(Nie) wszystkie grzechy łotewskiej federacji

Jako najlepsze zobrazowanie kondycji piłkarskiej danego kraju przeciętny kibic uznaje zazwyczaj rezultaty narodowej reprezentacji. Czasami jednak to okazuje się tylko wierzchołkiem góry lodowej, bo na wyniki ma wpływ szereg różnych rzeczy… Czas wyprać brudy.

Tekst starałem się napisać w jak najbardziej neutralnym stylu.

Od początku był chaos…

Obrazowanie tego co złe w łotewskiej piłce rozpoczniemy od najdłużej działającego prezesa w historii tamtejszej federacji. Guntis Indriksons krajowym związkiem zarządzał przez 22 długie lata, od 1996 do 2018 roku. Przez ten czas widział bardzo wiele. Wieloletnia dominacja Skonto Ryga, którego był właścicielem, historyczny awans na Euro 2004, czy wreszcie porażka 0-1 z Gibraltarem pod koniec kadencji. Warto przedstawić tą postać w całości, nie tylko od strony piłkarskiej.

Guntis Indriksons urodził się 18. grudnia 1955 na terenie łotewskiej SRR we wsi Vilpulka. Położona jest ona na północy kraju, rzut beretem od granicy z Estonią. W 1983 ukończył studia na Wydziale Prawa Uniwersytetu Łotwy, największej państwowej uczelni. Jeszcze za czasów akademickich w 1981 rozpoczął pracę dla KGB w Moskwie i Rydze. Ten stan trwał do 1990 roku, gdy założył przedsiębiorstwo o nazwie „Skonto”, w którym do 2011 piastował stanowisko dyrektora generalnego. Zainwestował w futbol, od 1991 do 2012 roku był prezydentem legendarnego Skonto Ryga. Jego losy toczyły się w bardzo różny sposób.

Wygadany

Guntis Indriksons, fot. lff.lv

Dotychczasowe informacje raczej nie robią większego wrażenia, nie on jeden służył Związkowi Radzieckiemu. Zbadajmy więc dokładnie działalność Indriksonsa. Tu z pomocą przychodzi jeden z kibiców nieistniejącego już Skonto Ryga, któremu postać byłego prezesa LFF (Łotewska Federacja Piłkarska) jest doskonale znana. „Wykorzystując kontakty z KGB założył duży biznes i przejął Skonto, później także LFF. Dopóki były pieniądze, to wkładał w futbol więcej niż dostawał z powrotem. Ale jakoś od 2000. roku biznes zaczął się załamywać. Pieniędzy z LFF i Skonto zabierał górką, względem tego co dawał. I tak jak sam czerpał z LFF, to do tego system był tak skonstruowany, że i inni kradli. Bardzo manipuluje ludźmi. Psychopata. Ale takich uczy KGB. Dobry retoryk, i mówię to pomimo tego, że jestem fanem Skonto.” – powiedział. Ciekawy opis, czyż nie? Jeszcze ciekawsze są jego inwestycje i sposób zarządzania pieniędzmi. „Dokonał także wielu inwestycji, w które sam niewiele włożył. Mówiono na przykład, że zbudował stadion, ale część pieniędzy pożyczył, i potem nie oddał bankowi. A ziemię przekazała Rada Miasta Rygi. W rzeczywistości ich nabrał. Także z Ķīšezers (jezioro na północy Rygi, w jego pobliżu zlokalizowano ośrodek szkoleniowy). Dali teren pod boiska treningowe. Była dobra baza. Postanowił jednak postawić także domy. Ale zbankrutował. Dlatego też zabrał ziemię… Tak samo było ze stadionem Skonto. Dostał teren, wziął kredyt i zbudował stadion. Nie spłacał pożyczki. Sprzedał ziemię ze stadionem, spłacił kredyt i znowu miał zysk. Ile dokładnie zainwestował na początku – nie wiem.”- dodał wspomniany kibic. Innym numerem Indriksonsa było wyprowadzenie 73 milionów łatów na Cypr, gdy sprzedawał swoją firmę Skonto (nie mylić z klubem!). Biznesmen mimo tego, że oddał przedsiębiorstwo w inne ręce, to chciał z niej wynieść dla siebie tyle, ile to było możliwe. Nawet teraz, gdy upadła spółka Skonto FC jest wystawiona na sprzedaż, to podobno chce za nią zawyżoną kwotę. Oficjalnie swoją bogatą karierę w łotewskiej piłce zakończył w 2018 roku, gdy przestał piastować urząd prezydenta w LFF.

