Donatas Kazlauskas mimo łatki dużego talentu, w Polsce kariery nie zrobił. Zawodnik FK Riteriai zwrócił jednak wczoraj na siebie uwagę z pewnych przyczyn, udowadniając że może być jeszcze w stanie odmienić coś w swojej karierze.
14. października 2019, stadion LFF w Wilnie. Reprezentacja Litwy do 79. minuty przegrywa z Serbią 0-2 w ramach eliminacji do Mistrzostw Europy 2020. Właśnie 11 minut przed upływem regulaminowego czasu gry bramkę kontaktową zdobywa pomocnik Litwy, Donatas Kazlauskas. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 2-1 dla Serbów, ale dla Kazlauskasa i tak było wyjątkowe. Zespół spisał się dobrze, a on sam zdobył debiutancką bramkę dla reprezentacji w swoim 12. występie, zaledwie 6 minut po tym jak wszedł na boisko z ławki.
15. października 2019, ten sam stadion w Wilnie, od zakończenia spotkania z Serbią nie minęły nawet 24 godziny. Reprezentacja zaczęła grać o 20:45 polskiego czasu, zaś następnego dnia o 18:30 rozpoczęło się ligowe spotkanie między FK Riteriai a Sūduvą. W wyjściowym składzie gospodarzy pojawia się Donatas Kazlauskas. W 39. minucie, w odstępie niecałych 24 godzin pomocnik zdobywa swoją drugą bramkę w dwa wieczory – tym razem dla klubu. Wydarzenie absolutnie unikatowe, zwłaszcza że mówimy o profesjonalnym zawodniku. Miał jednak pecha, bo i tym razem spotkanie zakończyło się wynikiem 2-1 na korzyść przeciwnika.
Jak skomentował to sam zainteresowany?
Z pewnością jest to niezwykłe osiągnięcie, ale za bardzo nie ma z czego się cieszyć, ponieważ przegraliśmy obydwa mecze. Oceniając te gole jako fakt, to złożyło się tu dużo rzeczy – przede wszystkim marsz Sūduvy po Europie. Gdyby nie to, ten mecz rozegralibyśmy we wrześniu, i nie byłoby o czym rozmawiać. Kolejna sprawa – jeżeli w reprezentacji zagrałbym więcej czasu, to mogłoby mnie nawet nie być w kadrze meczowej na Sūduvę. W piłce nożnej wiele zależy od detali.
Bramka w ligowym starciu z mistrzem Litwy była dla Kazlauskasa dziewiątym trafieniem w tym sezonie A Lygi. Pozwoliło mu to stać się najlepszym strzelcem z Litwy, nad nim w klasyfikacji bramkowej jest czterech obcokrajowców. Również i w komentarzu do tego osiągnięcia Kazlauskas hamował wszelką euforię.
Szczerze mówiąc to nie wiem czy powinienem być tym naprawdę ucieszony. Pierwsza rzecz – najpierw patrzę nie na osobisty, lecz drużynowy wynik. Po drugie tak jak pamiętam zdobyte bramki, tak również sytuacje w których powinienem był wykorzystać, a tego nie zrobiłem. Jeszcze jedna kwestia – polityka klubu FK Riteriai. W naszej drużynie grają praktycznie tylko Litwini, dlatego naturalne jest to, że ktoś musi być na szczycie. Tak się stało, że jestem to ja.
Sam otwarcie mówiąc nie mam pojęcia czy kiedyś miała miejsce taka sytuacja, gdy dzień po dniu w oficjalnych meczach dany zawodnik zdobywał bramkę. Nie chcę zatem używać sformułowań typu „historyczne osiągnięcię”, „pierwszy w dziejach”. „Unikatowy”, „nietypowy”, „niezwykły” to lepsze określenia, choć sam Kazlauskas, jak można wywnioskować z wypowiedzi do litewskich mediów, wolałby aby mimo wszystko jego drużyny wygrały. Postawa godna profesjonalisty, ale z drugiej strony ma teraz swoje małe 5 minut w kraju.
fot. Žygimantas Gedvila / 15min.lt







