Edmunds Novickis: „Virslīga 2019 bardzo mi się podobała”

Dziennikarz Edmunds Novickis to idealny przypadek dla „Bałtyckiego futbolu” – Łotysz z polskimi korzeniami. W naszej rozmowie nie brakowało tematów, a Polska i Łotwa przecinają się w niej przez cały czas, nie tylko pod względem futbolu. Samej piłki oczywiście też nie brakuje, bo dla Edmundsa to pasja, która dodaje mu motywacji, a na Łotwie w świecie futbolu dzieje się sporo. 

Rafał Kobza („Bałtycki futbol): Urodziłeś się w Dyneburgu (łot. Daugavpils), Twój ojciec jest Polakiem, a matka Łotyszką. Jaka jest historia Twojej rodziny?

Edmunds Novickis (Sportacentrs): W rzeczywistości urodziłem się w Rzeżycy (łot. Rēzekne), ale w Dyneburgu mieszkałem od 3. lub 4. roku życia. Mama i jej wszyscy przodkowie (o ile mi wiadomo) są Łotyszami, ale tata i jego ojciec Polakami. W Łatgalii, w tym w Dyneburgu, jest całkiem dużo Polaków, którzy mieszkają tam od wielu pokoleń. Chociaż codzienny użytek języka polskiego przez mojego tatę jest ograniczony, i nie uczył się w polskiej szkole, to mówi biegle po polsku. Na co dzień ogląda sporo polskiej telewizji, czyta dużo książek, i jest prawdziwym Polakiem. Mój polski jest znacznie słabszy, ale tata i dziadek komunikują się ze sobą właśnie w tym języku, więc na poziomie konwersacji rozumiem polski, potrafię czytać, trudniej jest z pisaniem.

Czy śledzisz to, co dzieje się w polskiej piłce?

Bardziej śledziłem, gdy liczba łotewskich piłkarzy była większa, a Rudņevs został w Polsce supergwiazdą. Teraz obserwuję mniej, głównie Šteinborsa, ale ogólne pojęcie o Ekstraklasie mam, ponieważ polski i łotewski futbol regularnie się przecinają – tego lata Riga FC wyeliminowała Piasta Gliwice, a łotewska reprezentacja dwukrotnie spotkała się z Polską w eliminacjach do Euro 2020. Czasami piszę z kilkoma polskimi dziennikarzami, wymieniamy się informacjami.

Zapytałem, bo polska Ekstraklasa jest uważana na Łotwie za atrakcyjną, prawda? Głównie myślę tutaj pod względem piłkarzy. 

W obecnej sytuacji łotewskiej piłki każda liga jest atrakcyjna dla naszych piłkarzy. (śmiech) Ale Polska faktycznie jest nam bliższa niż inne kraje – jeżeli Lukjanovs, Rudņevs, Rakels i inni sprawdzili się tam, dzięki znajomym znajomych i agentom zdobyli nowe kontakty, to oczywiście więź zacieśnia się. Ponadto działa to też w drugim kierunku – polskie kluby również dużo patrzą na wschód, w Ekstraklasie pojawiają się nie tylko Łotysze, lecz także ukraińscy, białoruscy, gruzińscy, litewscy czy estońscy zawodnicy. Tutaj raczej mógłbym zapytać Ciebie dlaczego tak jest – bo są tani? W każdym razie Polska jest dobrym szlakiem tranzytowym między wschodem a zachodem. Rudņevs z Polski wyjechał do Niemiec, a Rakels do Anglii. Polska liga daje dużo możliwości (nie muszę Ci mówić, że działa to także w przypadku polskich piłkarzy, na przykład, transfer Krzysztofa Piątka) i pytaniem tylko jest skorzystanie z tych możliwości. Niestety Łotwa ma mało pozytywnych przykładów, dużo częściej nasi po pewnym czasie wracają z powrotem do Virslīgi.

Wracają także z powodu dobrych pieniędzy?