Upadła nadzieja

Zastępcą Indriksonsa w kwietniu 2018 został wybrany Kaspars Gorkšs, były reprezentant Łotwy i zawodnik takich klubów jak Queens Park Rangers czy Reading. Był człowiekiem spoza układów, powiewem świeżości, dla wielu symbolem zmian na lepsze. Jak widać po lekturze poprzedniego akapitu, Indriksons nie pozostawił swojemu następcy stabilnego gruntu. Na początku było dobrze, ale z czasem sytuacja organizacyjna zaczęła się pogarszać. Gorkšs miał dużo dobrych chęci, ale brakowało mu doświadczenia, obycia w zarządzaniu tak dużą instytucją. 17. października 2019, pół roku przed końcem dwuletniej kadencji, został odwołany ze stanowiska. Nie brakuje jednak domysłów, że w tej sytuacji nie chodziło tylko o futbol…

Kaspars Gorkšs, fot. Edijs Pālens/LETA

Persona non grata

Osobą, która w największym stopniu kopała dołki pod Kasparsem Gorkšsem był człowiek, który przegrał w kwietniu 2018 wyścig o fotel prezydenta LFF – Vadims Ļašenko. Jest przewodniczącym Łotewskiej Federacji Futsalu, i zapowiedział swój udział w nadchodzących wyborach na nowego włodarza związku. Te miały odbyć się pod koniec kwietnia 2020, ale ze względu na aktualną sytuację epidemiologiczną zostały przełożone na czas nieokreślony. Wcześniej z inicjatywy Ļašenki trzykrotnie odbywał się nadzwyczajny kongres w sprawie Gorkšsa. Dwa zgromadzenia kończyły się głosowaniem co do odwołania byłego piłkarza. Kaspars jedno głosowanie wygrał, drugie przegrał. Przy pierwszym referendum Ļašenko wytoczył wyjątkowo mocne działo – twierdził, że jest w posiadaniu nagrań rozmów Gorkšsa z Oļegsem Gavrilovsem. Nie chodziło o byle kogo – to skorumpowany działacz piłkarski, łotewski odpowiednik naszego „Fryzjera”, dożywotnio wykluczony ze struktur LFF, były właściciel niesławnej Daugavy Daugavpils. Gavrilovs niebezpośrednio ale wciąż pozostaje aktywny w świecie piłki. W zamian za ułaskawienie miał obiecywać Gorkšsowi poparcie w wyborach na prezydenta LFF w 2018. Szkopuł w tym, że Ļašenko niezbyt kwapił się w sprawie weryfikacji nagrań, a w trakcie kongresu, przy najlepszej możliwej okazji na ujawnienie, stwierdził, że nie był w posiadaniu taśm. Te najprawdopodobniej były spreparowane, tak powiedział Edgars Pukinsks ówczesny i obecny sekretarz generalny łotewskiego związku.

Vadims Ļašenko, fot. Evija Trifanova/LETA

O co chodziło?

