O tym jak dramatyczna jest sytuacja krakowskiej Wisły wie chyba każdy w jakimkolwiek stopniu zainteresowany polską piłką nożną. Spółka ma 80 milionów złotych długu, z czego 1/4 trzeba uregulować do końca roku. W internecie spotkać się można z wieloma opiniami głoszącymi fakt, że szkoda zasłużonego klubu z tradycjami i wiernymi kibicami, i że zamiast tego oglądać trzeba będzie kolejne zespoły z małych miast, gdzie stadiony świecą pustkami a atmosfery nie ma żadnej.
Trudno się z tym nie zgodzić, zwłaszcza gdy ktoś jest fanatykiem jeżdżącym w kraj za swoją drużyną, bierze czynny udział w życiu kibicowskim klubu i dba o jego wizerunek wśród pozostałych fanów. Jednakże bardzo istotnymi czynnikami decydującymi o tym czy ktoś gra w najwyższej lidze kraju są: odpowiednio wysoki poziom sportowy (ten warunek Wisła jak najbardziej spełnia), oraz stabilność finansowa (ten już niekoniecznie). W tym wypadku nie mają już znaczenia zasługi i tradycje klubu. I tutaj warto spojrzeć na sprawę przez pryzmat Litwy i Łotwy.
Wisła jest w o tyle komfortowej sytuacji, że jest zasłużonym klubem dla sportu nr 1 w Polsce. Łatwiej jest wtedy o sponsorów albo liczne grono fanów, które stanie na głowie żeby ratować klub, nawet od 4. ligi czy w gorszym scenariuszu – od okręgówki. Takich przykładów mamy wiele: ŁKS Łódź, Polonia Warszawa, Widzew Łódź, Zawisza Bydgoszcz… FBK Kowno też próbowali ratować fani. Po upadku właściwego FBK, sprawy w swoje ręce wzięli kibice, ale to przedsięwzięcie także upadło, i również ze względów finansowych. Fanom z Kowna ciężej jednak było ze względu na mniejszą popularność piłki nożnej w ich kraju, mniejszy potencjał liczbowy, wsparcie miasta etc.
O tym, że zasługi nie są żadnym ratunkiem dla klubu przekonywały się Skonto Ryga, Metalurgs Lipawa, wspomniane FBK Kowno czy Ekranas Poniewież. Żadnego z tych zespołów nie odnajdziemy dziś na piłkarskiej mapie Europy. Patrząc na diametralne różnice w znaczeniu piłki na Łotwie i Polsce, mogę zaryzykować, że Skonto ma nawet większe zasługi dla futbolu w swoim kraju niż Wisła. Oryginalna zadłużona spółka do dziś jest wystawiona na sprzedaż, mimo że od upadku minęły już 2 lata. I ciężko wierzyć w to, że ktoś się za to weźmie od nowa. Nie dziwi zatem fakt, że na zadłużoną spółkę krakowskiego klubu zbyt wielu chętnych nie ma. Inwestowanie w klub piłkarski jest drogim luksusem, na który stać wybranych.
Dla nas jest to „gorący temat” ponieważ rzadko zdarza się, że istnieje ryzyko wycofania się klubu z powodów finansowych przed zakończeniem rozgrywek. Dla Litwinów i Łotyszy niekoniecznie. Być może włodarze Utenisu Uteny wycofując swój klub dobrowolnie z A Lygi uratowali go przed zniknięciem na zawsze z piłki. Pierwotnie krytykowana przez kibiców na Litwie decyzja mogła być ocaleniem klubu. Po sezonie 2017, Utenis po zajęciu 6. miejsca w lidze, został wycofany przez władze klubu z ligi i przeniesiony szczebel niżej. Wytłumaczeniem tej decyzji był fakt, że „A Lyga była dla Utenisu nieopłacalna” i klub w związku z uczestnictwem w niej notował duże straty.
Przykład Wisły pokazuje jak ważne są w dzisiejszej piłce pieniądze i rozsądne gospodarowanie nimi. Litewskie i łotewskie kluby pokazywały już nie raz, że często umiejętność gospodarowania pieniędzmi klubowymi była na niskim poziomie i w efekcie kluby przeważnie przestawały istnieć. Krakowski klub ma o tyle lepiej, że piłka jest u nas sportem topowym, a za sobą ma dziesiątki tysięcy kibiców gotowych zostać z klubem na dobre i na złe.
foto: stadionowioprawcy.net







