Litwo, czekam na Twój stadion!

To był listopad zeszłego roku, zimno, a w piłkę na Litwie już nie grali. 21 lat, pierwsza samodzielna podróż samochodem do innego kraju, zwykły wypad na weekend. Pamietam, że rodzice próbowali za wszelką cenę przekonać mnie do każdego innego środka transportu niż auto. Z jednej strony ich rozumiałem, z drugiej postawiłem na swoim. Myślę że i tak to lepsze niż 2 razy dłuższa podróż do Rygi, bo tam pierwotnie mieliśmy się z dziewczyną udać. Mieliśmy być 18. listopada na 100-lecie niepodległości Łotwy, ale los zechciał sprowadzić nas do Kowna.

Nie pamiętam dokładnie ile jechaliśmy z okolic Warszawy, wiem za to, że droga się dłużyła. Szczególnie na Litwie, gdzie dość często na nieostrożnych kierowców czekały fotoradary. Samo Kowno to jedno z najtrudniejszych do poruszania się autem miast w jakim byłem. Cud, że nikt nie strąbił mnie gdy stałem na ich „strzałkach” zamiast skręcać w prawo. No cóż, spodziewałem się „strzałek” takich jakie znamy, a nie takich narysowanych na kawałku plastiku gdzieś zupełnie obok. No nic.

Chociaż było już po sezonie, to jednej rzeczy nie mogłem sobie darować. Stadion Dariusa i Girėnasa. Obiekt służący lekkoatletom i piłkarzom zlokalizowany jest na Zielonej Górze w Kownie. Po podjechaniu na wspomniane zniesienie zostawiłem auto gdzieś na parkingu przy pobliskich blokach i udaliśmy się na obiekt mieszczący nieco ponad 9100 osób. Największy taki na Litwie, choć z jakiegoś powodu to stadion LFF (~5000 miejsc) jest stadionem narodowym. Na razie musi tak być.

Czemu? Ano temu, że po podejściu pod obiekt naszym oczom okazał się gigantyczny plac budowy i konstrukcja w fazie zaawansowanego demontażu. Jak się okazało, po licznych sporach wśród wykonawców chętnych na realizację przetargu, w końcu udało się ruszyć z pracami. Te naturalnie zakładają gruntowną renowację i zwiększenie pojemności obiektu. Zdziwiony byłem jak nie wiem, kompletnie gdzieś mi uleciał ten temat. Bezceremonialnie mijali nas rodzice z dziećmi udający się na pobliską halę w związku z jakimś wydarzeniem. I nawet ciekawskie na ogół dzieci jakoś nie były zainteresowane aby zaglądać przez szpary ogrodzenia rozstawionego przez robotników.

(Stadion w Kownie w listopadzie 2018, fot. Rafał Kobza)

Co się zmieni? Przede wszystkim pojemność obiektu, mecze oglądać będzie mogło 15 tysięcy widzów, w koncertach uczestniczyć zaś 2 razy tyle. Wbrew pozorom na odmieniony stadion nie trzeba będzie długo czekać. Koniec prac renowacyjnych szacowany jest na luty 2020 roku. Czy to będzie nowy stadion narodowy? Bardzo bym chciał. Wysłużony LFF w Wilnie jest często obiektem narzekań wśród Litwinów, którzy chcieliby mieć w końcu stadion przez duże S. Kompletnie nowy obiekt, a w zasadzie cały kompleks, miał powstać na wzgórzu Szeszkinia w Wilnie, tuż koło centrum handlowego Akropolis. Z informacji, które uzyskałem wynika jednak że ktoś wziął ładne pieniądze i… ulotnił się. Stadionu jak nie było, tak nie ma i prędko nie będzie. Sytuację ratuje restaurowany właśnie obiekt w Kownie. Myślę, że właśnie tam powinno teraz kumulować się piłkarskie życie Litwy.

Kowno potencjał ma. Kiedyś grał tu znany zespół FBK Kaunas, niestety zbankrutował, tak samo jak później drużyna utworzona przez kibiców. Obecnie na poziomie A Lygi miasto ma 2 kluby – Stumbras i piłkarską filię słynnego koszykarskiego klubu – BC Žalgiris Kaunas. Dopóki FK Trakai nie przeniosło się oficjalnie do Wilna i zmieniło nazwę na „FK Riteriai”, Kowno jako jedyne miało 2 drużyny w A Lydze. Tego lata Stumbras drugi raz w swojej historii, i przy okazji drugi z rzędu, zagra w europejskich pucharach. W lidze idzie im nieco gorzej, ale nadrabia za nich Žalgiris, który rozgrywa świetny sezon. Póki co jest na trzecim miejscu, tuż za wielką dwójką w postaci Sūduvy i Žalgirisu Wilno.

Moim zdaniem Kowno ma dużą szansę na bycie miastem nie tylko koszykówki, ale także jej młodszej siostry, piłki nożnej. Siostra, która nie jest tak znana, popularna, nie poświęca się jej tyle uwagi, ale próbuje gdzieś tam się przebić. Porządny stadion to pierwszy krok do przyciągnięcia kibiców, zarówno tych bardziej aktywnych, jak i tych którzy wpadają głównie zrobić zdjęcie na Facebooka czy Instagrama. O ile na wyniki reprezentacji nie bardzo ma się wpływ, o tyle o dobry image zawsze można jakoś zadbać. A stadion w Kownie mógłby śmiało zostać pierwszym, ważnym krokiem w odbudowie litewskiej piłki.

Fot. Panorama Kowna. Aut. Klaudia Waszak

Share on facebook
Share on twitter

Logowanie