Tadas Labukas nie miał w Polsce statusu gwiazdy, ciężko powiedzieć aby nawet był jakoś bardzo wyróżniającym się zawodnikiem. Niemniej zdołał zaznaczyć swoją obecność na ligowych boiskach, szczególnie w Gdyni. Litwinom, którzy trafiają do Ekstraklasy dziś ciężko jest nawiązać nawet do tego poziomu.
Rys biograficzny
Tadas Labukas, obecnie 41-latek, na świat przyszedł 10. stycznia 1984 roku w Olicie. Litwa nie była wtedy jeszcze wolnym państwem, rzeczywistość wyglądała nieco inaczej niż obecnie. Jego nazwisko tłumaczone na polski oznacza „hejka”, „siemanko”. W rodzinnym mieście rozpoczął karierę piłkarską a jako 17-latek rozegrał swój pierwszy sezon w profesjonalnym futbolu. Nie była to jednak udana kampania. Dainava Olita zakończyła zmagania na ostatnim miejscu w 12-zespołowej stawce i została zdegradowana z A Lygi do I Lygi aczkolwiek do bezpiecznej lokaty zabrakło niewiele bo tylko 4 oczka. Młody Labukas wziął udział w 27 na 36 możliwych spotkań i strzelił 3 gole. Wtedy nie przypuszczał nawet, że Dainava będzie pierwszym z jego 16 klubów w całej karierze! W kolejnym sezonie reprezentował już barwy Atlantasu Kłajpeda, który z perspektywy czasu wydaje się być najważniejszym zespołem w karierze napastnika i to właśnie z nieistniejącym już Atlantasem łączyło go najwięcej.

Gdynia
W całym artykule na temat Labukasa w największym stopniu chciałbym skupić się na pobycie w Arce Gdynia. Nie tylko dlatego, że to jego najbardziej wyrazisty polski akcent w jego karierze, ale przede wszystkim ze względu na to, że o Litwinie udało mi się porozmawiać z zawodnikiem, który dzielił wtedy szatnię z Labukasem oraz dobrze go pamięta mimo upływu lat. Mowa o Wojciechu Wilczyńskim, dziś 35-latku, który gra oraz pełni funkcję dyrektora sportowego w IV-ligowym Wikędzie Luzino. W 2009 roku (wtedy do Arki przyszedł Labukas) był 19-letnim piłkarzem, który dopiero przebijał się do I drużyny Arki i stawiał pierwsze kroki w niej. Przy okazji przytoczenia postaci Wojciecha odsyłam was także do jego wspominek na okoliczność mojego artykułu na temat pobytu Łotysza Kasparsa Dubry w Polonii Bytom.
„Tadasa kojarzę w głównej mierze przez pryzmat tego jaki był wobec młodych zawodników w szatni, jaki był otwarty, energiczny i pozytywny. Mówił łamanym polskim ale wyglądał na takiego, który w tej szatni był 10 lat. Nie miał problemów w kontaktach i z młodymi, i ze starymi. Pamiętam te dobre wrażenie mimo lat, które upłynęły.” – opowiada mi Wilczyński. Warto przy tej okazji wspomnieć, że Tadas Labukas w momencie przyjścia do Gdyni miał 25 lat, więc nie był już młodzieniaszkiem, nie aspirował jednak też do miana weterana. Niemniej Arka była w tamtym momencie jego ósmym klubem w karierze.

W Gdyni Litwin występował w latach 2009-2011. Dla Arki zagrał łącznie 57 razy, strzelił 10 goli, zaliczył 4 asysty. Więcej grał tylko w Atlantasie Kłajpeda. Postanowiłem zapytać Wilczyńskiego czy Litwin w Gdyni zdołał osiągnąć swego rodzaju stabilność. Bądź co bądź przeżył tu trochę znaczących momentów, na przykład strzelił gola w Derbach z Lechią w maju 2011. Nie każdemu zawodnikowi zdarza się doświadczyć tego wyjątkowego przeżycia. Z drugiej strony ciężko go nazwać jakimś symbolem czy znaczącym piłkarzem w historii klubu. Interesowało mnie jednak czy Labukas zdołał się jakoś z Arką zidentyfikować.