To co można zarzucić Gorkšsowi to na pewno przygnębiający obraz narodowej reprezentacji, czy fatalną sytuację organizacyjną w związku. Bardzo poważnym problemem, który przyczynił się do usunięcia Kasparsa ze stanowiska był brak lojalnych członków. Wspominiany wyżej Pukinskis zrezygnował ze stanowiska sekretarza generalnego ponieważ chciał bardziej poświęcić się rodzinie. Nie przeszkodziło mu to powrócić do tej samej pracy raptem parę miesięcy później, już po odwołaniu Gorkšsa… Dziurę po Pukinskisie zapełnił tymczasowo człowiek, który nazywa się Mareks Gruškevics. To były sekretarz generalny Ministerstwa Edukacji i Nauki, a obecnie… dyrektor łotewskiego Radia Maryja. Osoba kompletnie bez powiązań z futbolem, bez doświadczenia w administracji piłkarskiej. Związek nie zatwierdził jego kandydatury, ale Gorkšs trzymał go, bo nie było innych chętnych. Czemu w odwołaniu Kasparsa nie musiało chodzić tylko o piłkę, lecz o wiele innych rzeczy? Przychodzi świeży człowiek, spoza układów, to wystarczające powody aby znaleźć pobudki do pozbycia się go. Dziury pod Gorkšsem kopano na różne sposoby, obwiniano o co się da. Jesienią 2019 balonik pękł.

Mareks Gruškevics, fot. Evija Trifanova/LETA

Kontrowersje mistrza Łotwy

Czytaliście wywiad Kamila Bilińskiego dla Weszło gdzie opowiada m.in. o zarządzaniu w Ridze FC? Jeżeli nie to streszczę: wszystko funkcjonuje mniej więcej jak za szalonych czasów Józefa Wojciechowskiego w Polonii Warszawa. Kierownictwo ingeruje w pracę trenera, wybiera kto ma grać a kto nie. Trenerowi nie pasuje? To do widzenia. Gdy klubowi idzie dobrze w europejskich pucharach to obiecywane są bajońskie premie mimo 3-miesięcznych zaległości w wypłatach? No prośba, żaden problem! Jednym ze wspomnianych dyrektorów w tym klubie jest Romāns Lajuks, były sędzia piłkarski. Karierę w tej roli kończył w nieciekawej atmosferze, w towarzyskim meczu Ukraina – Norwegia (2008 rok), gdzie podjął kilka kontrowersyjnych decyzji. W późniejszym okresie był menadżerem w Daugavie Daugavpils, pracował także w innym skorumpowanym klubie – FB Gulbene. Obydwa podmioty były własnością Oļegsa Gavrilovsa, czyli tego króla piłkarskich oszustw na Łotwie. Wyobrażacie sobie aby w Legii Warszawa czy Lechu Poznań pracował człowiek, który 8-9 lat temu w eliminacjach Ligi Europy zasłaniał się kartką papieru odbierając telefon od „Fryzjera” i otrzymywał wskazówki jak ma przebiegać sprzedany przez niego mecz? Na arenie międzynarodowej! Obecnie Lajuks jest już grzeczny, Riga FC nie potrzebuje brudnych gierek aby zarabiać, bogaty właściciel załatwia wszystkie problemy.

Romāns Lajuks, fot. Riga FC

Maskowanie maskarady

O sprawie zarządzania Rigą FC rozmawiałem z dwiema niezależnymi osobami będącymi bardzo blisko łotewskiej piłki, nie mogę niestety ujawnić ich personaliów. Mało kto chce mówić o takich sprawach bez gwarantu anonimowości. Śmiało można stwierdzić, że to co ujawnił Kamil Biliński, nie wywołało na Łotwie większego zdziwienia. Wiadomo, że trzeba wziąć też namiar, że klub nie ustosunkował się do wywiadu „Bili”, a Riga na pewno widzi te sprawy inaczej. Tak czy owak federacja pilnuje tego, żeby za dużo prawdy o tym jak zarządzany jest klub nie wydostało się do opinii publicznej. Oczywiście są domysły zwykłych ludzi, ale dobrze poinformowani (mówiąc slangiem polskich kibiców – „kumaci”) o rzeczach w Ridze wiedzą o wiele więcej. Takie osoby jeżeli zaczynają mówić zbyt dużo są stopowane przez kogo trzeba. I potem nie mogą liczyć na miłe traktowanie.

