W normalnych okolicznościach rezygnacja ze stanowiska przez menadżera drugoligowego klubu na Litwie przeszłaby bez echa. W końcu normalną rzeczą jest że ktoś odchodzi, ktoś inny przychodzi. Tym razem kontekst jest dość nietypowy.
O niezbyt profesjonalnym zachowaniu Vaitkusa mogliście czytać niedawno w mediach społecznościowych Bałtyckiego futbolu. Działacza niesamowicie zirytował fakt, że jego drużyna, która w zeszłym roku walczyła z Bangą Gorżdy w barażu o miejsce w A Lydze (nieskutecznie), tym razem jest w dużo gorszej dyspozycji i szanse nawet na baraż straciła kilkanaście dni przed zakończeniem rozgrywek. Vaitkus za pomocą komunikatora w telefonie nie przebierał w słowach.
Osoba, która wysłała screena do redakcji sportas.lt (był nią jeden z zawodników) dołączyła do obrazka adnotację „jeśli nie przeprosi – zbojkotujemy treningi”. Do publicznych przeprosin nie doszło i nie dojdzie. Na następny dzień po tych wydarzeniach, 6. listopada, Vaitkus ogłosił swoją rezygnację za pośrednictwem Facebooka.
Nadszedł czas na ważne decyzje, niezależnie od tego, jak trudne będą. Rezygnuję ze stanowiska menadżera klubu FC „Neptūnas”. Przez cztery lata pracowałem w klubie nieodpłatnie, byłem z klubem całym sercem, żyłem piłkarskim rytmem od meczu do meczu, z sezonu na sezon.
Żyłem ideą odrodzenia piłki nożnej w moim mieście, rozwinęliśmy ją z przyjaciółmi i niczego nie żałuję. Wiele razem stworzyliśmy. Ale teraz klub potrzebuje świeżej krwi, nowych pomysłów! Pragnę serdecznie podziękować wszystkim, którzy wspólnie współpracowali i życzyć sukcesów! Nie wątpię nawet w świetlaną przyszłość Neptūnasu!
Większe zmartwienie w klubie wywołuje jednak inny fakt niż odejście menadżera. Jeden z zagranicznych piłkarzy nie może doprosić się od klubu wypłaty zaległych 600 euro pensji i podjął już w tej sprawie kroki prawne.
fot. atviraklaipeda.lt







