę podczas najlepszych lat, gdy ta na Litwie wygrywała wszystko co mogła. A tu nagle takie słowa? Postanowiłem porozmawiać z dwoma fanami zielono-białych aby rozeznać się w sytuacji. Od razu można wysnuć jeden wniosek – świetny wizerunek Zuba w pewnym stopniu naruszyła druga próba (I półrocze 2019) u steru Żalgirisu. Tak czy owak nadal jest ciepło wspominany.
Mój pierwszy rozmówca Ingvaras, legenda ruchu kibicowskiego wileńskiego zespołu, od razu podkreśla, że kibicowska społeczność Żalgirisu skupia wielu ludzi, z których każdy ma swoje zdanie. Niemniej jednak od razu dodaje, że po drugim objęciu Wilnian jego autorytet wśród kibiców zwyczajnie spadł. O szczegółach tego dość dziwnego rozstania za chwilę, tak czy owak wspomniany Zub, Kamil Biliński i Jakub Wilk pozostawili po sobie dobre wrażenie, choć bywało różnie.
„Biliński grał u nas krótko, dlatego dawał z siebie wszystko podczas każdego meczu, w którym grał. Wilk z kolei już pod koniec swojego pobytu w Żalgirisie był nieco zblazowany jak Zub przy drugim podejściu. Nie powiem kto był numerem 1, mi osobiście wszyscy się podobali” – powiedział Ingvaras.
Ciepło o Polakach w Wilnie wypowiedział się także inny kibic Żalgirisu, Algirdas, choć nie do końca rozumie postępowanie Marka Zuba podczas jego ostatniego pobytu w stołecznym klubie. „Moim zdaniem Marek Zub jest dobrym trenerem, ponieważ gdy był on to były zwycięstwa. A także uwielbiał nas, kibiców. Ale to było kiedyś… Ostatnio nikt go nie zrozumiał, nie wiadomo czemu odszedł z klubu w tak ważnym momencie przed meczem w europejskich pucharach przeciwko Honvedowi Budapeszt. Może poróżnił się z właścicielką klubu, ale potem długo nie odbierał telefonów, potem okazało się, że zaczął trenować na Łotwie. To było dziwne, mógł zostać do końca sezonu, ale myślę, że to był dobry trener na tamte czasy” – dodaje Algirdas. W istocie ostatnie rozstanie Zuba z Żalgirisem było dość dziwne i niespodziewane, i nawet nie do końca wiadomo czy była to własna inicjatywa Polaka, czy decyzja klubu. Tak czy owak już na następny dzień ogłoszono nowego trenera, a Zub odnalazł się potem w FK Tukums.
Algirdas zapytany przeze mnie o najlepiej wspominanego jego zdaniem Polaka w Wilnie odpowiedział: „Gdyby nie ostatni przypadek Marka, to myślę, że Zub byłby na pierwszym miejscu, ale ponieważ tak dziwnie postąpił, to będzie na ostatnim. Kamil i Jakub na tamte czasy to byli super gracze. Zawsze bez problemu można było z nimi porozmawiać, nie zachowywali się jak gwiazdy, a ich gole były fantastyczne. Krótko mówiąc byli super”.
Oczywiście nie można głosu 2 osób uznać jako przekaz całego środowiska kibicowskiego, ale wydaje się że są dość zgodne i w miarę dobrze oddają całą puentę: za sprawą swojego drugiego podejścia w Żalgirisie, które przyniosło umiarkowanie dobre rezultaty (choć należy zaznaczyć przegraną w Superpucharze Litwy) i dość niejasne rozstanie, Zub stracił nieco na renomie. Mimo to jest nadal ciepło wspominany, choć wydaje się, że tu nieco wyprzedzają go Wilk i zwłaszcza Biliński. Możemy się jednak cieszyć, że gdzieś za granicą jest klub, w którym nie jeden, nie dwóch, a nawet trzech Polaków cieszy się dobrą opinią. I tego się trzymajmy.
fot. Żalgiris Wilno







