„Naprzód do walki, Żalgiris Wilno naprzód do walki, Żalgiris!” głosi przyśpiewka kibiców mistrza Litwy wykonywana w rytm hitu Scootera pt. „How much is the fish?”. Dzisiejszego wieczora wilnianie w istocie powalczyli z silniejszym rywalem uzyskując bardzo dobry wynik na własnym boisku.
Gdy tylko stało się jasne, że Żalgiris zmierzy się w II rundzie eliminacji do Ligi Mistrzów z tureckim Galatasaray nie brakowało oczywistych i zrozumiałych opinii, że Litwini będą chłopcem do bicia. Pierwsza odsłona stawia tę tezę pod znakiem zapytania, aczkolwiek rewanżowa potyczka w Stambule będzie bardzo trudna. Żalgiris pojedzie na nią po wywalczeniu u siebie remisu 2-2.
Powtórka
Można powiedzieć, że mistrzowie Litwy zagrali dokładnie jak rok temu. Wówczas po słabej dyspozycji w I rundzie eliminacji i wymęczonym awansie przeciwko kosowskiemu KF Ballkani (choć w pierwszym meczu Żalgiris mógł stracić spokojnie około 6 bramek) przyszła pora na rewelacyjną grę w rundzie II, o czym boleśnie przekonało się szwedzkie Malmoe. Tym razem do wyeliminowania Galatasaray jest jeszcze daleka droga, aczkolwiek podopieczni Władimira Czeburina pokazali, że nie warto ich skreślać. Zamiast prognozowanej porażki w doliczonym czasie gry udało się wyszarpać remis.
Przebieg
Żalgiris na tle dużo bardziej utytułowanego i klasowego rywala wypadł naprawdę dobrze. Udało się uniknąć prostych błędów, które wcześniej bywały zmorą. Przyczepić się można tylko do Edvinasa Gertmonasa i Stipe Vucura przy pierwszej bramce dla Galatasaray. W 75. minucie ten pierwszy nie do końca dobrze oszacował tor lotu piłki przy dośrodkowaniu i w pierwszej chwili podjął decyzję o wyjściu do niej, ale finalnie z tego zrezygnował. W efekcie tego nieporozumienia dużą swobodę za plecami Vucura miał Abdulkerim Bardakci, który bez problemu skierował piłkę głową do siatki.
Zasługą błędu defensora była także pierwsza bramka meczu, którą w 48. minucie strzelił Mathias Oyewusi. Nigeryjczyk wykorzystał problemy Victora Nelssona z opanowaniem piłki, wygrał z nim starcie fizyczne i w efekcie już na połowie rywala przejął futbolówkę zagraną za pomocą dalekiego podania przez Nikolasa Gorobsova. 24-latek wbiegł w pole karne z lewego sektora boiska i strzałem po długim słupku nie dał szans Fernando Muslerze.
Galatasaray po wyrównaniu w 75. minucie dość szybko zadało bolesny cios i wyszło na prowadzenie. O pechu ponownie mógł mówić Gertmonas, który sparował uderzenie Driesa Mertensa wprost na stojącego blisko bramki Halila Dervisoglu. Piłkarz gości musiał w zasadzie tylko umieścić piłkę w pustej bramce.
Żalgiris walczył jednak do końca i to się opłaciło. Sędzia doliczył aż 6 minut, więc wilnianie mieli nieco czasu na poszukanie swojej okazji. W 92. minucie Joel Bopesu posłał dalekie dośrodkowanie w pole karne Galatasaray, które trafiło wprost do zamykającego akcję Donatasa Kazlauskasa. Były zawodnik Lechii Gdańsk strzałem tuż przy słupku pokonał Muslerę, a w wybuchu euforii Litwin zdjął koszulkę i rzucił ją w górę świętując wyrównanie z kibicami przy ich trybunie. Wprowadzony w 80. minucie zawodnik zapomniał jednak o drobnym szczególe – tuż po wejściu na boisku zarobił żółtą kartkę za uderzenie łokciem i sędzia po tej cieszynce nie miał innego wyboru niż odesłać 29-latka do szatni. O całej sytuacji Kazlauskasa uświadomił jeden z kolegów z drużyny wymownym gestem pukania się palcem po czole. Strzelec gola poinformowany o swojej sytuacji złapał się z bezradności za głowę i udał się od razu za linię boczną. Finalnie osłabienie drużyny nie miało już wpływu na wynik, ale na pewno było niepotrzebne.
Reakcje
Na Litwie wybuchła naturalnie euforia. Wszyscy cieszą się z fantastycznego osiągnięcia, aczkolwiek faworytem wciąż pozostają Turkowie. Dla nich ten wynik jest ogromnym rozczarowaniem i na pewno na swoim boisku będą próbowali odbić sobie dzisiejsze niepowodzenie. Żalgiris nie ma do stracenia absolutnie nic i udowodnił już raz, że w piłce wszystko jest możliwe. No i oczywiście konto Litwy w rankingu współczynników powiększyło się o nieoczekiwane 0.125 punktu!
fot. Żalgiris Wilno