W ciągu ostatnich 1-2 lat pieniądze są najprawdopodobniej bardzo dużym czynnikiem przy powrotach do Virslīgi, chociaż na to można spojrzeć też z drugiej strony – po pierwsze dla rozwoju kariery i zarobków bardziej wartościowe jest pójście dalej na zachód, niż cofanie się wracając znowu na Łotwę. Z Virslīgi bardzo ciężko jest trafić do którejś z lig Top5, dużo realniej jest zrobić to z Polski. Po drugie, pensje w polskiej Ekstraklasie są w każdym przypadku wyższe niż w Virslīdze – polski kolega mówił mi, że w Ekstraklasie pensje wynoszą zwykle ok. 10-20 tysięcy euro miesięcznie. W Virslīdze takich zarobków nie ma (najlepsze wynoszą raczej w granicach 5-10 tysięcy), choć oczywiście w ostatnich latach znacząco wzrosły. Dlatego sądzę, że nasi często po prostu nie są w stanie poradzić sobie w Ekstraklasie, więc zgadzają się na oferty pieniężne z Virslīgi.

No, Kamil Biliński powiedział, że na Łotwie zarabiał lepiej niż w Wiśle Płock. A czy dla wszystkich piłkarzy Virslīgi piłka jest głównym źródłem zarobku? Jaka jest sytuacja w 1. līdze?

Nie mam powodów aby nie wierzyć Kamilowi, ale weźmy pod uwagę, że Wisła Płock jest jednym z najmniejszych klubów Ekstraklasy pod względem finansów (Dane Deloitte), podczas gdy Riga jest naszym płacowym liderem, poza tym wypłaciła dużo pieniędzy w premiach za wspaniałe występy w europejskich pucharach i ligowy tytuł. W klasycznym przypadku przykładowo piłkarz Cracovii zarabia więcej, niż zawodnik np. RFS-u Ryga. 

Zespoły z tegorocznego Top7 są w pełni profesjonalne, z kolei w BFC Daugavpils i Mettcie za profesjonalne można uznać procesy treningowe, ale pensje prawdopodobnie nie odpowiadają tym zawodowym. W tych dwóch drużynach nie brakuje młodzieży, która uczy się w szkole albo studiuje. 1. līgę można uznać za półprofesjonalne/amatorskie rozgrywki.

Pieniądz jest pieniądz, ale chciałbym zwrócić uwagę na coś innego – marketing. Dwie najwyższe ligi i puchar mają sponsorów tytularnych, pierwszy raz ruszyła Fantasy League. Dzieje się bardzo dużo. I efekt jest lepszy, niż kampania z wilkami, czyż nie? (śmiech)

Rozumiem, że żartujesz, ale naprawdę nie chciałbym porównywać tego z wilkami. Pozytywnie patrzę na każdą aktywność, na każde staranie aby zrobić dla piłki coś dobrego, i nie próbuję tego dzielić na „lepsze/gorsze” kategorie. Bardzo nie lubię, i nie mówię tu tylko o futbolu, że w dzisiejszych czasach tak popularne jest wyśmiewanie, krytykowanie i szydzenie z absolutnie czegokolwiek, co znajdzie się w centrum uwagi. Opinie oczywiście mogą się różnić, ale czy konieczne jest wyrażanie ich w agresywnej formie? Ale wracając do zadanego pytania, łotewski futbol klubowy robi małe, lecz przekonujące kroki w kierunku zostania dobrze opakowanym produktem. Potrzeba by było jeszcze tylko stadionów dobrej jakości i Virslīga, jak to mówił Krivuņecs (Maksims Krivuņecs – dyrektor generalny łotewskiej ligi – przyp. aut.), naprawdę zostanie najlepszą ligą w państwach bałtyckich. Dodatkowo trzeba by było stabilności finansowej klubów, ale to oczywiście nie jest takie proste.

Nie nazwałbym tego szyderą, lecz moim zdaniem to kompletnie nietrafiony pomysł. Porażki w kiepskim stylu, bez walki, nie kojarzą się z wilkami. Roberts Uldrikis dość głośno to skrytykował. Ale sądzę, że federacja ma teraz większe problemy niż kampania z wilkami. Co UEFA i FIFA chcą robić w LFF?

Nikt, wprowadzając ideę wilków, nie chciał celowo zaszkodzić piłce nożnej i jej wizerunkowi. Ludzie próbowali zrobić coś pozytywnego. Rozumiem, że na tle porażek reprezentacji wilki nie wyglądają dobrze, dlatego trzeba umieć reagować – nie jestem specem od marketingu, ale zalecałbym, na przykład, mniej kojarzyć wilki z reprezentacją, a bardziej z talizmanem, który przyciągnie uwagę dzieci, będzie chodził na imprezy charytatywne i tym podobne. Jeżeli chodzi o UEFA, FIFA i LFF, to nie mam wartościowych informacji.  O ile rozumiem federacja przeżywa teraz kryzys z płynnością finansową (mało fizycznej gotówki w kasie na pokrycie bieżących płatności), ale jest jasne, że fundusze z UEFA nigdzie nie znikną – najważniejsze żeby była stabilność polityczna, temu powinna także towarzyszyć równowaga finansowa.

