Pierwszy Polak na Łotwie

Krzysztof Łągiewka to piłkarz zagadka, piłkarski los nosił go po różnych miejscach na świecie, był nawet w USA. Z Jagiellonii Białystok do Skonto Ryga trafił w 2002 roku jako pierwszy zawodnik z Polski w lidze łotewskiej. Kosztował jak na tamte czasy sporo, ze stolicy Podlasia odszedł bowiem za 90 tysięcy dolarów. W dawnym hegemonie łotewskiej piłki wielkiej kariery nie zrobił, ale to właśnie on zaczął pisać polską historię na terenie tego nadbałtyckiego państwa.

12 rozegranych spotkań, 0 bramek. O „Kšištofsie Longievce”, bo tak w języku łotewskim brzmi jego imię i nazwisko, miałem okazję pokonwersować z kibicem Skonto. Najlepszym dowodem na skromny dorobek Polaka jest fakt, że nie został nawet w niewielkim stopniu zapamiętany przez fanów łotewskiego klubu. Po sprawdzeniu danych we własnoręcznie przygotowanej przez kibica tabelce pada odpowiedź „to tylko kilka gier”. I to właśnie najlepsze podsumowanie kariery Łągiewki w Skonto. Zresztą, głównym powodem dla którego powstał ten tekst, jest sam fakt że Krzysztof jako pierwszy zapuścił się w te strony. Gdyby mieć na względzie tylko dokonania piłkarskie na Łotwie to Łągiewka nie zebrał zbyt wielu argumentów.

A wcale nie zanosiło się, że Polak na Łotwie wyląduje. Wicemistrz Europy z 1999 roku odchodząc z Jagiellonii, która spadła do ówczesnej III līgi, szukał klubu w Anglii. Mówiło się o Southampton, lecz zamiast na Wyspach Łągiewka wylądował na Łotwie. Nie zdołał się jednak przebić, w tamtym okresie Skonto było wyjątkowo mocną drużyną, dostarczyli wielu piłkarzy reprezentacji Łotwy, która wówczas wywalczyła awans na Euro 2004. Dobrym usprawiedliwieniem Polaka była więc naprawdę silna konkurencja. Jednocześnie zawodnik był sprawdzonym źródłem informacji dla polskiego sztabu w kontekście starcia z Łotwą w 2002 roku (pamiętna porażka 0-1 w Warszawie). Paradoksalnie Skonto solidnie zarobiło na Łągiewce, obrońca odszedł bowiem do silnego wówczas Szynnika Jarosław za 350 tysięcy dolarów. W pierwszym sezonie w Rosji wywalczył sobie miejsce w składzie i dostał powołanie do kadry U21. Później był m.in. w Krylii Sovietov, z której wyleciał po awanturze z kolegą. Po kilkuletnich wojażach za wschodnią granicą wrócił do Polski, ale w Arce Gdynia zaliczył tylko 12 spotkań (dla Łągiewki to chyba dwunastka była tą pechową liczbą). W sezonie 2012/2013 występował w polonijnym klubie z USA – Vistula Garfield. To oczywiście nie była już poważna piłka. Później był już tylko nałóg i próby walki ze swoimi słabościami. Po karierze nie zostało już nic.

Kiedyś pojawiły się plotki, że w 2006 roku za sprawą dobrych występach w Rosji zawodnik otrzymał propozycję występów w kadrze Gruzji. Ciężko stwierdzić ile prawdy może być w tych doniesieniach, natomiast potem przyszło zainteresowanie ze strony polskiej reprezentacji narodowej. Powołanie Łągiewka otrzymał we wrześniu 2006 ale Leo Beenhaker nie dał mu szansy debiutu. Być może gdyby ją otrzymał, jego kariera potoczyłaby się zupełnie inaczej.

Na wciąż aktywnej jeszcze stronie skontofc.com znaleźć można do pobrania tabelki z dokładnym bilansem występów danego zawodnika. Poniżej zamieszczam zatem wycinki z danymi, aby każdy mógł zobaczyć jak na Łotwie radził sobie nasz „Kšištofs” podczas swojej półtorarocznej przygody w Rydze. Najpierw bilans za 2002 rok, potem za 2003. A i na koniec ciekawostka – swoją żonę Łągiewka poznał właśnie na Łotwie.

Fot. arkagdynia.pl

Share on facebook
Share on twitter

Logowanie