„Patrząc po przebiegu jego kariery i po tym jak często zmieniał kluby to ciężko stwierdzić aby się z kimś bardziej identyfikował.” – przyznaje nieco żartobliwie mój rozmówca. Niemniej od razu dodaje, że Labukas zawsze dawał z siebie 100% i świetnie się w Arce czuł. „Jak ryba w wodzie. Nie wiem co zdarzyło się, że potem poszedł do Norwegii ale moje odczucie jako kolegi z szatni było takie, że jemu w Arce jest naprawdę dobrze i potem go brakowało. Myślę, że nie ma w Gdyni kibica, który by go pozytywnie nie wspominał. Po pierwsze, zawsze harował na boisku. Tak jak wspomniałeś, strzelił ważną bramkę, ale nie tylko tą jedną w derbach. Po drugie był naprawdę pozytywną postacią w klubie.” – przyznaje Wilczyński.
W parze z walecznością i zaciętością szły dobre warunki fizyczne Labukasa. Atletyczna postura to kolejna rzecz, która zapadła w pamięć mojemu rozmówcy. Przede wszystkim jednak fantastycznie odnajdywał się w szatni Arki, która wtedy była bardzo międzynarodowa, trochę wręcz egzotyczna. Przekrój narodowości – bardzo szeroki: Angola, DR Konga, Kamerun, Peru, Brazylia, Holandia, Chorwacja, Albania… Wilczyński przyznaje, że Labukas był w zasadzie jak Polak.
W środku tej bardzo barwnej mieszanki był młody Wilczyński. Wracając pamięcią do tamtych czasów przyznaje, że jako niedoświadczony zawodnik otrzymał duże wsparcie od takich piłkarzy jak Bartosz Karwan, Bartosz Ława czy Dariusz Żuraw. Nie brakowało osobistości z bogatą przeszłością w Ekstraklasie czy z doświadczeniem reprezentacyjnym, do tego liczna grupa zagraniczna z różnych zakątków świata. Po latach Wilczyński wspomina, że niektóre z transferów miały dziwne okoliczności a spadając z ligi drużyna zapłaciła tego cenę. Niemniej dla niego, jeszcze nastolatka który był na etapie szkoły, matury, szatnia z tak wieloma językami była czymś interesującym. Nie miał większego problemu z odnalezieniem się w zespole, dostrzegał jednak potencjalne zagrożenia mogące płynąć z aż tak różnorodnej grupy.
„Wtedy w szatni nikt o tym nie mówił ale spoglądając z perspektywy lat jestem przekonany, że na końcu niektórzy patrzyli tylko na swój interes, niestety. Była sytuacja, że na Śląsku Wrocław kiedy graliśmy ostatni mecz w lidze i przegraliśmy 0-5, wtedy na Oporowskiej nawet bramkę strzelił nam Kelemen, golkiper, kilku zagranicznych powiedziało, że oni nie będą grać, że im zniszczą samochody itd. Przywiązanie do barw, do klubu, pójście na maksa w takim meczu jest bardzo ważne a ja pamiętam jak dziś, że niektórzy zawodnicy z tamtego zaciągu nie chcieli wyjść grać, ale na pewno nie był to Tadas Labukas.” – wspomina Wilczyński.

Bez wątpienia główną cechą, która pozwoliła Litwinowi tak dobrze odnaleźć się w Gdyni jest jego poczucie humoru. „Oj żartowniś to on był” – przyznaje Wilczyński i mimo upływu 15 lat przypomina sobie pewną anegdotę, która jemu samemu towarzyszy do dziś. „Zawsze gdy ktoś gwizdał sobie pod nosem w szatni, Tadas chodził i kazał przestać bo miał teorię że to przynosi pecha. W naszej sytuacji gdy o punkty było ciężko ta teoria miała dużą sprawdzalność. Do dziś mi to utkwiło i mówię młodym, że mają nie gwizdać!” – opowiada ze śmiechem Wilczyński.