Kamil Biliński, autor zdjęcia nieznany

Hermetyczny krąg

O tym, że LFF nie lubi ludzi z zewnątrz doskonale świadczy przykład Kasparsa Gorkšsa, ale na tym nie koniec. Jeden z zagranicznych trenerów powiedział mi, że kiedyś proponował swoje usługi związkowi aby trenować graczy z konkretnej pozycji w dowolnej łotewskiej drużynie narodowej, w grę mogły wchodzić wszystkie kategorie wiekowe. Natychmiast został odrzucony, a jako powód podano „nie posiada odpowiednich kwalifikacji”. Działaczom musiał chyba umknąć fakt, że dysponował najwyższą licencją, a dotychczasowi szkoleniowcy w kadrze nawet jej nie mieli. Aby rozpocząć pracę na Łotwie w najniższej lidze trzeba posiadać tamtejszą licencję C. Wspomniany trener przytoczył mi przypadek znajomego, który miał licencję C z innego kraju, dodatkowo uczestniczył w kursach na UEFA B (uprawnienia dużo wyższe niż łotewskie C). Gdyby nie poszedł na wojnę ze związkiem, to nawet nie miałby co liczyć na prowadzenie drużyny na najniższym szczeblu. Tacy ludzie są z marszu na cenzurowanym, i na każdym kroku muszą liczyć się z utrudnieniami ze strony federacji. Jesteś z innego kraju i jeszcze fikasz? Ok, bądź sobie, ale nie będziesz miał z nami lekko – tak to można kolokwialnie nazwać.

Bez posłuchu

Bez większej klasy łotewski związek pożegnał się ze Słoweńcem Slavišą Stojanoviciem, który pełnił obowiązki trenera narodowej kadry za kadencji prezesa Gorkšsa. W wyniku cięć finansowych w roku 2020 postanowiono pożegnać szkoleniowca, który miał inkasować pensję w wysokości 14 tysięcy euro co miesiąc. Cóż, bywa, ale można chyba rozstać się w bardziej elegancki sposób niż przez… SMS-a. Tak czy owak stery przejął dotychczasowy trener kadry U21 Dainis Kazakevičs. 39-latek nie dość, że nie miał na koncie większych osiągnięć z młodzieżówką, to na dodatek… nie jest nawet szanowany przez zawodników z drużyny U21, młodzi mieli sobie z niego regularnie żartować. Rodzi to zatem uzasadnione obawy, czy ten zdoła zyskać respekt wśród dorosłej reprezentacji, zwłaszcza że z U21 ostatni mecz o punkty wygrał… w 2016 roku. Niektórzy inni członkowie sztabu trenerskiego U21 mieli z kolei prawie w ogóle nie pracować z podopiecznymi. Być może z tego też powodu Kazakevičs otoczył się gronem doświadczonych doradców, wśród których są byli reprezentanci kraju, dużo starsi od trenera, który de facto… będzie ich przełożonym. Niestety przez koronawirusa Kazakevičs nie zdołał nawet zadebiutować w swojej nowej roli. Rywalem Łotwy miała być pod koniec marca Czarnogóra, a zaraz potem kadra San Marino.

Dainis Kazakevičs, fot. lff.lv

***
Jeżeli dotarłeś szanowny czytelniku do tego miejsca, to niestety ale nie zaserwuję żadnej mowy końcowej. To miejsce teraz na Twoje refleksje, jeśli chcesz to zostaw komentarz, podziel się swoimi opiniami. O pewnych rzeczach trzeba niestety mówić głośno.

obrazek wyróżniający: Patrīcija Eglīte/LETA 

Share on facebook
Share on twitter

Logowanie