Czy można marzyć o lepszych wynikach reprezentacji z takimi problemami u korzeni?

Wydaje mi się, że obecnie nie ma do tego podstaw. Cokolwiek powiedzieliby populiści, że „trzeba tylko więcej walczyć”, „trzeba tylko lepszego trenera”, obecnie drużyna narodowa jest odzwierciedleniem łotewskiego systemu piłkarskiego ostatnich ~15 lat. Jasne, w tym roku zbyt wiele gier było złej jakości, nawet gorszej niż obiektywne możliwości zespołu (okropne mecze w Macedonii Północnej, Austrii, oraz w Rydze przeciwko Słowenii i Izraelowi), lecz „duży ekran” i tabela są obiektywne. Nie oczekuję aby w najbliższym okresie (2 lata) coś się zmieniło.

Za każdym razem gdy polska reprezentacja gra przeciwko Łotwie, to komentatorzy i dziennikarze z naszego kraju przypominają kwalifikacje do Euro 2004. Czy wy też nadal macie w głowach ten turniej?

Oczywiście, Euro 2004 pamiętamy nie tylko obecnie, lecz będziemy na całe życie. Z związku z tym wspomnę o dwóch interesujących rzeczach: w tamtym cyklu Łotwa miała fantastycznie doszlifowany kontratak, i właśnie w ten sposób wygrała w Warszawie. Ale w rewanżowym meczu przeciwko Polsce Łotwa zagrała nietypowo ofensywnie, i moim zdaniem (na ile pamiętam wydarzenia sprzed 16 lat) zaprezentowała najlepszy, lub przynajmniej najpiękniejszy występ w tamtych eliminacjach, choć przegrała 0-2. Po tym spotkaniu wielu fanów straciło nadzieję na zakwalifikowanie się do turnieju finałowego, i 3 dni po meczu z Polską na potyczkę z Węgrami przyszło tylko 4,5 tysiąca widzów… Łotwa zwyciężyła Węgrów (3-1), potem Szwedów (1-0), a w play-offach pokonała Turcję (1-0, 2-2), i dotarła do turnieju głównego powodując ogromne poruszenie wokół piłki jako takiej. Trochę szkoda, że łotewski kibic wspiera tylko wtedy gdy są zwycięstwa, a przykład z wizyty na meczu z Węgrami pokazuje, że Łotysze nie mają futbolu we krwi.

W tamtym czasie dużą część zespołu stanowili piłkarze Skonto – klubu, który dziś już nie istnieje. Jakiś czas temu były plotki o zainteresowaniu sponsorów z Rosji, którzy chcieli odkupić klub. Oczywiście żadnego tematu nie było, ale zastanówmy się nad tym. Czy powrót Skonto jest dziś potrzebny łotewskiej piłce?

Wydaje mi się, że pustkę po Skonto w stolicy dobrze wypełniły Riga FC i RFS. Jak już wcześniej wspomniałem dla łotewskiego futbolu korzystne były by stabilne finansowo kluby. Obecnie Virslīga jest moim zdaniem przepełniona zamożnymi zespołami, a kluby zazwyczaj wydają więcej niż wynoszą ich dochody. Nie mam nic przeciw aby pojawił się jeszcze jakiś silny finansowo klub, ale najważniejszym wydaje się, że łotewski futbol nie traci tego, co obecnie jest. Myślę, że ludzie nie doceniają tego, co aktualnie mamy w naszej piłce klubowej – sportowa konkurencja, wystarczająco dobry poziom (wiele drużyn jeździ na obozy do ciepłych krajów), ciekawych obcokrajowców (zarówno ci, którzy już siebie sprawdzili i grali w dobrych ligach, jak i 18-19 letnie talenty, którzy w przyszłości mogą grać w ligach Top5). Virslīga 2019 bardzo mi się podobała i trzymam kciuki, aby pod względem sportowym pozostało coś podobnego, bo w kolejnych latach prędzej będzie gorzej niż lepiej. Teraz łotewskie kluby ze swoją konkurencją nas cieszą!