Etap Tadasa Labukasa w Gdyni zakończył się latem 2011 roku. Polskę zamienił na Norwegię, po serii treningów otrzymał propozycję kontraktu od Brann Bergen. Litwin odszedł jako najskuteczniejszy strzelec swojej drużyny w tamtym sezonie – w 29 meczach strzelił 8 goli.
Legnica
Drugim polskim przystankiem w bogatej karierze Labukasa była Miedź Legnica, tym razem już nie na poziomie Ekstraklasy a I ligi. Trafił tam w 2015 roku po, a jakże, intensywnych ruchach klubowych. Przez 4 lata zdążył przewinąć się przez Norwegię (wspomniane Brann), Łotwę (Skonto Ryga), Rosję (Torpedo Moskwa) oraz Litwę (FK Trakai, obecnie Riteriai). Najwięcej grał i strzelał na Litwie i Łotwie.
„Labukas przychodził do Legnicy jako doświadczona „dziewiątka”. Niestety nie spełnił oczekiwań choć kilka goli strzelił.” – przyznaje dziennikarz z Legnicy Maciej Matwiej, współautor kanału Niski Pressing. Dodaje, że Litwin nie zapisał się szczególnie w pamięci kibiców. To dość odmienny obraz od Gdyni w której wprawdzie spędził nieco więcej czasu ale zdaje się został zdecydowanie lepiej zapamiętany.
Tadas Labukas w Legnicy występował 49 razy (47 liga, 2 puchar) i strzelił 8 goli. Rozłożony na 2 sezony dorobek nie jest zatem zbyt imponujący. „Zapamiętałem go jako takiego lisa pola karnego. Jak nie dostał podania, to raczej sam nic nie wykreował. Oczekiwania były jednak zdecydowanie większe.” – podkreśla Matwiej. Nie dziwi zatem, że po wygaśnięciu umowy Miedź nie zdecydowała się na kontynuację współpracy.

„Tadziu” jak nazywano go w Miedzi mimo tego, że w Legnicy nie wyróżnił się, to jednak klub w jego karierze zajmuje dosyć wysokie, 4. miejsce pod kątem występów. Tuż wyżej na podium jest FK Riteriai, z kolei nieco niżej rumuński Otelul Galati. Międzynarodowa mieszanka.
Kłajpeda
W tym tekście na osobną wzmiankę zasługuje Atlantas Kłajpeda. To w nim Labukas stawiał pierwsze kroki w seniorskiej piłce, ale także grząsł w bagnie po szyję. Klub, który upadł po sezonie 2020 pod koniec swojego istnienia miał permanentne problemy finansowe, a przez to w zasadzie w każdej innej materii. Piłkarze nie dostawali wynagrodzeń a jeśli już to niepełne, musieli się zapożyczać, w skrajnych przypadkach jeden z Nigeryjczyków po treningach zbierał puste plastikowe butelki i wymieniał je na drobną gotówkę rzędu 1-2 euro w specjalnych butelkomatach. Niemniej w tych najbardziej kryzysowych momentach budowana naprędko kadra Atlantasu zawsze skupiona była wokół Tadasa Labukasa. Gdy wszystko się waliło, wiadomo było że doświadczony napastnik jest i można na niego liczyć. W 2018 roku w Kłajpedzie spotkał się nawet ze swoim kolegą z Legnicy, Dawidem Smugiem.

W 2019 roku gdy Atlantas ledwo dograł sezon do problemów finansowych doszedł jeszcze skandal związany z ustawianiem spotkań, mimo starań nie udało się uratować A Lygi. Pomijając przykre okoliczności to Atlantas jest tym klubem w którym spędził najwięcej czasu i najwięcej razy zakładał jego koszulkę. Następnie przeniósł się do niższych lig – Atmosfery Możejki, FK Gintarasu a ostatnim jego klubem był czwartoligowiec Sakuona Plikai. Grał także w rozgrywkach weteranów w barwach „swojej” Dainavy Olita. Obecnie były reprezentant Litwy jest szczęśliwym ojcem, cały czas przebywa blisko futbolu ale nie w żadnej oficjalnej roli. Kopie amatorsko dla przyjemności jak zresztą wielu jego kolegów po czterdziestce.