No i w Virslīdze nie ma już chyba takich klubów jak Daugava Daugavpils, czy FK Jūrmala (zespoły zamieszane w korupcję i  sprzedawanie meczów – przyp. aut.). Oļegs Gavrilovs, łotewski „Fryzjer”, miał mieć z końcem grudnia proces w sądzie, jeśli dobrze pamiętam?

Powiedziałbym nawet – nie mamy takich drużyn, bo to nawet nie były kluby… W latach 2012-2014 cierpliwie chodziłem na większość z gier, Virslīga była na znacznie niższym poziomie, prawdopodobnie ustawiono wiele spotkań, dlatego bardziej cieszyłem się z ligi w latach 2017-2019. Procesu Gavrilovsa nie śledzę, ale jak pisze mój kolega z Delfi, przesłuchania są regularnie odraczane z różnych powodów.

Wróćmy jeszcze na chwilę do wątków z Polską. Kiedy Łotwa grała u siebie z Polską, do Rygi przybyło wielu polskich dziennikarzy, niektórzy z Tobą rozmawiali. O co najczęściej pytali?

Jeden polski dziennikarz (Maciej Kaliszuk z Przeglądu Sportowego) przybył na eskpedycję do Rygi jeszcze tydzień przed spotkaniem – spotkał się z Paharsem, Stojanoviciem i ze mną chcąc dowiedzieć się nieco o łotewskim futbolu. O Virslīdze, piłkarskich problemach, regresie reprezentacji, niedużej liczbie kibiców, wynagrodzeniach w naszej lidze, piłkarzach w Ekstraklasie i tak dalej. Ten dziennikarz przygotował dobre materiały, ale na mecz ostatecznie nie poszedł, bo przyjechali już inni jego koledzy. Natomiast przed meczem w Rydze rozmawiało ze mną kilku innych dziennikarzy, a tematy były takie same – chcieli dowiedzieć się więcej o łotewskim futbolu.

A co pomyślałeś w chwili, gdy zobaczyłeś, że jeden świr z Polski pisze o łotewskim futbolu na co dzień? (śmiech)

Mówisz o sobie? Przede wszystkim mogę mówić w najlepszych słowach. Dobra robota! Wspominałem już o przykładzie fanów na meczu Łotwa – Węgry. Tu podobnie – nawet na ligowych meczach w Rydze zaobserwowałem, że na relatywnie dużą liczbę spotkań przychodzą obcokrajowcy… Są zainteresowani! Młodzież rozmawiająca po niemiecku lub angielsku na stadionach w Rydze to codzienność. Z drugiej strony jeśli mówimy o dziennikarstwie/blogowaniu to przed paroma laty działał „One Nil Up” z bardzo fajną treścią – to projekt stworzony przez żyjących na Łotwie Hiszpana Rubena i Anglika Greya. Nawet łotewskim mediom zagraniczne chłopaki (wliczając Ciebie) dostarczają wiele wartościowych i interesujących materiałów. Jasne, że na przykład Biliński, dla Ciebie, jako Polaka, będzie bardziej otwarty i powie więcej niż łotewskim dziennikarzom. Życzę kontynuowania w tym samym duchu!

Widziałem wywiad, w którym mówisz o niewielkiej liczbie dziennikarzy piłkarskich na Łotwie. Czy Jurijs Žigajevs ze swoim blogiem wniósł trochę nowej energii?

Tak, jasne że wniósł! Jest interesujący jako osoba z dobrym poczuciem humoru, ma znaczące osiągnięcia w karierze piłkarskiej, i co rozumie się samo przez siebie, dobry kontakt z aktywnymi piłkarzami. Dobrze rozumie się zarówno z łotewską, jak i rosyjską publiką. Ponadto udowodnił, że jego zdolności do pracy są na wysokim poziomie. To kolejny plusik dla sezonu 2019 w łotewskiej piłce.

Wystarczy już o piłce. Czym, poza futbolem, interesuje się Edmunds Novickis? Co robisz w swoim wolnym czasie?

Prawie cały wolny czas przeznaczam dla rodziny. Bawię się z dziećmi, uczę je czytać i liczyć, gramy w różne gry, jeździmy na rowerach, zabieram syna na treningi piłkarskie, jeździmy do dziadków na wieś, latem nad morze. Lubię także filmy, jak i oglądać różne wywiady czy audycje na YouTube.

Wiem, że na co dzień pracujesz w banku/w ekonomii. Jak dla takiego dobrego dziennikarza (Edmunds był wielokrotnie nagradzany tytułem piłkarskiego dziennikarza roku na Łotwie) sport nie jest główną pracą?

Łotwa nie jest Polską, czy innym dużym piłkarsko krajem, gdzie jest duże zapotrzebowanie na treści związane z futbolem. Już w czasie tej rozmowy dowiedzieliśmy się, że nierzadko Virslīga wydaje się bardziej interesująca dla obcokrajowców niż dla Łotyszy. Jeśli mój bezpłatny artykuł w sieci przeczyta, przykładowo, dwa tysiące ludzi, to jest to za mało aby regularnie na tym zarabiać. Ten sam Jurijs Žigajevs po zakończeniu kariery zrozumiał, jak bardzo niewdzięczna pod względem finansowym jest praca z dziennikarstwem piłkarskim, blogowaniem lub/i vlogowaniem. Jednak niczego nie żałuję – uważam to za niesamowity zaszczyt móc pracować na polu, które bardzo kocham, móc kontaktować się z legendami łotewskiej piłki, poznawać futbol za kulisami. Nie mam wątpliwości, że na przykład we Francji, Anglii lub Hiszpanii są ludzie, którzy marzyliby o tym, by za kulisami przeprowadzić wywiad z piłkarzami swoich reprezentacji narodowych, ale w tych krajach jest duża konkurencja i nie wszyscy mają taką okazję. Natomiast mi się to udało, z powodu czego czuję się szczęśliwy. Podobnie jest z reprezentacją Łotwy – np. Tomaš Šimkovič, którego uważałbym za najlepszego piłkarza roku w Virslīdze, nigdy nie założył koszulki drużyny narodowej Austrii, podczas gdy łotewscy piłkarze, obiektywnie w większej części słabsi od Šimkoviča, mają możliwość gry przeciwko Cristiano Ronaldo, Lewandowskiemu, Oblakowi, Alabie i innym. Piłka nożna nie tylko pozwoliła mi dotrzeć do miejsca, o którym 10-15 lat temu nawet nie śniłem (np. odwiedzenie ok. 30 spotkań turniejów finałowych Mistrzostw Europy i Świata), ale także przyniosło mi wielu dobrych przyjaciół i znajomych, oraz także emocje.

Ok, pracujesz w banku, jesteś dziennikarzem, masz w TV program „Futbolbumbas” (pol. piłki nożne), i prowadzisz futbolowe konto na Twitterze. Czy w ogóle masz czas na sen? (śmiech)

Wszystko w porządku – nikt mnie nie zmusza do robienia czegokolwiek, to mój wolny wybór, i czuję się tym usatysfakcjonowany! Czasami mam mniej czasu na sen, ale zwykle odbijam to sobie w weekendy i dokładnie się wysypiam. (śmiech)

Mieszkałem kiedyś w Rydze, więc znam miasto, lecz gdybym był na Łotwie pierwszy raz w życiu – co muszę zobaczyć Twoim zdaniem w stolicy?

Jeśli mam być szczery, to nie jestem fanem muzeów, architektury i innych obiektów kulturowych, wolę piękno przyrody. W Rydze jest jej mało, ale jeżeli mam wybrać jedno miejsce to wybrałbym się do Dzegužkalns (park na lewym brzegu Rygi nieopodal Dźwiny – przyp. aut.) – miłe miejsce w którym zazwyczaj nie ma dużo ludzi i można się zrelaksować.

Jak było na Twoich Świętach Bożego Narodzenia? Jakieś polskie jedzenie?

Mamy tradycję świętowania Bożego Narodzenia z rodzicami mojej żony, a z moimi zwykle witamy Nowy Rok. Żona jest Łotyszką, więc w Święta jemy łotewskie jedzenie.

Właśnie, już niebawem Nowy Rok. Czego mógłbym Ci życzyć?

Fajnych podróży piłkarskich! Futbol dał mi możliwość i motywację do bycia w wielu miejscach, także i w 2020 roku z chęcią kontynuowałbym realizację ekspedycji!

fot. archiwum osobiste

Share on facebook
Share on twitter

Tagi:

Logowanie