Obieżyświat
Poniżej kompletna rozpiska klubów w których występował Litwin.

Do tego w latach 2006–2012 zaliczył 18 spotkań w reprezentacji Litwy. Ma za sobą bogatą karierę obfitującą w ciekawe miejsca i doświadczenia. Bez wątpienia jest chodzącą skarbnicą wiedzy i porad dla młodych zawodników. Tu jeszcze na chwilkę warto wrócić do Wojciecha Wilczyńskiego, który w tekście przytaczany był głównie jako młody, niedoświadczony zawodnik. Dziś już jako ojciec, wyjadacz oraz dyrektor sportowy ma inne spojrzenie na temat wchodzenia w świat seniorskiego futbolu. Wciąż jeszcze jest czynnym piłkarzem, najprawdopodobniej w czerwcu zwieńczy swoją przygodę z piłką. Z tej okazji chciałbym oddać mu głos.
„Wchodząc do dorosłej piłki w wieku 18-19 lat zakładałem, że podbiję świat, zagram w Lidze Mistrzów, kluby się będą o mnie biły. Rzeczywistość okazała się inna. W okresie zawodowej kariery podejmuje się mnóstwo decyzji dotyczących wyboru klubów, zmieniają się trenerzy, jest mnóstwo osób mających wpływ na nasze zachowania. Z perspektywy czasu uważam, że piłka bardzo się zmieniła. To czego mi brakowało to wsparcia ludzi zaufanych. Wokół byli menadżerowie, agenci którzy żerowali tylko aby podpisać umowę. Wiem jak to wygląda teraz ale nigdy nie chciałem mieć wsparcia na zasadzie „załatwię Tobie klub, trzeba się podzielić prowizją”. Ja chciałem mieć wsparcie merytoryczne, aby ktoś powiedział mi jakie czyhają zagrożenia, aby te wybory były przemyślane. Nie było osoby, która mogłaby doradzić co może być lepsze dla mnie nie tylko jako piłkarza ale i człowieka. W piłce pojawiło się dużo detali, programy które sprawdzają zawodnika pod kątem indeksów. Można dokładnie poznać parametry prędkości biegu, statystyki podań. Kiedyś tego nie było. Najbardziej widoczne dla mnie jest to jak widzę, że grają młodzi reprezentanci Polski i ich mecz można obejrzeć w telewizji. Po kilku meczach już wyjeżdżają na zachód. Ja po kilkunastu spotkaniach w Ekstraklasie jako 19-letni chłopak bez statusu młodzieżowca (nie było go, grali najlepsi), po 2 golach w 15 meczach nigdzie nie wyjechałem, nie miałem żadnej propozycji. To było moje 5 minut, które nie zostało wykorzystane. Cóż, mogło się potoczyć inaczej ale z perspektywy 17 lat gry w piłkę nie mam problemów z zakończeniem kariery. Jestem ojcem dwójki dzieci, w odpowiednim czasie zacząłem myśleć o jej końcu. Dziś zajmuję się planowaniem końca kariery innych piłkarzy. Moja misja to uświadamianie piłkarzy, że ich kariera może się skończyć w różny sposób, na przykład przez kontuzję albo choroby, aby byli na to gotowi. Z tej mojej piłkarskiej przygody wyszło dużo innych rzeczy z których jestem dumny ale sportowo miałem potencjał na więcej.” – podsumowuje Wilczyński.
Jeszcze dłużej niż wspomniane 17 lat bo ponad 2 dekady w piłkę grał Tadas Labukas, choć od 2020 roku było to już kopanie w zasadzie czysto amatorskie. Nie był on może bywalcem pierwszych stron gazet ale wiele w świecie zobaczył, wiele doświadczył. Najlepszym tego dowodem niech będzie fakt, że w 2021 roku został powołany jako kandydat do reprezentacji Litwy w futsalu.
fot. LFF







